Kim był Stanisław SOJCZYŃSKI „Warszyc”

Pomnik Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” stanie przed siedzibą 9. Łódzkiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej, której „Warszyc” jest patronem. Radni Łodzi zgodzili się na wzniesienie pomnika twórcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego.

Rozbrojony przez żołnierzy sowieckich, uniknął niewoli

.Uchwałę Rada Miejska w Łodzi przyjęła podczas sesji samorządu. Poparło ją 25 z 37 radnych Łodzi, czyli wszyscy obecni podczas sesji.

Zgodnie z treścią uchwały Rady Miejskiej w Łodzi pomnik ma być upamiętnieniem generała Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” (w listopadzie 2009 r. kapitan Sojczyński został awansowany do stopnia generała brygady przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego), bohatera Wojska Polskiego, Armii Krajowej oraz Konspiracyjnego Wojska Polskiego.

O zgodę na wzniesienie pomnika wystąpili do samorządu Łodzi żołnierze ŁB WOT.

Prezentując to stanowisko ppłk. Marcin Markiewicz, zastępca dowódcy Brygady powiedział, że „jako żołnierze WOT spadkobiercy tradycji Konspiracyjnego Wojska Polskiego Łódzka Brygada WOT będzie kultywować tę tradycję ku chwale oręża Wojska Polskiego i w służbie dla województwa łódzkiego i miasta Łódź”.

Stanisław Sojczyński jest bohaterem Ziemi Łódzkiej i Częstochowskiej. Urodził się w 1910 r. w Rzejowicach w powiecie radomszczańskim. Ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Częstochowie i tam w 1932 r. rozpoczął służbę wojskową w 27 pułku piechoty.

Jako podporucznik rezerwy pracował jako nauczyciel języka polskiego w szkole powszechnej w Borze Zajączkowskim koło Częstochowy. W 1939 r. walczył w kampanii wrześniowej. Rozbrojony przez żołnierzy sowieckich, uniknął niewoli, a po nieudanej próbie przedarcia się do Warszawy wrócił do Rzejowic i rozpoczął pracę w konspiracji.

Stanisław Sojczyński Warszyc został aresztowany przez UB

.W sierpniu 1943 roku Sojczyński przeprowadził brawurową akcję zajęcia więzienia w Radomsku, uwalniając więźniów (40 Polaków i 11 Żydów). Po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 roku, Stanisław Sojczyński pozostał w konspiracji. Stworzył organizację, która od początku 1946 roku przyjęła nazwę „Samodzielna Grupa Konspiracyjnego Wojska Polskiego”.

KWP obejmowało swoim zasięgiem województwo łódzkie i częściowo śląskie, kieleckie i poznańskie. Szacuje się, że skupiała ponad 2,5 tys. członków. Żołnierze „Warszyca” w nocy z 19 na 20 kwietnia 1946 r. zajęli Radomsko uwalniając żołnierzy AK więzionych przez miejscowy Urząd Bezpieczeństwa.

W czerwcu 1946 roku Stanisław Sojczyński został aresztowany przez UB, a po procesie dowódcy i jego żołnierzy przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi 17 grudnia 1946 r., został skazany na karę śmierci. Wyrok został wykonany 19 lutego 1947 r., na trzy dni przed uchwaleniem amnestii.

Do dzisiaj nie udało się ustalić miejsca pochowania Stanisława Sojczyńskiego. Instytut Pamięci Narodowej w porozumieniu z Instytutem Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego od 2021 r. prowadzi prace poszukiwawcze na poligonie Brus w Łodzi, gdzie mógł zostać zgładzony i pochowany dowódca KWP i jego podkomendni. W 2024 r. znaleziono tam szczątki 11 osób. Według IPN trwa ich identyfikacja.

Tęsknota za nieznanym dziadkiem

.Prezydent Lech Kaczyński przyznał mu Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, a data śmierci jego i współtowarzyszy co roku przypominana jest jako Dzień Żołnierzy Wyklętych – swojego dziadka wspomina Romuald LAZAROWICZ

Dziadek Adam został zabity w mokotowskim więzieniu dwa lata przed moimi narodzinami. Nie poznałem go więc osobiście, a jednak był kochany, szczególnie szanowany przeze mnie i moje rodzeństwo, był stale obecny w naszych rozmowach. Poznawaliśmy go poprzez opowiadania ojca o ich wspólnej walce i poprzez dobroć babci Jadwigi, która do śmierci w 1985 roku nosiła po nim żałobę.

Dzięki pamięci o Dziadku od najmłodszych lat mieliśmy świadomość fałszu oficjalnego życia w PRL, a dochodzenie do prawdy zajmowało wielu ludziom czasem nawet kilkadziesiąt lat. Również nasze późniejsze losy, wybory wartości i postaw zostały niejako zdeterminowane jego postawą życiową i jego śmiercią.

Pod wpływem historii zwolnionego z łagru akowca, który kiedyś u nas w domu opowiadał o przeżyciach na nieludzkiej ziemi, zaczęliśmy fantazjować, że komuniści oszukali wszystkich i jednak nie zamordowali Dziadka, tylko wydali go Sowietom. Wyobrażaliśmy sobie, jak któregoś dnia powraca do nas z łagru, wychudzony i zmaltretowany, ale żywy… Po prostu i my, nieznający go, tęskniliśmy za nim. Zresztą niewiele trzeba, by i dziś ojcu, który ma już 92 lata, na wspomnienie Dziadka łzy stawały w oczach.

Dziadek do dziś nie ma grobu. Prawdopodobnie po śmierci został wrzucony do dziury w ziemi na obecnej Łączce na Powązkach, ale mimo starań prof. Krzysztofa Szwagrzyka do dzisiaj jego zwłoki nie zostały znalezione. Minęło 66 lat…

Gdy pierwszy raz poszedł na wojnę, miał niespełna 17 lat, a Polska dopiero powstawała z niebytu. „Postarzył” się przed komisją werbunkową i pojechał walczyć na Wołyń. Powrócił do szkoły, skończył siódmą klasę, po czym wraz z kolegami z gimnazjum znowu poszedł do wojska. Tym razem była to wojna z bolszewikami. Został ranny w walkach przy granicy Prus Wschodnich.

W wolnej już Polsce skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i ożenił się. Oboje z żoną byli nauczycielami w podkrakowskich wsiach. Trwał akurat wielki kryzys, duże bezrobocie w miastach pogłębiało nędzę wsi. Dziadkowie pomagali mieszkańcom, uczyli nowych technik rolnych, byli organizatorami wiejskich społeczności, zakładali koła zainteresowań. Łagodzili zadawnione spory, uczyli solidarności oraz dumy z Polski.

Adam cały czas utrzymywał łączność z wojskiem, odbywał kolejne ćwiczenia, działał też w kołach oficerów rezerwy.

Parę lat przed wojną rodzina – bo była już trójka dzieci – osiadła w podkarpackiej wsi Gumniska koło Dębicy. Dziadek był tu kierownikiem szkoły i – jak w innych miejscach – organizatorem życia społecznego.

We wrześniu 1939 roku Adam Lazarowicz był ostatnim, przed wkroczeniem Niemców, komendantem Dębicy, potem walczył m.in. pod Rawą Ruską. W cywilnym ubraniu udało mu się wrócić do domu z zajętego już przez Sowietów Lwowa.

Natychmiast zaangażował się w działalność tworzącej się Służby Zwycięstwu Polski, przemianowanej wkrótce na Związek Walki Zbrojnej, a potem na Armię Krajową. W konspirację, którą dowodził, zaangażowana była cała rodzina, nauczycielki, okoliczni gospodarze, księża i dawni koledzy z koła oficerów rezerwy. Bardzo dobrym pomysłem było przeniesienie z Dębicy do Gumnisk siedziby Komendy Obwodu. Wieś była dla Niemców praktycznie niedostępna. Przejazd przez wieś samochodem wojskowym był niezwykle trudny, a samochodem osobowym prawie niemożliwy, zwłaszcza w czasie wiosennych roztopów czy po jesiennych opadach lub w zimie – po śniegu i lodzie. Każde pojawienie się Niemców było natychmiast sygnalizowane w całej wsi. Szkoła, której Dziadek był kierownikiem, stała się głównym ośrodkiem oporu, bezpośrednio angażując w podziemną walkę kilka tysięcy zaprzysiężonych żołnierzy. Tu meldowali się łącznicy i kurierzy, tu zapadały decyzje o kolejnych akcjach. Pod osłoną Armii Krajowej prężnie działało Polskie Państwo Podziemne (szkolnictwo, sądy, prasa podziemna).

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romuald-lazarowicz-tesknota-za-nieznanym-dziadkiem/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 listopada 2025