Kim jest Bartosz Mateusz ŚLIWA, prezes PZL-Świdnik

Bartosz Mateusz Śliwa, dotychczasowy członek zarządu, związany z firmą od 12 lat, został nowym prezesem PZL-Świdnik – poinformowała spółka.
W skład zarządu – wraz z nowym prezesem – wchodzi Eva Usó Enrique
.Rzecznik prasowy PZL-Świdnik Dariusz Szulc przekazał, że rada nadzorcza spółki powołała nowego prezesa 24 października br. Śliwa związany jest z firmą od 2013 r., dotychczas był członkiem zarządu spółki, od 2017 r. odpowiada za sferę produkcyjną PZL-Świdnik. Od 2022 r. pełni w Leonardo obowiązki dyrektora zakładu produkcyjnego struktur lotniczych we włoskim Brindisi.
Nowy prezes – jak zakomunikowała spółka – ma doświadczenie biznesowe, międzynarodowe oraz wiedzę ekspercką w zakresie produkcji przemysłowej. Ma doświadczenie w zarządzaniu procesami, planowaniu, logistyki, cyfrowej transformacji, automatyzacji i zarządzaniu łańcuchem dostaw, które zdobywał m.in. w przemyśle motoryzacyjnym.
W skład zarządu – wraz z nowym prezesem – wchodzi Eva Usó Enrique, która pełni funkcję dyrektora finansowego PZL-Świdnik od 2022 r. i dwie nowe osoby: Grzegorz Wyszyński i Mariusz Wawron.
Wyszyński jest związany z PZL-Świdnik od 2019 r. i jest dyrektorem do spraw polskich programów śmigłowcowych. Jak podała spółka, ma także wieloletnie doświadczenie w domenie śmigłowcowej, zdobywane w kraju i za granicą, także w strukturach Leonardo od 2011 r.
Wawron natomiast jest związany ze świdnickim zakładem od 2010 r. Obecnie pełni funkcję dyrektora do spraw prawnych, korporacyjnych i zgodności. Specjalizuje się w prawnych aspektach funkcjonowania przedsiębiorstw rynku obronnego oraz transakcjach związanych z dostawami sprzętu wojskowego i cywilnego dla klientów krajowych i zagranicznych.
Spółka przekazała, że nowy zarząd będzie kontynuował „rozpoczęte inwestycje w dalszy, dynamiczny rozwój świdnickich zakładów: jego zdolności produkcyjne, portfel produktów i świadczonych usług”, a także „dotychczasowe dążenia do zwiększenia udziału świdnickich zakładów w polskich programach śmigłowcowych”.
Śliwa zastąpił Jacka Libuchę, który 1 września przekazał swoje obowiązki w porozumieniu z akcjonariuszem i radą nadzorczą. Libucha był prezesem PZL-Świdnik od października 2020 r. Wówczas spółka pisała o nim, jako o menadżerze z 20-letnim dorobkiem zawodowym w Polsce i za granicą. Przed rozpoczęciem kariery biznesowej przez 11 lat służył w wojsku. Był m.in. dowódcą szwadronu szturmowego 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Dwukrotnie uczestniczył w zagranicznych operacjach wojskowych.
Czym zajmuje się Bartosz Mateusz Śliwa?
.W PZL-Świdnik produkowane są m.in. śmigłowce dla polskiej armii. W 2019 r. podpisana została umowa za 1,6 mld zł na dostawę czterech śmigłowców AW101 dla Marynarki Wojennej. Od 2022 r. fabryka realizuje kontrakt za 8,2 mld zł na dostawę 32 śmigłowców AW149.
Ze sprawozdania finansowego PZL-Świdnik za 2024 r. wynika, że przychody z umów z klientami wzrosły z niespełna 2,4 mld do ponad 3 mld zł, zysk z działalności operacyjnej – z 207 mln do 276 mln zł, a całkowite dochody za rok obrotowy – ze 139 mln do 213 mln zł.
Spółka produkuje głównie kadłuby, komponenty do śmigłowców i całe śmigłowce. Działa przede wszystkim na rynku unijnym i polskim.
W latach 2023-2024 zatrudnienie w firmie wzrosło z 2,8 tys. do 3,2 tys. osób, z czego blisko 35 proc. stanowią pracownicy umysłowi.
Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku powstała w latach 50-tych. W 2010 r. zakłady sprywatyzowano. Właścicielem spółki jest włoski koncern Leonardo (dawniej AgustaWestland).
Polityka to nie wszystko
.Odrzucenie wniosku o wyrzuceniu prezydenckiego projektu ustawy o CPK do kosza pokazało, że polityka to nie wszystko. Najważniejsi są ludzie, ich codzienne potrzeby i wizja kraju, w którym chcą żyć. CPK jest sprawą większą niż partie i partyjne podziały – pisze Paulina MATYSIAK.
Dobrze się stało, że Sejm nie odrzucił prezydenckiego projektu dotyczącego CPK i skierował go do dalszych prac. To ważna inwestycja, która ma potencjał zmienić mapę komunikacyjną Polski na dekady. Pod warunkiem, że nie będzie okrojona, zwłaszcza z komponentu kolejowego. Nie możemy sobie pozwolić na to, by tak kluczowe sprawy padały ofiarą partyjnych przepychanek i krótkoterminowych kalkulacji.
Nowa Lewica – i mówię to z nieukrywaną przykrością – złożyła wniosek o odrzucenie projektu w całości. Trudno to zrozumieć. Jeszcze w maju ubiegłego roku przewodnicząca klubu, Anna Maria Żukowska, deklarowała: „Lewica będzie pilnowała dalszego rozwoju CPK”, podkreślając, że to inwestycja infrastrukturalna, która zwiększa szanse rozwojowe Polski. I doskonale to pamiętam, bo również tam byłam, jeszcze jako przedstawicielka ich politycznego koalicjanta. No cóż, słowa słowami, a czyny? Kiedy przyszło do konkretu, to zabrakło zdecydowania. Wniosek o odrzucenie projektu, złożony przez Nową Lewicę, to najmocniejszy dowód, że deklaracje o pilnowaniu CPK były tylko grą na wizerunek. Partia Razem odrzuciła ten wniosek bez wahania i chce dalszych prac nad projektem ustawy.
Patrząc z kolei na Szymona Hołownię i jego Polskę 2050, widzimy obraz chaosu i pęknięcia. Jedni głosowali za, inni przeciw, jeszcze inni wstrzymali się. Wychodzi jednak na to, że państwowców w tym ugrupowaniu jest więcej. Tego nie da się posklejać. To już nie jest polityczna różnica zdań, tylko wewnętrzna erozja, która sprawia, że ten projekt polityczny traci sens. Głosowania nad CPK tylko to uwidoczniły.
I w tym kontekście nie dziwi absolutnie reakcja premiera Donalda Tuska, który żalił się mediom, jak jest mu przykro po tym głosowaniu. Premier doskonale wie, że nie wróży to nic dobrego. Mówił zresztą: „Nie ukrywam, że to z mojego punktu widzenia zły znak ze strony posłów Polski 2050 i marszałka Hołowni”. Hołownia stoi po stronie prezydenta Nawrockiego – tak się to układa w głowie premiera. Szkoda, że pan premier nie pomyśli, że po stronie obywateli, którzy chcą CPK, chcą nowych linii kolejowych i którzy w ubiegłym roku podpisywali się pod obywatelskim projektem ustawy o CPK – po ich stronie stoją wszyscy posłowie, którzy głosowali przeciw odrzuceniu tego projektu.
Ateraz weźmy głębszy wdech. Czy naprawdę w imię politycznego gestu warto blokować coś, co może być impulsem rozwojowym dla całego kraju? Inwestycje infrastrukturalne nie należą ani do PiS, ani do KO, ani do PSL. One należą do nas wszystkich.
Odrzucenie wniosku o wyrzuceniu ustawy do kosza pokazało jednak coś istotniejszego. A mianowicie, że polityka to nie wszystko. Najważniejsi są ludzie, ich codzienne potrzeby i wizja kraju, w którym chcą żyć. CPK jest sprawą większą niż partie i partyjne podziały. To projekt, który – jeśli będzie realizowany w pełni, bez cięć – może stać się wspólnym dobrem, za które będą dziękować nam przyszłe pokolenia Polek i Polaków.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/paulina-matysiak-polityka-to-nie-wszystko
PAP/MB





