Kim jest Krzysztof DUDA, nowy dowódca 12 Brygady Zmechanizowanej

Pułkownik Krzysztof Duda uroczyście przejął dowodzenie 12. Brygadą Zmechanizowaną im. gen. broni J. Hallera. Jej dotychczasowym dowódcą był gen. bryg. Dariusz Czekaj.
„Wyznaczenie na nowe stanowisko to wyróżnienie”
.Miałem już możliwość pracy z tymi żołnierzami. Zdobyłem nowe doświadczenie, chciałbym je wprowadzić w 12. Brygadzie Zmechanizowanej. Wyzwań jest wiele. To jest nowe stanowisko, nowa odpowiedzialność, a bagaż, który przynoszę ze sobą, pozwoli mi te wyzwania realizować – powiedział w piątek nowy dowódca. Zaznaczył, że do wyzwań brygady należeć będą m.in. działania na wschodniej granicy oraz ćwiczenie taktyczne Dragon.
Pułkownik Krzysztof Duda służbę wojskową rozpoczął w 1998 r., wstępując do Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu. Po promocji na pierwszy stopień oficerski pełnił funkcje m.in. dowódcy plutonu, a następnie szefa sekcji w 12 Batalionie Rozpoznawczym w Szczecinie. Był też szefem sekcji walki elektronicznej i sekcji kierowania w Dowództwie 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Dowodził też batalionem piechoty zmotoryzowanej w 12 Brygadzie Zmechanizowanej.
W czerwcu 2017 roku powrócił do 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej na stanowisko szefa wydziału wyszkolenia; od 2020 roku był zastępcą szefa sztabu ds. operacyjnych i szefem szkolenia dywizji w pionie szkolenia. Od maja 2023 roku zajmował stanowisko komendanta Centrum Szkolenia Bojowego w Drawsku.
Płk Duda był uczestnikiem trzech zmian misji zagranicznych: PKW Syria, PKW Irak, PKW Afganistan.
Ustępujący ze stanowiska gen. bryg. Dariusz Czekaj będzie teraz zastępcą dowódcy 18. Dywizji Zmechanizowanej.
– Wyznaczenie na nowe stanowisko to wyróżnienie – powiedział o zmianie gen. Czekaj. Przyznał, że obecna służba była bardzo intensywnym okresem. – Od pierwszych miesięcy, jak zostałem wyznaczony na dowódcę brygady, rozpoczęliśmy serię ćwiczeń. Moi żołnierze brali udział w misjach w Rumunii i Libanie – stwierdził.
12 Brygada Zmechanizowana została utworzona w 1996 roku. Teraz poprowadzi ją Krzysztof Duda
.Następnie powódź i bardzo szybka akcja moich żołnierzy, którzy w zaledwie kilka godzin byli gotowi, żeby wyjechać do Wrocławia i pomagać obywatelom dotkniętym powodzią. Następnie – pół roku służby na granicy, a zaraz po powrocie kolejne ćwiczenia. Dwa i pół roku służby tutaj to jest czas bardzo intensywny, nie było czasu do stracenia, ponieważ cały czas się szkoliliśmy, albo pomagaliśmy naszym obywatelom – dodał.
Ocenił, że zostawia jednostkę w bardzo dobrej kondycji i ma nadzieję, że będzie się ona rozwijać i zdobywać nowe umiejętności. Dowódcą 12. Brygady Zmechanizowanej był od 11 września 2023r.
12 Brygada Zmechanizowana została utworzona w 1996 roku na fali przemian strukturalnych w Wojskach Lądowych, które zakładały zmianę struktur dywizji z pułkowej na brygadową. Wobec tego stacjonujący w Szczecinie 5 pułk zmechanizowany został rozformowany, a na jego bazie sformowano nową jednostkę – 12 Brygadę Zmechanizowaną. Obecnie brygada jest jedną z największych, jednostek Wojsk Lądowych. Pododdziały 12 Brygady dyslokowane są w trzech garnizonach: Szczecinie, Stargardzie oraz Choszcznie. Brygada jest podporządkowana 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej.
Przegrany wyścig z czasem? Pytania o bezpieczeństwo Polski
.Strategię radzenia sobie z narastającym zagrożeniem podzielono na trzy etapy. W pierwszym założono, że „mamy mnóstwo czasu”. W drugim przyjęto, że „jakoś to będzie”. Wreszcie w trzecim uznano, że „teraz to już cała nadzieja w naszych sojusznikach”. Tak było w 1939 roku. Jak jest teraz? – pisze Andrzej KRAJEWSKI.
bezpiecznym historycznym zaciszu, w jakim Polska znalazła się po 1989 r., stan jej sił zbrojnych był dla kolejnych rządów kwestią drugo-, a nawet trzeciorzędną. W efekcie, gdy w 2014 r. Rosja anektowała Krym i oderwała od Ukrainy olbrzymie połacie Donbasu, polska armia przypominała belgijską z początku XX w. Składała się mianowicie z kilku niewielkich jednostek bojowych, zdolnych do prowadzenia walk w krajach kolonialnych. Na tyle dobrze wyszkolonych i wyposażonych, aby nie przynieść ujmy w Iraku i Afganistanie podczas starć z oddziałami plemiennymi, zbrojnymi głównie w karabiny.
Oprócz skromnych sił ekspedycyjnych, przeznaczonych do wspierania Amerykanów (a zatem niezłej jakości), cała reszta przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Tysiące wojskowych biurokratów siedzących za biurkami, niedoszkolone jednostki, wyposażone w sprzęt pamiętający czasy Układu Warszawskiego, źle opłacana kadra oficerska.
Wszelkie plany modernizacyjne szły jak po grudzie. Zawieranie każdego kontraktu trwało latami, a gdy w końcu się coś udawało, od razu w powietrzu zawisała groźba, że wyborcy wymienią partię rządzącą i nowe władze anulują umowę. Można tu wspomnieć choćby głośne zerwanie przez ministra Antoniego Macierewicza kontraktu z Francją na dostarczenie 50 śmigłowców Caracal H-225. Pierwsze otrzeźwienie nadeszło ok. roku 2019. Ówczesny szef MON Mariusz Błaszczak rozpoczął poważne doposażanie sił zbrojnych. Cała rzecz nabrała koniecznego tempa dopiero wtedy, gdy 24 lutego 2022 r. Rosja z fazy wojny podjazdowej przeciw Ukrainie przeszła do inwazji na pełną skalę. To uświadomiło elitom politycznym w Polsce, jak bardzo nasze siły zbrojne są zaniedbane.
Przez kilkanaście lat lekceważono kolejne sygnały ostrzegawcze, mówiące wprost, że Kreml marzy o odzyskaniu swej imperialnej strefy wpływów z czasów ZSRR. Władimir Putin mówił o tym publicznie z rozbrajającą szczerością.
Ale nad Wisłą nie chciano uwierzyć, że swe marzenia w końcu zrealizuje siłą. Tak jakby krwawa pacyfikacja Czeczeni, najazd na Gruzję, wojna o Donbas nie sprowadzały się do osiągnięcia celu politycznego przy użyciu armii.
Nawet uzyskany w 2022 r. polityczny konsensus co do konieczności posiadania przez Polskę jak największego potencjału militarnego nie chroni III RP przed wzajemną nieufnością decydentów wynikającą z polaryzacji sceny politycznej. Najlepszym dowodem jest awantura, która rozpętała się po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska, że Polska przystąpi do programu europejskiej tarczy antyrakietowej (ESSI), zainicjowanego dwa lata temu przez rząd Niemiec. Daje to przedsmak tego, co może się jeszcze dziać wokół innych programów zbrojeniowych. A im spór polityczny robi się ostrzejszy, tym trudniejsza staje się rzetelna ocena, które wybory dotyczące zakupu uzbrojenia lub rozwoju jego produkcji przez polskie firmy są najbardziej trafne.
Żyjemy medialną opowieścią o tym, jak wielka będzie siła polskiej armii w przyszłości, choć po przekazaniu olbrzymiej ilości sprzętu Ukrainie mamy dziś siły zbrojne słabsze niż dwa lata temu. A czas ucieka i można zacząć odczuwać déjà vu. Coraz bardziej przypomina się sytuacja II RP sprzed września 1939 r. I wcale nie chodzi o mocarstwową propagandę oraz hasła typu „Silni, zwarci, gotowi”. Rzecz w tym, kiedy w istocie zaczęto się wówczas szykować do wojny.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-krajewski-polska-armia/
PAP/MB





