Kim jest Thomas LUKASZUK, Polak kanadyjskiej polityki

Udana emigracja zależy od ludzkiej życzliwości i jest długiem, który można spłacić, pomagając innym – podkreślił były wicepremier kanadyjskiej prowincji Alberta Thomas Lukaszuk, którego biografia „Pozdrów Reagana”, napisana wspólnie z Agathą Rae, niedawno ukazała się w Polsce.

„Dziadek wiedział, że nie jedziemy do USA, ale powiedział, że jak dojedziemy do Ameryki Północnej, to mam pozdrowić Reagana”

.Thomas Lukaszuk powiedział, że nieoczekiwanym kontekstem dla jego historii emigracji z Polski stała się rola w utworzeniu ruchu społecznego, który broni Alberty przed działaniami separatystów i zebrał ponad 456 tys. podpisów pod petycją o organizację referendum za pozostaniem prowincji w Kanadzie.

– To moje działanie nie jest dalekie od tematu imigracji, uważam, że część udanego procesu imigracji stanowi spłata długu – powiedział Thomas Lukaszuk. Jak wyjaśnił, chodzi o dług wdzięczności zaciągnięty u osób, które mu pomogły, a spłacić go można, pomagając innym.

Tytuł książki „Pozdrów Reagana” odnosi się do słów, jakie usłyszał od dziadka przed wyjazdem z Polski w listopadzie 1982 r. – Miałem 12 lat, w Polsce był stan wojenny i jedyną nadzieją na to, że coś się zmieni, był (ówczesny prezydent USA) Ronald Reagan. Dziadek wiedział, że nie jedziemy do USA, ale powiedział, że jak dojedziemy do Ameryki Północnej, to mam pozdrowić Reagana – opowiedział Thomas Lukaszuk. Zwrócił przy tym uwagę na różnice w postrzeganiu USA, które 40 lat temu uznawane były za ostoję demokracji i prawa.

Thomas Lukaszuk podkreślił, że chciał pokazać, jak trudny jest proces emigracji, a pomysł na książkę wziął się z obserwacji podejścia Polaków, narodu emigrantów, do emigrantów.

Dodał, że większość emigrantów opuszcza swój kraj nie z własnej woli. – Albo damy im możliwość integracji, język, pracę i (wtedy) jest duża szansa, że staną się dobrymi obywatelami Polski, albo będziemy ich upokarzać i wtedy na pewno nie staną się dobrymi Polakami. Łatwiej dadzą się (przywódcy Rosji Władimirowi) Putinowi wykorzystać jako narzędzie – powiedział.

Thomas Lukaszuk jest pierwszym urodzonym w Polsce kanadyjskim politykiem, który dostał się do parlamentu i rządu w Kanadzie

.Zwracając uwagę na znaczenie integracji, Thomas Lukaszuk ocenił jako paradoks, że Polacy domagają się integracji od osób, które przyjeżdżają do Polski, ale sami za granicą tego nie robią, choć często udają, że zapomnieli polskiego. – Przecież integracja nie wymaga wyzbycia się języka i kultury – dodał.

– Kiedy wyjeżdżałem z Polski, mój nauczyciel, pan Żurawski, dał mi podręcznik języka polskiego do siódmej klasy i poprosił, bym nigdy nie zapomniał polskiego. W pierwszym roku przeczytałem podręcznik z 50 razy, mam go do dziś i zawsze podkreślam swoją polskość – opowiedział Thomas Lukaszuk. Dodał, że w Sydney w kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja, gdzie początkowo mieszkał z rodziną, okazji do rozmów po polsku nie było. – Musiałem mówić po angielsku. Po roku, po przeprowadzce do Edmonton, chodziłem do St. Joseph’s High School, gdzie było tak dużo uczniów polskiego pochodzenia, że na stołówce był „polski stół”. Ale ja już wtedy miałem kanadyjskich znajomych – powiedział.

Jego zdaniem internet i łatwość kontaktu z krajem pochodzenia mogą wręcz odsuwać imigrantów od kanadyjskiego społeczeństwa. Tymczasem to zaangażowanie w życie społeczne kraju, w którym się mieszka, jest jednym z kluczy do skutecznej integracji. Thomas Lukaszuk dodał, że to ciekawość sprawiła, że zaangażował się w kanadyjską politykę, dostał do parlamentu Alberty w 2001 r., obejmował kolejne funkcje ministerialne, a w 2012 r. – został wicepremierem prowincji.

Thomas Lukaszuk jest pierwszym urodzonym w Polsce kanadyjskim politykiem, który dostał się do parlamentu i rządu w Kanadzie. Wcześniej zdarzali się politycy polskiego pochodzenia, ale urodzeni w Kanadzie. – Zobaczyłem na wizytówkach pod nazwiskiem słowo „premier”. Duże wzruszenie. Potem robi się mnóstwo pracy. A zaczęło się od tego, że czekałem na autobus, obok było biuro kampanii Steve’a Paproskiego (urodzonego we Lwowie polityka kanadyjskiego – PAP), to mnie zainteresowało. Było bardzo zimno, pomyślałem, że wejdę i przy okazji się ogrzeję. Zapytali, po co wszedłem i zaproponowali, bym przyszedł po szkole, bo potrzeba wolontariuszy – relacjonował.

Zwraca uwagę na znaczenie życzliwości. – Jeden z radnych Sydney powiedział, że możemy z bratem przychodzić pływać, bo ma basen. Pan Dominik przyjeżdżał dwa razy w tygodniu i pytał, czy może nas podwieźć do supermarketu. Gdy znajomi dowiedzieli się, że moja mama umie szyć, bo była projektantką mody w Polsce, kupili maszynę do szycia. Mama szyła dla klientów i mogła kupić auto. Mieliśmy pojechać w podróż, ale znajomi Kanadyjczycy zaczęli się obawiać, bo to był stary samochód. Zabrali to nasze auto do mechanika, który zrobił przegląd i naprawił, bezpłatnie. W Edmonton nauczyciel zajęć technicznych, pan Carson, zapytał przed wakacjami, co będę robić. Miał ogromny warsztat w szkole i zaprosił mnie do pomocy w budowaniu stołów piknikowych dla innych szkół. Dziś myślę, że to była forma pomocy. Teraz, 43 lata później, mam ogromny dług wdzięczności wobec Kanady – podsumowuje Thomas Lukaszuk.

Kanadyjska dyplomacja o możliwych korektach granic i oddaniu NRD Szczecina

.Ze względu na znaczenie Kanady w relacjach z Wielką Brytanią i USA oraz rozwijające się kontakty z powstałą w 1949 r. Republiką Federalną Niemiec dyplomacja kanadyjska bacznie śledziła na początku zimnej wojny kwestię granicy polsko-niemieckiej. W tym aspekcie Szczecin pojawiał się najczęściej przy okazji różnych pogłosek o wymianie terytorialnej pomiędzy NRD, Polską i ZSRR bądź możliwości zjednoczenia Niemiec – pisze prof. Jacek TEBINKA

Wkanadyjskim MSZ nie znano brytyjskich zapisów rozmów plenarnych w Poczdamie, stąd w 1947 r. powstało błędne mniemanie, że Polska otrzymała pod swoją administrację obszary po Odrę i Nysy Łużycką, aby ułatwić ZSRR zarządzanie obszarem stanowiącym przed umową poczdamską formalnie radziecką strefę okupacyjną w Niemczech.

Kanadyjczycy nie rozważali problemu zmian granicy, czy tym bardziej cesji Szczecina, ale uważali, podobnie jak mocarstwa zachodnie, że administracja polska na tych terenach nie oznaczała ostatecznego wytyczenia granicy Niemiec, co można było uczynić dopiero na konferencji pokojowej. Stanowisko szefa dyplomacji kanadyjskiej z 30 stycznia 1947 r. umożliwiało Ottawie opowiedzenie się za pozostawieniem granicy lub jej modyfikacją. USA i Wielka Brytania podkreślały, co Kanada rozumiała, negatywne skutki utraty przez Niemcy ziem rolniczych na rzecz Polski. Szczecin ze względu na położenie był szczególnie podatny na ewentualne korekty granicy. Z drugiej strony Kanadyjczycy oceniali, że tereny zasiedlone przez 9 mln Niemców zamieszkiwało już ponad 4 mln Polaków. Twierdzili jednak, że ci drudzy mają problemy z organizacją produkcji rolnej.

Nie oznaczało to, że kwestia granicy polskiej, granicy zachodniej i Szczecina dominowała we wczesnym okresie zimnej wojny. Niezależnie od niepewności co do przyszłości miasta, jaka występowała wśród jego mieszkańców, nie był to problem, który w 1948 r. nazbyt często pojawiał się w polsko-kanadyjskich kontaktach dyplomatycznych. W raportach poselstwa kanadyjskiego w Warszawie Szczecin występował przy okazji rzadkich w nim wizyt ministrów innych państw. W połowie maja 1948 r. miasto odwiedzili ministrowie czechosłowaccy: spraw zagranicznych – Vladimir Clementis i komunikacji – Alois Petr, witani przez Modzelewskiego i ministra komunikacji Jana Rabanowskiego. W związku z przekazaniem na mocy umowy z 17 września 1947 r. Polsce przez ZSRR portu w Szczecinie władze w Warszawie zamierzały rozwinąć szybko jego działalność i stworzyć warunki dla rozwoju tranzytu do Europy Środkowej, godząc się na przygotowanie na jednym z nabrzeży wolnocłowego obszaru, którego użytkownikiem byłaby Czechosłowacja. Kirkwood raportował o tym do Ottawy, opierając się głównie na oficjalnych komunikatach i doniesieniach prasowych.

Trudno się dziwić umiarkowanemu zainteresowaniu przez kanadyjskie poselstwo rozwojem infrastruktury w polskich portach. W 1948 r. Polska importowała z Kanady towary za 2 mln dolarów, a wielkość eksportu była bliska błędowi statystycznemu. W sytuacji gdy wielka polityka utrudniała, jeśli wręcz nie uniemożliwiała rozwiązania jakichkolwiek spraw w stosunkach bilateralnych, Kanadyjczycy nie tylko nie planowali zakładania konsulatów w Polsce, ale zastanawiali się nad sensem utrzymywania placówek dyplomatycznych w krajach wrogich, takich jak państwa bloku radzieckiego.

Polsko-czechosłowacka współpraca gospodarcza, której jednym z przykładów stał się port szczeciński, była bacznie obserwowana przez dyplomację brytyjską jako element budowy przez ZSRR powiązań pomiędzy państwami socjalistycznymi w Europie Środkowo-Wschodniej. Dyplomacja kanadyjska także widziała w tym metodę wzmacniania przez Warszawę pozycji wobec Niemiec Wschodnich, w których ZSRR rozbudowywał centralne instytucje władzy kontrolowanej przez SED w odpowiedzi na jednoczenie przez mocarstwa zachodnie ich stref okupacyjnych w Niemczech. Pierwszy statek pod banderą kanadyjską zawitał zresztą do Szczecina po wojnie stosunkowo późno, bo dopiero 10 marca 1949 r. Był nim motorowiec „Maymere”, zwodowany w stoczni kanadyjskiej trzy lata wcześniej (521,84 BRT, kpt. Z. Ketelaar, armator Rotterdamsche Kunstvaart Montreal), który po dwóch dniach odpłynął, zabierając 392,2 tony koksu.

Po raz pierwszy pogłoski o możliwej zmianie granicy polsko-niemieckiej, inspirowanej przez ZSRR, choć nazwa Szczecin się w nich nie pojawiła, dotarły do Ottawy 17 marca 1949 r. Chargé d’affaires Kirkwood został zaproszony przez ambasadora brytyjskiego Donalda Gainera na specjalne spotkanie personelu placówki, w którym uczestniczył też przedstawiciel ambasady Wielkiej Brytanii w Pradze Macdonnell. Spotkanie poświęcono międzynarodowemu położeniu Polski i jej relacjom z ZSRR, Czechosłowacją i Niemcami Wschodnimi. Gainer uważał, że granica zachodnia Polski nie była jeszcze trwale ustalona i może podlegać modyfikacjom. Sugerował więc, że Moskwa, zainteresowana wzmocnieniem komunistów wschodnioniemieckich, mogła uczynić to poprzez oddanie polskich Ziem Zachodnich. A w zamian zmusić Czechosłowację do oddania Polsce Zaolzia lub sama zwrócić część Kresów Wschodnich. Zdawał sobie jednak sprawę, że wymiana terytorialna mogłaby wywołać negatywną reakcję w Polsce. Wypowiedź Gainera nie była wykładnią brytyjskiej polityki, a raczej miała pobudzić dyskusję. Kirkwood uczestniczył w tym spotkaniu bardziej jako słuchacz niż dyskutant.

Nie oznaczało to, że kanadyjski przedstawiciel w Polsce nie był bacznym obserwatorem problematyki polskiej granicy zachodniej. Kirkwood szybko dostrzegł skutki zaaprobowanych przez mocarstwa zachodnie nieznacznych zmian granicy Niemiec z Belgią, Holandią i Luksemburgiem na korzyść tych trzech państw. W grę wchodził obszar 52 mil kwadratowych. Kanadyjski dyplomata wyrażał zdziwienie z powodu tej decyzji, w sytuacji gdy utworzenie rządu zachodnioniemieckiego było tylko kwestią czasu i nie istniał powód, aby zrażać Niemców. Twierdził także, nie powołując się na źródła, że w Polsce decyzja mocarstw zachodnich wywołała obawy, iż ZSRR starając się poprawić swoją pozycję w Niemczech, zechce dokonać rewizji polskiej granicy na ich korzyść. Kirkwood nie spekulował jednak, jak wyglądałaby ta cesja i czy w grę wchodziłby Szczecin oraz obszar na prawym brzegu Odry. Podkreślał natomiast panującą w Polsce niepewność co do utrzymania Ziem Odzyskanych.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-tebinka-kanada-i-szczecin-1945-1990-w-cieniu-granicy/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 lutego 2026