Konserwatywne Zofia i Jan najczęściej wybieranymi imionami dzieci

Paweł Tomanek

Moda na imiona nie znika, ale zmienia swój charakter – twierdzi socjolog dr Paweł Tomanek. W rozmowie tłumaczy, dlaczego obcobrzmiące imiona stały się obiektem szyderstw, jak działa klasowość imion oraz dlaczego rodzice coraz częściej wybierają formy znane, lecz nie masowe.

Najpopularniejsze imiona stanowią dziś znacznie mniejszy odsetek nadań niż 20–30 lat temu [Paweł Tomanek]

.Mira Suchodolska: Z danych publikowanych na rządowych stronach wynika, że rodzice coraz częściej sięgają po imiona uznawane za klasyczne – mamy Zofie, Janów, Hanny i Antonich. Czy rzeczywiście skręcamy dziś ku tradycji? Ponoć imiona to barometr epoki…

Dr Paweł Tomanek, socjolog i antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego: To zależy, co rozumiemy przez klasykę. Faktycznie wiele imion, które dziś znajdują się na czele rankingów, nie jest nowych. Dotyczy to zwłaszcza imion chłopięcych, które mają kilkusetletnią historię obecności w polskiej kulturze. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że nie jest to nowy trend – podobny układ obserwujemy co najmniej od kilkunastu lat.

Czyli obecne rankingi nie są przełomowe?

Dr Paweł Tomanek: Nie. Jeśli spojrzymy na dane od początku XXI wieku, zobaczymy, że w pierwszej dziesiątce imion chłopięcych niemal zawsze dominowały imiona klasyczne. Wśród dziewczynek ta klasyczność jest słabsza, ponieważ imiona żeńskie znacznie szybciej reagują na zmiany mody.

Jak zatem interpretować to, że wśród dziewczynek liderką jest dziś Zofia, ale bardzo wysoko są też Maje czy Laury?

Dr Paweł Tomanek: Zofia, Hanna i Maria to imiona jednoznacznie klasyczne. Natomiast Maja, Laura czy Pola to imiona obecne w Polsce co najmniej od stulecia, ale do niedawna rzadko nadawane. One często mają charakter literacki, książkowy. Nie są ani zupełnie nowe, ani bardzo mocno osadzone w tradycyjnym, chrześcijańskim repertuarze imion.

Skąd bierze się różnica między powodami nadawania imion chłopcom a dziewczynkom?

Dr Paweł Tomanek: To prawidłowość znana z badań międzynarodowych. Imiona chłopięce są mniej podatne na bieżącą modę i silniej związane z przekazywaniem statusu. Chłopcy są stereotypowo postrzegani jako ci, którzy „niosą dalej” nazwisko i pozycję rodziny. Imiona dziewczęce częściej pełnią funkcję estetyczną i szybciej reagują na zmiany trendów.

W przestrzeni publicznej często pojawia się pytanie: co stało się z Brajanami i Dżesikami?

Dr Paweł Tomanek: Przede wszystkim trzeba jasno powiedzieć, że one nigdy nie były masowo nadawane. Nawet w okresie największej popularności imię Brajan dostawało 400–500 dzieci rocznie, a imię Dżesika – nie więcej niż sto. Dziś te imiona praktycznie zniknęły, ponieważ stały się obiektem memów i społecznego szyderstwa. Wielu rodziców ma świadomość, że takie imię może dziecko naznaczać klasowo.

Czyli imię może mieć wymiar klasowy?

Dr Paweł Tomanek: Może, choć w Polsce ten efekt jest stosunkowo słaby. Był wyraźniejszy w latach 90., co potwierdzają moje badania porównujące imiona urodzonych wtedy dzisiejszych studentów medycyny z imionami ich rówieśników. Dziś różnice są znacznie mniej wyraźne i często nieistotne statystycznie. Klasowość częściej przejawia się w unikaniu pewnych imion niż w jednoznacznym ich wybieraniu.

Skąd bierze się tendencja do nadawania imion obcobrzmiących przez część rodziców, zwłaszcza tych stojących niżej w hierarchii społecznej?

Dr Paweł Tomanek: Najczęściej tłumaczy się ją różnicami w kapitale kulturowym. Rodzice o mniejszych zasobach kulturowych czasem próbują wyróżnić dziecko poprzez imię kojarzące się z globalnością lub popkulturą. W ich przekonaniu ma to być atut, choć społecznie bywa odbierane odwrotnie.

No właśnie, jaką rolę odgrywa w tym popkultura?

Dr Paweł Tomanek: Raczej ograniczoną. Imię z filmu czy serialu zyskuje popularność tylko wtedy, gdy pasuje do szerszego trendu, na przykład do mody na krótkie imiona. Klasycznym wyjątkiem była Amelia, która stała się bardzo modna na początku XXI wieku, kiedy pojawił się francuski film pod takim właśnie tytułem, ale większość takich impulsów działa krótko i szybko wygasa. Tak było z Isaurą – kiedy serial pt. „Niewolnica Isaura” święcił tryumfy na małym ekranie, to imię zaczęto nadawać dziewczynkom w Polsce, ale pozostało ono niszowe.

Wspominał pan o długości imion.

Dr Paweł Tomanek: To bardzo istotny, choć często nieuświadamiany czynnik. Dziś wśród dziewczynek modne są imiona krótkie, najczęściej dwusylabowe, jak Maja, Pola czy Iga. W latach 90. dominowały imiona dłuższe, typu Weronika czy Patrycja. To klasyczny mechanizm mody – chodzi o odróżnienie się od poprzedniego pokolenia, a nie o „ducha epoki”.

Czy rodzice coraz częściej uciekają od mody?

Dr Paweł Tomanek: Tak. Najpopularniejsze imiona stanowią dziś znacznie mniejszy odsetek nadań niż 20–30 lat temu. Rodzice coraz częściej wybierają imiona umiarkowanie popularne – znane, ale nie masowe. To efekt indywidualizacji wyborów.

Czy znaczenie imienia, jego etymologia, ma dziś znaczenie?

Dr Paweł Tomanek: Świadomie interesuje się tym kilkanaście procent rodziców. Najczęściej decyduje estetyka i brzmienie imienia. Znaczenie bywa ważne głównie w kontekście religijnym lub osobistych skojarzeń.

Czy numerologia, którą interesuje się dziś wiele osób, ma wpływ na wybór imienia dla dziecka?

Dr Paweł Tomanek: Rzadko – w moich badaniach wspomniało o tym tylko kilka respondentek z prawie dwóch tysięcy. To raczej ciekawostka niż realna siła kształtująca trendy. Co istotne, osoby odwołujące się do numerologii traktują imię jako nośnik pewnej energii, a nie jako element tradycji czy mody.

Czyli imię ma według nich wpływać na los?

Dr Paweł Tomanek: To prawda, choć trzeba podkreślić, że to myślenie ma bardzo długą historię. Już w starożytności przypisywano imionom wartość symboliczną i magiczną. Współczesna numerologia jest raczej kontynuacją tych dawnych przekonań niż nowym zjawiskiem.

A czy imię rzeczywiście mówi coś o charakterze człowieka?

Dr Paweł Tomanek: Z naukowego punktu widzenia – nie wprost. Nie ma dowodów na to, że imię determinuje cechy osobowości. Natomiast imię może wpływać na to, jak dana osoba jest postrzegana, a przez to – pośrednio – na jej doświadczenia społeczne. Jeśli ktoś przez całe życie spotyka się z określonymi oczekiwaniami lub stereotypami związanymi z imieniem, może to mieć wpływ na jego biografię.

Mechanizm bardziej społeczny niż psychologiczny?

Dr Paweł Tomanek: Dokładnie. To raczej efekt etykietowania i społecznych skojarzeń niż „magii imienia”.

Wróćmy do znaczeń imion – np. biblijnych, bo wiele osób je idealizuje. Co one faktycznie oznaczają?

Dr Paweł Tomanek: Często coś bardzo prozaicznego. Debora oznacza pszczołę, Lea – według części interpretacji – krowę lub osobę zmęczoną, Rachela to owca. Te znaczenia są dziś niemal zupełnie nieobecne w świadomości społecznej. Ludzie wybierają te imiona ze względu na ich religijne lub kulturowe konotacje, a nie dosłowną etymologię.

Czy to znaczy, że znaczenie imion się „odkleja” od pierwotnego sensu?

Dr Paweł Tomanek: Zdecydowanie tak. Znaczenie żyje w kulturze, a nie w słowniku etymologicznym. Większości osób Lea kojarzy się z lwem albo z Biblią, a nie ze zwierzęciem gospodarskim. To pokazuje, że imiona funkcjonują jako symbole, a nie dosłowne komunikaty.

Chciałabym jeszcze zapytać o drugie imiona. Coraz częściej są nadawane, ale czy zawsze coś znaczą?

Dr Paweł Tomanek: Historycznie drugie imię było wyraźnym wyróżnikiem elit. Pojawiło się stosunkowo późno, najpierw wśród duchowieństwa i szlachty, a potem mieszczaństwa. Często łączyło imię chrześcijańskie z imieniem o charakterze klasycznym lub antycznym – Stanisław August Poniatowski czy Jan Ursyn Niemcewicz. To był sygnał statusu i wykształcenia.

A dziś?

Dr Paweł Tomanek: Dziś funkcje drugiego imienia są bardzo różne. Czasem to hołd dla dziadków, czasem kompromis między rodzicami, czasem „zabezpieczenie” na przyszłość – rodzice nadają dziecku drugie imię klasyczne, nawet jeśli pierwsze jest bardziej nowoczesne. Zdarza się też, że drugie imię pełni funkcję symboliczną, religijną lub sentymentalną, a w codziennym życiu w ogóle się z niego nie korzysta.

Czy drugie imię może zmieniać sposób postrzegania osoby?

Dr Paweł Tomanek: Może, zwłaszcza w sytuacjach formalnych. Inaczej brzmi podpis „Anna Lena Kowalska”, a inaczej „Anna Maria Kowalska”. Drugie imię bywa narzędziem budowania wizerunku, nawet jeśli na co dzień pozostaje w cieniu.

Czy można więc powiedzieć, że imiona – także te drugie – są dziś formą opowieści o rodzicach?

Dr Paweł Tomanek: Zdecydowanie tak. Imię coraz częściej mówi nie tylko o dziecku, ale o wartościach, aspiracjach i tożsamości rodziców. To jeden z pierwszych i najtrwalszych komunikatów, jakie wysyłają światu.

Jak historycznie wybierano imiona w Polsce?

Dr Paweł Tomanek: Przez wieki dominował kalendarz liturgiczny. Istniał też podział stanowy – szlachta miała własne tradycje imiennicze, a chłopi korzystali z ogólnej puli imion chrześcijańskich i dopiero w drugiej połowie XX wieku zaczęli masowo nadawać drugie imiona.

Czy migracje wpływają na imiennictwo?

Dr Paweł Tomanek: W statystykach widać wzrost nadań imion zza wschodniej granicy, co wiąże się z migracją z Ukrainy. Na razie to głównie efekt administracyjny, ale w dłuższej perspektywie może wpłynąć także na wybory polskich rodzin.

Zapowiada pan badania nad imionami osób transpłciowych i niebinarnych.

Dr Paweł Tomanek: To bardzo ciekawy obszar, ponieważ język polski jest silnie upłciowiony i nie oferuje imion neutralnych. Osoby niebinarne często sięgają po zapożyczenia, jak Alex, albo tworzą formy pośrednie – skróty i warianty osłabiające jednoznaczność płciową.

Czy to tylko kwestia symboliczna?

Dr Paweł Tomanek: Nie. Imię musi funkcjonować w dokumentach, urzędach, pracy i relacjach społecznych. To realny kompromis między tożsamością a ograniczeniami języka i prawa.

Co więc imiona mówią dziś o społeczeństwie?

Dr Paweł Tomanek: Pokazują napięcie między tradycją a indywidualnością. Klasyka wraca, ale nie jako jedyna norma. Imię stało się świadomym narzędziem lokowania dziecka w świecie społecznym.

Rozmawiała Mira Suchodolska/PAP

Pragniemy mieć coraz mniej dzieci

.Porównanie danych z różnych badań pokazuje, że zdecydowana większość młodych ludzi deklaruje chęć posiadania dzieci. Tymczasem od 2010 roku spada wskaźnik urodzeń i w najbliższych latach nie należy spodziewać się odwrócenia tej tendencji – pisze Julien DAMON.

Badanie motywów stojących za pragnieniem posiadania dzieci wymusza rozliczne pytania. Sondowanie ludzkiej duszy w kwestii aspiracji rodzicielskich nie jest czymś nowym. W dziedzinie badań demograficznych badanie „stanu opinii publicznej w kwestii spadku liczby urodzeń”, przeprowadzone przez poprzednika Narodowego Instytutu Badań Demograficznych (INED) w 1942 roku, jest uważane za pierwsze badanie na dużą skalę przeprowadzone we Francji[i].

Obecnie pragnienie posiadania dzieci, w kontekście silnego spadku dzietności, skłania do wielu refleksji. Mnożą się badania i publikacje. Debatuje się nad metodologią i roztrząsa się detale. Niemniej trend jest dość wyraźny: pragnienie posiadania dzieci, wyrażane zwłaszcza przez ludzi młodych, maleje, choć utrzymuje się na znacznym poziomie.

Pierwsze z badań, o których należy wspomnieć, to sondaż przeprowadzony w marcu 2025 roku wśród młodych ludzi w wieku 20–35 lat na zlecenie Wysokiej Rady ds. Rodziny, Dzieciństwa i Wieku (HCFEA). Pokazuje on, że 39 proc. z nich jest już rodzicami[ii]. Natomiast wśród osób bezdzietnych 75 proc. spodziewa się zostać rodzicami. Sprowadzając te dane do jednej liczby, uzyskujemy odsetek 88 proc. w populacji 20-35-latków, którzy bądź mają już dzieci, bądź planują je mieć.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Fondapol w styczniu 2025 roku wynika, że ​​zdecydowana większość (70 proc.) młodych Francuzów (poniżej 35. roku życia), którzy nie mają dzieci, chciałaby zostać rodzicami. Co więcej, 75 proc. młodych ludzi, którzy już mają dzieci, chciałoby mieć kolejne, jedno lub więcej[iii].

W innym sondażu, także ze stycznia 2025 roku, przeprowadzonym na zlecenie think tanku Hexagone, wzięło udział 2000 kobiet w wieku od 18 do 45 lat[iv]. Pytanie było z gatunku typowych: „Ile dzieci chciałabyś mieć w najlepszym przypadku?”. Statystyczna odpowiedź wyniosła 2,2. Liczba ta różniła się znacząco w zależności od wykształcenia. Kobiety bez wyższego wykształcenia podawały 2,4, podczas gdy te z wyższym wykształceniem wskazywały 1,8. Kobiety wychowane w rodzinach wielodzietnych także wykazywały większe pragnienie posiadania dzieci. Jeśli zaś chodzi o deklarowaną religię, to w przypadku kobiet niedeklarujących żadnej liczba ta wynosiła 1,7, w przypadku katoliczek – 2,2, ewangeliczek – 2,8, a muzułmanek – 2,9. Kobiety, które określały siebie jako „bardzo feministyczne”, chciałyby mieć 1,8 dziecka, podczas gdy te, które określiły się jako „w ogóle niefeministyczne” – 2,2.

Na poziomie międzynarodowym Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych opublikował dane dotyczące pragnienia posiadania dzieci w raporcie „Stan ludności świata 2025”[v]. Badanie przeprowadzone w 14 krajach (wśród których nie znalazła się Francja) wskazuje, że prawie 20 proc. dorosłych w wieku rozrodczym uważa (średnio, od Korei Południowej, gdzie dzietność jest bardzo niska, po Nigerię, gdzie jest bardzo wysoka), że nie będą mogli mieć tylu dzieci, ile pragną. We wszystkich krajach większość respondentów chciałaby mieć nie jedno, ale dwoje dzieci.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/julien-damon-pragniemy-miec-coraz-mniej-dzieci/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 stycznia 2026