Kolejna (kosmiczna) zmarnowana szansa [Michał Kłosowski]

Sławosz Uznański-Wiśniewski wrócił na Ziemię. Polska znów wraca do pierogów. A mogła wrócić do przyszłości.
Polska przyszłości wciąż tonie w przeszłości
.Oglądałem powitanie Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na lotnisku w Kolonii. Powinienem czuć dumę, tak jak przez cały czas myśląc czy widząc wpisy Polaka w kosmosie. Super sprawa, wielka rzecz. Jednak poczułem irytację. Oto Polak, astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej, wraca z misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, miejsca dziś bodaj najważniejszych dla świata eksperymentów naukowych, a my witamy go jak zawsze, sztampowo: z pierogami, folklorem i autopromocją poseł do Sejmu Rzeczpospolitej. Jakbyśmy niczego się nie nauczyli.
Nie chodzi o to, by odciąć się od tradycji, choć tu zabrakło jeszcze chleba i soli. Ale nie można wiecznie sięgać po te same, zużyte klisze, nawet jeśli w telewizji wciąż możemy oglądać Marylę Rodowicz. Gdy tylko mamy okazję pokazać się światu, czy to podczas wystaw, kongresów, czy powrotów z kosmosu, z uporem maniaka wracamy do tego, co dobrze znamy: ludowych przyśpiewek, barw regionalnych, kulinarnych symboli. To bezpieczne, znajome… ale zupełnie niewystarczające.
Bo przecież Polska to dziś coś znacznie więcej.
Mapy mentalne i kompleksy PR-owców
.Sławosz Uznański-Wiśniewski nie tylko odbył kosmiczną misję. On pokazał światu, że Polacy grają w lidze najbardziej zaawansowanych technologicznie społeczeństw globu. Że mamy inżynierów, naukowców, lekarzy, informatyków, którzy nie boją się wielkich wyzwań, są w stanie je podejmować, realizować i wracać z nich z tarczą. Można było z tego zbudować nową opowieść o Polsce: odważnej, nowoczesnej, kompetentnej. Ale znowu, nie zrobiliśmy tego. Czemu? Bo nie mamy języka, którym potrafilibyśmy taką opowieść opowiedzieć. Pisał o tym Tomek Rożek, jeszcze w dniu startu Polaka w kosmos.
Uważam, że jednym z problemów nie wykorzystanych szans, które odbijają się w tej sytuacji jak w zwierciadle kałuży, jest kwestia osławionych „map mentalnych” polskiego społeczeństwa. Ale nie tylko polityków czy decydentów, ale właśnie map PR-owców, ludzi od komunikacji międzynarodowej, doradców wszelkiej maści, którzy nie chcą i nie umieją często najważniejszym osobom w kraju przekazać czegoś więcej, niż tego, czego mocodawcy oczekują bo dobrze to znają. A da się mówić o Polsce inaczej. Da się zbudować nową narrację. Ale potrzeba do tego innego spojrzenia. Takiego, które nie kończy się na pierogach (choć pysznych) ani nie zatapia się w kremówkach, tylko odważnie opowiada o Polsce na innym poziomie. Polsce, która ma swoje wielkie opowieści i daje je światu. A historia Polaka w kosmosie, który kroczy ścieżką wytartą od czasów obserwacji sfer niebieskich przez Mikołaja Kopernika mogłaby być jedną z nich.
Polska, która patrzy w górę
.Jako naród i społeczeństwo potrzebujemy bowiem narracji, która łączy dumę z przeszłością i śmiałość patrzenia w przyszłość. Która potrafi jednocześnie opowiedzieć światu o fenomenie Solidarności i pokazać bez kompleksów warszawskie wieżowce, polskie start-upy, laboratoria AI i satelity budowane w podpoznańskich garażach. Nie chodzi o PR. Chodzi o tożsamość komunikacyjną, która przestaje się bać własnej ambicji; swoisty narodowy branding wychodzący poza PRLowskie klisze. Wówczas może one działały, teraz już nie mają jak bo i nie mają gdzie.
Inne kraje potrafią to robić. Izrael zbudował na całym świecie skojarzenie „Start-Up Nation”. Korea Południowa promuje się przez nowoczesną kulturę i technologie. Nawet Estonia – mała republika nad Bałtykiem – skutecznie uplasowała się jako cyfrowa potęga. A Polska? Polska znów serwuje pierogi. Uderzyło mnie to już w 2018 roku, kiedy miałem okazję być w krajach bałtyckich, świętujących 100 lecie odzyskania przez siebie niepodległości. Wówczas zdałem sobie sprawę, że mniejsze nawet kraje, o uboższej historii, potrafią. A my?
Sławosz poleciał. Polska nie zdążyła
.To był moment. Idealny wręcz. Moment na to, by opowiedzieć o Polsce, która sięga gwiazd. Opowiedzieć o Polaku, który wraca z kosmosu i niesie ze sobą więcej niż tylko biało-czerwoną flagę – niesie historię, której świat chciałby posłuchać – historię narodu, który średnio co pokolenie odbudowuje się z gruzów, nie przestaje marzyć, chce sięgać gwiazd. Ale żeby to zrobić, trzeba najpierw mieć pomysł. Trzeba umieć zrezygnować z pocztówkowej Polski i zbudować nową opowieść: prawdziwą, dumną, nowoczesną. Odpowiedzialną. Póki co robią to prywatne organizacje, robią to fundacje, konkretni ludzie lobbując za Polską za granicą, promując kraj na Uczelniach, wśród najważniejszych osób na świecie, będąc jednak osamotnionymi w swoich wysiłkach.
Trochę tak, jak Sławosz Uznański-Wiśniewski wrócił na Ziemię. A Polska znów nie wystartowała.
Michał Kłosowski






