Kosztujące 6 mld euro igrzyska olimpijskie wygenerują zysk 6,1 mld euro

Zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina wygenerują łączny wpływ gospodarczy szacowany na 6,1 mld euro, a ich efekty będą rozłożone i znacznie wykroczą poza czas tego wydarzenia. Dane te przedstawiła włoska organizacja Centrum Studiów Unimpresa, zrzeszająca małe i średnie przedsiębiorstwa.
Zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina przyniosą zysk
.W sporządzonej analizie ekonomicznej, dotyczącej wpływu igrzysk, uwzględniono zarówno bezpośrednią kwotę 1,1 miliarda euro dla turystyki, ale także szacowane na 1,4 mld euro efekty pośrednie dla tej branży w ciągu dwóch najbliższych lat. Do tego dołączono także sumę 3,2 mld euro, bo taka jest wartość infrastruktury, jaka pozostanie po igrzyskach, oraz 400 milionów euro jako dodatkowe korzyści gospodarcze.
XXV Zimowe Igrzyska Mediolan-Cortina mają wyjątkową, tzw. „rozproszoną” formę; zorganizowano je w trzech regionach na północy Włoch: w Lombardii, Wenecji Euganejskiej i w Trydencie-Górnej Adydze. Według ekspertów najwięcej z kwoty 6,1 miliarda euro pozostanie w Lombardii; to 3,2 mld euro, czyli ponad połowa tej całkowitej sumy. Wenecja Euganejska absorbuje 2,1 mld euro (34 proc.), a Trydent-Górna Adyga pozostałe 14 proc., to znaczy 800 mln euro. Włoskie media przytoczyły także dane, wskazujące na to, że zimowe igrzyska kosztować będą ponad 6 miliardów euro, czyli więcej niż zakładano. Jak odnotowano zarazem, suma ta nie niepokoi analityków.
Światowa wystawa Expo w Mediolanie 2015 droższa niż zimowe igrzyska olimpijskie 2026
.Koszty organizacyjne wzrosły, wyjaśnili eksperci, częściowo w rezultacie inflacyjnego szoku w latach 2022-2023, a więc po wybuchu wojny Rosji przeciwko Ukrainie i w czasie dużego wzrostu cen energii, gdy trwały intensywne przygotowania do igrzysk. Kolejną przyczyną były dodatkowe projekty dotyczące infrastruktury, które powstały w późniejszym okresie. Jak zauważyli analitycy, cytowani przez agencję ANSA, igrzyska będą kosztować Włochy mniej niż światowa wystawa Expo w Mediolanie w 2015 roku.
Dane włoskiego Ministerstwa Infrastruktury i Transportu, ogłoszone przed igrzyskami, obejmują inwestycje na łączną kwotę 3,5 miliarda euro, 340 firm prowadzących prace w ramach przygotowań, 98 robót, które na stałe pozostaną w trzech regionach. Ponadto przeprowadzono prace w 47 obiektach sportowych, z których zdecydowana większość to już istniejące, gdzie konieczna była modernizacja lub dostosowanie do wymogów olimpijskich. 47 robót wykonano w gałęzi transportu; to także unowocześnienie i renowacja 10 stacji kolejowych na północy Włoch.
Dużym zastrzykiem pieniędzy są wpływy z praw do transmisji oraz sprzedaż biletów. Organizatorzy spodziewają się około dwóch milionów kibiców w obiektach w siedmiu miejscowościach, gdzie będą rozgrywane dyscypliny olimpijskie.
Igrzyska olimpijskie – dwuznaczny „moment gaullistowski”
.Ogłaszając „olimpijski i polityczny pokój boży”, prezydent sam przyznaje, że przerwa w naszych bratobójczych waśniach będzie tylko tymczasowa – pisze Rémi GODEAU w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Igrzyska olimpijskie – dwuznaczny „moment gaullistowski”.
Przez trzy i pół godziny ceremonii otwarcia igrzysk świętujący Paryż będzie centrum świata. Tego dnia bipolarni Galowie, znani z celebrowania swojego geniuszu i teatralizowania swoich waśni, będą mogli wyrazić dumę z bycia Francuzami.
Wszyscy zdają sobie sprawę, że to zatrzymanie w czasie nie wywoła jakiegoś nowego entuzjazmu w narodzie żyjącym z duszą na ramieniu w obawie przed deklasacją. Co najwyżej wyczekuje się radosnego nawiasu, oddechu, odpoczynku. Emmanuel Macron, nieprzemakalny na wszechobecne przygnębienie, ma nadzieję, że będzie to „chwila narodowej jedności i komunii”. Jego otoczenie podbija bębenka, mówiąc o „momencie gaullistowskim”.
To prawda, generał de Gaulle nie przestawał działać tak, jakby rzeczywistość była odmienna. Słynne jest jego „Całe życie robiłem tak, jak gdyby…”. Jak gdyby Francja wygrała wojnę. Jak gdyby była jedna i niepodzielna. Jak gdyby była supermocarstwem. To naginanie rzeczywistości pozwoliło mu podnieść kraj – wysiłkiem obywateli – do rangi, o którą nigdy nie powinien się ubiegać. Rangi, której żadnemu z następców założyciela V Republiki nie udało się nigdy utrzymać. Niegdyś zaprzeczanie rzeczywistości służyło realizacji ambicji, dziś kryje się za nim brak woli działania wobec ludu zmęczonego dyskursem o wielkości.
.Ogłaszając „olimpijski i polityczny pokój boży”, prezydent sam przyznaje, że przerwa w naszych bratobójczych waśniach będzie tylko tymczasowa. Że gdy tylko rozproszą się wraz z ostatnimi fajerwerkami resztki złudzenia sławy, trzeba będzie wrócić do normalnego życia – do życia koalicji, o której wciąż ani widu, ani słychu, do populistów u progu przejęcia władzy, do pokusy demagogii, powiększającej się przepaści między ludem a elitami… W połowie sierpnia trudno będzie udawać, że pauza sportowa wystarczyła, aby oddalić majaczący na horyzoncie kryzys polityczny. Ale na razie może nie warto obrażać się na spektakl, który ma być, jak się nam obiecuje, niezapomniany.
PAP/Sylwia Wysocka/MJ



