Europa zmienia rządy, lecz nie potrafi zmieniać polityki [Jean-Sébastien FERJOU]

Francuski portal „Atlantico” opublikował 8 września 2026 r. analizę Jean-Sébastiena Ferjou zatytułowaną „Syndrome AfD : mais comment l’Europe de l’Ouest est-elle devenue (largement) ingouvernable?”. Autor, współzałożyciel i dyrektor publikacji serwisu, nie zatrzymuje się przy wyniku jednej niemieckiej partii, lecz wykorzystuje zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt jako punkt wyjścia do znacznie szerszej diagnozy ustrojowej. Według niego najpoważniejszym problemem Europy Zachodniej nie jest już zwykła niestabilność gabinetów, ale postępująca utrata przekonania, że wybory pozwalają realnie zmienić politykę państwa.
.Teza autora „Atlantico” jest mocna, ponieważ odwraca najczęściej spotykany sposób opowiadania o wzroście ugrupowań protestu. Ferjou nie przedstawia ich sukcesów wyłącznie jako następstwa migracji, spadku poziomu życia, obaw o bezpieczeństwo czy nieufności wobec elit. Twierdzi, że partie głoszące zerwanie z dotychczasowym porządkiem przejmują demokratyczną obietnicę sprawczości wtedy, gdy ugrupowania rządzące potrafią wymieniać się stanowiskami, lecz po objęciu władzy prowadzą politykę mieszczącą się w niemal niezmiennych ramach.
Zwycięstwo AfD, które ujawniło problem całego systemu
Bezpośrednim impulsem do powstania tekstu były wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt. AfD zdobyła tam 43,8 proc. głosów i 39 spośród 83 mandatów, podczas gdy CDU kanclerza Friedricha Merza uzyskała 17,2 proc. Do samodzielnej większości zwycięskiemu ugrupowaniu zabrakło trzech miejsc, a pozostałe partie podtrzymały odmowę tworzenia z nim koalicji.
W wymiarze prawnym nadal możliwe jest więc powołanie gabinetu bez AfD, ale właśnie w tym rozwiązaniu Ferjou dostrzega polityczną pułapkę. Jeżeli wspólnym mianownikiem bardzo różnych ugrupowań staje się przede wszystkim niedopuszczenie zwycięzcy do rządzenia, wyborca może uznać, że wszystkie partie głównego nurtu są jedynie odmiennymi szyldami tej samej oferty. Kordon sanitarny chroni wówczas instytucje przed ryzykiem, lecz zarazem pozwala wykluczonej formacji przedstawiać się jako jedyna siła zdolna przerwać ciągłość systemu.
Nie oznacza to, że autor „Atlantico” bagatelizuje zagrożenia związane z radykalizmem ani że postuluje bezwarunkowe dopuszczanie każdego ugrupowania do władzy. Domaga się raczej precyzyjnego oddzielenia radykalnej opozycji od projektu autorytarnego oraz od rzeczywistego zamiaru naruszenia instytucji. Tę debatę warto zestawić zarówno z analizą europejskiego sporu prawicy o AfD, jak i z omówieniem możliwych konsekwencji rządów AfD dla Polski.
Ten sam kryzys przybiera w Europie różne postacie
Niemcy są w tej analizie laboratorium problemu, a nie jego jedynym źródłem. We Francji procedury pozwoliły uchwalić budżet na 2026 r., choć nie pojawiła się stabilna większość polityczna gotowa wspólnie odpowiadać przed wyborcami za jego treść. W perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku pytanie o zdolność państwa do podejmowania trwałych decyzji może okazać się równie ważne jak personalny układ kandydatów.
Dania pokazuje z kolei, że nawet kultura kompromisu nie usuwa kosztów politycznego rozdrobnienia. Po wyborach z 24 marca 2026 r. porozumienie umożliwiające Mette Frederiksen zachowanie stanowiska na czele czteropartyjnego gabinetu mniejszościowego zawarto dopiero 1 czerwca. Kompromis ostatecznie powstał, lecz ponad dwa miesiące negocjacji potwierdziły, że coraz większa liczba reprezentowanych w parlamencie środowisk utrudnia wyłonienie czytelnej odpowiedzialności za rządy.
Jeszcze inny przypadek stanowią wybory w Szwecji zaplanowane na 13 września 2026 r. Gabinet Ulfa Kristerssona może wskazywać na ograniczenie inflacji, ożywienie gospodarcze oraz spadek liczby wniosków azylowych do najniższego poziomu od czterech dekad, a mimo tego blok rządzący w ostatnich badaniach nadal ustępował centrolewicowej opozycji. Rezultaty osiągnięte w dziedzinach uznanych przez władzę za priorytetowe nie muszą zaspokajać oczekiwań dotyczących usług publicznych, dochodów, bezpieczeństwa i sposobu rozłożenia kosztów reform.
Włochy pod rządami Giorgii Meloni stanowią przeciwieństwo częstych zmian gabinetów, ale nie podważają zasadniczej tezy Ferjou. We wrześniu 2026 r. jej rząd stał się najdłużej nieprzerwanie działającym gabinetem w historii Republiki Włoskiej, podczas gdy wzrost gospodarczy pozostał niewielki. Stabilność daje czas na reformy, nie zapewnia jednak automatycznie ani zasobów potrzebnych do ich przeprowadzenia, ani zgody społeczeństwa na ich konsekwencje; polityczny kontekst tego doświadczenia rozwija materiał o wyborach we Włoszech w 2027 roku.
Gdy zabezpieczenia demokracji stają się jej ograniczeniami
Najbardziej prowokacyjny fragment analizy dotyczy instytucji, które po II wojnie światowej miały zabezpieczać demokrację przed samowolą chwilowej większości. Konstytucyjne gwarancje, kontrola sądowa i zobowiązania międzynarodowe chronią prawa podstawowe, lecz ich logika bywa rozszerzana na kolejne dziedziny polityki publicznej. Im więcej decyzji zostaje przedstawionych jako prawnie, gospodarczo albo międzynarodowo przesądzonych, tym węższy staje się obszar, w którym głosowanie może przynieść dostrzegalną zmianę.
Ferjou przywołuje w tym kontekście Jürgena Habermasa, który szukał wzajemnego wzmocnienia praw podstawowych i suwerenności ludu. Paradoks polega na tym, że zabezpieczenia niezbędne dla istnienia demokracji mogą osłabiać jej wiarygodność, jeżeli służą jako stała odpowiedź na każdą próbę zakwestionowania prowadzonej polityki. Wybory nadal rozstrzygają, kto obejmie urzędy, lecz obywatele zaczynają wątpić, czy ich wynik pozwala ponownie otworzyć najważniejsze spory.
„Atlantico” nie twierdzi przy tym, że europejskich zobowiązań nie można zmieniać. Zastosowanie klauzul pozwalających zwiększyć wydatki obronne poza zwykłymi regułami fiskalnymi dowodzi, że ramy pozostają podatne na negocjacje. Kryzys zaufania zaczyna się wtedy, gdy podczas kampanii politycy pomijają koszty i warunki takiej zmiany, a po głosowaniu przedstawiają wcześniej przemilczane ograniczenia jako usprawiedliwienie rezygnacji.
Cena zmiany, której nie chce zapłacić nikt
Druga część diagnozy obciąża odpowiedzialnością także wyborców. Ogólna większość popierająca redukcję zadłużenia nie musi zgodzić się na likwidację konkretnego wydatku albo podniesienie określonego podatku, podobnie jak deklarowane poparcie dla transformacji energetycznej nie przesądza o akceptacji elektrowni, sieci przesyłowych i wyższych kosztów. Społeczeństwo może zgodnie domagać się nowego kierunku, a jednocześnie nie wytworzyć większości gotowej ponieść związane z nim ciężary.
W klasycznym modelu to partie polityczne miały łączyć rozproszone oczekiwania w program, ustalać hierarchię celów i przekonywać, dlaczego nierówno rozłożone wyrzeczenia służą wspólnemu interesowi. Gdy rezygnują z tej funkcji, przed wyborami składają szerokie obietnice, a po przejęciu odpowiedzialności tłumaczą się ograniczeniami. Ugrupowania protestu otrzymują wówczas idealną pozycję, ponieważ mogą obiecywać przełom, nie musząc jeszcze wystawiać obywatelom rachunku za jego realizację.
To właśnie stanowi najmocniejszy punkt tekstu opublikowanego przez „Atlantico”: demokracja nie przetrwa wyłącznie dzięki obronie procedur, jeżeli nie będzie potrafiła pokazać obywatelom, co nadal mogą za ich pomocą wybrać. Partie głównego nurtu nie odzyskają wiarygodności samym ostrzeganiem przed przeciwnikami, lecz dopiero wtedy, gdy nazwą koszty własnych projektów, zbudują dla nich poparcie i ponownie połączą alternację personalną z rzeczywistą alternatywą polityczną. Inaczej – jest problem.
Arkadiusz Jordan
Paryż





