Kto jest w Radzie Pokoju?

Kto jest w Radzie Pokoju

Prezydent USA Donald Trump zainaugurował Radę Pokoju. W ceremonii podpisania dokumentu założycielskiego uczestniczyli przedstawiciele 19 innych państw, w tym Węgier, Bułgarii i Argentyny. Nieobecni byli urzędnicy z Rosji i większości państw europejskich. Kto jest w Radzie Pokoju?

Sekretarz stanu USA oświadczył, że „wiele innych” krajów chce dołączyć do powołanej przez Donalda Trumpa Rady

.Donald Trump oświadczył, że Rada będzie współpracować z ONZ przy rozwiązywaniu konfliktów na świecie. Ocenił przy tym, że ONZ ma „olbrzymi potencjał”, który jednak nie został w pełni wykorzystany.

– Gdy ta rada zostanie w pełni uformowana, będziemy mogli robić praktycznie wszystko, co będziemy chcieli. I będziemy to robić we współpracy z ONZ – oświadczył Donald Trump podczas ceremonii w kuluarach Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w szwajcarskim Davos.

Według początkowych zapowiedzi Rada Pokoju ma nadzorować tymczasowe władze Strefy Gazy w ramach planu pokojowego dla tego terytorium. Projekty dokumentów, jakie publikowano w prasie, sugerują jednak, że miałaby ona również zajmować się rozwiązywaniem konfliktów na całym świecie.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Rada będzie się początkowo skupiała na osiągnięciu trwałego pokoju w Strefie Gazy. Ocenił jednak, że możliwości, jakie stwarza nowe gremium, są „nieskończone”, a Strefa Gazy może być przykładem dla rozwiązywania innych konfliktów.

– To nie jest tylko Rada Pokoju, ale „Rada Działania”, tak jak prezydent Donald Trump jest prezydentem działania rozwiązywania spraw – zaznaczył Mark Rubio, oceniając, że powołanie Rady oznacza początek „nowej ery”.

Sekretarz stanu USA oświadczył również, że „wiele innych” krajów chce dołączyć do powołanej przez Donalda Trumpa Rady.

Kto jest w Radzie Pokoju? M.in. Arabia Saudyjska, Izrael i Węgry

.Donald Trump, który będzie przewodniczył Radzie, zaprosił do niej dziesiątki światowych przywódców. Jednak, jak podkreślają komentatorzy, podczas ceremonii podpisania dokumentu założycielskiego na scenie nie pojawili się przedstawiciele większości państw europejskich, Rosji, Izraela ani Autonomii Palestyńskiej.

Według stacji BBC oprócz prezydenta USA na scenie obecni byli wysokiej rangi urzędnicy: Arabii Saudyjskiej, Argentyny, Armenii, Azerbejdżanu, Bahrajnu, Bułgarii, Węgier, Indonezji, Jordanii, Kataru, Kazachstanu, Kosowa, Mongolii, Maroka, Pakistanu, Paragwaju, Turcji, Uzbekistanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Władze Rosji ogłosiły, że rozważają, czy przyjąć zaproszenie Donalda Trumpa do Rady. Władze Francji odmówiły uczestnictwa, a rząd Wielkiej Brytanii przekazał, że w obecnej sytuacji nie dołączy do gremium. Rząd Chin nie ujawnił, czy zamierza przystąpić. Izrael przyjął zaproszenie – podała agencja Reutera.

Reuters podkreślił również, że jak dotąd żaden ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, poza USA, nie zobowiązał się do udziału w powołanej przez Donalda Trumpa Radzie Pokoju.

Polska wzmacnia swoją pozycję

.Polska nie jest koniem trojańskim USA w Europie. Na słabnącym, rozedrganym, atakowanym kontynencie Polska wzmacnia swoje siły witalne. Przekonują o tym pierwsze prezydenckie wizyty Karola Nawrockiego – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Na mapie świata są spotkania, które ważą więcej niż podpisane dokumenty. Nie dlatego, że ignorują treść, ale dlatego, że same stają się treścią – symbolem, gestem, obrazem, znaczeniem, które przechodzą do historii. Pierwsza oficjalna wizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu, a potem w Rzymie i Watykanie, w której towarzyszyliśmy polskiemu prezydentowi, taka właśnie była.

Prezydent Donald Trump poświęcił prezydentowi Karolowi Nawrockiemu cały dzień. Przelot amerykańskich myśliwców rozpoczął spektakl przekonujący wszystkich, że więź polsko-amerykańska jest silna i – dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich – wciąż niezachwiana. Przy czym w polityce, jak pisał genialny Alexis de Tocqueville, „nigdy nie należy mylić gestów z rzeczywistością”. Rozdział między jednym a drugim w kontekście wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie to początek jak najbardziej prawdziwej rozgrywki o przyszłe przywództwo w Europie.

Kiedy Stany Zjednoczone coraz silniej zaznaczają swój pivot na Atlantyk, muszą zabezpieczyć swoje interesy w Europie. Jednocześnie powojenny konsensus chwieje się w posadach, słabnie rola Niemiec, od dekad ważnego partnera Waszyngtonu w Europie. Amerykański prezydent to zaś polityk transakcyjny, a każdy sojusz to dla niego kontrakt. „America First” jest jego kompasem. Jeśli wybór i przywództwo Karola Nawrockiego w silniejszej dzięki temu Polsce może być gwarancją dla Donalda Trumpa w Europie, efektem będzie „win-win”, obie strony wyjdą na tym zwycięsko.

Oczywiście, prezydent Trump lubi mówić o tradycyjnych wartościach; lubi, gdy mówi się, że Polacy „są twardzi i lojalni”; lubi też, kiedy przypomina się, że Polonia masowo oddawała na niego swoje głosy. Ale w Gabinecie Owalnym sentymenty są dekoracją, nie fundamentem, co widzieliśmy podczas spotkania obu prezydentów.

Dzięki słynnemu zdaniu Henry’ego Kissingera, że „Ameryka nie ma stałych przyjaciół ani wrogów, tylko interesy”, pamiętamy, że Polska, tak jak każdy sojusznik, jest w talii kart, którymi Donald Trump gra z innymi graczami: Berlinem, Brukselą, a przede wszystkim Moskwą. Czy wizyta prezydenta Karola Nawrockiego zrekompensowała mu gorzki smak impasu spotkania z Władimirem Putinem? A może jest czymś więcej: rodzajem rozmieszczania kolejnych figur na szachownicy, na której trwa nieustanna akcja? Obserwując z bliska to, co się wydarzyło podczas całodniowej wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu, można było mieć wrażenie, że tak; przyjęcie Karola Nawrockiego w Waszyngtonie było niemalże jak wskazanie delfina, który spośród konkurentów ma największe szanse na przejęcie władzy nad regionem. Bo faktycznie również o tym było to spotkanie; wobec słabnącej „Starej Europy” nowa inwestytura to tylko kwestia czasu. Prezydent Polski, silny, zdecydowany przywódca, z przemyślaną i wzmacnianą rolą Trójmorza, którego Polska jest naturalnym liderem (ku rosnącym niepokojom Niemiec), z dobrze przemyślanym zapleczem, sprawnie nawiązującym relacje ze współpracownikami prezydenta Trumpa, do tej roli pasuje znakomicie.

Jeśli świat Zachodu oparty jest na trzech filarach – Atenach, Jerozolimie i Rzymie – to można powiedzieć, że relacje transatlantyckie opierają się dzisiaj na innych filarach – Waszyngtonie, Warszawie i Rzymie. Znakomite relacje, jakie Giorgia Meloni i Karol Nawrocki mają z Donaldem Trumpem, zmieniają równowagę sił na Starym Kontynencie. Kiedy bowiem Ameryka pracuje nad planem przesunięcia sił z zachodu Europy w inne, bardziej wrażliwe miejsca, w tym na wschodnią flankę NATO, nikt z obserwujących nie ma wątpliwości, że amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce. Potwierdził to Karolowi Nawrockiemu zresztą Donald Trump. Jeśli skądś mają zostać relokowani, to – jak pisze Jim Mazurkiewicz w tym wydaniu „Wszystko co Najważniejsze” – z Niemiec.

Przewrotnie nie odbiera to Polsce podmiotowości, lecz wzmacnia ją wobec militarnego zagrożenia ze Wschodu i biurokratyczno-centralizacyjnego z Zachodu. Bo amerykańskie rozterki dotyczą obecnie nie tylko kwestii rozmieszczenia wojsk, ale też wiarygodności poszczególnych sojuszników. Obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą to też element negocjacji z Władimirem Putinem. Element licytacji w grze, której stawką są nie tylko granice wpływów, ale z jednej strony bezpieczeństwo i pozycja Polski w Europie, a z drugiej pozycja USA w globalnym układzie sił.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-polska-wzmacnia-swoja-pozycje/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 stycznia 2026