Kurdowie znów pionkiem w grze mocarstw? Historia ostrzega, Iran to nie Irak [Michał KŁOSOWSKI]

Kurdowie a Iran

Kwestia kurdyjska ponownie staje się elementem wielkiej gry mocarstw. Tym razem w centrum znajduje się relacja Kurdowie a Iran.

„Operacji tajnych nie należy mylić z działalnością misyjną” – powiedział kiedyś amerykański dyplomata, Henry Kissinger, komentując porzucenie irackich Kurdów przez Stany Zjednoczone w 1975 roku. To zdanie pozostaje jednym z najbardziej brutalnych podsumowań logiki geopolityki; pół wieku później, jego sens powraca bowiem na Bliskim Wschodzie z nową siłą. W miarę jak napięcie między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem rośnie, pojawiają się sygnały, że Waszyngton może ponownie liczyć na Kurdów jako potencjalną siłę lądową w ewentualnej konfrontacji z Teheranem w związku z przedłużającą się wojną w regionie. Dla wielu obserwatorów jak i dla samych kurdyjskich przywódców, brzmi to jednak jak echo historii, która dla Kurdów zbyt często kończyła się źle. Kurdowie a Iran? To znacznie bardziej skomplikowane.

Strategia bez żołnierzy

.Stany Zjednoczone przygotują się do zakończenia swojej obecności w Iraku we wrześniu 2026 roku. W związku z tym wzmacniają swoje polityczne i dyplomatyczne wpływy w tym kraju. Służy temu chociażby otwarcie ogromnego konsulatu w stolicy Kurdystanu, Irbilu  – największej amerykańskiej placówki dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie – co stanowi wyraźny sygnał, że wpływy Waszyngtonu w północnym Iraku nie znikną wraz z wycofaniem wojsk. Kompleks, budowany przez siedem lat kosztem blisko 800 mln dolarów i zajmujący ponad 206 tys. metrów kwadratowych, zastąpił dotychczasowy konsulat w dzielnicy Ankawa. Został zaprojektowany tak, aby pomieścić dużą liczbę dyplomatów, personelu bezpieczeństwa i zespołów wsparcia; obejmuje biura, część mieszkalną, strefy operacyjne oraz zaplecze techniczne, a także rozwiązania środowiskowe m.in. panele słoneczne i system recyklingu wody. Podczas budowy widziałem go na własne oczy, robi wrażenie.

Fundamenty pod inwestycję położono jednak jeszcze w 2018 roku, w okresie ścisłej współpracy amerykańsko-kurdyjskiej po kampanii przeciwko ISIS, wygranej w dużej mierze dzięki kurdyjskiej pomocy właśnie. Otwarcie placówki i pierwsze miesiące jej funkcjonowania następują zaś w kolejnym momencie politycznej niepewności w Iraku, gdy trwają rozmowy nad utworzeniem rządu oraz debata o przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej oraz wojna z Iranem, rozlewająca się na region. Sam zaś konsulat ma stać się ważnym ośrodkiem politycznym, bezpieczeństwa i wywiadu dla Ameryki i nie tylko. Podczas inauguracji konsulatu wiceszef Departamentu Stanu Michael Rigas podkreślił, że placówka ma służyć wzmacnianiu relacji z władzami kurdyjskimi i wspieraniu stabilności regionu, wskazując na potrzebę współpracy między Bagdadem a Irbilem wobec zagrożeń ze strony – jak to określił Waszyngton – „nielegalnych aktorów zbrojnych”. Kurdyjscy przywódcy przyjęli zaś otwarcie konsulatu jako potwierdzenie strategicznego znaczenia regionu: prezydent Nechirvan Barzani podkreślił centralną rolę Irbilu w relacjach z USA, a premier Masrour Barzani zaznaczył, że skala inwestycji świadczy o trwałości współpracy politycznej i bezpieczeństwa. Nie da się bowiem ukryć, że Kurdowie wiele Ameryce zawdzięczają. Może dlatego kwestia relacji Kurdowie a Iran spotyka się z inną, niż można byłoby sądzić, odpowiedzią.

Kurdowie a Iran

.Może dlatego w scenariuszu rozważanym przez część analityków, Ameryka stara się znaleźć w Kurdach „siły na ziemi”, które mogłyby destabilizować Iran bez konieczności wysyłania tam amerykańskich czy izraelskich żołnierzy. W tym kontekście pojawiają się doniesienia o możliwym wsparciu dla kurdyjskich struktur w północno-zachodnim Iranie; autonomia regionu Kurdystanu dotyczy wyłącznie Iraku. W pierwszych dniach amerykańsko-izraelskiej interwencji w Iranie, w niektórych medialnych relacjach można było przeczytać nawet, że oto już tysiące irańskich Kurdów miało przekroczyć granicę z Iraku, aby rozpocząć operacje w regionach zamieszkanych przez ludność kurdyjską. Informacje te nie zostały jednak niezależnie potwierdzone, a wręcz zanegowane przez przedstawicieli Kurdów. Pojawiają się również doniesienia o dostarczaniu lekkiej broni przez CIA w ramach programu destabilizacji kraju. Kurdyjskie władze w Irbilu stanowczo jednak zaprzeczają jakoby brały udział w jakichkolwiek planach militarnych przeciwko Iranowi. Prezydent Regionu Kurdystanu Nechirvan Barzani podkreślił, że jego region nie chce być stroną żadnego konfliktu, który mógłby zagrozić bezpieczeństwu mieszkańców. Ta ostrożność nie jest przypadkowa, nawet pomimo bezpośrednich telefonów z Białego Domu i pomocy, o którą osobiście prosi Kurdów prezydent Donald Trump.

Lekcje z 1975 i 1991 roku

.Dla Kurdów współpraca z mocarstwami zewnętrznymi wielokrotnie bowiem kończyła się dramatycznie. W latach 70. Stany Zjednoczone i Iran wspólnie wspierały kurdyjskie powstanie w Iraku, aby osłabić rząd w Bagdadzie. Jednak gdy w 1975 roku szach Iranu osiągnął porozumienie graniczne z Irakiem, pomoc dla Kurdów została natychmiast przerwana i to za milczącą zgodą Waszyngtonu. Powtórka z tej historii nastąpiła w 1991 roku po wojnie w Zatoce Perskiej. Prezydent George H.W. Bush zachęcił Irakijczyków – zarówno Kurdów, jak i szyitów – do powstania przeciwko Saddamowi Husajnowi. Gdy jednak rebelia wybuchła, wojska amerykańskie nie wsparły powstańców, a reżim Saddama Husajna odzyskał kontrolę i brutalnie stłumił bunt, zabijając dziesiątki tysięcy ludzi. 

Paradoks polega więc na tym, że dopiero później tragedia ta doprowadziła do ustanowienia przez Zachód strefy zakazu lotów, która w praktyce stworzyła fundament pod autonomiczny Region Kurdystanu w Iraku. Historia ta pozostaje jednak dla Kurdów przede wszystkim przypomnieniem, jak łatwo stają się narzędziem w rękach potęg. Jeszcze świeższe są doświadczenia Kurdów w Syrii. Kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne przez lata były głównym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w walce z tzw. Państwem Islamskim. To właśnie ich oddziały poniosły największe straty w walkach, które zakończyły się militarną klęską ISIS w 2019 roku. Jednak kilka lat później Waszyngton wycofał swoje wsparcie dla kurdyjskiej autonomii w północnej Syrii, wspierając nowy rząd centralny w Damaszku. W krótkim czasie Kurdowie utracili większość terytoriów, które wcześniej kontrolowali. Dla wielu kurdyjskich liderów w regionie była to kolejna lekcja politycznego realizmu: Stany Zjednoczone są partnerem tak długo, jak długo wymaga tego ich interes strategiczny.

Regionalne veto i ryzykowana kalkulacja

.W przypadku ewentualnego powstania Kurdów w Iranie problem byłby jeszcze bardziej złożony. Każda próba stworzenia kurdyjskiej autonomii spotyka się bowiem z ostrą reakcją państw regionu. Turcja, Iran, Irak i Syria – mimo wielu wzajemnych konfliktów – w kwestii kurdyjskiej zachowują daleko idącą zgodę; na terenie tych wszystkich krajów bowiem żyją osobne, liczące blisko 25 milionów osób, kurdyjskie społeczności. Ankara szczególnie wrażliwie reaguje na wszelkie próby wzmocnienia kurdyjskich ruchów zbrojnych w regionie, obawiając się wzmocnienia własnej partyzantki PKK; w Turcji żyje blisko 12 milionów Kurdów.

Z tego powodu ewentualne powstanie w Iranie mogłoby spotkać się z szeroką regionalną reakcją militarną, a rola Turcji i krajów regionu jest dla Stanów Zjednoczonych i Izraela kluczowa w trwającej wojnie z Teheranem. Dla irańskich Kurdów – znanych jako Rojhelati – sytuacja jest jednak inna niż dla ich pobratymców w Iraku. Wielu z nich żyje w przekonaniu, że obecne napięcia geopolityczne mogą stworzyć jedyną w historii okazję do zmiany ich statusu politycznego. Jednak bez jednoznacznego i trwałego wsparcia militarnego ze strony Stanów Zjednoczonych taki scenariusz mógłby okazać się dla nich katastrofalny. Dlatego pytanie, które dziś stawiają sobie kurdyjscy liderzy, brzmi nie tylko: czy warto wykorzystać historyczną szansę. Równie ważne jest inne: czy historia – z 1975, 1991 czy niedawnej Syrii – nie powtórzy się po raz kolejny. A jeśli tak się stanie, to jak zwykle Kurdowie mogą zapłacić za geopolitykę najwyższą cenę mimo tego, że w zamian otrzymają największą amerykańską placówkę dyplomatyczną w regionie; w przypadku podjęcia innych, niż preferowane przez amerykańską administrację rozwiązań relacji Kurdowie a Iran może ona bowiem pozostać pusta.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 marca 2026