Laure MANDEVILLE pisze w „Le Figaro”, że AfD wyrosła z bezsilności Zachodu

Laure Mandeville o AfD

Laure Mandeville, wieloletni grand reporter „Le Figaro” i autorka znaczących tekstów publikowanych także przez „Wszystko co Najważniejsze”, przedstawia jedną z najważniejszych diagnoz historycznego zwycięstwa AfD w Saksonii-Anhalt. Jej zdaniem Alternatywa dla Niemiec wyrosła z tematów porzuconych przez zachodnie elity, lecz partia deklarująca obronę narodu sama wikła się w zasadniczą sprzeczność, gdy opowiada się za zbliżeniem z Rosją, osłabieniem Ukrainy i podważeniem europejskiego systemu bezpieczeństwa.

.Historycznego zwycięstwa Alternatywy dla Niemiec w Saksonii-Anhalt nie można wyjaśnić wyłącznie gniewem na migrację, problemami gospodarczymi wschodnich landów ani słabością rządu Friedricha Merza. Laure Mandeville przekonuje, że AfD jest przede wszystkim politycznym skutkiem wieloletnich zaprzeczeń i bezsilności elit, które pozostawiły skrajnej prawicy pytania o naród, tożsamość, granice i bezpieczeństwo. Jej diagnoza jest tym ważniejsza, że nie prowadzi do usprawiedliwienia AfD, lecz odsłania paradoks partii deklarującej obronę niemieckiego interesu narodowego, a zarazem gotowej osłabić Ukrainę, odbudować relacje z Moskwą i podważyć europejski system bezpieczeństwa.

Punktem wyjścia analizy opublikowanej w „Le Figaro” jest rezultat, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się w Niemczech niemożliwy. W wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt AfD zdobyła 43,8 proc. głosów i 39 spośród 83 mandatów, ponad dwukrotnie poprawiając wynik z 2021 r., kiedy uzyskała 20,8 proc., podczas gdy CDU spadła z 37,1 do 17,2 proc. Co równie znaczące, frekwencja wzrosła z 60,3 do 77,8 proc., a zatem mobilizacja wyborców nie zatrzymała AfD, lecz towarzyszyła poszerzeniu jej społecznej bazy; szczegółowe wyniki oraz możliwe scenariusze powyborcze przedstawia tekst „Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt 2026. AfD zdecydowanie wygrywa”.

AfD wygrała 38 z 41 okręgów jednomandatowych, pozostawiając CDU bez ani jednego mandatu bezpośredniego w kraju związkowym, którym chadecy rządzili nieprzerwanie od 2002 r. Do samodzielnej większości zabrakło partii Ulricha Siegmunda trzech miejsc, jednak jej wynik zmienił naturę niemieckiego sporu: pytanie nie brzmi już, czy AfD może zwyciężyć, ale czy polityczny mur oddzielający ją od władzy wytrzyma nacisk wyborczego mandatu. Na poziomie federalnym partia przeszła podobną drogę, ponieważ w wyborach do Bundestagu w 2025 r. zdobyła 20,8 proc. głosów i 152 mandaty, podwajając poparcie z 2021 r., a w kolejnych badaniach zaczęła zbliżać się do granicy 30 proc.

Laure Mandeville o AfD i niemieckim tabu

Laure Mandeville umieszcza niemiecki wynik w szerszej historii politycznego przesunięcia Zachodu, prowadzącej od Brexitu i zwycięstw Donalda Trumpa, przez rosnącą pozycję Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen we Francji, po sukces Giorgii Meloni we Włoszech. Partie uczestniczące w tej fali nie tworzą jednej rodziny i coraz wyraźniej różnią się w stosunku do Rosji, NATO oraz przyszłości Unii Europejskiej; Zjednoczenie Narodowe zerwało współpracę z AfD po kolejnych radykalnych wypowiedziach jej polityków, a Giorgia Meloni dystansowała się od prorosyjskiej linii niemieckiego ugrupowania. Łączy je jednak obietnica ochrony społeczeństw, które czują się pozostawione same wobec niekontrolowanej migracji, radykalnego islamu, utraty bezpieczeństwa, deindustrializacji i kosztów globalizacji.

Według Mandeville tradycyjne partie długo traktowały te obawy nie jako tematy wymagające odpowiedzi, lecz jako poglądy, które należy usunąć poza granice dopuszczalnej debaty. Powojenna Republika Federalna zbudowała swoją tożsamość na gospodarce, demokracji konstytucyjnej, integracji europejskiej i strategicznej ochronie Stanów Zjednoczonych, świadomie rezygnując z języka samodzielnej potęgi narodowej, który po doświadczeniu nazizmu musiał budzić głęboki lęk. Ten model stabilizował Niemcy przez dziesięciolecia, lecz nie przygotował ich na moment, w którym amerykańska gwarancja przestała być oczywista, Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, a Europa została zmuszona do ponownego postawienia pytań o siłę, granice i własną zdolność obrony.

Najbardziej przenikliwa część rozumowania Laure Mandeville dotyczy właśnie niemieckiej tożsamości. Elity sądziły, że pamięć o nazizmie oraz polityczny Brandmauer na zawsze wystarczą, aby utrzymać skrajną prawicę poza obszarem realnej władzy, tymczasem w Saksonii-Anhalt moralne ostrzeżenie przestało działać na znaczną część wyborców, którzy zaczęli traktować je jako narzędzie unieważniania ich głosu. Nie oznacza to, że radykalizm AfD stał się mniej niebezpieczny, lecz że samo piętnowanie partii nie zastępuje odpowiedzi na pytania, dzięki którym zdobywa ona wyborców.

W tej perspektywie AfD nie jest zewnętrznym ciałem, które nagle zaatakowało dobrze funkcjonujący system, lecz produktem jego niewypowiedzianych konfliktów. Partia powstała w 2013 r. jako eurosceptyczna odpowiedź na kryzys strefy euro, a później, zwłaszcza po kryzysie migracyjnym 2015 r., przesuwała się w stronę nacjonalizmu, radykalnej polityki tożsamościowej oraz coraz ostrzejszego sporu z instytucjami Republiki Federalnej. Jej aktualny program, język i wewnętrzna radykalizacja zostały szeroko przedstawione w analizie „Czytamy program AfD. Partii, która przymierza się do władzy w Niemczech”, dlatego nowy głos Laure Mandeville warto czytać nie jako kolejną charakterystykę ugrupowania, lecz jako próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ono przejęło tematy porzucone przez centrum.

Laure Mandeville od lat opisuje bunt Zachodu

Waga tej diagnozy wynika również z biografii jej autorki. Laure Mandeville jest wieloletnim grand reporterem „Le Figaro”, z którym związała się w 1989 r.; przez dwie dekady zajmowała się Rosją, Europą Środkową i Wschodnią, Ukrainą, państwami bałtyckimi oraz Kaukazem, była korespondentem w Moskwie, a następnie w latach 2009–2016 kierowała biurem dziennika w Waszyngtonie. Studiowała język rosyjski i polski, w 1982 r., w czasie stanu wojennego, mieszkała w Warszawie, dlatego w jej analizach Zachód nie kończy się na Paryżu, Berlinie i Waszyngtonie, a spojrzenie Europy Środkowej nie jest regionalnym dodatkiem do opowieści pisanej przez największe stolice.

Laure Mandeville współtworzy Conversations Tocqueville, jest autorką książek o Rosji, Donaldzie Trumpie i buncie zachodnich społeczeństw, a wraz z ukraińskim filozofem Konstantynem Sigowem napisała książkę „Narodziny nowej Europy. Ukraina nas obudziła”, wydaną po polsku przez Wydawnictwo „Wszystko co Najważniejsze”. We wstępie opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” autorzy tej książki opisywali strategiczną naiwność Zachodu, który po upadku Związku Sowieckiego uznał, że wojna i imperializm należą do przeszłości, ignorując ostrzeżenia płynące z Polski, państw bałtyckich i Ukrainy. Ten ważny tekst można przeczytać tutaj: „Narodziny nowej Europy. Ukraina nas obudziła”.

Obecna analiza w „Le Figaro” jest rozwinięciem tez, które Laure Mandeville przedstawiła wcześniej czytelnikom „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „Bunt w imię zdrowego rozsądku”. Pisała wówczas o rewolcie wyborców przeciwko niemocy rządzących, którzy nie odpowiadają na zagrożenia związane z globalizacją, migracją, islamizmem i rewolucją wokizmu, zarazem ostrzegając, że pozostawienie tych tematów wyłącznie ugrupowaniom radykalnym prowadzi do jeszcze głębszej polaryzacji. Warto połączyć przesłanie tych tekstów, ponieważ wcześniejsza diagnoza opisywała mechanizm zachodniego buntu, natomiast najnowszy głos w „Le Figaro” pokazuje jego niemiecką kulminację.

Laure Mandeville nie należy przy tym do komentatorów, którzy w imię zrozumienia gniewu społecznego przyjmują geopolityczne złudzenia populistycznej prawicy. W opublikowanym przez „Wszystko co Najważniejsze” eseju „Niezrozumienie natury Rosji może doprowadzić do tragedii” przypominała, że rosyjska kultura może mieć twarz Anny Kareniny, lecz rosyjska władza ma twarz Czyngis-chana, a romantyczna fascynacja Rosją przesłania zachodnim elitom imperialną ciągłość państwa Putina. Ten właśnie tekst pozwala zrozumieć, dlaczego autorka „Le Figaro” tak ostro ocenia prorosyjski pacyfizm AfD.

Największa sprzeczność AfD jest najważniejsza dla Polski

AfD przedstawia się jako obrońca niemieckiego narodu, suwerenności i bezpieczeństwa, lecz jej polityka wobec Rosji podważa wszystkie trzy wartości. Ugrupowanie domaga się zakończenia pomocy wojskowej dla Ukrainy, zniesienia sankcji, odbudowy stosunków gospodarczych z Moskwą oraz powrotu do rosyjskich surowców, a część jego liderów kwestionuje znaczenie euroatlantyckiego systemu bezpieczeństwa. Laure Mandeville trafnie wskazuje, że politycy deklarujący wolę przywrócenia Niemcom podmiotowości są zarazem gotowi zaakceptować wzrost potęgi państwa prowadzącego wojnę na wschodniej flance Europy i działania hybrydowe wewnątrz Unii.

Dla Polski jest to kwestia znacznie ważniejsza niż sam spór o niemiecką politykę migracyjną. Sebastian Meitz w opublikowanej we „Wszystko co Najważniejsze” analizie siedmiu obszarów ryzyka pokazuje, że w sprawach granicy na Odrze i Nysie czy reparacji należy oddzielać ostrą retorykę części działaczy od programu i rzeczywistych możliwości działania partii, natomiast największym zagrożeniem pozostaje stosunek AfD do Rosji, Ukrainy, NATO i zobowiązań sojuszniczych.

Ta sprzeczność ma wymiar bardzo konkretny. Wypowiedzi współprzewodniczącego AfD Tino Chrupalli, który w kontekście wysadzenia gazociągów Nord Stream sugerował, że zagrożeniem dla Niemiec może być Polska, podczas gdy Rosji w ten sposób nie postrzegał, pokazują hierarchię politycznych odruchów obecnych w części kierownictwa partii. Z polskiej perspektywy niebezpieczny nie jest więc konserwatywny język AfD sam w sobie, ale możliwość odtworzenia niemiecko-rosyjskiej osi interesów kosztem Ukrainy i państw Europy Środkowej, tym razem legitymizowanej nie przez socjaldemokratyczną Ostpolitik, lecz przez narodową retorykę prawicy.

Drugim obszarem wymagającym polskiej uwagi jest polityka pamięci. AfD chce odejścia od modelu, który jej przedstawiciele określają jako „pedagogikę wstydu”, Björn Höcke domagał się zwrotu o 180 stopni w niemieckiej kulturze pamięci, a z partią związana jest fundacja kierowana przez Erikę Steinbach. Zmiana akcentów może oznaczać dalsze przesuwanie odpowiedzialności z historii niemieckiej okupacji Polski ku narracji o niemieckich ofiarach, wypędzeniach i krzywdach, dlatego dyskusja o odzyskaniu przez Niemcy narodowej tożsamości nie może być w Polsce odbierana bez uwzględnienia jej możliwych konsekwencji historycznych.

Nie oznacza to, że każdy element programu AfD jest wymierzony w Polskę ani że dotychczasowy niemiecki establishment prowadził politykę zgodną z polskim interesem. Krytyka federalizacji Unii, europejskiej biurokracji i niekontrolowanej migracji może brzmieć blisko części polskiej debaty konserwatywnej, ale podobieństwo pojedynczych haseł nie tworzy wspólnoty strategicznej, jeżeli zasadniczo różne pozostają oceny Rosji, wojny na Ukrainie i roli Stanów Zjednoczonych. Polska polityka wobec AfD wymaga więc chłodnej analizy zamiast fascynacji albo moralnej paniki, ponieważ oba odruchy utrudniają dostrzeżenie rzeczywistych interesów.

Niemcy muszą odpowiedzieć kim chcą być

Laure Mandeville uważa, że Niemcy nie unikną już debaty o własnej tożsamości i przyszłej roli w Europie. Amerykańska ochrona nie może być dłużej traktowana jako mechanizm działający automatycznie, wojna Rosji przeciw Ukrainie przywróciła znaczenie siły, a kryzys europejskiej gospodarki i bezpieczeństwa wymaga od Berlina decyzji, których nie da się podjąć wyłącznie językiem postnarodowego zarządzania. Problem polega na tym, że jeśli partie głównego nurtu nadal będą unikać tej debaty, AfD pozostanie jedynym ugrupowaniem przedstawiającym własną, radykalną odpowiedź.

Nie wystarczy zatem ponawiać wezwania do obrony Brandmauer, podobnie jak nie wystarczy rozważać prawnego zakazu działalności AfD. Kanclerz Friedrich Merz po wyborach w Saksonii-Anhalt sam przyznał, że delegalizacja nie usunie przyczyn sukcesu ugrupowania i że należy odzyskać wyborców w sporze politycznym, nie pozostawiając im wyłącznie wyboru między AfD a systemem, który nie słucha ich obaw. Dyskusję o końcu dotychczasowego niemieckiego modelu uzupełniają na „Wszystko co Najważniejsze” teksty „To będą inne Niemcy” prof. Marka Cichockiego oraz prof. Andreasa Roddera „Epoka poczucia winy w Niemczech dobiega końca”.

Głos Laure Mandeville jest jednym z najważniejszych komentarzy do niemieckiego wstrząsu, ponieważ łączy dwie prawdy, które zbyt często są w europejskiej debacie rozdzielane. Zachodnie elity rzeczywiście przez lata ignorowały pytania o migrację, naród, bezpieczeństwo, deindustrializację i potrzebę społecznej ochrony, oddając je populistom, lecz sam bunt przeciwko tej bezsilności nie staje się przez to automatycznie odpowiedzialną polityką. AfD może trafnie rozpoznawać część lęków niemieckiego społeczeństwa, a jednocześnie proponować odpowiedzi, które w relacjach z Rosją, Ukrainą i Europą narażają bezpieczeństwo Niemiec oraz ich sąsiadów.

Z polskiej perspektywy właśnie to powinno być najważniejszym wnioskiem z analizy „Le Figaro”. Niemcy wchodzą w spór nie tylko o to, kto będzie nimi rządził, lecz także o to, czym ma być niemiecka siła po wyczerpaniu powojennego modelu, a odpowiedź udzielona przez AfD może w przyszłości zmienić całą architekturę Europy. Polska nie może ani odwracać wzroku od społecznych przyczyn wzrostu tej partii, ani zapominać, że ugrupowanie mówiące językiem narodowego interesu proponuje politykę wobec Moskwy, która od stuleci stanowi jedno z największych zagrożeń dla interesu Rzeczypospolitej.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 września 2026