Lewicowe Muzeum Patriarchatu otwarto w Rzymie

Koperty w różnych kolorach z wypłatami jako symbol braku równości płci, manekiny mężczyzny przed telewizorem i kobiety z mopem to niektóre z eksponatów w otwartym w Rzymie Muzeum Patriarchatu. Jak podkreśliły pomysłodawczynie inicjatywy, chodzi o to, by zaprezentowane zjawiska definitywnie trafiły do lamusa.
Patriarchat to poważny problem społeczny we Włoszech
.Patriarchat uważany jest za poważny problem społeczny we Włoszech, a zainaugurowana ekspozycja ma na celu ukazanie skali tego zjawiska, jego przejawów w codziennym życiu, utrzymujących się w społeczeństwie stereotypów oraz zainspirowanie do działań i postaw, by je przezwyciężyć. Muzeum Patriarchatu to tymczasowa inicjatywa międzynarodowej organizacji pozarządowej ActionAid, której głównym celem jest walka z ubóstwem i niesprawiedliwością. Wystawa odbyła się przed obchodzonym 25 listopada Międzynarodowym Dniem na rzecz Eliminacji Przemocy wobec Kobiet, ustanowionym przez ONZ w 1999 roku.
Jak zaznaczono podczas otwarcia ekspozycji, pomysł na nią zrodził się z przekonania, że patriarchat wciąż należy do teraźniejszości. W Muzeum Patriarchatu zainstalowano też lustra, w których pojawiają się mężczyźni mówiących, co kobiety mogą robić, a czego nie. Jest zdjęcie ze studia programu publicystycznego w telewizji publicznej RAI, gdzie przy stole o rozrodczości i prawach kobiet dyskutowali sami mężczyźni.
Zwiedzanie kolejnych sal jest wirtualną podróżą do 2148 roku, w którym według raportu Światowego Forum Ekonomicznego osiągnięta zostanie na świecie równość płci.
– Patriarchat ma różne aspekty. Oczywiście w niektórych kwestiach został przezwyciężony, ale jeszcze nie we wszystkich. Wszelkie negowanie jego istnienia to wyraz strachu przed nową równowagą – przekonywała podczas ceremonii otwarcia wystawy włoska aktorka Violante Placido.
Katia Scannavini z włoskiego oddziału ActionAid powiedziała: – Pokazujemy, co według nas należy zrobić, by przezwyciężyć nierówność płci. Uważamy, że należy odłożyć do lamusa system społeczny patriarchatu, który ma swoje korzenie w tej nierówności, a także wszystkie jego przejawy w codziennym życiu.
Lewica a patriotyzm. Czy to da się połączyć?
.Tytułem tego tekstu na pewno zaintrygowałem obie strony politycznego spectrum. Każdą z innych powodów.
Nietrudno zauważyć zainteresowanie ludzi prawej strony tym, co narodowe. A co z lewicą? Cóż, na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić. Ci pierwsi niby przychodzą z kwiatami na obchody i niby bronią swoich poglądów, odwołując się do historii oraz do takich nazwisk, jak Józef Piłsudski, Ignacy Daszyński czy Krzysztof Kamil Baczyński. Także lewica ma pod tym względem czym się chwalić. Dlaczego więc tak trudno umieścić oba słowa obok siebie? Niejednokrotnie zadawałem sobie to pytanie.
W mojej opinii jednym z wielu czynników rosnącej siły takich partii jak Konfederacja czy PiS jest właśnie „łatka” partii propolskiej, a właściwie już nacjonalistycznej. Tu imigranci, tu wojna, a tu nasza duma narodowa – wzmacnia to nastroje nacjonalistyczne w naszym kraju. Oddziałuje to na młodych, którzy niepewnie patrzą w przyszłość, a są już na tyle dojrzali, by ją sobie „zabezpieczyć” krzyżykiem w odpowiednim miejscu na karcie do głosowania. Syndrom oblężonej twierdzy.
„Nazywam się Grzegorz Braun. (…) Kara śmierci dla morderców i zdrajców stanu. (…) Upomnę się o pamięć pomordowanych. Jako prezydent nigdy nie zrezygnuję z suwerenności. Nie wyprzedam polskiej ziemi. Nie wyślę Polaków na wojnę ukraińską. Będę zabiegał o wolność gospodarczą, o broń jądrową dla polskiej armii. (…) Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem” – znacie to? Konfederacja trafiła na „dobre” czasy.
Niechętnie obserwuję, jak lewica przy każdym ważnym narodowym wydarzeniu i każdej ważnej dla narodu postaci próbuje dodać coś lewicowego i podkreśla to najjaskrawszym zakreślaczem, jaki można nabyć na kapitalistycznym rynku. Czymś, co powoduje, że dostaję patriotycznej epilepsji, jest także dzielenie historii na tę prawicową, czyli złą, i lewicową – dobrą. Lewica wykorzystuje patriotyzm do swoich celów. Tak, ona też to robi. Tylko mniej skutecznie.
Czy lewica robi to świadomie? Może patriotyzm uważa za coś staromodnego, coś, co uciska robotnicze dusze; podobnie wielu rozumie dzisiaj hasło „Bóg”. A może przyszłością jest patriotyzm europejski, nie narodowy? Może nie da się tego połączyć? Może mi się wydaje? Może tak naprawdę wszystko to, co dobre, zawdzięczamy partiom lewicowym, a wszystko, co partie lewicowe zrobiły źle, to tylko pseudolewicowość? Obłuda i hipokryzja. Dziś trochę inaczej z pijanych ust socjaldemokratycznej młodzieży brzmią słowa Międzynarodówki.
Lewico, mówmy o wydarzeniach z przeszłości i o dzisiejszej Polsce nie przez pryzmat poglądów, lecz pryzmat nienowoczesnej dumy narodowej i faktów, bez względu na to, jakie one są. Mówiąc o patriotyzmie, nie sposób przemilczeć przeszłości. Nie bawmy się w Wielkiego Brata i nie próbujmy jej zmieniać. Przecież to, co było, i to, co jest, jest wspólne, a nie nasze, lewicowe. I to nie jest Orwellowska myślozbrodnia.
Nie będę oryginalny, mówiąc, że odnoszę wrażenie, że „zabrano” lewicy jej patriotyczny charakter. Zabrano? Przywłaszczono, wyrwano siłą, nie chciano oddać ani się dzielić. Zresztą, czy lewica próbowała odzyskać to, co skradzione?
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/krystian-bulanda-lewica-a-patriotyzm-czy-to-da-sie-polaczyc
PAP/ Sylwia Wysocka/ LW



