Ludzie przez wieki spali na raty. Co zmiana tego nawyku uczyniła współczesnym?

Przez większą część swojej egzystencji na Ziemi ludzie jako gatunek zawsze spali w nocy na raty, nocną przerwę w śnie aktywnie wykorzystując. To ewolucyjne przyzwyczajenie daje o sobie znać w nocnych pobudkach wielu osób ale też przechowało się w tradycji nocnych modlitw w katolickich klasztorach klauzurowych.
Czemu służyły nocne pobudki?
.Nocne pobudki ludzi jeszcze 200 lat temu było normą i wynikały zwykle z dopasowania ich rytmu dobowego do wschodów i zachodów słońca. Gdy bowiem kładli się spać np. ok 17-18 około północy budzili się by nawet około godzinę prowadzić niemal zwyczajną aktywność: zajmowali się zwierzętami, małymi dziećmi, oporządzali domostwo, ale również spotykali z sąsiadami. Potem kładli się znów, by wstać już na dobre tuż przed wschodem słońca. Owe dwie tury spania nazywali „snem pierwszym” i „snem drugim”, o czym świadczą liczne świadectwa już w starożytnej literaturze.
Okazuje się, że przyczynami i wpływem tego spania na raty w dawnych społecznościach interesują się współcześni naukowcy w kontekście badań nad leczeniem zaburzeń snu ludzi współczesnych, o czym pisze na łamach magazynu „The Conversation” Darren Rhodes – wykładowca psychologii poznawczej i środowiskowego poznania czasowego na Uniwersytecie Keele w Wielkiej Brytanii.
Autorzy raportu z badań opublikowanego na łamach pisma naukowego National Library Medicine w 2017 badali pre-industrialne społeczności rdzennych mieszkańców Madagaskaru, aby zbadać, jak wygląda ich nocny odpoczynek. Okazało się, że żyli tak, jak mieszkańcy Europy przed dwoma wiekami: kładli się spać „z kurami”, budzili w nocy na krótkie czuwanie, a potem zasypiali i spali do wschodu słońca. Z badań wynikało również to, że dzięki temu intensywniej regenerowali się w nocy, ponieważ wystarczało im łącznie nawet jedynie 5-6 godzin ciągłego snu. Co ciekawe, mieli również inne poczucie upływu czasu.
Ale to nie wszystko. Zespół badawczy pod kierownictwem autora artykułu – Darrena Rhodesa przeprowadził eksperymenty z udziałem ochotników, którzy zgodzili się na kilka tygodni odebrać sobie dostęp do sztucznego światła i zegarów. Okazało się, że bez dostępu do sztucznego światła i wiadomości o upływie czasu, oni również zaczęli kłaść się wcześniej i regularnie budzić w nocy, aby spać w dwóch ratach. Oni także mieli wtedy inne poczucie upływu czasu, jak się okazuje, mocno uzależnione od długości ekspozycji na światło słoneczne.
Jak zauważa na łamach „The Conversation” naukowiec, nocne pobudki mieszkańców Europy przetrwały aż do XVIII i XIX wieku, kiedy rewolucja przemysłowa i sztuczne oświetlenie całkowicie zmieniły rytm dnia. Lampy gazowe i elektryczne pozwoliły ludziom dłużej pracować i bawić się po zmroku, więc zamiast kłaść się spać o zmierzchu, zaczęli kłaść się później. Właśnie wtedy sen stał się dla nich jednym długim blokiem. Wraz z industrialnym tempem pracy upowszechniła się idea „ośmiu godzin nieprzerwanego odpoczynku”, o wiele wygodniejsza dla ustawienia czasu pracy w fabrykach.
Nocne pobudki jako powszechna praktyka utrwaliły się nie tylko w świadectwach literackich czy społecznościach mniej ucywilizowanych, ale również w podtrzymywanych od początków chrześcijaństwa praktykach zgromadzeń zakonnych. Fakt, że praktyka modlitwy w środku nocy ma głębokie uzasadnienie w samej Biblii i życiu samego Chrystusa, który ją praktykował, może być uznana za jedno z potwierdzeń zwyczaju spania na raty przez starożytnych. Budzący się w środku nocy chrześcijanie byli zachęcani od początku, aby czas ten wykorzystać na zbliżenie do Boga. Praktyka przetrwała wiele wieków w postaci tzw. matutinum – nocnej modlitwy w ramach Brewiarza Rzymskiego. I choć reformujący m.in. Liturgię Godzin Sobór Watykański II odłączył ją od nocy jako Godzinę Czytań, którą można odmawiać o dowolnej porze, to są nawet współcześnie zakony, które nadal praktykują wstawanie w środku nocy właśnie na tę modlitwę. Tak jest m.in. u kartuzów czy u sióstr karmelitanek bosych.
Brak praktyki „spania na raty” przez ludzi współczesnych ma na nas znaczący wpływ. Nocną pobudkę – zwykle ok. 3 nad ranem, traktujemy jako nieprzyjemne wybudzenie. I choć często, jak dowodzi medycyna, takie pobudki mogą być sygnałem chorób czy zaburzeń (m.in. bezdechu sennego, zbyt silnego stresu) – to czasem są po prostu powrotem do ewolucyjnych schematów, jakim podlegał nasz gatunek.
Z biologicznego punktu widzenia sztuczne światło dodatkowo zaburzyło nasz zegar wewnętrzny. Jak przypominają badacze, ekspozycja na światło w pomieszczeniu przed snem hamuje wydzielanie melatoniny i opóźnia zasypianie. W efekcie zanikła naturalna potrzeba przebudzenia się po kilku godzinach. I mimo, że sen trwa obiektywnie dłużej – wszystkie te sztuczne bodźce dookoła sprawiają, że jest mniej efektywny oraz rozregulowują naturalny zegar naszego ciała, powodując również problemy ze snem.
Anna Druś



