Małopolska ojczyzną owiec. Żaden inny region Polski nie ma tylu tych zwierząt

Małopolska pozostaje niekwestionowaną „ojczyzną owiec” w Polsce – to właśnie w tym regionie utrzymuje się największe pogłowie tych zwierząt, a tradycje pasterskie wciąż odgrywają ważną rolę w lokalnej gospodarce i kulturze.
Małopolska ojczyzną owiec
.Mimo utrzymującego się na wysokim poziomie pogłowia owiec w Małopolsce, branża zmaga się z brakiem juhasów, co zagraża tradycyjnemu wypasowi. Choć w regionie jest już 74,6 tys. owiec, to pod Tatrami ich liczba od lat systematycznie spada – w ciągu 20 lat o 41 proc. – wynika z danych ARiMR.
W kwietniu 2026 r. na pastwiska w Małopolsce wyruszą tradycyjne redyki, czyli wyprowadzenia stad owiec na sezonowy wypas. To symboliczny początek sezonu pasterskiego w regionie.
W całej Polsce pogłowie owiec wynosi obecnie 291,5 tys. sztuk. Najwięcej zwierząt koncentruje się w południowej części Małopolski – przede wszystkim w powiecie nowotarskim (ponad 35 tys. sztuk) oraz w powiatach tatrzańskim (16,4 tys.), nowosądeckim (7 tys.) i limanowskim (5,5 tys.). To obszary, gdzie utrzymuje się tradycyjny wypas kulturowy. Na drugim miejscu znajduje się Wielkopolska z 29 tys. owiec. Kolejne miejsca zajmują województwa lubelskie i łódzkie, gdzie pogłowie przekracza 20 tys. sztuk.
Spadek pogłowia owiec pod Tatrami
.Dane Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wskazują, że choć w skali całej Małopolski pogłowie owiec nieznacznie rośnie, to w powiecie tatrzańskim – gdzie hodowla ma szczególne znaczenie ze względu na tradycje pasterskie i produkcję oscypka – liczba owiec systematycznie spada. W 2006 r. pod Tatrami było 28 tys. owiec, w 2016 r. – 19,9 tys., a obecnie 16,4 tys.
Wsparcie dla wypasu kulturowego
.Dla zachowania hodowli owiec Zarząd Województwa Małopolskiego co roku przeznacza środki na rozwój tzw. wypasu kulturowego. Na początku kwietnia 2026 r. rozstrzygnięto piątą edycję programu o wartości 2 mln zł. Hodowcy mogą również liczyć na dopłaty m.in. do owiec ras rodzimych. Samorząd Małopolski finansuje również szkolenia przyszłych baców i juhasów, jednak – jak zauważa prezes Związku Hodowców Owiec w Nowym Targu Jan Janczy – ich efekty są ograniczone. – Z danych wynika, że spośród kilkudziesięciu przeszkolonych osób faktycznie pracę rozpoczęły zaledwie pojedyncze osoby – powiedział.
Kryzys branży
.Jak dodał, głównym problemem jest brak chętnych do ciężkiej pracy oraz spadek znaczenia rolnictwa. – Młodzi ludzie nie chcą przejmować gospodarstw, a starsi hodowcy stopniowo odchodzą, co prowadzi do zaniku tradycyjnego wypasu owiec – podkreślił.
Jan Janczy ostrzega, że jeśli sytuacja się nie zmieni, może dojść do upadku owczarstwa w regionie, a nawet zniknięcia prawdziwego oscypka. Zwraca też uwagę na brak kontroli jakości – jego zdaniem wiele serów sprzedawanych jako oscypek nie spełnia tradycyjnych norm i często powstaje głównie z mleka krowiego.
Zmiany w strukturze ras
.Analiza danych ARiMR z ostatnich 20 lat pokazuje, że struktura rasowa stad owiec w regionie również się zmienia. Najliczniejsza w Małopolsce pozostaje polska owca górska – ponad 28,5 tys. sztuk – wraz z jej odmianą barwną – ponad 7,2 tys. Silną pozycję odzyskał także cakiel podhalański, którego jest dziś niemal 20 tys. sztuk, choć jeszcze 20 lat temu nie był notowany w statystykach.
Równolegle odradzają się stare, rodzime rasy. Wyraźny wzrost notuje owca olkuska – z 365 sztuk około 20 lat temu do 1371 obecnie. Jeszcze bardziej spektakularny jest powrót wrzosówki, która w drugiej połowie XX wieku była na skraju wyginięcia, a obecnie w Małopolsce jest ich ponad 2 tys.
Nowe i egzotyczne rasy
.W ostatnich latach pojawiają się także nowe kierunki hodowli. Coraz większą popularność zdobywają rasy ozdobne – w tym owca walliserska. – To bardzo efektowna rasa pochodząca ze szwajcarskich Alp. Przyciąga uwagę wyglądem, a jagnięta o szczególnie atrakcyjnym umaszczeniu są bardzo poszukiwane – powiedział baca Paweł Łojas z Zakopanego, który rozpoczął jej hodowlę pod Tatrami.
Do hodowli trafiają również rasy egzotyczne, jak barbados black belly – owca pochodząca z Karaibów, ceniona za użytkowość mięsną – oraz owca kameruńska z Afryki.
Znaczenie gospodarki pasterskiej
.Dzięki gospodarce pasterskiej powstają tradycyjne produkty, takie jak oscypek, bryndza czy jagnięcina podhalańska. Wypas owiec pomaga utrzymać otwarty krajobraz i sprzyja lokalnej bioróżnorodności.
Terapeutyczne beczenie owiec
.Bliska naszym sercom, jedna z licznych teorii dotyczących genezy muzyki – i nie jest to wcale naturalistyczne skrzywienie – jako pierwotne źródło muzyki wskazuje przyrodę. Szum drzew, kapiąca woda, śpiewające ptaki, ryczące jelenie, a nawet – beczące owce. Człowiek widział, słyszał i podziwiał zwierzęta. Próbował gwizdać, mlaskać, naśladować i czasem się to udawało. Informacje o śpiewach, odgłosach, wokalnych popisach fauny trafiły do dziesiątek przysłów i podań ludowych. Ich znajomość pozwalała na przeżycie, to survival w najprawdziwszym stylu. Muzyka oddziałuje na nas rytmem, melodią, dodaje energii i motywuje do działania. Z drugiej strony odpowiednie dźwięki zapewniają relaks i pozwalają ukoić skołatane nerwy. Zapewnia nawet poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa, przykładem tego są chóry, mające same w sobie spory potencjał terapeutyczny – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI w tekście „Złap oddech na pastwisku. Terapeutyczne beczenie owiec„.
Owce co prawda chórów nie tworzą, ale także beczą stadnie. Jednak to nie jedyne dźwięki, jakie wydają na pastwisku. Pasterze chcą wiedzieć, gdzie znajdują się ich owce, dzięki czemu otrzymujemy coś zupełnie nowego – genialną muzykę powstającą z dźwięku dzwonków i dzwoneczków, którymi wypełniają się choćby karpackie połoniny. To coś niesamowitego, niemalże nieziemskiego. Są turyści, którzy jeżdżą do Rumunii wyłącznie po to, by siedzieć i słuchać owczej muzyki. Dzyń-dzyń, nieregularne, zmienne w zależności od pogody i od akompaniamentu ptaków, tworzących razem wielką orkiestrę natury. Inaczej, znaczy się precyzyjniej, jest w Szwajcarii. Tamtejsze alpejskie krajobrazy kojarzą nam się raczej z fioletowo-białą krową, znaną z reklamy pewnej czekolady, niż z owcami. Tymczasem właściciele owiec wybierają dzwoneczki bardzo starannie, ich dźwięk nie tylko wskazuje, gdzie znajduje się dobytek, ale służy również do identyfikacji. Dzwonki są najrozmaitsze, różnią się wielkością płaszcza, serca dzwonu i grubością ścianek, co w konsekwencji daje różnorodne dźwięki. Tworzą one niezwykłą harmonię i niekiedy są tak zgrane jak orkiestra symfoniczna pod batutą najlepszego dyrygenta. Stanowią dziedzictwo kulturowe i choć dzwoneczek jest dziełem człowieka założonym owcy, zresztą niespecjalnie wyszukanym i niezaawansowanym technologicznie, przestaje to mieć znaczenie, gdy poruszające się owce wprawiają swoje dzwonki w ruch, a wiatr unosi owczą muzykę w górskie hale.
.Dźwięk dzwonka tworzy muzykę owiec, jednak instrumentów kojarzonych z ich wypasem jest znacznie więcej: piszczałki, skrzypki, dudy, rogi i wiele innych, przy czym niektóre dookreślane są przymiotnikiem „pasterski”, co jednoznacznie podkreśla ich funkcję, a przynajmniej – pochodzenie. Muzykowanie, zwłaszcza u młodszych i biedniejszych pasterzy, często zaczynało się w bardzo prosty sposób. Piszczałką stawał się odpowiednio przycięty kawałek leszczyny, trąbki kręcono z kory, a dźwięki wydawały nawet umiejętnie użyte listki bzu. Wszystkie te instrumenty miały rozmiar kieszonkowy, tak by nie ograniczały ruchów i zawsze były pod ręką. Zdolni potrafili na nich wyczarować muzykę, a przynajmniej przekonać starszych, że warto inwestować w ich muzyczną naukę. Prostota pasterskich instrumentów umożliwiała ich samodzielne wyrabianie podczas długich dni wypasu, natomiast przeogromne było bogactwo ich funkcji: rozweselały, służyły do komunikacji i przekazywania informacji, choćby o godzinach udoju czy stanie zdrowia, wydawania poleceń dźwiękowych owcom i psom pasterskim. Tą drogą wyznawano nawet miłość, tej jedynej, gdzieś tam w dolinie. Wincenty Pol odnotował: Do rozweselenia przyczynia się i muzyka hal – kobza jest ochoczym instrumentem do tańca, ale fujarka pasterska budzi echa skał. Oznacza to także to, że trwałe instrumenty mające służyć długie lata związane były z wydarzeniami i spotkaniami rodzinnymi oraz towarzyskimi, okraszanymi śpiewem i tańcem. W Polsce do produkcji dmuchanych dud wykorzystywano głównie koźlą skórę, struny gęśli i góralskich skrzypiec wykonywano z wysuszonych owczych jelit.
PAP/MJ




