Mam nadzieję że MSZ wycofa się z prób dominacji i szantażu [Marcin PRZYDACZ]

Prezydent Karol Nawrocki jest otwarty na dyskusję o nominacjach ambasadorskich, ale wymagana jest jego wstępna zgoda na procedowanie danej kandydatury – powiedział prezydencki minister Marcin Przydacz. Dodał, że kandydatury procedowane za prezydentury Andrzeja Dudy muszą zostać powtórzone.

„To prezydent decyduje, kto wchodzi w skład jego delegacji”

.Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz spotkał się z wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim i dyrektorem generalnym MSZ Rafałem Wiśniewskim. Rozmowa poświęcona była relacjom na linii Kancelaria Prezydenta-MSZ.

Po spotkaniu Marcin Przydacz ocenił, że było to one potrzebne i dobrze, że do niego doszło oraz dodał, że koordynacja i współpraca pomiędzy MSZ a Pałacem Prezydenckim jest „wskazana i potrzebna”. Przekazał, że udało się ustalić „obieg odpowiednich dokumentów, ale przy zachowaniu zasad konstytucyjnych”. – W tym sensie dokumenty i stanowisko MSZ, odpowiedni materiał tezowo-informacyjny będzie trafiał do Kancelarii Prezydenta – dodał.

Marcin Przydacz podkreślił, że jeśli rząd uzna za stosowne, to taka dokumentacja może objąć również stanowisko Rady Ministrów. – Natomiast w żaden sposób nie można tego traktować, tak jak to pojawiało się z ust przedstawicieli rządu, jako jakąkolwiek instrukcję, po prostu stanowisko, które może być wzięte pod uwag – powiedział szef prezydenckiego BPM.

Przekazał też, że przedstawiciele MSZ będą towarzyszyć prezydentowi w jego wizytach zagranicznych, ale – jak podkreślił Przydacz – to prezydent decyduje, kto wchodzi w skład jego delegacji. Zaznaczył, że mogą zdarzyć się takie sytuacje, w których udział przedstawiciela resortu dyplomacji „nie będzie konieczny z perspektywy interesu państwa polskiego”.

Ocenił, że prezydent Karol Nawrocki, obejmując kilka tygodni temu urząd, zastał polską dyplomację „w stanie paraliżu”, a w ponad połowie polskich placówek dyplomatycznych nie ma obecnie ambasadora; za ten stan rzeczy odpowiedzialnością obarczył premiera Donalda Tuska i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. – To oni podjęli decyzję o siłowym zawróceniu 54 ambasadorów bez jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego – powiedział szef BPM.

Dodał, że nastąpiło odejście od długiej i dobrej tradycji uzgadniania powołania i odwoływania ambasadorów przez ministra spraw zagranicznych, premiera i prezydenta.

Marcin Przydacz zapewnił, że prezydent jest „otwarty na dialog personalny” w kwestii ambasadorów. – Ale oczekujemy, że po pierwsze będą przestrzegane zasady konstytucyjne, a po drugie – przepisy ustawy, po trzecie – dobra tradycja, (liczymy), że MSZ wycofa się ze złej tradycji, prób dominacji i szantażu, a powróci do konstruktywnego dialogu – powiedział.

Marcin Przydacz zaapelował do wszystkich dyplomatów, którzy chcieliby objąć polskie placówki za granicą

.Jak dodał, „nie można się zgodzić na to, aby były procedowane kandydatury bez wstępnego sygnału ze strony prezydenta RP, co do zgody na daną kandydaturę”. – Uważamy, że wszystkie te kandydatury, które były procedowane za czasów poprzedniego prezydenta (Andrzeja Dudy) w oczywisty sposób muszą zostać powtórzone, ze względu na fakt zasiadania w fotelu prezydenckim innej osoby – zaznaczył szef BPM.

– Zaapelowaliśmy do MSZ o powrót do poprzedniej tradycji: najpierw uzgodnienie stanowiska w ramach trzech instytucji, następnie wniosek o agrément do państwa goszczącego (polskiego dyplomatę), finalnie akceptacja przez komisję spraw zagranicznych. I wtedy podpis listów uwierzytelniających i dany kandydat może wyjechać za granicę jako ambasador RP – powiedział prezydencki minister.

Jednocześnie – jak zauważył Marcin Przydacz – prezydent Karol Nawrocki mówi wprost: „każda osoba, która bez jego wstępnej zgody, sygnału, który powinien paść w pierwszej kolejności z Pałacu Prezydenckiego, weźmie udział w tej nie do końca legalnej i omijającej przepisy procedurze, (…) nie będzie mogła już w trakcie kadencji prezydenta Karola Nawrockiego uzyskać akceptacji na ambasadora”.

Marcin Przydacz zaapelował do wszystkich dyplomatów, którzy chcieliby objąć polskie placówki za granicą, aby najpierw uzyskali zgodę trzech instytucji – szefa MSZ, premiera i prezydenta. Dopytywany, czy spotkanie z Bosackim dotyczyło m.in. obsady ambasady w USA, Przydacz podkreślił, że w trakcie rozmowy nie było mowy o żadnych personaliach.

Szef BPM były pytany o stanowisko Kancelarii Prezydenta RP ws. Bogdana Klicha, który kieruje polską placówką dyplomatyczną w Waszyngtonie w randze charge d’affaires. Przydacz odpowiedział, że stanowisko co do „pana kierownika placówki Bogdana Klicha” jest negatywne. – I im szybciej rząd się wycofa z tej kandydatury tym lepiej dla Polski, po wycofaniu się możemy dyskutować, jesteśmy otwarci na to, aby wskazać odpowiedniego, dobrego kandydata – powiedział prezydencki minister.

Marcin Przydacz pytany był m.in. o to, czy dojdzie do spotkania pomiędzy prezydentem Karolem Nawrockim a szefem MSZ Radosławem Sikorskim. – Do takiego spotkania dojdzie, jeżeli w tych podstawowych sprawach, o których dzisiaj dyskutowaliśmy z przedstawicielami MSZ będzie jakiś progres, będzie też odpowiedź, reakcja na te wnioski i oczekiwania pana prezydenta, to jasnym jest, że w przyszłości może dojść do takiego spotkania – odpowiedział prezydencki minister.

Przydacz podkreślił, że to nie może być tylko „spotkanie towarzyskie czy kurtuazyjne, tylko będzie tutaj oczekiwanie konstruktywnej postawy po stronie ministra spraw zagranicznych, której na razie jeszcze nie widać”.

Marcin Przydacz pytany, czy jednym z jego tematów był list, który prezydent Karol Nawrocki otrzymał od prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział, że był to jeden z tematów. – Zgodziliśmy wszyscy w tym gronie, łącznie z przedstawicielami MSZ, że sposób procedowania tej sprawy przez ambasadę w Waszyngtonie był daleki od perfekcji, mówiąc najdelikatniej. Myślę, że możemy tutaj zamknąć ten temat – przekazał szef BPM.

Przypomniał, że list trafił do prezydenta „wczoraj w godzinach południowych, natomiast od samego rana już media miały informacje”, o jego istnieniu i treści. – Wydaje się po prostu bardziej profesjonalne, że najpierw list trafia do adresata, a później można komentować fakt jego istnienia. Pan kierownik (Bogdan) Klich zdecydował, że będzie odwrotnie, że najpierw media będą dyskutowały, a później prezydent się dowie – mówił. – To nie powinno wyglądać tak – zaznaczył Marcin Przydacz.

Rzecznik MSZ Paweł Wroński poinformował, że list Donalda Trumpa do prezydenta Karola Nawrockiego został przekazany stronie prezydenckiej bez żadnej zwłoki i zgodnie z obowiązującym trybem. – Nie rozumiem prób „ukręcenia” tu na siłę jakiejś afery – dodał rzecznik MSZ.

Paweł Prezydent Karol Nawrocki jest otwarty na dyskusję o nominacjach ambasadorskich, ale wymagana jest jego wstępna zgoda na procedowanie danej kandydatury – powiedział w czwartek prezydencki minister Marcin Przydacz. Dodał, że kandydatury procedowane za prezydentury Andrzeja Dudy muszą zostać powtórzone.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz spotkał się w czwartek z wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim i dyrektorem generalnym MSZ Rafałem Wiśniewskim. Rozmowa poświęcona była relacjom na linii Kancelaria Prezydenta-MSZ.

Po spotkaniu Przydacz ocenił, że było to one potrzebne i dobrze, że do niego doszło oraz dodał, że koordynacja i współpraca pomiędzy MSZ a Pałacem Prezydenckim jest „wskazana i potrzebna”. Przekazał, że udało się ustalić „obieg odpowiednich dokumentów, ale przy zachowaniu zasad konstytucyjnych”. – W tym sensie dokumenty i stanowisko MSZ, odpowiedni materiał tezowo-informacyjny będzie trafiał do Kancelarii Prezydenta – dodał.

Przydacz podkreślił, że jeśli rząd uzna za stosowne, to taka dokumentacja może objąć również stanowisko Rady Ministrów. – Natomiast w żaden sposób nie można tego traktować, tak jak to pojawiało się z ust przedstawicieli rządu, jako jakąkolwiek instrukcję, po prostu stanowisko, które może być wzięte pod uwag – powiedział szef prezydenckiego BPM.

Przekazał też, że przedstawiciele MSZ będą towarzyszyć prezydentowi w jego wizytach zagranicznych, ale – jak podkreślił Przydacz – to prezydent decyduje, kto wchodzi w skład jego delegacji. Zaznaczył, że mogą zdarzyć się takie sytuacje, w których udział przedstawiciela resortu dyplomacji „nie będzie konieczny z perspektywy interesu państwa polskiego”.

Ocenił, że prezydent Karol Nawrocki, obejmując kilka tygodni temu urząd, zastał polską dyplomację „w stanie paraliżu”, a w ponad połowie polskich placówek dyplomatycznych nie ma obecnie ambasadora; za ten stan rzeczy odpowiedzialnością obarczył premiera Donalda Tuska i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. – To oni podjęli decyzję o siłowym zawróceniu 54 ambasadorów bez jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego – powiedział szef BPM.

Dodał, że nastąpiło odejście od długiej i dobrej tradycji uzgadniania powołania i odwoływania ambasadorów przez ministra spraw zagranicznych, premiera i prezydenta.

Przydacz zapewnił, że prezydent jest „otwarty na dialog personalny” w kwestii ambasadorów. – Ale oczekujemy, że po pierwsze będą przestrzegane zasady konstytucyjne, a po drugie – przepisy ustawy, po trzecie – dobra tradycja, (liczymy), że MSZ wycofa się ze złej tradycji, prób dominacji i szantażu, a powróci do konstruktywnego dialogu – powiedział.

Jak dodał, „nie można się zgodzić na to, aby były procedowane kandydatury bez wstępnego sygnału ze strony prezydenta RP, co do zgody na daną kandydaturę”. – Uważamy, że wszystkie te kandydatury, które były procedowane za czasów poprzedniego prezydenta (Andrzeja Dudy) w oczywisty sposób muszą zostać powtórzone, ze względu na fakt zasiadania w fotelu prezydenckim innej osoby – zaznaczył szef BPM.

– Zaapelowaliśmy do MSZ o powrót do poprzedniej tradycji: najpierw uzgodnienie stanowiska w ramach trzech instytucji, następnie wniosek o agrément do państwa goszczącego (polskiego dyplomatę), finalnie akceptacja przez komisję spraw zagranicznych. I wtedy podpis listów uwierzytelniających i dany kandydat może wyjechać za granicę jako ambasador RP – powiedział prezydencki minister.

Jednocześnie – jak zauważył Marcin Przydacz – prezydent Karol Nawrocki mówi wprost: „każda osoba, która bez jego wstępnej zgody, sygnału, który powinien paść w pierwszej kolejności z Pałacu Prezydenckiego, weźmie udział w tej nie do końca legalnej i omijającej przepisy procedurze, (…) nie będzie mogła już w trakcie kadencji prezydenta Karola Nawrockiego uzyskać akceptacji na ambasadora”.

Marcin Przydacz zaapelował do wszystkich dyplomatów, którzy chcieliby objąć polskie placówki za granicą, aby najpierw uzyskali zgodę trzech instytucji – szefa MSZ, premiera i prezydenta. Dopytywany, czy spotkanie z Bosackim dotyczyło m.in. obsady ambasady w USA, Przydacz podkreślił, że w trakcie rozmowy nie było mowy o żadnych personaliach.

Szef BPM były pytany o stanowisko Kancelarii Prezydenta RP ws. Bogdana Klicha, który kieruje polską placówką dyplomatyczną w Waszyngtonie w randze charge d’affaires. Przydacz odpowiedział, że stanowisko co do „pana kierownika placówki Bogdana Klicha” jest negatywne. – I im szybciej rząd się wycofa z tej kandydatury tym lepiej dla Polski, po wycofaniu się możemy dyskutować, jesteśmy otwarci na to, aby wskazać odpowiedniego, dobrego kandydata – powiedział prezydencki minister.

Marcin Przydacz pytany był m.in. o to, czy dojdzie do spotkania pomiędzy prezydentem Karolem Nawrockim a szefem MSZ Radosławem Sikorskim. – Do takiego spotkania dojdzie, jeżeli w tych podstawowych sprawach, o których dzisiaj dyskutowaliśmy z przedstawicielami MSZ będzie jakiś progres, będzie też odpowiedź, reakcja na te wnioski i oczekiwania pana prezydenta, to jasnym jest, że w przyszłości może dojść do takiego spotkania – odpowiedział prezydencki minister.

Marcin Przydacz podkreślił, że to nie może być tylko „spotkanie towarzyskie czy kurtuazyjne, tylko będzie tutaj oczekiwanie konstruktywnej postawy po stronie ministra spraw zagranicznych, której na razie jeszcze nie widać”.

Przydacz pytany, czy jednym z jego tematów był list, który prezydent Karol Nawrocki otrzymał od prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział, że był to jeden z tematów. – Zgodziliśmy wszyscy w tym gronie, łącznie z przedstawicielami MSZ, że sposób procedowania tej sprawy przez ambasadę w Waszyngtonie był daleki od perfekcji, mówiąc najdelikatniej. Myślę, że możemy tutaj zamknąć ten temat – przekazał szef BPM.

Przypomniał, że list trafił do prezydenta „wczoraj w godzinach południowych, natomiast od samego rana już media miały informacje”, o jego istnieniu i treści. – Wydaje się po prostu bardziej profesjonalne, że najpierw list trafia do adresata, a później można komentować fakt jego istnienia. Pan kierownik (Bogdan) Klich zdecydował, że będzie odwrotnie, że najpierw media będą dyskutowały, a później prezydent się dowie – mówił. – To nie powinno wyglądać tak – zaznaczył Przydacz.

Rzecznik MSZ Paweł Wroński poinformował, że list Trumpa do prezydenta Karola Nawrockiego został przekazany stronie prezydenckiej bez żadnej zwłoki i zgodnie z obowiązującym trybem. – Nie rozumiem prób „ukręcenia” tu na siłę jakiejś afery – dodał rzecznik MSZ.

Paweł Wroński zaznaczył, że MSZ zna treść listu, ale „nie informuje o jego treści i w żaden sposób nie wykorzystuje politycznie tej sytuacji”. Dodał, że o jego treści może informować tylko strona prezydencka.

Komu władza? Ruszają prace nad nową konstytucją

.Instytut Badań Pollster spytał Polaków, kto powinien mieć większą władzę: prezydent czy premier. Aż 52 proc. wskazało na prezydenta, 38 proc. – na premiera, 10 proc. nie ma zdania – pisze Piotr ZAREMBA

Pytanie, co to oznacza. Może to tylko sygnał, że nowy prezydent Karol Nawrocki zyskał uznanie swoim ofensywnym stylem, za to premier Donald Tusk jest coraz mniej popularny? A może ten odruch wyborców znaczy coś jeszcze innego? Z jednej strony, urząd prezydenta to przedwojenna tradycja i nawet namiastka posiadania władcy z ceremonialnymi atrybutami typowymi dla monarchii. Z drugiej, kampania prezydencka najbardziej przemawia do wyobraźni Polaków. Oni prezydenta sobie bezpośrednio wybierają w barwnym widowisku. Premier to jednak efekt ustaleń międzypartyjnych po wyborach parlamentarnych.

To nadal mówi nam coś o wrażeniach, emocjach – ale nie daje odpowiedzi na pytanie, jaki system ustrojowy jest lepszy. Lub raczej: czy Polacy świadomie się za którymś z wariantów opowiadają. Chce to rozstrzygnąć prezydent Nawrocki, zapowiadając prace nad nową konstytucją; miałaby być gotowa w 2030 r. Twierdzi, że ta obecna, z 1997 r., się zużyła. Niby nie przesądza, jaki miałby być kierunek zmiany, ale kilka razy wypowiadał się za większą władzą dla głowy państwa.

Nawrocki, podobnie jak wcześniej Jarosław Kaczyński, uznał obecną ustawę zasadniczą za zdyskredytowaną, także wojnami o jej interpretacje. Przy czym najpierw o naruszanie czy obchodzenie konstytucji oskarżał obecny obóz Donalda Tuska prawicę. Potem role się zmieniły. Skądinąd rządząca dziś lewicowo-liberalna koalicja bije rekordy w jej łamaniu, pod pretekstem naprawiania przegięć poprzedniej władzy. Dość przypomnieć, że nie uznaje obecnego Trybunału Konstytucyjnego, więc może robić z państwem, co zechce. Ugniata państwowe instytucje niczym plastelinę.

Czy za to łamanie odpowiada niejasny i pełen sprzeczności tekst konstytucji, czy politycy, którzy zdecydowali się nią manipulować? Prawda, niektóre jej artykuły okazały się gumowe. Wojna o skład Krajowej Rady Sądownictwa wzięła się np. stąd, że nie zapisano wyraźnie, kto ją wybiera. Skądinąd pytanie, czy KRS rekomendująca sędziów powinna być wyłaniana przez korporację sędziowską, jak chcą liberałowie, czy przez parlament, jak chce prawica, to punkt wyjścia do sporu bardziej politycznego niż prawnego. Można by takie przepisy doprecyzować, ale szansa na kompromis wokół którejś z wersji jest żadna.

W 1997 r. prawica nie brała udziału w pracach nad konstytucją, nie było jej w parlamencie, więc wzywała do jej odrzucenia w referendum. Ja także głosowałem przeciw niej. Widziałem poważne braki w jej artykułach dotyczących wartości. Później okazało się, że nie całkiem aktualna stała się jej część dotycząca relacji między prawem międzynarodowym i krajowym, zwłaszcza kolizji z prawem Unii Europejskiej. Przydałoby się ją w tym względzie uzupełnić. Tyle że trudno o porozumienie w tej sprawie między dzisiejszą suwerenistyczną prawicą a garnącą się pod skrzydła Unii centrolewicą.

No więc właśnie, konstytucja wymaga większości dwóch trzecich w Sejmie. Trudno sobie przy obecnej polaryzacji wyobrazić stworzenie takiej większości przez choćby część obecnej koalicji i prawicową opozycję. Nawet zaś gdyby PiS zdobyło większość konstytucyjną z Konfederacją, kompromis między nimi byłby bardzo trudny. Jeśli powstanie jakiś projekt pod skrzydłami Nawrockiego, będzie on raczej propagandowym symbolem intencji niż zaczynem nowego ustroju.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-zaremba-komu-wladza

USA będzie głównym partnerem Polski w najbliższych latach [ Marcin Przydacz ]

.Trzeba umieć rozmawiać z Amerykanami, trzeba umieć rozmawiać z prezydentem Donaldem Trumpem, bo to będzie główny partner Polski w najbliższych latach. Prezydent Karol Nawrocki ma przed sobą pięć, a tak naprawdę, mam nadzieję, dziesięć lat urzędowania. Prezydent Trump – trzy i pół roku. Więc tak, te relacje polsko-amerykańskie będą bardzo ważne – mówi Marcin PRZYDACZ w rozmowie z Michałem KŁOSOWSKIM.

Michał KŁOSOWSKI: Niecały miesiąc prezydentury, a już spotkania u prezydenta Stanów Zjednoczonych i papieża. Czy to będzie tempo tej prezydentury?

Marcin PRZYDACZ: Tak, to będzie tempo aktywne. Jesteśmy w trakcie ofensywy dyplomatycznej. Pan Prezydent Karol Nawrocki, tak jak zapowiadał w kampanii, realizuje swój plan dyplomatyczny. Pierwsza stolica Waszyngton, doskonałe rozmowy, bardzo dobra atmosfera i świetne decyzje dla Polski. Chyba każdy może to ocenić samodzielnie. A tuż po Waszyngtonie Watykan, audiencja u Ojca Świętego.

– Realizacja zapowiedzi z kampanii wyborczej?

– Tak zapowiadał w kampanii Pan Prezydent i tak to realizujemy. Choć jak wiadomo, nie jest to rzecz łatwa. Przecież mówimy o dwóch najważniejszych osobach w światowej polityce: prezydencie Stanów Zjednoczonych i Ojcu Świętym. To, że udało się to zrealizować w tak krótkim czasie, świadczy też o dużym profesjonalizmie moich współpracowników, którzy bardzo mi pomagali przy zorganizowaniu tej wizyty. Wszyscy pracowaliśmy na rzecz Pana Prezydenta.

– Co dalej?

– Wracamy do Polski po rozmowach z prezydentem Donaldem Trumpem, z papieżem, z Giorgią Meloni, z prezydentem Mattarellą. A już w poniedziałek wizyta w Wilnie, spotkanie z prezydentem, premierem, marszałkiem sejmu. Następnie wizyta w Finlandii, także szereg spotkań. Później już zapowiedziana wizyta w Berlinie i w Paryżu. I finalnie wizyta w Nowym Jorku na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. I to wszystko w ciągu najbliższych dziesięciu dni czy dwóch tygodni. To pokazuje, jak intensywną pracę Pan Prezydent planuje wykonywać dla Polski, dla naszego bezpieczeństwa, dla naszych interesów gospodarczych i dla dobrego imienia Rzeczypospolitej i całego regionu.

– Czy więc relacje transatlantyckie, kiedy stara Europa ma kłopot z osiągnięciem porozumienia z prezydentem Donaldem Trumpem, jawią się jako oparte na dwóch filarach, Rzymie i Warszawie? W Gabinecie Owalnym widzieliśmy w końcu niezwykle ciepłe przyjęcie przez Donalda Trumpa. Czy to jest pomysł w Kancelarii Prezydenta RP na to, żeby razem z Rzymem lobbować za tą częścią Europy, która chce się rozwijać, a nie zwijać?

– Trzeba umieć rozmawiać z Amerykanami, trzeba umieć rozmawiać z prezydentem Donaldem Trumpem, bo to będzie główny partner Polski w najbliższych latach. Prezydent Karol Nawrocki ma przed sobą 5, a tak naprawdę, mam nadzieję, 10 lat urzędowania. Prezydent Trump – 3,5 roku. Więc tak, te relacje polsko-amerykańskie będą bardzo ważne. Obecnie nad Wisłą to właśnie Pan Prezydent Karol Nawrocki ma klucz do rozmów z prezydentem Trumpem, czego nie można powiedzieć o innych politykach. Podobnie klucz do tych rozmów ma Georgia Meloni, podobnie Aleksander Stubb z Finlandii. I to nie jest przypadek, że w tej konfiguracji prowadzimy te rozmowy, aby relacje transatlantyckie rozwijać też z perspektywy europejskiej. Po prostu szukamy sojuszników. Na tym polega też polityka międzynarodowa.

– W Waszyngtonie dużo było o Trójmorzu. Czy prezydent Karol Nawrocki rozmawiał o Trójmorzu również z premier Giorgią Meloni? Kiedyś był pomysł, by Włochy dołączyły do inicjatywy.

– Włochy leżą nad Adriatykiem, a przecież Trójmorze to także Morze Adriatyckie. Będzie jeszcze sposobność, aby rozmawiać o Włoszech. Na razie Trójmorze koncentruje się na współpracy 13 państw. Trzeba to wypełniać konkretnymi działaniami. Musimy ożywić Trójmorze, ponieważ rząd polski nie robi w tej sprawie nic. Także i poprzednia administracja amerykańska nie traktowała tego priorytetowo. Więc najpierw ożywimy relacje w ramach Trójmorza, a później będziemy myśleć o kolejnych państwach. I oczywiście Włochy są ciekawym partnerem.

Rozmawiał Michał Kłosowski

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marcin-przydacz-trzeba-umiec-rozmawiac-z-amerykanami

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 września 2025