Maria Corina Machado stawia warunki amerykańskiemu planowi dla Wenezueli

Maria Corina Machado nie odrzuca amerykańskiego planu dla Wenezueli, lecz ostrzega, że transformacja prowadzona bez obywateli może utrwalić nowy układ władzy zamiast przywrócić demokrację. W rozmowie z „Le Figaro” żąda pilnego kalendarza wyborczego, zapowiada powrót do kraju i przedstawia warunki odbudowy armii oraz wymiaru sprawiedliwości.
Maria Corina Machado ostrzega przed porozumieniem zawartym bez Wenezuelczyków
Wywiad Marii Coriny Machado opublikowany 13 sierpnia 2026 r. przez „Le Figaro” nie jest kolejnym apelem lidera wenezuelskiej opozycji o odsunięcie ludzi dawnego reżimu ani prostym żądaniem dopuszczenia jej do rozmów. To znacznie poważniejsze zakwestionowanie sposobu, w jaki Stany Zjednoczone próbują przeprowadzić Wenezuelę od stabilizacji po obaleniu Nicolasa Maduro do przyszłych wyborów. Machado nie odrzuca pomocy Waszyngtonu i starannie unika otwartego zerwania z Donaldem Trumpem oraz Markiem Rubiem, ale przekonuje, że porządek polityczny zbudowany ponad głowami Wenezuelczyków nie będzie ani trwały, ani prawomocny.
Rozmowa ukazuje zasadnicze pęknięcie wewnątrz procesu, który jeszcze kilka miesięcy temu mógł sprawiać wrażenie wspólnego przedsięwzięcia Stanów Zjednoczonych i demokratycznej opozycji. Waszyngton potrzebuje partnerów zdolnych utrzymać bezpieczeństwo, odbudowywać gospodarkę i negocjować z pozostałościami obozu chavistowskiego. Machado odpowiada, że polityczna wykonalność nie może zastąpić demokratycznego mandatu, a sprawność zarządzania okresem przejściowym nie daje prawa do odsuwania obywateli od decyzji o przyszłym ustroju państwa.
Wdzięczność wobec Stanów Zjednoczonych i wyraźna granica
Trójetapowy plan sekretarza stanu USA Marka Rubia zakłada najpierw ustabilizowanie kraju, następnie jego odbudowę gospodarczą, a dopiero później przejście do demokratycznego porządku. Prowadzone pod patronatem Stanów Zjednoczonych rozmowy rozpoczęli przedstawiciele władz tymczasowych oraz część opozycji skupiona wokół Zgromadzenia Narodowego wybranego w 2015 r. Przy stole znaleźli się Jorge Rodríguez, stojący na czele obecnego parlamentu i będący bratem Delcy Rodríguez, oraz Dinorah Figuera, reprezentująca uznawaną przez Waszyngton opozycyjną legitymację parlamentarną. Machado, będąca najbardziej rozpoznawalną postacią opozycji, nie uczestniczy w tym procesie. Kontekst rozmów opisuje tekst „Wenezuela przygotowuje okrągły stół rządu i opozycji pod patronatem USA”.
Machado rozpoczyna swoją odpowiedź od podziękowania administracji amerykańskiej za pojmanie Maduro i postawienie go przed sądem. Nie chce występować przeciwko państwu, którego presja umożliwiła przełamanie dotychczasowego układu sił, dlatego jej krytyka jest precyzyjna: nie kwestionuje potrzeby transformacji etapowej, lecz brak jej demokratycznego terminu końcowego. „Odczuwamy ogromną wdzięczność wobec rządu Stanów Zjednoczonych i prezydenta Trumpa za doprowadzenie do tego, że Maduro odpowiada za swoje czyny przed wymiarem sprawiedliwości. Wenezuelczycy nie mają już czasu. Każdy kolejny dzień oznacza ludzkie ofiary. Jedynie naród może zagwarantować przeprowadzenie transformacji. Nie ma żadnego racjonalnego argumentu przemawiającego za odkładaniem tego procesu: pilnie potrzebujemy kalendarza wyborczego” – mówi w rozmowie z „Le Figaro”.
To najmocniejsza teza całego wywiadu. Machado uważa, że data wyborów nie jest ostatnim technicznym szczegółem, który można ustalić dopiero po zakończeniu stabilizacji, lecz politycznym zabezpieczeniem całego procesu. Konkretna data miałaby ograniczyć niepewność społeczeństwa, wyznaczyć granicę władzy tymczasowej i przekonać podmioty zagraniczne, że odbudowa państwa prowadzi do rządu posiadającego mandat obywateli, a nie do utrwalenia układu wynegocjowanego przez Waszyngton z częścią dawnej elity.
Machado podkreśla zarazem, że przyszłe głosowanie nie może powtórzyć ograniczeń z 2024 r., kiedy – jak przypomina – około 40 proc. Wenezuelczyków mieszkających w kraju i na emigracji nie mogło uczestniczyć w wyborach. Domaga się procesu, w którym zostanie policzony każdy głos, a prawo udziału odzyskają również miliony obywateli przebywających poza Wenezuelą. Jej postulat nie sprowadza się zatem do wpisania wyborów do kalendarza. Obejmuje odbudowę rejestru wyborców, wiarygodnych instytucji i warunków pozwalających uznać wynik zarówno w kraju, jak i za granicą.
Machado nie wzywa do buntu, lecz ostrzega przed jego przyczynami
Szczególnie istotna jest odpowiedź na pytanie o możliwość masowego wystąpienia społeczeństwa wyczerpanego kryzysem gospodarczym i skutkami trzęsienia ziemi. Machado nie zapowiada poparcia dla ulicznej rewolty i nie próbuje wykorzystać społecznej desperacji jako narzędzia nacisku na Waszyngton. Odwraca pytanie, przekonując, że odpowiedzialna polityka powinna usuwać przyczyny niekontrolowanego wybuchu, zanim do niego dojdzie.
„Co trzeba zrobić, aby trójetapowy plan został zrealizowany w sposób obywatelski i pokojowy? Jeżeli chcemy uniknąć desperackiego buntu, musimy wsłuchać się w głos ulicy. Miesięczna inflacja nadal jest dwucyfrowa. To oznacza głód. Jednocześnie widzimy obsceniczny przepych, w którym żyją niektórzy przedstawiciele władz, a każdego dnia ujawniane są nowe przypadki korupcji reżimu. Aby utrzymać pokojowy przebieg tego procesu, trzeba dać Wenezuelczykom pewność, że wybory rzeczywiście się odbędą i nastąpi to w rozsądnym terminie” – stwierdza w „Le Figaro”.
Jej argument jest politycznie niewygodny dla wszystkich uczestników negocjacji. Władze tymczasowe nie mogą przedstawiać stabilności jako wartości wystarczającej, jeżeli społeczeństwo nadal ponosi koszty inflacji i ubóstwa. Stany Zjednoczone nie mogą natomiast bez końca uzależniać wyborów od osiągnięcia pełnego bezpieczeństwa i odbudowy gospodarczej, ponieważ oba te cele mogą wymagać wielu lat. Machado ostrzega w istocie przed okresem przejściowym bez wyraźnego końca, który z czasem mógłby stać się nowym systemem władzy.
Armia pozostaje najtrudniejszym elementem przyszłego porządku
„Le Figaro” stawia Machado pytanie, które dotyka jej największej słabości: nie kontroluje ona koszar, podczas gdy rozbudowane i przeżarte korupcją siły zbrojne nadal pozostają związane z obozem rządzącym. Wenezuelska armia ma ponad dwa tysiące generałów, a jej wyższe dowództwo przez lata korzystało z politycznych i gospodarczych przywilejów. Bez przynajmniej częściowego poparcia tej instytucji trudno wyobrazić sobie bezpieczne przeprowadzenie wyborów, zmianę władzy i rozliczenie zbrodni poprzedniego systemu.
Machado próbuje jednak rozdzielić interes dowódców od położenia większości wojskowych. „Dzisiaj wojskowi żyją w tym samym kraju co my. Oni również cierpią głód, patrzą, jak ich dzieci emigrują, i odczuwają wstyd. Także oni stracili bliskich 24 czerwca. Jestem przekonana, że większość wojskowych nie popiera reżimu Delcy Rodríguez. Niepodważalny dowód otrzymaliśmy 3 stycznia. Żaden żołnierz nie darzy już szacunkiem przełożonych zaangażowanych w działalność przestępczą” – mówi w „Le Figaro”.
Jest to zarazem diagnoza i oferta. Lider opozycji nie zapowiada likwidacji armii, lecz jej odbudowę wokół oficerów, którzy nie uczestniczyli w przestępczym systemie. Przekonuje, że lojalność wobec państwa można oddzielić od lojalności wobec skompromitowanych dowódców, a instytucję podporządkować ponownie władzy cywilnej. Nie przedstawia jednak dowodów pozwalających ocenić rzeczywistą skalę takiej gotowości w wojsku. To nadal najsłabszy, a jednocześnie najważniejszy element jej planu.
Sprawiedliwość bez zbiorowej zemsty
Drugim warunkiem powodzenia transformacji jest sposób potraktowania przedstawicieli dawnego reżimu. Administracja amerykańska może uważać gwarancje osobiste i ograniczone formy amnestii za cenę pokojowego przekazania władzy, podczas gdy ofiary represji oczekują rozliczenia odpowiedzialnych za zbrodnie, tortury i korupcję. Machado nie wyklucza postępowań przeciwko Delcy Rodríguez ani Diosdadowi Cabello, ale nie zapowiada również politycznych wyroków wydawanych poza systemem prawnym.
„Jednego z pewnością nie zrobimy: nie naruszymy niczyich praw. Prawo do obrony zostanie zagwarantowane absolutnie wszystkim Wenezuelczykom. Po wszystkim, czego doświadczyliśmy, zostanie powołana komisja prawdy, złożona z uczciwych Wenezuelczyków, której zadaniem będzie naprawienie krzywd, uznanie prawdy i wymierzenie sprawiedliwości. Mówimy między innymi o zbrodniach przeciwko ludzkości. O defraudacji środków publicznych, korupcji i pozostałych przestępstwach rozstrzygnie wymiar sprawiedliwości, który trzeba będzie wcześniej odbudować” – deklaruje na łamach „Le Figaro”.
Machado świadomie unika odpowiedzi, która mogłaby zostać odczytana jako zapowiedź powszechnej amnestii albo odwetu. Jej propozycja opiera się na trzech elementach: prawie każdego oskarżonego do obrony, komisji prawdy mającej opisać skalę krzywd oraz odbudowanym sądownictwie, które rozstrzygałoby indywidualną odpowiedzialność. Problem polega na tym, że wszystkie te instytucje dopiero trzeba stworzyć, podczas gdy decyzje o gwarancjach dla ludzi dawnego reżimu mogą być potrzebne już na etapie negocjacji.
Powrót do Wenezueli jako próba odzyskania inicjatywy
Najbardziej bezpośrednią polityczną zapowiedzią wywiadu jest deklaracja rychłego powrotu Machado do Wenezueli. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2025 r. wygrała prawybory opozycji przed wyborami prezydenckimi w 2024 r., lecz kontrolowane przez reżim instytucje uniemożliwiły jej kandydowanie. Poparła wówczas Edmunda Gonzáleza Urrutię, a opozycja przedstawiła protokoły wyborcze, które miały dowodzić jego zwycięstwa nad Nicolasem Maduro. Szerszy profil Marii Coriny Machado, jej działalność w organizacji Súmate, rolę w jednoczeniu opozycji oraz drogę do Pokojowej Nagrody Nobla przedstawia tekst „Kim jest Maria Corina Machado? Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla 2025”.
Powrót ma znaczenie większe niż symboliczne. Pozostając poza krajem i poza stołem negocjacyjnym, Machado może odwoływać się do społecznego poparcia, ale ma ograniczony wpływ na decyzje podejmowane w Caracas. Fizyczna obecność w Wenezueli pozwoliłaby jej spróbować odbudować polityczną podmiotowość opozycji i sprawdzić, czy poparcie wyrażone w prawyborach oraz wyborach z 2024 r. może zostać ponownie przekształcone w zorganizowany ruch obywatelski.
„Już wkrótce będziemy w Wenezueli. Jadę tam, aby budować: ostatecznie przypieczętować wielkie porozumienie narodowe, tworzone oddolnie, wraz ze społeczeństwem, które bierze odpowiedzialność za przywrócenie republiki. Moja siła bezpośrednio zależy od ludzi. Ci, którzy uważają, że można prowadzić analizy i podejmować decyzje dotyczące transformacji z pominięciem najważniejszego czynnika, jakim jest naród, popełniają błąd” – mówi w rozmowie z „Le Figaro”.
To zdanie wyjaśnia, dlaczego wywiad nie jest jedynie protestem osoby pominiętej w negocjacjach. Machado nie domaga się miejsca przy stole wyłącznie dla siebie. Twierdzi, że bez zorganizowanego społeczeństwa żadne porozumienie zawarte między władzami tymczasowymi, wybranymi przedstawicielami opozycji i administracją amerykańską nie uzyska wystarczającej legitymacji, aby przetrwać kolejne kryzysy.
Wcześniejsza analiza jej stanowiska na łamach „Wszystko co Najważniejsze” koncentrowała się na presji zewnętrznej, odbudowie państwa i wyborach jako końcowym etapie transformacji. Obecny wywiad przesuwa ciężar sporu: pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy wybory się odbędą, lecz kto będzie kontrolował drogę prowadzącą do urn i czy obywatele otrzymają możliwość nadania całemu procesowi demokratycznego mandatu.
Maria Corina Machado nadal potrzebuje Stanów Zjednoczonych, ponieważ bez ich presji trudno byłoby przełamać struktury zbudowane przez Cháveza i Maduro. Waszyngton również nie może jednak całkowicie pominąć polityk, która stała się symbolem demokratycznej mobilizacji i zdobyła międzynarodową rozpoznawalność. Ich spór nie dotyczy więc samego celu, lecz kolejności działań i źródła prawomocności. Amerykanie chcą najpierw bezpieczeństwa i instytucjonalnej przewidywalności, Machado odpowiada, że bez daty wyborów i realnego udziału obywateli stabilizacja może utrwalić władzę ludzi, których miała zastąpić.
Sebastian Nizio
Pytania najważniejsze:
Dlaczego Maria Corina Machado nie uczestniczy w rozmowach o przyszłości Wenezueli? W negocjacjach uczestniczy część opozycji reprezentowana przez Dinorah Figuerę, natomiast Machado nie została włączona do oficjalnego formatu wspieranego przez Stany Zjednoczone.
Czego Maria Corina Machado domaga się od Stanów Zjednoczonych? Przede wszystkim konkretnego i pilnego kalendarza wyborczego, powszechnego prawa głosu również dla Wenezuelczyków mieszkających za granicą oraz wiarygodnego liczenia wszystkich głosów.
Czy Maria Corina Machado zapowiedziała powrót do Wenezueli? Tak. W rozmowie z „Le Figaro” powiedziała, że bardzo szybko znajdzie się w kraju, aby budować oddolne porozumienie narodowe i przywrócić obywatelom wpływ na transformację.
Czy Maria Corina Machado popiera amnestię dla ludzi dawnego reżimu? Nie opowiedziała się za powszechną amnestią. Zapowiedziała prawo do obrony dla wszystkich, powołanie komisji prawdy oraz indywidualne rozstrzyganie odpowiedzialności przez odbudowany wymiar sprawiedliwości.
SN






