Mateusz SZPYTMA z Nagrodą bpa Romana Andrzejewskiego

Historyk, współtwórca Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, badacz ruchu ludowego w Polsce, wiceprezes IPN dr Mateusz SZPYTMA odebrał nagrodę im. bpa Romana Andrzejewskiego za rok 2025 podczas gali w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski.
Zdaniem laureata najpilniejszym zadaniem dzisiaj jest udzielenie wsi wszelkiego wsparcia, którego potrzebuje
.Nagroda im. ks. bpa Romana Andrzejewskiego została ustanowiona w 2004 r. przez Fundację „Solidarna Wieś”. Wyróżnienie przyznawane jest osobom i instytucjom szczególnie zasłużonym dla rozwoju kulturalnego i gospodarczego rolnictwa, wsi i małych miast w Polsce.
Kapituła doceniła „inicjatywę stworzenia Muzeum we wsi Markowa na Podkarpaciu, co przyczyniło się do procesu beatyfikacyjnego Rodziny Ulmów i ustanowienia 24 marca jako Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów”. Uhonorowano również pracę naukową i popularyzatorską laureata na temat ruchu ludowego i represji komunistycznego aparatu bezpieczeństwa wobec stronnictw ludowych.
W uroczystości wzięli udział m.in. przewodniczący KEP abp Tadeusz Wojda, wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak oraz sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski, który odczytał list od prezydenta Karola Nawrockiego.
W liście do uczestników gali prezydent zaznaczył, że nagroda im. bpa Romana Andrzejewskiego jest wyróżnieniem o bardzo prestiżowej randze i bogatej tradycji, ponieważ „przypomina całemu społeczeństwu, jak istotne miejsce w gospodarce narodowej, kulturze i duchowości zajmuje wieś i jej mieszkańcy, jak bardzo powinniśmy cenić dziejowe i współczesne dokonania tych, którzy żywią i bronią”.
– W sposób szczególny chcę podkreślić wielkie zasługi dzisiejszego laureata w pomnażaniu i upowszechnianiu wiedzy o heroicznych postawach mieszkańców polskiej wsi w latach II wojny światowej. Z nazwiskiem dr Szpytmy na trwałe związane jest dzieło o fundamentalnym znaczeniu dla zachowania prawdy o naszej historii: Muzeum Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej imienia rodziny Ulmów w Markowej. To instytucja o olbrzymim znaczeniu, z której na cały świat płynie przesłanie o potędze ofiarnego człowieczeństwa i chrześcijańskiej miłości bliźniego – stwierdził.
Przewodniczący KEP abp Tadeusz Wojda zaznaczył, że laureat tegorocznej „swoim życiem i pracą potwierdza, że prawda, pamięć, odpowiedzialność za ojczyznę nie są jedynie hasłami, lecz zobowiązaniem”.
– Dr Mateusz Szpytma swoją działalnością naukową i publiczną wpisuje się w ten właśnie nurt odpowiedzialności za pamięć. Jako historyk, badacz dziejów najnowszych, a także jako wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej konsekwentnie upomina się o prawdę o losach Polaków w XX wieku. W sposób szczególny jego praca przyczyniła się do upowszechniania wiedzy o heroizmie polskiej wsi w czasach niemieckiej okupacji – zastrzegł.
Dodał, że dr Mateusz SZPYTMA nie tylko opisuje historię, lecz wydobywa ją z zapomnienia, z ukrytych gdzieś zapisków, z ukrytego życia, o którym się często nie mówiło i nie mówi”.
– Jego działalność edukacyjna, wystawiennicza czy popularyzatorska sprawia, że kolejne pokolenia Polaków uczą się szacunku do przeszłości i jednocześnie odpowiedzialności za przyszłość. Uczą się, że bez pamięci nie ma tożsamości i bez prawdy nie ma wolności – podkreślił przewodniczący KEP.
W swoim przemówieniu dr Mateusz SZPYTMA podkreślił, że wieś to nie tylko nowoczesne rolnictwo i produkcja żywności, ale to też „szacunek dla życia, szacunek dla tradycji, szacunek do miejsca świętego, szacunek do osób starszych”.
– Trzeba nam zadbać o to, jakby prosić wieś o to, aby nie uroniła w tym czasie nowoczesności szacunku dla okruszyny chleba, która upadnie, dla miejsca świętego, dla tego wszystkiego, co jest w drogie naszej tradycji. Bo już wielokroć było tak, że wieś ratowała Polskę pod wieloma względami, choćby w roku 1920 przed bolszewikami – zaznaczył.
Zdaniem laureata najpilniejszym zadaniem dzisiaj jest udzielenie wsi wszelkiego wsparcia, którego potrzebuje.
– Dzisiaj jako wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej chciałbym zadeklarować, razem z panem wiceprezesem Karolem Polejowskim, razem z naszymi współpracownikami (…), że jesteśmy do dyspozycji, do dyspozycji wsi (…). Jesteśmy gotowi tutaj, jako Instytut Pamięci Narodowej, pomagać w wyciąganiu tych wszystkich diamentów, które nieraz ukryte są głęboko w ziemi, po to, aby oszlifowane, już jako brylanty, świeciły tym światłem, aby też dawały przykład – zapewnił.
Dr Mateusz Szpytma związany jest z Instytutem Pamięci Narodowej od początku istnienia tej instytucji
.Mateusz SZPYTMA poinformował, że nagrodę pieniężną przeznaczy na ufundowanie kolejnego stypendium Fundacji Solidarna Wieś.
Dr Mateusz Szpytma związany jest z Instytutem Pamięci Narodowej od początku istnienia tej instytucji. Stanowisko wiceprezesa objął dziewięć lat temu (gdy na czele Instytutu stanął Jarosław Szarek). Wcześniej był ekspertem w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, asystentem i wicedyrektorem Sekretariatu prezesa Janusza Kurtyki.
W latach 2015–2016 kierował Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Sprawie ratowania Żydów przez Polaków podczas okupacji niemieckiej poświęcił kilka publikacji naukowych. Pisał też o historii polskiego ruchu ludowego po II wojnie światowej. Jeszcze podczas studiów (historia na Uniwersytecie Jagiellońskim) był uczestnikiem i współorganizatorem wypraw do Ukrainy, w trakcie których przeprowadzano inwentaryzację inskrypcji i herbów (m.in. w kościołach, pałacach i na pomnikach) wykonanych przed 1945 rokiem.
Na czym polega wyjątkowość rodziny Ulmów?
.Rodzina Ulmów ma szansę stać się symbolem o międzynarodowym znaczeniu, podobnie jak rotmistrz Witold Pilecki czy Jan Karski. Mam głęboką nadzieję, że nazwisko „Ulma” pojawi się w przyszłości nie tylko w polskich, ale i zagranicznych podręcznikach do historii – pisze Mateusz SZPYTMA
Rodzina Ulmów była wyjątkowa. Józef Ulma oraz jego żona Wiktoria nie byli majętni i mieszkali na wsi. Pozostawali jednocześnie ludźmi światłymi o otwartych umysłach. Józef był człowiekiem niezwykłym, w dużej mierze samoukiem, który ukończył cztery klasy szkoły powszechnej i pół roku szkoły rolniczej, a mimo to uznać go można za przedstawiciela inteligencji chłopskiej. Był osobą oczytaną, prenumerującą czasopisma i posiadającą w domu biblioteczkę, która składała się z co najmniej trzystu pozycji. Był także znany ze swej działalności społecznej na szczeblu lokalnym – działał w kilku spółdzielniach, a jako młody człowiek w organizacjach związanych z Kościołem Katolickim oraz w Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”. Wiktoria Ulma również nie miała wyższego wykształcenia – ukończyła siedem klas szkoły powszechnej. Uczęszczała jednak na kursy organizowane przez Uniwersytet Ludowy w Gaci oraz występowała w teatrze wiejskim. Ulmowie stanowili więc parę ludzi prostych, niezbyt wykształconych, lecz niezwykle światłych. Świadczą o tym również książki i zdjęcia, które po sobie zostawili. Józef Ulma był nietuzinkowym fotografem, którego zdjęcia nawet współcześnie są wysoko oceniane. W sposób nietypowy dla swej epoki starał się uchwycić otaczającą go rzeczywistość. Fotografował nie tylko uroczystości takie jak śluby czy pogrzeby, ale także swą rodzinę w codziennych sytuacjach: gdy ktoś zmywa naczynia, przygotowuje posiłek, wiesza pranie; kiedy Wiktoria uczy córeczkę pisać bądź gdy dzieci bawią się przy stole. Współcześnie, co zrozumiałe, Ulmowie znani są głównie ze swej pomocy udzielanej Żydom podczas II wojny światowej. Warto pamiętać, że nie jest to jedyna rzecz, w której można upatrywać ich wyjątkowości.
Postawa Ulmów podczas II wojny światowej była jednak szczególna. Zdecydowali się ukryć w swym domu ośmioro Żydów, za co w bestialski sposób zostali zamordowani przez niemieckiego okupanta. Dokumenty podziemia niepodległościowego pozwalają przypuszczać, że osobą, która doniosła Niemcom o działalności Ulmów, był funkcjonariusz granatowej policji z Łańcuta Włodzimierz Leś, który w przeszłości sam pomagał Żydom ukrywającym się w domu Józefa i Wiktorii Ulmów. W przeciwieństwie do tych ostatnich Leś wyrzucił jednak Żydów, a ponieważ ci domagali się zwrotu swojego majątku, doniósł na nich Niemcom. Policjant brał także udział w zbrodni jako pomocnik niemieckiej żandarmerii.
Przebieg egzekucji dokonanej na rodzinie Ulmów oraz na Żydach, których ukrywali podczas niemieckiej okupacji mimo zagrożenia życia, jest znany dzięki aktom procesowym jednego ze sprawców, którego osądzono po zakończeniu wojny, Josefa Kokotta. Ulmowie dali schronienie ośmiorgu Żydom: Saulowi Goldmanowi i jego czterem synom, Baruchowi, Mechelowi, Joachimowi i Mojżeszowi (w Łańcucie nazywano ich Szallami), dwóm córkom Chaima Goldmana, Gołdzie Grünfeld i Lei Didner, oraz córce Lei – Reszli. Według zeznań świadka funkcjonariusze granatowej policji otoczyli dom, a Niemcy wkroczyli do środka i natychmiast rozstrzelali znajdujących się na strychu Żydów. Następnie wywlekli na zewnątrz Ulmów i zamordowali Józefa oraz Wiktorię, będącą w zaawansowanej ciąży. Oprawcy zastanawiali się, co uczynić z dziećmi, jednak po krótkiej przerwie zadecydowano, że one również zostaną rozstrzelane. W ten sposób śmierć ponieśli: 8-letnia Stanisława, 6-letnia Barbara, 5-letni Władysław, 4-letni Franciszek, 3-letni Antoni oraz półtoraroczna Maria. Łącznie z nienarodzonym dzieckiem Józefa i Wiktorii w krótkim czasie zamordowano siedemnaście osób.
We wrześniu 1944 r. Włodzimierz Leś został rozstrzelany na podstawie wyroku Polskiego Państwa Podziemnego. Niemiecki dowódca ekspedycji – Eilert Dieken – nie poniósł żadnej kary. Tylko jeden ze sprawców – Józef Kokot, który po zajęciu Czech przez III Rzeszę zadeklarował się jako Niemiec – został po wojnie odszukany na terenie Czechosłowacji, a po dokonaniu ekstradycji skazany na karę śmierci, którą finalnie zamieniono na dożywocie. Zmarł w polskim więzieniu w 1980 r.
Wyniesienie na ołtarze rodziny Ulmów jest konsekwencją ich życia, które jeszcze przed II wojną światową było bardzo piękne. Mowa o ludziach otwartych na drugiego człowieka, pomocnych, żyjących miłością, z której wypływała późniejsza decyzja o udzieleniu pomocy prześladowanym Żydom. Ulmowie byli też ludźmi religijnymi i praktykującymi, kierującymi się w życiu Dekalogiem i Ewangelią. W ich bibliotece znajdowały się Dzieje biblijne starego i nowego przymierza, w których podkreślono fragmenty przypowieści o miłosiernym Samarytaninie oraz przykazania miłości bliźniego. Z relacji brata Józefa Ulmy wiemy, że fragmenty te najprawdopodobniej zaznaczyli osobiście Józef i Wiktoria. Ich dalsze losy dowiodły, że zdecydowali się ideę zamienić w czyn – zaryzykowali życie swoje i najbliższych, by ocalić potrzebujących. Choć spotkał ich tragiczny koniec, musimy być świadomi, że gdyby nie było w Polsce osób takich jak Ulmowie, nie zdołano by uratować kilkudziesięciu tysięcy Żydów, którzy ocaleli dzięki takiej właśnie postawie tysięcy Polaków. Część z nich – w tym rodzina Ulmów – zapłaciła za swą dobroć najwyższą cenę.
Pamiętajmy, że postawa ratowania Żydów podczas II wojny światowej na terenie okupowanej Polski była czynem heroicznym, obarczonym niesamowitym ryzykiem. Od 15 października 1941 r. okupant niemiecki karał śmiercią nie tylko Żydów, którzy opuszczali getta, ale także Polaków udzielających im pomocy. W roku 1942 prawo zostało dodatkowo zaostrzone. Odtąd śmierć groziła również tym, którzy wiedzieli o fakcie ukrywania Żydów przez osoby trzecie, ale nie donieśli tego Niemcom. Ogromne znaczenie miał też fakt, że nie tylko skazani na Zagładę Żydzi, ale również Polacy znajdowali się w tragicznej sytuacji. Lata okupacji naznaczone były łapankami i aresztowaniami. Za każdą działalność – nie tylko polityczną – uznaną przez Niemców za sabotaż, groził wywóz na roboty w głąb Rzeszy lub do obozu koncentracyjnego, a także rozstrzelanie. W kraju siłą podporządkowanemu gospodarce wojennej III Rzeszy sytuacja ekonomiczna obywateli była fatalna. Wielu ledwie stać było na wyżywienie siebie i swoich najbliższych. Udzielenie pomocy w takich warunkach tym, którzy znajdowali się w jeszcze gorszej sytuacji, to czyn godny największej czci i szacunku.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/mateusz-szpytma-wyjatkowosc-rodziny-ulmow/
PAP/MB






