Media stały się słupami do sprzedawania reklam albo ideologii [Dariusz ROSIAK]

Dariusz Rosiak jest dziennikarzem radiowym i prasowym oraz twórcą i głównym gospodarzem „Raportu o stanie świata”, który przez 13 lat prowadził w radiowej Trójce. Od marca 2020 roku program jest finansowany przez słuchaczy i ukazuje się w formie podcastu.

Dariusz Rosiak – dziennikarz związany z mediami od lat 80

W przeszłości był pracownikiem francuskiego radia RFI. Lata 90. spędził w Londynie, współtworząc sekcję polską BBC. Współpracował z „Życiem Warszawy”, „Newsweekiem”, „Przekrojem”, „Forum”, „Polityką” oraz Polską Agencją Prasową. Przez wiele lat pisał do „Rzeczpospolitej”, zwłaszcza jej dodatku „Plus Minus”. Pismem, z którym współpracuje najdłużej i najbliżej, jest „Tygodnik Powszechny”.

Jest autorem wielu książek o tematyce zagranicznej: „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan” (nominacja do Nagrody Literackiej „Nike” w 2016 r., Nagroda im. Beaty Pawlak), „Oblicza Wielkiej Brytanii”, „Żar. Oddech Afryki” i „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha”, oraz o tematyce polskiej: „Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista” i „Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela”.

W 2015 r. za „Raport o stanie świata” z Kurdystanu został nagrodzony Nagrodą PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego. W 2020 r. otrzymał tytuł Dziennikarza Roku Grand Press.

Maria Kuliś: Droga „Raportu o stanie świata” nie była prosta. Musiał pan znaleźć sposób na prowadzenie programu bez wsparcia instytucjonalnego. Mimo przeciwności stworzył pan najpopularniejszy polski podcast o zagranicy. Jak to się panu udało?

Dariusz Rosiak: Na samym początku nie zakładałem tworzenia tego programu jako podcastu. Ale w związku z tym, że żadne medium tradycyjne – ale nie tylko tradycyjne, bo zgłaszaliśmy się wraz z Agatą Kasprolewicz również do portali – nie było zainteresowane współpracą, która by nas satysfakcjonowała, wybór był prosty. Albo porzucamy pomysł, albo szukamy metody nietradycyjnej. W 2020 r. taką metodą nietradycyjną był podcast. Niewiele wtedy o tym wiedziałem. Jeszcze mniej wiedziałem o finansowaniu za pomocą crowdfundingu. Wielu ludzi z zewnątrz oferowało nam pomoc. Szybko znaleźliśmy studio. Ono moim zdaniem było niezbędne – nie chciałem robić podcastu metodą chałupniczą. Chciałem trzymać poziom merytoryczny, ale też techniczny.

Na szczęście wśród ludzi był na tyle duży odzew, że byliśmy w stanie robić program nie raz w miesiącu – jak na samym początku zakładaliśmy – ale raz w tygodniu. Potem pojawiły się nowe pomysły. Najpierw, żeby robić jeden dodatkowy program w środę, potem, żeby robić dodatkowe formaty. Pięć lat później mamy serię kilku podcastów i kilku formatów.

Zamiana „Raportu o stanie świata”, który przez 13 lat był audycją radiową, w podcast była trudna?

Dariusz Rosiak: W tamtym czasie podcast był wciąż młodą formą na polskim rynku. Był jeden podcast międzynarodowy – „Dział zagraniczny” Macieja Okraszewskiego. Dosyć szybko okazało się, że to jest specyficzny gatunek także od strony rynkowej. To, że pojawiają się nowe rzeczy w tej samej dziedzinie, nie powoduje, że jest na nie mniejsze zapotrzebowanie, wręcz przeciwnie. Im więcej jest podcastów na jakiś temat, tym bardziej są one słuchane. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale to fakt. Więc w tej chwili na polskim rynku jest bardzo dużo podcastów międzynarodowych i większość z nich ma słuchaczy. Na samym początku do nowego formatu przeszła z nami część słuchaczy z Trójki. Teraz, pięć lat później, jest masa ludzi, którzy w ogóle nie wiedzą, że ten program kiedykolwiek był w Trójce.

„Raport o stanie świata” jest opłacany z crowdfundingu. Pojawiały się czasem wątpliwości, że nie uda się zebrać odpowiedniej kwoty?

Dariusz Rosiak: Nie szukamy i nigdy nie szukaliśmy pieniędzy na mieście, nie mamy działu marketingu jako takiego. Programu można słuchać za darmo, wpłacają tylko ci słuchacze, którzy mają na to ochotę. Mam poczucie, że ludzie wspierają nasz program, ponieważ chcą płacić za dobre treści. Wydaje mi się, że udaje nam się utrzymać tak długo i z takim powodzeniem ze względu na dobrą jakość. Nie mam innego wytłumaczenia. Na początku byliśmy gotowi na sytuację, w której nie zbierzemy pieniędzy i będzie trzeba szukać czegoś innego.

Dziennikarstwo zagraniczne często koncentruje się na prezydenturze Trumpa czy polityce Putina. Wydaje się, że ludzie tracą zainteresowanie resztą świata. Pan stworzył silną markę medialną, która w sposób misyjny informuje o sprawach międzynarodowych. Jaki jest więc pana przepis na dziennikarstwo?

Dariusz Rosiak: Telewizje i główne portale mówią o Trumpie, Ukrainie i niewielu innych sprawach, ponieważ wychodzą z założenia, że nic innego się nie sprzeda – tak wychodzi z tabel marketingowych. Ale moim zdaniem Polacy nie różnią się od publiczności w innych krajach. Powiedziałbym nawet, że zainteresowanie sprawami międzynarodowymi w Polsce jest wysokie, czego najlepszym dowodem jest właśnie popularność podcastów dotyczących spraw zagranicznych.

W swoich materiałach podchodzi pan z szacunkiem do odbiorców, także do ich inteligencji.

Dariusz Rosiak: Zadaniem dziennikarza jest wyjaśnianie świata. Zakładam, że ludzie niekoniecznie muszą wszystko wiedzieć, ale po to między innymi słuchają radia albo podcastu, żeby się dowiedzieć, wykazują inicjatywę. Moim zadaniem jest dać im odpowiednie narzędzia do zrozumienia wydarzeń, dać w miarę bezstronny obraz tego, co się dzieje, i pozwolić podjąć decyzje co do ich interpretacji. Tak widzę swoją rolę.

Traktuje pan misję informowania jako podstawę swojej pracy, nie jest to dzisiaj oczywiste.

Dariusz Rosiak: Media stały się słupami do sprzedawania reklam albo ideologii. Dziennikarstwo, które jest aktywizmem politycznym albo sprzedawaniem produktów, nie jest dziennikarstwem, tylko właśnie aktywizmem politycznym albo sprzedawaniem produktów. Myślę, że zwłaszcza młodzi ludzie, wchodzący do tego zawodu, mają poważny problem. Dziennikarstwo misyjne – jak pani to nazywa, a ja bym powiedział po prostu: media publiczne – w Polsce nie istnieją na takim poziomie, który gwarantuje realizację tego, co zapisane jest w ustawie. Dziennikarstwo komercyjne natomiast jest produkowaniem „klikalnych” treści za jak najniższą cenę przy zatrudnieniu jak najmniejszej liczby ludzi – po to żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy. Tak wygląda w tej chwili dziennikarstwo w Polsce, ale myślę, że to jest zjawisko globalne.

Czy doświadczenia w redakcjach zagranicznych, m.in. w BBC, wpłynęły na pana pracę? Są praktyki, które powinny być powszechnie stosowane również w polskich redakcjach.

Dariusz Rosiak: Wychowałem się na takim dziennikarstwie, które zakłada, że zadaniem dziennikarza nie jest narzucanie ludziom czegokolwiek. Dziennikarz to nie jest osoba, która zmienia świat. Jeżeli ktoś chce zmieniać świat, to powinien zostać księdzem, nauczycielem lub politykiem – jeśli wierzy w politykę. Natomiast dziennikarstwo – tak jak ja je rozumiem – nie do tego służy. Jeżeli dziennikarstwo zmienia świat, to tylko przez to, że mówi prawdę.

Zadaniem dziennikarza jest dążenie do tego, aby na tyle, na ile potrafi, na ile starczy mu talentu i narzędzi, którymi dysponuje, opowiedzieć historię, która się wydarzyła, w możliwie najpełniejszy sposób. Wszystkie inne zadania są drugorzędne. To, o czym mówię, mieści się nie tylko w standardach BBC, lecz w ogóle w standardach najlepszego dziennikarstwa. I choć BBC również popełnia błędy, to jednak ma wzorzec, dzięki któremu pracujący tam dziennikarze wiedzą, czego robić nie należy, a co należy. Mam wrażenie, że w polskim dziennikarstwie jest coraz mniej tego typu standardów.

Rozmawiała Maria Kuliś/PAP

Dezinformacja. Wiek kłamstwa

.Globalna dezinformacja może wydawać się niewielkim zagrożeniem w porównaniu z wojną nuklearną. Jednak na dłuższą metę jest nie mniej zabójcza, ponieważ upośledza właśnie tę cechę, z której ludzie są najbardziej dumni – zdolność do racjonalnego myślenia, wnioskowania i działania – pisze Julian CRIBB

Być może najgroźniejszą pandemią, która kiedykolwiek dotknęła ludzkość, jest plaga celowej dezinformacji, masowych złudzeń i bezpodstawnych przekonań, która nęka społeczeństwo XXI wieku.

Ludzkość w ekspresowym tempie niknie pod lawiną nonsensów, wywołaną przez lobby paliw kopalnych, niektóre media i inne podmioty korporacyjne, a także lobby antyszczepionkowe, fanatyków religijnych, polityków, ekstremistów ideologicznych, prostaczków o dobrych intencjach oraz spiskowców. W perspektywie krótkoterminowej może się to wydawać irytujące, czasem może nawet zabawne. Jednak na dłuższą metę w obliczu szerzącej się niewiedzy społeczeństwa na temat zagrożeń, przed którymi stoimy, i tego, co należy zrobić, aby je przezwyciężyć, prowadzi do upadku rządów, porządku społecznego, a w końcu – do upadku całej naszej cywilizacji.

„Bezmyślne lekceważenie nauki i masowa akceptacja spiskowych bzdur, często podsycana przez polityków i stronnicze media, osłabiły zdolność odpowiedzialnych przywódców państwowych i światowych do ochrony obywateli” – ostrzegają autorzy raportu Zegara Zagłady z 2021 r. Dodają też, że rozpowszechnianie kłamstw zwiększa niebezpieczeństwo związane z istniejącymi zagrożeniami, takimi jak broń jądrowa, zmiany klimatyczne i choroby zakaźne.

„Dezinformacja osiągnęła rozmiary kryzysu” – twierdzą analitycy Jevin West i Carl Bergstrom. „Zakłóca ona demokratyczny proces podejmowania decyzji i stanowi zagrożenie dla pokoju międzynarodowego, dobrobytu planety oraz zdrowia publicznego. Dezinformacja zmniejsza poparcie społeczne dla działań mających na celu kontrolę rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, co doprowadziło do ogłoszenia przez Światową Organizację Zdrowia deklaracji o »infodemii«. W ostatecznym rozrachunku dezinformacja osłabia kolektywną zdolność do wyciągania wniosków i podejmowania działań. Nie możemy rozwiązać problemów zdrowia publicznego, nierówności społecznych czy zmian klimatycznych, nie zajmując się jednocześnie rosnącym problemem dezinformacji”.

Dezinformacja – celowe rozpowszechnianie błędnych informacji – jest morderstwem: światowe statystyki pokazują, że śmiertelność z powodu COVID-19 jest znacznie wyższa wśród osób nieszczepionych, z których wiele ulega kłamstwom rozpowszechnianym przez innych ludzi. Niektórzy badacze uznają zalew nonsensów za nową formę wojny, prowadzonej za pośrednictwem internetu przez jedną część ludzkości przeciwko całemu społeczeństwu – w tym przeciwko sobie. „Wojna informacyjna z wykorzystaniem cyberprzestrzeni stała się sama w sobie zagrożeniem egzystencjalnym” – mówi Herbert Lin.  Dr Steven Novella, redaktor portalu „Science-Based Medicine”, dodaje: „Jest również jasne, że media społecznościowe wręczyły psychopatom i oszustom klucze do królestwa. Obecnie przy niewielkich nakładach finansowych opłaca się poświęcić dużo czasu i energii na tworzenie i rozpowszechnianie dezinformacji w sieci”.

Wytwarzanie dezinformacji osiągnęło globalną skalę przemysłową. Sektor paliw kopalnych finansuje kosztującą setki milionów dolarów ogólnoświatową kampanię mającą na celu wprowadzenie w błąd opinii publicznej i rządów co do zagrożeń związanych ze zmianami klimatycznymi i roli, jaką odgrywają w nich paliwa kopalne. Za pośrednictwem zbudowanych w tym celu „fabryk kłamstw” branża paliwowa (węgiel, ropa, gaz i petrochemia) warta 7 bilionów dolarów stara się siać dezinformację oraz sabotować światowe wysiłki na rzecz powstrzymania zmian klimatycznych, wykorzystując takie narzędzia, jak korumpowanie rządów, zniekształcanie dyskursu publicznego i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jej metody działania, wzorowane na praktykach stosowanych przez przemysł tytoniowy, zostały szczegółowo opisane w raporcie naukowców z Uniwersytetów Harvarda, Bristolu i George’a Masona.

W badaniu przeprowadzonym przez Uniwersytet Oksfordzki przedstawiono dowody na istnienie formalnie zorganizowanych kampanii manipulacji mediami społecznościowymi w 48 krajach i określono je jako „wielki biznes” i „krytyczne zagrożenie dla życia publicznego”.

„Antynauka stała się dominującą i niezwykle zabójczą siłą, która zagraża globalnemu bezpieczeństwu w takim samym stopniu jak terroryzm i rozprzestrzenianie broni jądrowej” – ostrzega dr Peter Hotez w artykule opublikowanym w magazynie „Scientific American”, w którym wzywa do podjęcia globalnych wysiłków na rzecz zwalczania antynauki.

Współudział mediów – zarówno światowych, jak i krajowych i lokalnych, tradycyjnych i społecznościowych – w rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji pod fałszywą flagą „wyważonych reportaży” stanowi centralny element tego współczesnego zjawiska. Fabryki kłamstw nie mogą się rozwijać bez posłusznych posłańców, którzy będą głosić ich zwodniczy przekaz.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/julian-cribb-dezinformacja/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 listopada 2025