Michał KŁOSOWSKI we „Wszystko co Najważniejsze”

Michał Kłosowski

11 maja urodził się Michał KŁOSOWSKI, dziennikarz i publicysta, autor programów radiowych i telewizyjnych, zastępca redaktora naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów. Redakcja przypomina z tej okazji wybrane teksty Michała KŁOSOWSKIEGO, które ukazały się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

I co z tą Polską? Inaczej myślimy, inaczej działamy, inaczej pracujemy…

.„Zaimplementowana w Polsce w latach 90. terapia szokowa ma tragiczne skutki i zasługuje na osobny rozdział. Nie mówię o wyciągnięciu kraju z biedy czy ruiny, lecz o skutkach społecznych. Rozpad rodzin, wzrost liczby rozwodów, zmiana tkanki społecznej” – pisze Michał KŁOSOWSKI w tekście „I co z tą Polską? Inaczej myślimy, inaczej działamy, inaczej pracujemy…”.

Jak podkreśla, „próby banalizacji czy usprawiedliwiania mobbingu i pracy ponad siły powinny być piętnowane. Nie żyjemy już w latach 90., kiedy obietnica szybkiego zysku i nagłego wzrostu mogła omamić. Zbyt dobrze znamy świat, aby dać się takiej wizji porwać. Złamane kariery, życiorysy i zdrowie… To nie jest tego warte”.

„Fakt, świat się zmienił, żyjemy w czasie, kiedy wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Kiedy można pracować, jeśli ma się ochotę, poza godzinami normalnej pracy – bo te »normalne godziny« zatarły się już dawno. Zwłaszcza w dużych miastach, zwłaszcza w wolnych zawodach. Nie jest to jednak wytłumaczenie. Każdy człowiek ma swoją odporność, każdy z nas ma swoje wyzwania i swoje szanse, nadzieje i oczekiwania. Swoje marzenia. No, chyba że w świecie wartości widzi jedną tylko: złotą i świecącą. Nieważne, czy jest to pieniądz, czy władza. Nie mogą one jednak zasłaniać najważniejszego: pracujemy, aby żyć, a nie żyjemy, aby pracować. Każdy z nas podejmuje własną decyzję” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Dodaje, że „pokolenie urodzone w latach 80. i 90. widziało na własne oczy, dokąd prowadzi zaślepienie pracą i – nazwijmy rzeczy po imieniu – chciwość. Największa liczba rozwodów w historii Polski, coraz częstsze problemy psychologiczne i kłopoty z tożsamością, depresje i samotność. Jestem przekonany, że nie o to chodziło w transformacji ustrojowej”.

„Pokolenie transformacji zna z autopsji kłopoty z pracą, bezrobocie z jednej i pracoholizm z drugiej strony. Będziemy walczyć, żeby nie popełnić błędów, które odczuliśmy na własnej skórze” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Benedykt XVI – człowiek ogrodu

.W tekście „Benedykt XVI – człowiek ogrodu” Michał KŁOSOWSKI zwraca uwagę na fakt, że „duet Wojtyła-Ratzinger rządził Kościołem kilka dekad. To, że wybitny filozof, jakim był Karol Wojtyła, tak świetnie rozumiał się z wybitnym teologiem, jakim był Joseph Ratzinger, uformowało w historii Kościoła epokę, do której obecnie wielu tęskni”.

„Pontyfikat papieża Benedykta XVI, a tak naprawdę cała epoka Josepha Ratzingera, to czas, który w Kościele można liczyć nie latami, lecz dekadami. (…) W życiorysie papieża Benedykta XVI dobrze widać też, że – chociażby na Soborze Watykańskim II – należał do stronnictwa reformacyjnego, a nie tradycyjnego. Czytając teksty, które zamieszczał między innymi z jezuitą Henri de Lubakiem w założonym przez siebie miesięczniku »Communio«, można zauważyć, że to nie był papież konserwatysta, ale także nie liberał – lecz papież głównego nurtu Kościoła katolickiego, papież prawdy i czystości ewangelicznej. Tak wypadałoby papieża Benedykta XVI nazywać: papieżem prawdy, papieżem czystości ewangelicznej, papieżem Kościoła takiego, jaki on powinien być” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

„Prof. Chantal Delsol napisała, że aktorów naszego świata podzielić można tak naprawdę na dwa typy: demiurgów, którzy chcą tworzyć ten świat, i ogrodników, którzy chcą go uprawiać i pielęgnować, pozwalać mu wzrastać” – przypomina Michał KŁOSOWSKI.

Zaznacza, że „w tym rozumieniu kardynał Joseph Ratzinger był człowiekiem ogrodu. Pielęgnował tę mądrość, potrafił spojrzeć w jej głębię, pomagał jej wzrastać. Dzisiaj, w epoce mediów społecznościowych, szybkich informacji, przesyłu danych na ogromną skalę ta głębia teologiczna, zdolność przenikliwego postrzegania świata, którą pozostawił nam po sobie Joseph Ratzinger, będzie nam wbrew pozorom jeszcze bardziej potrzebna. Bo jeżeli zostanie on uznany za ojca Kościoła, to będzie oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko to, że jeszcze bardziej będziemy musieli się w niego wczytać i dostrzec, że jego nauczanie jest nam więcej niż potrzebne. Dlatego gdyby ktoś niewierzący się pytał, po co Kościołowi np. święci, po co te wszystkie tytuły doktorów czy ojców Kościoła, to można odpowiedzieć, że właśnie po to, żeby pewne myśli, rzeczy, postaci wracały po latach. Oby tak samo było z nauczaniem Benedykta XVI”.

Sens zapomnianych światów

.„Wielkie cywilizacje lubią słońce i nic na to nie poradzimy. Takie jest odwieczne prawo historii albo natury. I może w tym właśnie rzecz. Ta energia, która pozwala przeżyć trudy każdego dnia, jest odpowiedzią na pytanie: po co? Energia, która towarzyszyła wielkim wydarzeniom i postaciom, które zmieniały bieg dziejów, odciskały swoją stopę na ziemiach Żyznego Półksiężyca czy Lewantu” – pisze Michał KŁOSOWSKI w tekście „Sens zapomnianych światów”.

„Bo ostatecznie to tego właśnie się zawsze szuka – oznak sensu, okruchów celu, artefaktów myśli, przebłysków dążenia do czegoś więcej, nawet jeśli miałoby być to po prostu antyczne bogactwo w postaci monet czy kolejna piramida. Każda prosta linia kamieni z epoki brązu czy żelaza świadczy przecież o jakimś przebłysku myśli i celu. Biorąc to pod uwagę, nie powinno dziwić, że archeologia swoje triumfy święci w Polsce, kraju skazanym na wieczną tymczasowość, zawieszonym w historii ostatnich dwustu lat ciągle »pomiędzy«, ciągle z potrzebą odbudowy i koniecznością poszukiwania sensu” – podkreśla Michał KŁOSOWSKI.

Zaznacza ponadto, że „polscy archeolodzy to ekstraklasa światowa. Jeśli ktoś ma przenieść jedną z największych egipskich świątyń, zachowując jej oryginalny charakter i kształt, a jednocześnie ochronić ją przed wiecznym zalaniem, to będą to Polacy. To przecież wypisz wymaluj historia prac Kazimierza Michałowskiego w Abu Simbel, archeologa, który był uczniem wybitnego lwowskiego logika Kazimierza Twardowskiego, twórcy szkoły lwowsko-warszawskiej”.

„My wiemy, że zimne poznawanie historii innych jest łatwe. Mozolna odbudowa z ruin, nadawanie sensu kształtom kamieni i drewnianym drzazgom to jednak coś innego, coś, co wymaga zrozumienia. Nawet jeśli to tylko kilkadziesiąt kilometrów od Poznania, gdzie wśród bagien szuka się prakolebki własnego państwa w okresie, kiedy świat znów zaczynał dotykać ogień wojny. Bo zawsze tyle tylko pozostawało. Jedni przychodzili po to, aby po chwili odejść, zostawiając za sobą morze zgliszczy. A po tamtych inni, następni. I tak ciągle, przez stulecia. Nasza Troja płonęła wiele więcej razy” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

„Historia to archiwum, wieczna biblioteka. Archeologia zaś to uczucia i wieczne pytania, ciągłe wątpliwości i próba zrozumienia. Rzucenie wyzwania losowi i liczenie na łut szczęścia. To poczucie, że robi się coś z sensem dla tych, których dookoła już nie ma, a byli. Że wydziera się przeszłości tajemnice, o których wszyscy zapomnieli, bo przecież mogły być takie kłopotliwe. To walka ze złem, walka z zapomnieniem, największą zbrodnią” – twierdzi Michał KŁOSOWSKI.

WszystkoCoNajważniejsze/SN

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 maja 2024