Brexit jest ostrzeżeniem. Trzeba słuchać społecznych lęków [Michel BARNIER]

Michel Barnier w rozmowie z najpoważniejszym francuskim dziennikiem „Le Figaro” przedstawia Brexit nie tylko jako brytyjski błąd polityczny, lecz także jako ostrzeżenie dla całej Europy. Były premier Francji i były negocjator Unii Europejskiej w rozmowach z Londynem przekonuje, że projekt europejski może przetrwać tylko wtedy, gdy elity polityczne usłyszą realne lęki społeczne, zamiast oddawać je populistom. Jego zdaniem zwycięstwo sił nacjonalistycznych we Francji w wyborach prezydenckich w 2027 roku lub w Niemczech oznaczałoby koniec europejskiego projektu.
Brexit nie stworzył problemów Wielkiej Brytanii, ale je pogłębił
Pierwsza teza Barniera dotyczy skali samego Brexitu. Opuszczenie Unii Europejskiej nie było prostym aktem odzyskania suwerenności, lecz zerwaniem setek powiązań politycznych, gospodarczych i prawnych. Barnier mówi o „całkowitym rozplataniu” relacji, w których Wielka Brytania uczestniczyła przez dekady.
Najmocniej brzmi tu jego zdanie: „To całkowite rozplatanie istniejącej tkanki i znalezienie się na nieznanym terytorium”. W innym miejscu dodaje: „Opuszczenie Unii Europejskiej jest przedsięwzięciem niezwykle złożonym. Nikt wcześniej tego nie zrobił i mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie miał na to ochoty”.
Michel Barnier podkreśla, że Brytyjczycy chcieli jednocześnie zachować korzyści płynące z członkostwa w Unii i uwolnić się od jego ograniczeń. To, jego zdaniem, było złudzenie polityczne, które szybko zderzyło się z rzeczywistością. Unika jednocześnie uproszczenia, że wszystkie obecne trudności Wielkiej Brytanii wynikają z Brexitu. Jego teza jest bardziej precyzyjna: Brexit sprawił, że problemy gospodarcze, społeczne i związane z bezpieczeństwem stały się poważniejsze oraz trudniejsze do rozwiązania.
Były premier Francji wskazuje, że nie spełniły się najważniejsze obietnice brexitowe. Nie powstał „Singapur nad Tamizą”, nie udało się zatrzymać wzrostu imigracji, a obietnica dodatkowych środków dla służby zdrowia okazała się, w jego ocenie, kłamstwem. Szczególnie mocno Barnier mówi o odejściu z Wielkiej Brytanii około miliona pracowników europejskich, w tym wielu osób zatrudnionych w sektorach kluczowych, takich jak służba zdrowia.
Populizm żywi się realnym gniewem społecznym
Najważniejsza polityczna lekcja wywiadu Barniera dla „Le Figaro” dotyczy różnicy między autentycznym społecznym niepokojem a populizmem. Barnier nie lekceważy lęków obywateli. Przeciwnie, mówi, że trzeba ich słuchać. Jego zdaniem problem zaczyna się wtedy, gdy politycy populistyczni przejmują realne frustracje i zamieniają je w projekt destrukcji instytucji: „W Wielkiej Brytanii istnieje autentyczne społeczne poczucie frustracji, którego nie należy mylić z populizmem”.
Barnier rozwija tę myśl, mówiąc, że populizm wykorzystuje biedę, poczucie opuszczenia, izolację, brak szacunku, upadek przemysłu, kryzys rolnictwa, niekontrolowaną imigrację i granice „przypominające sito”. Ale jego wniosek nie jest taki, że te problemy należy przemilczeć. Przeciwnie: „Wszystko to jest autentycznym społecznym odczuciem i zarówno we Francji, jak i w Wielkiej Brytanii trzeba je brać pod uwagę, słuchać go, rozumieć i odpowiadać na nie”.
To najważniejsza oś wywiadu: Barnier ostrzega przed populistami, ale zarazem ostrzega elity przed lekceważeniem powodów, dla których populiści rosną w siłę.
Odpowiedzi nie zawsze są w Brukseli
Barnier stawia także tezę o właściwym poziomie odpowiedzialności. Nie wszystkie problemy można przypisać Unii Europejskiej i nie wszystkie można rozwiązać w Brukseli. Część odpowiedzi należy do państwa narodowego, część do regionów i wspólnot lokalnych.
Jego zdanie „Niektóre odpowiedzi są niewątpliwie w Brukseli, ale nie wszystkie” jest jednym z kluczy całego wywiadu. Barnier pokazuje, że prawdziwa polityka polega na odróżnianiu poziomów odpowiedzialności. Problemy przemysłu, usług publicznych, transportu, pustyń medycznych czy migracji wymagają konkretnych decyzji, a nie jedynie wskazywania kozła ofiarnego.
Dlatego mówi: „Pierwsza lekcja brzmi: trzeba rozwiązywać problemy”. I dodaje: „Obywatele zasługują na prawdę i na rozwiązywanie problemów”.
Europa potrzebuje Wielkiej Brytanii, ale także strategicznej samodzielności
W wywiadzie pojawia się również wątek powrotu Wielkiej Brytanii do współpracy z Unią Europejską w sprawach strategicznych: obronności, energii, sztucznej inteligencji i bezpieczeństwa. Barnier mówi, że bardzo go to cieszy. Wskazuje, że po powrocie Donalda Trumpa, agresji Rosji przeciw Ukrainie i rosnącej presji Chin Europa potrzebuje głębszej współpracy.
Proponuje utworzenie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony, bardziej elastycznej niż tradycyjna brukselska biurokracja, otwartej także na państwa spoza UE, takie jak Wielka Brytania, Norwegia czy Ukraina: „Niezależność kontynentu europejskiego wymaga ogromnych inwestycji, zarówno w obronność, jak i w sztuczną inteligencję”.
Barnier widzi Europę w świecie, w którym nie ma już gwarancji bezpieczeństwa znanych z poprzednich dekad. Jego diagnoza dotycząca Stanów Zjednoczonych jest wyjątkowo mocna. Mówi: „Po raz pierwszy od sześćdziesięciu pięciu lat prezydent Stanów Zjednoczonych chce zniszczyć Unię Europejską zamiast jej pomagać”.
Jednocześnie Barnier nie chce opuszczenia Sojuszu Atlantyckiego. Domaga się jednak Europy bardziej samodzielnej. Najważniejsze zdanie tej części brzmi: „Sojusz nie oznacza podporządkowania”.
Barnier łączy więc patriotyzm z europejskością. Mówi wprost: „Dlatego jestem Europejczykiem i patriotą jednocześnie”.
Narody są potrzebne, aby przeciwstawić się nacjonalizmowi
Barnier odcina się od federalizmu. Podkreśla, że Unia Europejska nie może niszczyć narodów ani ich tożsamości. Przeciwnie, jego zdaniem narody są konieczne, aby przeciwstawić się nacjonalizmowi: „Unia Europejska nigdy nie może przestać szanować narodów. Uważam, że potrzebujemy narodów i tożsamości narodowej, aby przeciwstawiać się nacjonalizmowi”.
To ważna część argumentacji Barniera: obrona Europy nie oznacza osłabienia Francji. W jego ujęciu patriotyzm i projekt europejski nie są sprzeczne.
Wybory prezydenckie we Francji jako referendum o Europie
Najmocniejsza część wywiadu dotyczy francuskiej polityki. Barnier przedstawia wybory prezydenckie jako cykliczne referendum o miejscu Francji w Europie. Wprost wymienia Jean-Luka Mélenchona, Marine Le Pen i Jordana Bardellę jako polityków nacjonalistycznych, opowiadających się za wycofaniem Francji.
Jego zdanie jest jednoznaczne: „Co pięć lat wybory prezydenckie są referendum na temat Europy”.
Następnie dodaje: „Pan Mélenchon, pani Le Pen i pan Bardella są nacjonalistami opowiadającymi się za wycofaniem się do własnych granic”. W ocenie Barniera ich polityka byłaby „sprzeczna z interesem Francji”.
W tej części rozmowy Michel Barnier wyraźnie przenosi ciężar debaty z oceny Brexitu na perspektywę kolejnych wyborów prezydenckich we Francji. Jego zdaniem stawką wyborów prezydenckich 2027 roku będzie nie tylko wybór nowego gospodarza Pałacu Elizejskiego, lecz także odpowiedź na pytanie o rolę Francji w Europie i o przyszłość samego projektu europejskiego. Dlatego doświadczenie Brexitu przedstawia jako ostrzeżenie, które francuscy wyborcy powinni brać pod uwagę przed podjęciem decyzji wyborczej.
Zwycięstwo nacjonalistów we Francji lub Niemczech oznaczałoby koniec projektu europejskiego
Finał wywiadu w „Le Figaro” brzmi w sposób najbardziej dramatyczny. Barnier mówi, że gdyby nacjonaliści zdobyli władzę we Francji lub w Niemczech, projekt europejski zostałby zniszczony. Nie traktuje tego jako zwykłej zmiany politycznej, ale jako cywilizacyjny zwrot, który pozostawiłby państwa europejskie samotne wobec potęg światowych.
Najmocniejszy cytat brzmi: „Jeśli na czele Niemiec lub Francji staną nacjonaliści, o których wiadomo, że chcą zniszczyć Europę, będzie to koniec projektu europejskiego”. I dalej: „Żadne państwo europejskie, nawet największe, nie ma siły, by samotnie zasiadać przy stole, przy którym podejmowane są decyzje o porządku lub nieporządku świata na najbliższe dwadzieścia lat”.
W tej formule mieści się cała teza Barniera: Europa nie jest dodatkiem do siły Francji, lecz warunkiem jej przetrwania jako podmiotu w świecie wielkich mocarstw.
Arkadiusz Jordan
Paryż






