Filozof Michel Onfray na pokładzie Charles’a de Gaulle’a. Francuska prawica wraca do centrum

Michel Onfray znalazł się na atomowym lotniskowcu Charles de Gaulle, obserwował nocne starty myśliwców Rafale, rozmawiał z kontradmirałem o Clausewitzu, suwerenności i odstraszaniu jądrowym. Samą wizytę opisał w „Journal du Dimanche” jako doświadczenie wzniosłości i spotkanie z urzeczywistnioną republiką gaullistowską. Fakt, że filozof kojarzony dziś częściej z suwerenistyczną prawicą niż z francuską lewicą został przyjęty na flagowym okręcie Republiki z taką atencją, mówi jednak nie tylko o nim. Pokazuje również, jak głęboko zmieniły się francuski krajobraz medialny i granice debaty publicznej.
.Filozof i pisarz Michel Onfray znalazł się w miejscu, które we francuskiej wyobraźni państwowej zajmuje pozycję szczególną. Atomowy lotniskowiec Charles de Gaulle nie jest jedynie okrętem wojennym ani pływającą bazą dla samolotów Rafale. Jest materialnym znakiem suwerenności, zdolności Francji do działania poza własnym terytorium, jej ambicji mocarstwowych oraz niezależności strategicznej, której fundamentem pozostaje broń jądrowa. Zaproszenie na jego pokład zawsze ma więc wymiar wykraczający poza zwykłą wizytę reporterską.
W relacji opublikowanej przez „Journal du Dimanche” filozof opisuje noc na Morzu Egejskim, Drogę Mleczną nad pokładem, starty i lądowania myśliwców, wnętrza okrętu, maszynownię, magazyny uzbrojenia oraz spotkania z oficerami. Kontradmirał rozmawia z nim o Clausewitzu, zasiada z nim do stołu i osobiście odprowadza do śmigłowca odlatującego na Kretę. Onfray wielokrotnie podkreśla honor, jaki mu okazano. Nie relacjonuje pobytu chłodnym językiem reportera, lecz tworzy niemal metafizyczny poemat o wojnie, państwie, śmierci, technice i odpowiedzialności.
Najważniejsze jest jednak to, co zobaczył w załodze okrętu. Nazywa Charles’a de Gaulle’a imieniem suwerennego narodu, a życie na pokładzie opisuje jako „urzeczywistnioną republikę gaullistowską”. Od młodego piekarza wypiekającego codziennie bagietki dla załogi, przez lekarzy, strażaków i mechaników, po pilotów oraz kontradmirała każdy ma tam swoje miejsce, kompetencje i odpowiedzialność. Okręt staje się w jego tekście przeciwieństwem Francji rozproszonej, skonfliktowanej i niepewnej własnego istnienia: jest wspólnotą hierarchiczną, sprawną, świadomą celu i gotową służyć czemuś większemu niż jednostka.
Michel Onfray nie jest zwykłym filozofem prawicy
Polityczne znaczenie tej wizyty łatwo byłoby jednak uprościć. Michel Onfray nie wyrósł z tradycyjnej francuskiej prawicy katolickiej, gaullistowskiej czy republikańskiej. Przez wiele lat przedstawiał się jako libertarianin, hedonista, ateista i człowiek radykalnej lewicy niechętnej zarówno kapitalizmowi, jak i partyjnym aparatom. Tworzył Uniwersytet Ludowy w Caen, pisał przeciw religii, psychoanalizie i elitom, a jego intelektualne źródła znajdowały się często po przeciwnej stronie niż konserwatyzm społeczny.
Z czasem punkt ciężkości jego myślenia wyraźnie się jednak przesunął. Coraz ważniejsze stały się dla niego krytyka Unii Europejskiej, sprzeciw wobec polityki Emmanuela Macrona, obrona suwerenności, nieufność wobec elit medialnych oraz przekonanie, że Zachód utracił wolę chronienia własnej cywilizacji. Dlatego dzisiaj znacznie częściej zapraszają go i cytują media prawicowe, chociaż sam filozof nie daje się łatwo wpisać w partyjne szeregi Marine Le Pen, Jordana Bardelli, Érica Zemmoura czy Republikanów.
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” publikowane były zarówno teksty samego Michela Onfraya, jak i materiały poświęcone jego diagnozom. W eseju „Dlaczego przestałem chodzić na wybory” filozof opisywał współczesną władzę jako system coraz skuteczniej wykorzystujący propagandę, technokrację i kontrolę nad granicami dopuszczalnej debaty. W innym materiale „Michel Onfray krytykuje słowa Emmanuela Macrona” zwracał uwagę na sprzeczność pomiędzy uznawaniem przez prezydenta narodowych aspiracji innych społeczeństw a podejrzliwością wobec francuskiego patriotyzmu.
To właśnie ta droga czyni wizytę na Charles’u de Gaulle’u szczególnie wymowną. Na pokładzie nie znalazł się działacz partyjny ani kandydat w wyborach, lecz intelektualista, który przeszedł od antyinstytucjonalnej lewicy do obrony narodu, suwerenności i gaullistowskiej ciągłości państwa. Francuska prawica może widzieć w nim swojego sprzymierzeńca, ale jego znaczenie polega między innymi na tym, że wyłamuje się ze starego podziału. Jest świadectwem przesuwania się całej debaty, a nie tylko wzrostu popularności jednej partii.
Okręt wojenny jako miejsce symbolicznego uznania
Nie należy twierdzić, że francuska Marynarka Wojenna udzieliła w ten sposób politycznego poparcia Onfrayowi lub środowiskom prawicowym. Armia przyjmuje dziennikarzy, ekspertów, artystów i autorów, pokazując im swoją pracę oraz budując społeczne zrozumienie dla polityki obronnej. Nie ma również podstaw, by zakładać, że publikacja w „Journal du Dimanche” była warunkiem zaproszenia albo że redakcja zorganizowała filozofowi dostęp do okrętu.
Symbolika pozostaje jednak niezależna od intencji organizatorów. Onfray nie został potraktowany jak przypadkowy obserwator. Z jego własnej relacji wynika, że dopuszczono go do codzienności flagowej jednostki francuskiej floty, umożliwiono rozmowy z najwyższymi oficerami i pozwolono zobaczyć mechanizm działania wspólnoty, która odpowiada za jeden z najważniejszych instrumentów strategicznej siły Republiki. Kontradmirał towarzyszył mu podczas nocnych operacji lotniczych, przy stole oraz w chwili pożegnania.
Jeszcze kilkanaście lat temu podobna relacja pióra Onfraya zostałaby zapewne odczytana przede wszystkim jako osobisty esej znanego filozofa. Dzisiaj automatycznie staje się częścią sporu o prawicę, media, naród i legitymizację określonego języka opowiadania o Francji. Nie dzieje się tak dlatego, że okręt zmienił polityczną przynależność, lecz dlatego, że zmieniło się miejsce samego Onfraya w debacie oraz siła mediów, które nadają jego słowom zasięg.
W tekście nie ma charakterystycznego dla dawnej francuskiej lewicy dystansu wobec armii, hierarchii, odstraszania jądrowego i patriotycznego rytuału. Jest natomiast zachwyt nad dyscypliną, wspólnotą, technicznym mistrzostwem oraz państwem zdolnym do użycia siły. Onfray pisze o „wiecznej Francji”, „Europie narodów”, płomieniu Wolnej Francji i duchu generała de Gaulle’a. Okręt staje się dla niego sanktuarium suwerenności w epoce, w której znaczna część państw europejskich przywykła do delegowania odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.
JDD CNews i Europe 1 zbudowały nowy obieg medialny
Wizyta Michela Onfraya zyskuje pełne znaczenie dopiero wtedy, gdy umieści się ją w kontekście przemiany „Journal du Dimanche”. Przez dziesięciolecia JDD był wyjątkową instytucją francuskiego życia publicznego: jedynym ogólnokrajowym tygodnikiem informacyjnym ukazującym się w niedzielę, czytanym przez polityków, administrację, inne redakcje i ludzi biznesu. Wywiad opublikowany w niedzielę potrafił narzucić temat całemu nadchodzącemu tygodniowi, dlatego obecność na jego łamach była częścią systemu dystrybucji prestiżu.
W 2023 roku nominacja Geoffroya Lejeune’a na stanowisko redaktora naczelnego wywołała najdłuższy strajk w historii pisma. Znaczna część zespołu uznawała byłego szefa „Valeurs Actuelles” za przedstawiciela zbyt radykalnej prawicy i obawiała się całkowitej zmiany linii tygodnika. Po czterdziestu dniach protest się zakończył, a wielu dziennikarzy opuściło redakcję. Historię i znaczenie tej przemiany przedstawia tekst „Skąd czerpać wiedzę o wyborach prezydenckich we Francji”.
Nowe JDD nie działa w izolacji. Jest częścią rozbudowanego obiegu tworzonego wspólnie z telewizją CNews, radiem Europe 1, tygodnikiem „JDNews”, a także wydawnictwami należącymi do tego samego szerokiego otoczenia kapitałowego. Te same nazwiska pojawiają się w telewizji, radiu, prasie i książkach, a temat podjęty w jednym miejscu może być przez kilka kolejnych dni rozwijany w pozostałych. Krytycy mówią o ideologicznym imperium Vincenta Bollorégo, zwolennicy zaś o koniecznym przełamaniu wieloletniej dominacji centrolewicowego i progresywnego sposobu opisywania rzeczywistości.
Niezależnie od oceny politycznej nie można już kwestionować skuteczności tego modelu. CNews stała się najchętniej oglądaną francuską telewizją informacyjną w 2025 roku, osiągając 3,4 proc. udziału w widowni i wyprzedzając BFMTV. Europe 1 odbudowuje słuchalność między innymi dzięki programom i osobowościom znanym z CNews, a JDD ponownie buduje własną zdolność do wyznaczania tematów debaty. Francuska prawica nie dysponuje już jedynie pojedynczym tygodnikiem opinii i kilkoma rozpoznawalnymi publicystami, lecz całym ekosystemem pozwalającym nadawać znaczenie wydarzeniom, tworzyć własne autorytety i przenosić ich z jednego medium do drugiego.
Michel Onfray należy do najważniejszych postaci tego obiegu. Może napisać dla JDD wielki esej o Charles’u de Gaulle’u, omówić znaczenie wizyty w CNews, rozwinąć spór o suwerenność w rozmowie radiowej, a następnie dotrzeć ze swoimi tezami do publiczności, która jeszcze kilka lat temu nie znajdowała dla podobnego języka równie silnej reprezentacji w mediach głównego nurtu. Tekst o lotniskowcu jest więc jednocześnie reportażem, esejem filozoficznym i aktem budowania prestiżu określonej wizji Francji.
Francuska debata przesuwa swoje granice
Zmiana nie polega wyłącznie na tym, że prawica ma dziś więcej anten, stron internetowych i okładek prasowych. Ważniejsza jest przemiana hierarchii tematów i symboli. Suwerenność, ciągłość narodowa, chrześcijańskie dziedzictwo, bezpieczeństwo, granice, armia, odstraszanie jądrowe i pamięć o generale de Gaulle’u nie są już przedstawiane wyłącznie jako język nostalgii albo podejrzanego nacjonalizmu. Wracają do głównego nurtu jako poważne kategorie opisu świata.
Widać to również w sporach o media publiczne. Kiedy konserwatywna publicystka „Le Figaro” Eugénie Bastié została zaproszona do politycznego programu France 2, część dziennikarzy publicznej telewizji zaprotestowała, uznając jej poglądy za przeszkodę w pełnieniu takiej roli. Odpowiedź prawicy brzmiała, że media finansowane przez wszystkich obywateli nie mogą utożsamiać pluralizmu z dopuszczaniem wyłącznie osób mieszczących się w granicach progresywnego konsensusu. Spór ten został opisany w materiale „Konserwatywna dziennikarka w publicznej telewizji“.
Przypadek Onfraya pokazuje drugi etap tego samego procesu. Najpierw konserwatywni i suwerenistyczni autorzy zbudowali własne media oraz własną publiczność. Później dzięki skali tej publiczności przestali być traktowani jak margines, którego można nie zauważać. Teraz coraz częściej uczestniczą w opisywaniu instytucji wspólnych dla całej Republiki, od telewizji publicznej po armię, i konkurują o prawo do nadawania im znaczenia.
Nie oznacza to, że francuska debata stała się spokojniejsza albo bardziej pluralistyczna w każdym wymiarze. Przeciwnie, powstały dwa coraz silniej rozdzielone obiegi informacyjne, które inaczej oceniają migrację, bezpieczeństwo, Unię Europejską, Rosję, Stany Zjednoczone, religię i historię. Tekst „Dwie Francje przed wyborami prezydenckimi 2027” pokazuje, że podział nie przebiega już wyłącznie między partiami. Dotyczy samej definicji Francji, jej pamięci, kultury i wyobrażenia przyszłości.
Wizyta na Charles’u de Gaulle’u zapowiada spór przed wyborami 2027
Wybory prezydenckie w 2027 roku będą rozgrywane nie tylko w sztabach kandydatów, salach wiecowych i studiach debat. Poprzedzi je walka o symbole, język i autorytety zdolne powiedzieć Francuzom, czym jest ich państwo. Czy ma być przede wszystkim częścią coraz ściślej zintegrowanej Europy, czy suwerennym narodem współpracującym z innymi narodami? Czy armia jest jednym z wielu sektorów administracji, czy pozostaje rdzeniem niezależności? Czy francuska historia stanowi zasób polityczny, czy ciężar, od którego należy się uwolnić?
Onfray odpowiedział na te pytania, zanim oficjalna kampania weszła w decydującą fazę. Na Charles’u de Gaulle’u zobaczył Francję, jakiej poszukuje w swoich książkach i wystąpieniach: kompetentną, uporządkowaną, suwerenną, świadomą własnej historii i przygotowaną do obrony. Jego zachwyt nad okrętem jest w istocie zachwytem nad państwem, które jeszcze potrafi działać, gdy tak wiele innych jego struktur kojarzy się obywatelom z bezsilnością, biurokracją i rozpadem odpowiedzialności.
To dlatego relacja opublikowana w JDD jest czymś więcej niż dziennikiem podróży filozofa. Pokazuje, że francuska prawica i szerzej rozumiany obóz suwerenistyczny odzyskały zdolność tworzenia własnych wielkich narracji, łączących politykę z kulturą, historią, estetyką i metafizyką. Nie muszą już ograniczać się do polemiki z lewicą ani odpowiadać na tematy wybrane przez przeciwników. Potrafią same wskazać miejsce, obraz i słowo, wokół których ma toczyć się rozmowa o Francji.
Nie wiadomo, czy wizyta Michela Onfraya na atomowym lotniskowcu okaże się wydarzeniem trwalszym niż jedno wydanie „Journal du Dimanche”. Wiadomo jednak, że jeszcze niedawno podobny obraz — filozof kojarzony z prawicą rozmawiający z kontradmirałem o Clausewitzu i suwerenności, a następnie piszący hymn na cześć gaullistowskiej Republiki — zostałby uznany za epizod z obrzeży głównego nurtu. Dziś trafia do centrum medialnej bitwy o przyszłość kraju. I właśnie ta zmiana jest najważniejszą częścią całej historii.
Arkadiusz Jordan
Paryż





