Misja PROBA-3 z udziałem polskich firm z sektora kosmicznego

Siedem polskich firm stworzyło urządzenia i narzędzie, które zostały wykorzystane przy budowie misji PROBA-3. Zostanie ona umieszczona na orbicie we wrześniu 2024 r. Jej celem jest stworzenie precyzyjnych zdjęć korony Słońca.

Dwie satelity działające razem

.PROBA-3 to pierwsza w historii misja, w której wykorzystane zostaną dwa satelity, poruszające się w precyzyjnej formacji. To jeden z projektów Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA).

W tworzeniu misji PROBA-3 wzięło udział 40 firm z 14 krajów, w tym wiele takich, które nigdy wcześniej nie pracowały w sektorze kosmicznym – powiedział w środę podczas konferencji prasowej Dietmar Pilz, dyrektor technologiczny, inżynierii i jakości z ESA. Hiszpania i Belgia to kraje, które przewodniczyły projektowi.

W budowę misji PROBA-3 zaangażowanych było siedem polskich podmiotów: Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk (CBK PAN), N7 Space, Creotech, Sener, GMV, Solaris Optics i PCO.

CBK PAN było odpowiedzialne za budowę koronografu, w szczególności w jego zasilanie, panel sterowniczy oraz przekazywanie zgromadzonych danych. Polski oddział firmy GMV był zaangażowany w projektowanie, wdrażanie i testowanie funkcji pokładowej do obliczania względnego położenia satelitów na podstawie pomiarów GPS. Hiszpańska firma Sener (Sener Aerospace & Defence) odpowiadała za urządzenia lotne i wspomaganie naziemne, a jej polski oddział przygotował część podzespołów.

PROBA-3 to dwa satelity tworzące razem 144-metrowy koronograf słoneczny. Pierwszy z nich, Coronograph waży 340 kg i ma za zadanie obserwować i fotografować koronę Słońca. Drugi – Occulter o masie 200 kg ma zamontowany dysk, którym będzie przesłaniał Słońce w momencie wykonywania zdjęć. PROBA-3 będzie krążyć po eliptycznej orbicie, osiągając w najdalszym punkcie około 60 tys. km od Ziemi.

PROBA-3 zbada koronę Słońca

.”Mamy bardzo małą wiedzę o koronie Słońca, gdyż zjawisko zaćmienia słonecznego nie trwa długo, maksymalnie to 7 minut i 29 sekund, i zazwyczaj możemy je obserwować na Ziemi raz w roku” – powiedział Andrei Zhukov, naukowiec z Królewskiego Obserwatorium (ROB) w Belgii. Najbliższe zaćmienie będzie miało miejsce 8 kwietnia i będzie ono widoczne w Ameryce Północnej. „Dzięki misji PROBA-3 możliwe będzie stworzenie sztucznego zaćmienia, które będzie trwało 6 godzin” – dodał Zhukov.

Przeprowadzone badania, w ramach misji PROBA-3, mają na celu zdobycie wiedzy o strukturze korony słonecznej oraz pogodzie na Słońcu. Zjawiska występujące na Słońcu mają bezpośredni wpływ na satelity krążące po orbicie, a także na sieci komunikacyjne i energetyczne na Ziemi.

Satelity zostaną wystrzelone we wrześniu 2024 r. przez rakietę nośną Polar Satellite Launch Vehicle (PSLV) z wyrzutni startowej Centrum Kosmicznego Satish Dhawan (SHAR) na wyspie Sriharikota w Indiach.

Jak poinformowała ESA, budżet misji PROBA-3 wynosi 200 milionów euro.

PROBA (PRoject for On-Board Autonomy) to seria misji kosmicznych rozpoczęta w 2001 r., które mają charakter badawczo-eksperymentalny. Głównym ich celem jest testowanie satelitów przeznaczonych do obserwacji Ziemi.

Na orbicie okołoziemskiej zrobił się niemały tłok

.Zdaniem prof. Grzegorza WROCHNY, profesora nauk fizycznych oraz prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej, kosmos zawsze pociągał i stopniowo oswajaliśmy go coraz bardziej.

„Kopernik zrobił wielkie porządki, układając planety na eleganckich orbitach wokół Słońca. Galileusz odkrył, że to wszystko się kręci dzięki tej samej grawitacji, która zrzuca jabłko na ziemię. Kepler doprecyzował prawa ruchu planet. Ary Sternfeld (rodem z Łodzi) obliczył orbitę dla pierwszego sztucznego satelity Sputnik-1. Gagarin sam taką orbitą podążał. Wreszcie Armstrong wyrwał się z ziemskiego ciążenia i odbił ślad buta na Księżycu” – przypomina ekspert.

Co więcej, w międzyczasie zaś niepostrzeżenie na orbicie okołoziemskiej zrobił się niemały tłok. Nad naszymi głowami krąży ponad 40 000 satelitów. Zapewniają łączność międzykontynentalną i dostarczają internet do najodleglejszych zakątków świata. Prowadzą nas po ulicach miast i synchronizują ruch pociągów i satelitów. Łączą systemy bankowe i giełdowe. Dostarczają większość informacji o pogodzie i klimacie. Informują rolników, kiedy nawadniać, nawozić i opryskiwać. Tworzą mapy zabudowy, monitorują ruch na drogach, ostrzegają przed osuwiskami, informują o pożarach lasów i wspomagają koordynację służb ratowniczych w sytuacjach kryzysowych. Decydują o wynikach współczesnych konfliktów zbrojnych, których nie wygrywa się już masą sprzętu i siłą ognia, tylko ilością i precyzją informacji. Krótko mówiąc, stały się częścią infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania współczesnego społeczeństwa i nowoczesnego państwa, podobnie jak autostrady, lotniska, światłowody internetowe i sieci komórkowe.

„Produkty i usługi wykorzystujące technologie kosmiczne to dzisiaj rynek szacowany na 350–450 mld euro. Nie ma więc cienia przesady w nazywaniu tego rynku nową gałęzią gospodarki – gospodarką kosmiczną. Co więcej, jest to chyba najbardziej dynamicznie rozwijająca się gałąź światowej gospodarki, odnotowująca dwucyfrowe wzrosty” – pisze prof. Grzegorz WROCHNA.

Przypomina też, że tradycje mamy znakomite i bynajmniej nie tylko w dziedzinie fantastyki naukowej – choć Lem i Żuławski zainspirowali niejednego przedsiębiorcę swoimi wizjami. Pierwszy polski instrument badawczy poleciał w kosmos już 50 lat temu, w 500-lecie urodzin Kopernika. W ramach programu „Interkosmos” budowaliśmy zaawansowaną w owych czasach aparaturę i wysłaliśmy pierwszego Polaka na orbitę. Mirosław Hermaszewski przez całe 45 lat po swoim locie wspierał inicjatywy kosmiczne i inspirował kolejne pokolenie, spotykając się z młodymi ludźmi.

Nowoczesna era polskiego kosmosu zaczęła się jednak w 2012 roku wejściem naszego kraju do Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency – ESA). Celem tej organizacji jest rozwijanie technologii w krajach członkowskich poprzez realizację wspólnych programów. O tym, jakie programy będą realizowane, decydują ministrowie państw członkowskich. Co trzy lata spotykają się w Paryżu i głosują portfelami: ESA będzie realizować te programy, które zebrały odpowiednie finansowanie. Reguła zwrotu geograficznego zapewnia, że większość zadeklarowanej kwoty wraca do kraju w postaci zamówień na elementy niezbędne do realizacji danego programu. Mamy więc gwarancję, że wpłacone pieniądze nie tylko odzyskamy, ale dzięki nim zdobędziemy dostęp do najnowocześniejszych europejskich technologii i rozwiniemy swoje własne.

Polska uczestniczy obecnie w 11 z 24 misji ESA, których celem jest eksploracja Księżyca, Słońca i planet Układu Słonecznego wraz z ich księżycami, a także badanie odległego Wszechświata. W bazie danych ESA zarejestrowanych jest ponad 400 firm, z czego ponad 150 otrzymało już kontrakty. Te duże liczby cieszą, ale zarazem stanowią wyzwanie, bo nasz sektor kosmiczny składa się głównie z małych i średnich przedsiębiorstw oraz instytucji naukowych. Niełatwo jest im stawić czoła wielkim czempionom obecnym na rynku kosmicznym już od kilku dekad. Integracja tego potencjału, budowanie „masy krytycznej” zdolnej do realizacji dużych, ambitnych projektów to jedno z głównych zadań Polskiej Agencji

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 kwietnia 2024