„Moc słów. O językach żydowskich” w Muzeum POLIN

Kultura żydowska nierozerwalnie związana jest z językiem, tekstem i alfabetem. Przez większą część swojej historii Żydzi żyli w diasporze, to ich języki oraz tradycje i teksty z nim związane budowały wspólnotę – powiedziała Tamara Sztyma, kurator nowej wystawy czasowej w Muzeum POLIN „Moc słów”.

Najnowsza wystawa w Muzeum POLIN

.Wystawę „Moc słów. O językach żydowskich” będzie można zwiedzać od 21 listopada do 8 czerwca 2026 r. Jej organizatorem jest Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, we współpracy z Muzeum Żydowskim w Pradze.

Dr Tamara Sztyma to historyk sztuki, kuratorka wystaw, główna specjalistka w Dziale Wystaw Muzeum POLIN, autorka publikacji na temat twórczości artystów żydowskich i sztuki żydowskiej. W latach 2007–2013 pracowała w Stowarzyszeniu Żydowski Instytut Historyczny w zespole przygotowującym projekt wystawy stałej Muzeum Historii Żydów Polskich jako kuratorka galerii „Na żydowskiej ulicy” . Od 2013 r. pracuje w Muzeum POLIN jako kuratorka w Dziale Wystaw. Od 2022 r. prowadzi zajęcia z muzealnictwa i sztuki żydowskiej na Wydziale Historycznym UW (kierunek Historia i Kultura Żydów).

Przed wojną w jidysz mówiły miliony polskich Żydów i Żydówek. Gdzie dziś można usłyszeć języki żydowskie w Polsce?

Tamara Sztyma: Przed 1939 r. zdecydowana większość ponad trzymilionowej społeczności żydowskiej mieszkającej w Polsce posługiwała się jidysz, choć na ogół znali też język polski, zwłaszcza młodsze pokolenie uczęszczające do polskich szkół. Większa część użytkowników jidysz zginęła w czasie Zagłady. Po wojnie ich grono nadal się kurczyło – z powodu polityki władz, emigracji, jak również dlatego, że wielu ocalałych ze względu na przeżytą traumę pragnęło odciąć się od swojej przedwojennej tożsamości.

Dziś praktycznie nie ma już w Polsce osób, dla których jidysz byłby językiem ojczystym, to znaczy – które znałyby go z rodzinnego domu. Mimo to setki osób są zainteresowane jego nauką – jest to dla nich odnawianie więzi z własnym dziedzictwem albo sposób poznania bogactwa żydowskiej kultury. Dla badaczy przedwojennej historii Żydów na ziemiach polskich znajomość jidysz jest ważna – pozwala odczytać źródła i zyskać lepszy wgląd w życie żydowskiej społeczności.

Jidysz można się uczyć na kursach organizowanych przede wszystkim przez Fundację Shalom i Centrum Kultury Jidysz w Warszawie. Lektoraty z jidysz prowadzone są na uniwersytetach, choćby na UW. Jidysz inspiruje także twórców kultury. Od wielu lat powstaje wspaniała współczesna muzyka z tekstami w jidysz, np. Marii Ka, Pawła Cieślaka i Joanny Schumacher, Karoliny Cichej, Oli Bilińskiej. W latach 2010-2014 po polsku i w jidysz ukazywał się kwartalnik literacko-artystyczny „Cwiszn”, przez pewien czas działało nawet jidyszowe radio. Oparte na jidysz zajęcia artystyczne, wykłady i spotkania organizuje Centrum Kultury Jidysz.

W Polsce można się uczyć również hebrajskiego. Hebraistyka jest na uniwersytetach w Warszawie i Poznaniu, a lektoraty z tego języka są dostępne także na innych uczelniach. Od wielu lat kursy hebrajskiego na wszystkich poziomach prowadzi Fundacja im. prof. Mojżesza Schorra w Warszawie. Hebrajski w dawnej, biblijnej i średniowiecznej postaci można usłyszeć podczas nabożeństw w synagogach w Warszawie, Łodzi i Krakowie, gdyż tradycyjnie w judaizmie to właśnie hebrajski jest językiem liturgii i studiów religijnych.

Jakie znaczenie dla kultury żydowskiej mają języki?

Tamara Sztyma: Na wystawie „Moc słów” chcemy pokazać, jak bardzo żydowska kultura związana jest z językiem, tekstem i alfabetem. Języki żydowskie pełniły różne funkcje: służyły codziennej komunikacji, kształtowały sferę sacrum i budowały odrębną żydowską tożsamość, najpierw rozumianą jako tożsamość religijna i społeczna, potem, w okresie nowoczesnym – jako narodowa.

Przez większą część swojej długiej historii, poza starożytnością i czasami współczesnymi, Żydzi żyli w diasporze, nie mieli własnego państwa, więc to ich języki oraz tradycje i teksty z nim związane budowały wspólnotę; były niematerialnym obszarem, na którym mogli rozwijać swoją kulturę. Tak jest zresztą w pewnym stopniu także dziś – Żydów żyjących w różnych częściach świata łączy właśnie język.

Hebrajski odegrał ważną rolę w kształtowaniu się odrębnej etnicznej i religijnej tożsamości Żydów w starożytności. Pierwsze świadectwa tego języka pochodzą z czasu istnienia starożytnej państwowości żydowskiej, zapisywane były najpierw w tzw. alfabecie paleo-hebrajskim. To po hebrajsku zapisana została Tora (Pięcioksiąg Mojżeszowy) i większość ksiąg hebrajskiej Biblii. Jeszcze w starożytności Żydzi żyjący w obrębie wielkich imperiów – perskiego, hellenistycznego, rzymskiego – zaczęli się posługiwać innymi językami, przede wszystkim bliskim hebrajskiemu aramejskim oraz greką. Później w różnych krajach diaspory – w Europie, Afryce, Azji – Żydzi posługiwali się językami zbliżonymi do języków otoczenia, co wynikało z konieczności adaptacji do nowych warunków. Hebrajski nigdy jednak nie został zapomniany – jako język świętych pism stał się językiem liturgii, modlitw i studiów religijnych, pozostał swego rodzaju kodem żydowskiej tożsamości. W językach żydowskich wykształconych w diasporze – np. w jidysz czy ladino – istniał zawsze silny komponent hebrajski, zwłaszcza w słownictwie związanym ze sferą tradycji i obyczaju. Co więcej, języki te były na ogół zapisywane alfabetem hebrajskim. Mamy tu więc do czynienia z kulturową ciągłością, która ma miejsce niezależnie od różnicowania się społeczności żydowskich.

Jeśli chodzi zaś o języki diaspory – one również stały się ważnym elementem żydowskiego dziedzictwa i tożsamości. Jako języki codziennej mowy ewoluowały wraz ze społecznością, oddawały lokalny koloryt i obyczajowość żydowskich wspólnot rozsianych w różnych częściach świata.

Opowieść zaczynacie u źródła – od hebrajskiego alfabetu i starożytnej historii tego języka. Dlaczego język ten nazywany jest świętym? Z czego wynika jego świętość?

Tamara Sztyma: Po hebrajsku w starożytności powstały święte teksty judaizmu – Tora (Pięcioksiąg Mojżeszowy), Tanach (hebrajska Biblia) i część Talmudu. Kiedy ze względu na zmieniające się warunki społeczno-polityczne Żydzi w codziennej mowie zaczęli się posługiwać innymi językami, hebrajski zaczął być określany jako laszon ha-kodesz, czyli język święty, zarezerwowany dla sfery sacrum. Niezależnie od tego, jakimi językami mówili, Żydzi studiowali, modlili się i wypowiadali błogosławieństwa po hebrajsku. Teksty hebrajskie zdobiły ściany synagog i przedmioty rytualne, a literom hebrajskiego alfabetu przypisywano szczególną moc.

Można powiedzieć, że świętość hebrajskiego to jeden z fundamentów judaizmu. W tradycji żydowskiej jest uważany za język, w którym Bóg zwracał się do Izraelitów. W Biblii można przeczytać, jak Bóg za pośrednictwem Mojżesza przekazał Żydom Torę zawierającą Prawo, zbiór zasad, których powinni przestrzegać. Po zburzeniu Świątyni i wygnaniu z Jerozolimy Żydzi, osiedlając się w nowych miejscach, nieustannie analizowali, komentowali i interpretowali zawarte w Torze nakazy, starając się zrozumieć, w jaki sposób należy ich przestrzegać w zmieniającym się świecie. Studiowanie i komentowanie hebrajskiego tekstu Tory stało się najważniejszą praktyką religijną, tuż po modlitwie. Było źródłem ciągłości i zarazem ewolucji judaizmu.

Na wystawie zaprezentowana zostanie historia „odrodzenia” języka hebrajskiego – w jaki sposób doszło do tego procesu?

Tamara Sztyma: Tradycyjny wielojęzyczny system, w którego ramach przez wiele wieków funkcjonowały żydowskie społeczności, zaczął się zmieniać na skutek dokonującej się od przełomu XVIII i XIX w. emancypacji Żydów oraz ich większej integracji z nieżydowskim otoczeniem. U początków modernizacji europejskich Żydów stał zrodzony w Niemczech ruch haskali, po hebrajsku znaczyło to oświecenie. Jego zwolennicy postulowali, między innymi, porzucenie odrębnych żydowskich języków i otwarcie na języki otoczenia. Jednocześnie jednak uważali, że hebrajski jest językiem dla Żydów szczególnym, i pragnęli otworzyć go na nowe, pozareligijne obszary.

W XIX w. zaczęła powstawać pierwsza świecka literatura i prasa w języku hebrajskim. Nie było to jednak łatwe – hebrajski, choć nigdy nie stał się językiem martwym, był archaiczny, związany z rytuałem i religijną tradycją, ciężko w nim było oddawać nowoczesne, codzienne życie. Te pierwsze kroki były jednak ważne dla późniejszego „odrodzenia”, które dokonało się wraz z rozwojem ruchu syjonistycznego – wówczas hebrajski został uznany za narodowy język Żydów.

Na przełomie XIX i XX w. działali tzw. odrodziciele języka, którzy utworzyli Komitet Języka Hebrajskiego – zajmowali się modernizowaniem gramatyki, kreowaniem nowych słów. Jednym z nich był Eliezer ben Jehuda, pod którego redakcją powstał wielotomowy słownik. Hebrajski nigdy by się jednak nie odrodził jako język codziennej mowy, gdyby nie tysiące Żydów, którzy z powodów trudnej społeczno-politycznej sytuacji w swoich ojczystych krajach, migrowali do Palestyny i tworzyli zalążek nowego społeczeństwa. W założonym w 1909 r. Tel Awiwie hebrajski od samego początku był językiem urzędowym, otwarto tam pierwsze hebrajskie gimnazjum. Po utworzeniu w 1922 r. brytyjskiego Mandatu Palestyny hebrajski stał się jednym z trzech języków urzędowych, obok angielskiego i arabskiego.

Jednak w XX w. nie wszyscy Żydzi uważali hebrajski za swój język narodowy. Wśród tych żyjących w Europie Środkowo-Wschodniej rozwijała się wówczas także inna forma żydowskiej świadomości narodowej nazywana nacjonalizmem diaspory. Jego zwolennicy uważali, że Żydzi jako naród mogą żyć w diasporze i budować swoją nowoczesną kulturę w oparciu o jidysz.

Dziś, gdy w Polsce mówimy „język żydowski”, najczęściej myślimy o hebrajskim lub jidysz. Tymczasem języków żydowskich jest wiele. W jaki sposób ta różnorodność wpływa na ciągłość kulturową – czy ją osłabia, czy wręcz przeciwnie: odżywia i wzmacnia?

Tamara Sztyma: Osiedlając się w diasporze, Żydzi rozwinęli strategię adaptacji do nowych warunków przy jednoczesnym zachowaniu własnej kultury. Przejmowali lokalne języki używane przez ich nieżydowskich sąsiadów i nadawali im żydowski charakter poprzez użycie hebrajskich słów, a czasami form gramatycznych. W ten sposób powstał między innymi język jidysz, judeo-arabski, jedeo-perski, ladino (judeo-hiszpański), judeo-włoski i wiele innych. Nowe języki żydowskie zapisywane były na ogół hebrajskim alfabetem i zawierały elementy poprzednich, „odziedziczonych” języków – hebrajskiego i aramejskiego – jak również innych języków, z którymi w swojej historii zetknęły się żydowskie społeczności.

Szczególnie ciekawe są dzieje ladino i jidysz. Oba ta języki Żydzi „zabrali” ze sobą, osiedlając się w innych miejscach: Żydzi sefardyjscy, wygnani z Hiszpanii i Portugalii pod koniec XV w. – w rozległym imperium otomańskim, na Bałkanach i w Afryce Północnej, a Żydzi aszkenazyjscy, migrując w późnym średniowieczu z krajów niemieckich – w Europie Wschodniej. Dlaczego? Ano dlatego, że języki te miały już wówczas silnie ugruntowaną tradycję w codziennym życiu, migracja była masowa, a w nowych krajach osiedlenia wspólnoty żydowskie miały dużą wewnętrzną autonomię. Jidysz i ladino bardzo się jednak zmieniły w nowym otoczeniu – w jidysz pojawił się znaczny komponent słowiański, w ladino – wpływy tureckie, greckie, włoskie, francuskie.

Jakie obiekty będzie można zobaczyć na wystawie „Moc słów. O językach żydowskich”?

Tamara Sztyma: Zależało nam, aby wystawa oddziaływała wizualnie. Okazało się, że nie jest to trudne, ponieważ opowieść o językach żydowskich to także opowieść o żydowskiej sferze wizualnej. W tradycyjnej sztuce żydowskiej tekst i hebrajski alfabet odgrywały ważną rolę: hebrajskie teksty zdobiły ściany synagog i przedmioty rytualne. Tradycyjne religijne symbole, jak Portal Świątyni, Tablice Dekalogu, symboliczne wizerunki zwierząt i roślin, rzadko funkcjonowały osobno, zazwyczaj splatały się z tekstem, nawzajem się komentowały. Dlatego na wystawie można zobaczyć przede wszystkim piękne przedmioty rytualne: parochety (bogato zdobione kotary – PAP) zasłaniające Arkę Tory, w której przechowywano zwoje Tory, sukienki (rodzaj ozdobnego pokrowca, pokrywy, nakładanej na zwój Tory – PAP), korony i tarcze dekorujące zwoje Tory, mezuzy, tefiliny (czarne skórzane pudełka z umieszczonymi w nich zwitkami pergaminu z cytatami z Tory – PAP), amulety i inne przedmioty.

Szczególnie cenna i niezwykła jest XVII-wieczna sefardyjska sukienka Tory wraz z przybraniem, którą wypożyczyliśmy z Muzeum Żydowskiego w Rzymie, jak również hebrajski iluminowany modlitewnik z 1290 r. ze zborów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Mamy też obiekty ilustrujące starożytną historię – magiczną misę z aramejskimi napisami pochodzącą z II w. n.e. wypożyczoną ze zbiorów Muzeów Miejskich w Berlinie, a także wypożyczone z Muzeum Narodowego w Warszawie stele nagrobne z epitafiami w języku greckim z pierwszego wieku przed naszą erą pochodzące z żydowskiej kolonii w Egipcie.

Ważną część ekspozycji stanowi sztuka współczesna. Związek słowa i obrazu oraz idea mocy słów i liter, przez wieki istotne dla żydowskiej wizualności, są nadal obecne w twórczości artystów i artystek żydowskich. W jaki sposób sztuka współczesna wykorzystuje te motywy?

Tamara Sztyma: Na wystawie pokazujemy między innymi prace trzech artystek z Warszawy – Moniki Krajewskiej, Ewy Gordon i Heleny Czernek. Choć każda z nich pracuje w innej technice, wszystkie one czerpią inspiracje z żydowskiej tradycji i religii – odwołują się do tradycyjnych symboli i motywów, które interpretują w nowoczesny sposób. Przede wszystkim jednak najważniejszym elementem ich prac jest wykorzystanie hebrajskiego tekstu, który jest wpleciony w obraz. Na przykład na wycinance Moniki Krajewskiej „Menora z płomieni” tradycyjny siedmioramienny świecznik jest stworzony z powtarzającego się hebrajskiego słowa „asz” – ogień.

Do udziału w wystawie zaprosiliśmy też artystów, którzy pracują w odległych od tradycji technikach, nadal jednak eksplorujących temat alfabetu i języka. Będzie można zobaczyć prace izraelskiego artysty Odeda Ezera, którego twórczym medium jest hebrajska typografia – tworzy rozmaite projekty graficzne hebrajskich liter, a za pomocą tych projektów – obrazy i instalacje dotyczące nurtujących go tematów.

Zaprezentujemy również wideo zrealizowane przez artystyczny duet Ellę Ponizovsky Bergelson z Berlina i Annę Elenę Torres z Chicago, który jest dokumentacją ich pracy „Pseudo-terytorium” zaprezentowanej trzy lata temu na Biennale Weneckim w ramach tzw. Pawilonu Jidyszlandu. Film odnosi się koncepcji języka jako autonomicznego terytorium, na którym może się rozwijać kultura. W ten sposób stanowi swego rodzaju puentę, wydobycie jednego z najważniejszych wątków wystawy.

Rozmawiała Katarzyna Krzykowska/ PAP

„Jestem z drugiego pokolenia po Holokauście. Mieszkam w Polsce”

.Antysemityzm istnieje od tysięcy lat. Kto go szuka, może go znaleźć. Ja go nie szukam. Mogę powiedzieć, że w Rzeszowie i Rymanowie czuję się bardzo dobrze. Nie czuję się niechciana, wręcz przeciwnie – pisze Małka Shacham DORON na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

Od kiedy pamiętam, pytano mnie, czy jestem Polką. Jako że jestem urodzona w Izraelu, nie rozumiałam, skąd takie pytanie. Izrael jest krajem stworzonym przez ludzi z różnych części świata.

Kiedy mając cztery lata, po raz pierwszy zobaczyłam się w lustrze, byłam w szoku. Zaczęłam płakać. Mama spytała mnie, dlaczego płaczę. Odpowiedziałam, że nie chcę mieć niebieskich oczu i białej skóry, chcę mieć brązowe oczy i śniadą skórę, jak wszyscy. Kiedy poszłam do przedszkola, zaczęłam poszukiwać swojej tożsamości. Nie tylko ja. Wszystkie dzieci zaczynają zastanawiać się, skąd pochodzą, skąd pochodzi ich rodzina i dlaczego są w Izraelu.

Jestem z drugiego pokolenia po Holokauście. To, o czym napiszę, dotyczy też innych. Tych, których przodkowie urodzili się w Polsce albo w innych krajach Europy. Gdy więc piszę „ja”, myślę „my”. My, którzy urodziliśmy się po drugiej wojnie światowej w Izraelu i w innych miejscach.

Ten tekst powstaje w Polsce, nie w Izraelu, to dla mnie ważne. Nie jestem turystką. Od dziesięciu lat spędzam w Polsce każdy sierpień. Od sierpnia 2016 r. mieszkam w Rymanowie. Uczę się nowego punktu widzenia na historię, którą poznałam w Izraelu. Stąd wszystko wygląda inaczej. Izrael jest daleko, a ja jestem sama. Mam książki i internet; są tu ludzie, którzy chcą ze mną rozmawiać. Jestem izraelską Żydówką, która zwariowała i postanowiła zamieszkać w Polsce.

Urodziłam się w Izraelu. Moja mama pochodziła z Rymanowa, tata z Krakowa. Oboje przeżyli Holokaust.

Mama, Frida Stary, uciekła w 1939 roku z Dynowa do Rosji, gdzie zesłana została na Syberię, bo powiedziała, że jest Polką i mają piekarnię w Iwoniczu i Rymanowie. Tata (muzułmanin) był w krakowskim getcie, następnie w Częstochowie, przeszedł siedem obozów, odzyskał wolność po wyzwoleniu Buchenwaldu przez Amerykanów w 1945 roku. Ważył trzydzieści sześć kilogramów. Po wojnie oboje wrócili do Polski i zaczęli planować wspólne życie. Mama zaczęła studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pobrali się w 1949 roku. Wyjechali do Izraela, widzieli bowiem, jak w kraju rozprzestrzenia się komunizm. Mama pamiętała, co wydarzyło się w Rosji.

Byłam więc córką dwojga emigrantów, którzy nie mówili ani słowa po hebrajsku. Mówili do mnie w jidysz, bym nic nie rozumiała po polsku. Starali się, bym była szczęśliwa, jadła dużo, bawiła się, uczyła się grać na skrzypcach.

W szkole był obchodzony Yom HaShoah – Dzień Holokaustu, zawsze tydzień po Dniu Niepodległości Izraela. W tym dniu od dzieciństwa wszyscy słyszeliśmy syreny – wszyscy o 11.00 stają na baczność, także wszystkie dzieci. Co roku proszono mnie, bym czytała wiersz Abrahama Śląskiego „Haneder”. Opowiada, co wydarzyło się wiele lat temu, czego nie byłam w stanie zrozumieć. Jak możliwe było coś takiego.

Gdy miałam dziesięć lat, dostałam książkę od mamy „Tu nie ma motyli”. Były tam wiersze i rysunki dzieci z getta Theresienstadt. Książka wydana była pierwotnie przez Hannę Wołkow w Czechosłowacji, następnie po hebrajsku przez Abę Kownera. Był to pierwszy dla mnie dowód na to, co stało się w Theresienstadt. Pamiętam jeden wiersz, który zrobił na mnie szczególne wrażenie. Autorem był Paweł Friedman. Pisał, że nie widział tam motyli, bo motyle nie żyją w getcie. Chodziłam z tą książką codziennie do szkoły, pokazałam ją wszystkim kolegom. Opowiadałam, że moja babcia pewnie też tam była i że w getcie też były dzieci. Moja nauczycielka była zachwycona.

Kiedy miałam dwanaście lat, znalazłam w księgarni pamiętnik Anny Frank. Otworzyło mi to serce i duszę. Anna podobnie jak ja była dziewczynką, lubiła się bawić i lubiła kolegów, ale była zamknięta. Ja byłam wolna. Poczułam z nią niezwykle silną więź duchową. Było mi niezwykle smutno. Ja też pisałam pamiętnik, też byłam zakochana w koledze z klasy. Miałam ładną sukienkę, grałam kilka godzin dziennie na skrzypcach, chodziłam na koncerty. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jej przydarzył się taki los. Zaczęłam wypytywać rodziców o Holokaust – co się tam wydarzyło, jak oni przeżyli. Nie dostałam odpowiedzi. Tata powiedział, że jak mi powie, to i tak nie zrozumiem. Mama obiecała, że kiedyś mi to wszystko opisze, a teraz mam się bawić. Poczułam, że jest jakiś ogromny sekret, że coś jest ukryte.

Do naszego domu przychodziło wiele osób, wujków i cioć. Rodzice przedstawiali mi ich – ciocia Franka, Lola, wujek Izaak. Ale ja wiedziałam, że to nie jest moja prawdziwa rodzina. Zastanawiałam się, gdzie są moi prawdziwi wujkowie, ciocie, dziadkowie. Gdzie oni są? Ilu ich było? Co z nimi się stało? Zaczęłam czytać książki o Zagładzie, zaczęłam szukać sama.

Mając dziesięć lat, uciekłam z domu na proces Eichmanna i pojechałam do Jerozolimy. Zadzwoniłam do mojej matki do pracy, z płatnego telefonu, ponieważ nadal nie mieliśmy telefonu w domu. Zostawiłam jej list w kuchni, żeby się nie martwiła. Chciałam zobaczyć na własne oczy, jak wygląda Niemiec, jak wyglądają ludzie, którzy organizowali Holokaust, jak ich sądzą.

Patrzyłam na Eichmanna, jak siedział na sali, jak robił miny. Pamiętam tę atmosferę, pamiętam tych ludzi. Nie chciano mnie wpuścić, nie wpuszczano dzieci. Prokurator Gideon Hausner mówił, że nie stoi tu sam, stoi za nim sześć milionów pomordowanych podczas Holokaustu. Zrozumiałam w tym momencie, że stoi tam sześć milionów duchów pomordowanych, w tym ponad milion pomordowanych dzieci.

Wysłuchiwałam kolejnych świadków i kolejnych ofiar. Widziałam, jak Yehiel Dinur mdlał podczas zeznań i jak wynoszono go z sali. Codziennie dzwoniłam do mamy do pracy, by mama nie przyjeżdżała do Jerozolimy i nie zabierała mnie. Wiedziałam, że coś się zmieniło.

Kiedy mama przyjechała po mnie do Jerozolimy, opowiadałam jej, że to bardzo ważne, że udało mi się tam być. Widziałam całą moją rodzinę, wiedziałam, gdzie oni są. Oni są duchami. Czytałam wszystkie książki Kacetnika (Yehiel Dinur) i wszystkie Aharona Appelfelda. Szukałam książek o polskich miastach (sztetlach, „sifrei zikaron shel ayarot yehoudiot”), przyszłam do rodziców, by poprosić ich, abym mogła pojechać z nimi na Dni Pamięci do Rymanowa. Rodzice odmówili. Mówili, bym poczekała, bo jestem za młoda.

Zrozumiałam, że ponad milion dzieci zginęło w Holokauście. Zaczęłam poszukiwać. Kiedy poszłam do liceum, zdecydowałam, że nauczę się historii na maksymalną liczbę punktów. Chciałam wiedzieć wszystko. Byłam bardzo naiwna. Nie wystarczyła mi wiedza podręcznikowa. Chciałam dowodów, świadków. Poszukiwałam ludzi. Nie było łatwo ich znaleźć. Wszyscy byli już Izraelczykami, mieli nowe życie. Nie byli już bojącymi się Żydami, obawiającymi się antysemityzmu, pogromów, Holokaustu. Mieli nowe życie i nowe państwo.

Miałam pretensje, że Żydzi nie walczyli, że szli jak do jatki. Kiedy dowiedziałam się, że istnieli żydowscy partyzanci, byłam dumna. My, drugie pokolenie w Izraelu, uważaliśmy, że my nie dalibyśmy się zabić. Zrozumiałam w końcu, jakimi metodami Niemcy doprowadzili do tego, że Żydzi stali się bezbronni. Jak Niemcy utrudniali życie, by nie chciało się nawet żyć.

Na maturze zdałam historię na pięć punktów, rozszerzoną. Po maturze, kiedy trafiłam do wojska, zrozumiałam, jak wszyscy młodzi ludzie w Izraelu, że należy służyć państwu, by mieć silną armię, by Holokaust nigdy się nie powtórzył. Nie chciałam, by historia powtórzyła się w innej formie mnie, moim dzieciom. Przyszłość Izraela to nasza przyszłość. Aby Żydzi nie byli już mniejszością, by mieli swój kraj.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/milka-shacham-doron-jestem-z-drugiego-pokolenia-po-holokauscie-mieszkam-w-polsce/

PAP/ Katarzyna Krzykowska/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 listopada 2025