Krewny François Mitterranda chce zlikwidować 580 tysięcy stanowisk w administracji

Moïse Mitterrand

Francuskie państwo powinno ograniczyć liczbę ministerstw do siedmiu, zlikwidować setki agencji i zrezygnować z 580 tys. stanowisk w administracji terytorialnej, przekonuje Moïse Mitterrand, krewny byłego prezydenta François Mitterranda. W wywiadzie udzielonym „Journal du Dimanche” przedstawia on projekt radykalnego zmniejszenia wydatków publicznych i zwrócenia części oszczędności bezpośrednio pracującym Francuzom. Jego propozycje pokazują, że przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku spór o migrację i bezpieczeństwo może zostać uzupełniony przez równie zasadniczą debatę o wielkości państwa.

.Moïse Mitterrand przedstawia swój program w wywiadzie opublikowanym 23 sierpnia 2026 r. przez „Journal du Dimanche”. Rozmowę przeprowadził Antonin André, a jej punktem wyjścia jest liberalny esej, w którym krewny François Mitterranda opisuje francuskie państwo jako strukturę przytłoczoną własnymi rozmiarami. Jego główna teza brzmi pozornie paradoksalnie: aby uratować państwo, trzeba je radykalnie ograniczyć.

Znaczenie tej rozmowy nie wynika z tego, że Moïse Mitterrand sam ubiega się o Pałac Elizejski. Wywiad należy odczytywać jako próbę wprowadzenia do debaty przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku programu, który do niedawna pozostawał na marginesie politycznego sporu. Moïse Mitterrand nie proponuje bowiem kolejnej korekty budżetu, lecz zmianę sposobu myślenia o zadaniach państwa, podatkach i odpowiedzialności obywateli.

Siedem ministerstw zamiast około czterdziestu

Punktem wyjścia jego diagnozy jest przekonanie, że francuskie państwo próbuje zajmować się zbyt wieloma dziedzinami, przez co traci zdolność skutecznego wykonywania zadań podstawowych. Moïse Mitterrand nie proponuje rezygnacji z bezpłatnej edukacji ani ochrony społecznej, ale chce skoncentrować państwo na siedmiu najważniejszych misjach, obejmujących między innymi obronność, bezpieczeństwo i wymiar sprawiedliwości. Jego zdaniem rozwiązanie można sprowadzić do zasady, zgodnie z którą państwo powinno mniej wydawać, aby móc mniej opodatkowywać.

Pierwszym symbolem reformy byłoby ograniczenie liczby ministerstw z około czterdziestu do siedmiu. Moïse Mitterrand przywołuje jednocześnie 483 podatki, 2 tys. formularzy Cerfa oraz ponad 4 tys. mechanizmów pomocy przeznaczonych dla przedsiębiorstw i osób prywatnych. Uważa, że mnogość instrumentów, wyjątków oraz procedur nie jest dowodem skuteczności państwa, lecz objawem jego biurokratycznej choroby.

Kolejnym elementem programu byłoby zmniejszenie liczby agencji krajowych. Według danych przedstawionych przez Moïse’a Mitterranda w ostatnich dekadach powstało ich około 1100, natomiast po przeprowadzonej przez jego zespół analizie pozostałyby 303 instytucje uznane za niezbędne. Jako przykłady organów, bez których państwo mogłoby się obyć, wskazuje Krajową Radę do spraw Hałasu oraz Krajową Agencję Spójności Terytorialnej.

Nie chodzi przy tym, jak przekonuje, o osłabienie wszystkich instytucji publicznych. Moïse Mitterrand chce państwa mniej rozproszonego, ale bardziej obecnego tam, gdzie obywatele oczekują od niego bezpieczeństwa, sprawnego wymiaru sprawiedliwości, edukacji i ochrony zdrowia. Jego diagnozę podsumowuje stwierdzenie, że francuskie państwo jest dziś wszędzie, a właśnie dlatego w praktyce nie ma go tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.

580 tysięcy stanowisk w administracji terytorialnej

Najdalej idącą propozycją jest przebudowa francuskiej administracji terytorialnej. Obecnie zatrudnia ona około dwóch milionów osób, z których połowa pracuje dla gmin, a pozostali dla regionów, departamentów i wspólnot gmin. Moïse Mitterrand proponuje ograniczenie liczby nakładających się szczebli samorządowych i przekazanie części ich kompetencji gminom albo bezpośrednio państwu.

Autor programu twierdzi, że jego zespół zidentyfikował 580 tys. stanowisk związanych z zadaniami fakultatywnymi lub dublującymi się strukturami administracyjnymi. Odpowiadałoby to około 10 proc. całego zatrudnienia w sektorze publicznym, przy czym nadal pozostałoby około 5,2 mln pracowników zajmujących się między innymi bezpieczeństwem, edukacją i ochroną zdrowia. Liczby te są szacunkami przedstawionymi przez Moïse’a Mitterranda i nie zostały w wywiadzie zestawione z niezależną analizą kosztów, konsekwencji społecznych ani możliwości przeprowadzenia reformy.

Szczególne miejsce w tym projekcie zajmują gminy i burmistrzowie. Moïse Mitterrand uważa, że pozostają oni najbardziej rozpoznawalnym i najlepiej ocenianym przez obywateli poziomem władzy lokalnej, podczas gdy znaczna część Francuzów nie zna nawet nazwiska swojego radnego departamentalnego. Prefektury miałyby natomiast nadal zapewniać dostęp do usług publicznych możliwie blisko miejsca zamieszkania obywateli.

Wprowadzenie takiej reformy nie zależałoby jednak wyłącznie od przyszłego prezydenta Republiki. Likwidacja stanowisk, agencji i szczebli administracji wymagałaby ustaw, większości parlamentarnej, negocjacji z samorządami oraz zmierzenia się ze sprzeciwem związków zawodowych. Program Moïse’a Mitterranda jest więc na obecnym etapie przede wszystkim radykalną propozycją ideową, której wykonalność musiałaby zostać dopiero zweryfikowana.

Wielka restytucja dla pracujących Francuzów

Moïse Mitterrand szacuje, że całość proponowanych zmian pozwoliłaby zaoszczędzić od 236 do około 240 mld euro. Rozbieżność wynika z samej rozmowy: w pytaniu „Journal du Dimanche” pojawia się kwota 236 mld euro, natomiast rozmówca w odpowiedzi posługuje się zaokrągloną sumą 240 mld euro. Część tych środków miałaby zostać przeznaczona na operację nazwaną przez niego „wielką restytucją”.

Pierwszy etap zakłada zwrócenie każdej osobie pracującej 300 euro miesięcznie poprzez wykreślenie z wynagrodzenia składek CSG i CRDS. Według Moïse’a Mitterranda oznaczałoby to podwyższenie wynagrodzeń netto o około 13 proc., a mediana miesięcznej pensji netto wzrosłaby do około 2190 euro. Koszt tego rozwiązania wynosiłby blisko 115 mld euro i obejmował około 30 mln pracowników najemnych oraz osób prowadzących własną działalność.

Druga część oszczędności miałaby zasilić indywidualne konta oszczędnościowe i rozpocząć stopniowe przechodzenie do systemu emerytalnego opartego w większym stopniu na zgromadzonym kapitale. Dodatkowym elementem projektu jest sprzedaż aktywów państwowych uznanych za zbędne, dzięki której każde gospodarstwo domowe miałoby otrzymać majątek o wartości 20 tys. euro. Także w tym przypadku Moïse Mitterrand nie przedstawia w wywiadzie szczegółowej listy przeznaczonych do sprzedaży aktywów ani pełnego sposobu finansowania operacji.

Propozycja dotyka jednego z najważniejszych problemów społecznych przed wyborami w 2027 roku, którym jest siła nabywcza Francuzów. Różni się jednak od tradycyjnych programów dopłat, bonów i ulg, ponieważ zakłada nie zwiększenie redystrybucji, lecz pozostawienie większej części wynagrodzenia w rękach pracownika. Jest to program świadomie skonstruowany jako przeciwieństwo modelu, w którym państwo najpierw pobiera wysokie podatki i składki, a następnie zwraca część pieniędzy obywatelom poprzez rozbudowane mechanizmy pomocowe.

Krewny François Mitterranda odrzuca jego dziedzictwo

Nazwisko autora nadaje tej propozycji dodatkowe znaczenie symboliczne. François Mitterrand pozostaje jedną z najważniejszych postaci francuskiej lewicy i prezydentem, za którego rządów rozbudowano rolę państwa, przeprowadzono nacjonalizacje oraz zwiększono zakres świadczeń społecznych. Moïse Mitterrand deklaruje szacunek dla kultury i osobistej odwagi swojego krewnego, ale jednocześnie odrzuca znaczną część jego dziedzictwa politycznego.

Jego zdaniem François Mitterrand przyczynił się do utrwalenia przekonania, że odpowiedzią na kolejne problemy społeczne powinno być zwiększanie interwencji państwa. Przypomina jednak również zwrot ku polityce oszczędnościowej z marca 1983 r., kiedy socjalistyczny prezydent zrezygnował z części wcześniejszych założeń gospodarczych, aby utrzymać Francję w europejskim systemie walutowym. Moïse Mitterrand interpretuje tę decyzję jako dowód, że sam François Mitterrand dostrzegł ograniczenia realizowanego przez siebie programu.

Ta rodzinna polemika trafia na moment, w którym francuskie finanse publiczne stają się jednym z głównych tematów politycznych. Jak opisywaliśmy we „Wszystko co Najważniejsze”, francuski dług publiczny osiągnął 3,536 bln euro, czyli 117,5 proc. PKB, a wydatki publiczne przekraczają 57 proc. produktu krajowego brutto. Jednocześnie Francja należy do państw, w których obciążenie pracy podatkami i składkami jest najwyższe w Europie.

Czy liberalna oferta wpłynie na wybory Francja 2027

Moïse Mitterrand nie jest pierwszym uczestnikiem francuskiej debaty, który proponuje radykalne ograniczenie państwa. Podobne diagnozy formułują środowiska inspirowane reformami Javiera Mileia, a wśród kandydatów i potencjalnych kandydatów najbardziej konsekwentnie liberalny program przedstawia David Lisnard. Mer Cannes łączy redukcję wydatków i biurokracji z decentralizacją, przywróceniem odpowiedzialności politycznej oraz wzmocnieniem państwa w dziedzinie bezpieczeństwa.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” analizowaliśmy już, czy liberalna rewolucja może dotrzeć do Francji przed wyborami w 2027 roku. Propozycje Moïse’a Mitterranda nie powinny być traktowane jako powtórzenie tamtej debaty, lecz jako jej konkretyzacja. Siedem ministerstw, redukcja liczby agencji, 580 tys. stanowisk mniej oraz 300 euro miesięcznie zwracanych pracownikom tworzą program, wobec którego inni uczestnicy kampanii mogą być zmuszeni zająć stanowisko.

Największą niewiadomą pozostaje reakcja francuskiego społeczeństwa. Wyborcy często równocześnie sprzeciwiają się wysokim podatkom i oczekują utrzymania rozbudowanych usług publicznych, ochrony socjalnej oraz obecności państwa w życiu gospodarczym. Każdy kandydat proponujący radykalne oszczędności będzie musiał zatem nie tylko wskazać kwotę cięć, ale również przekonać Francuzów, że mniejsze państwo rzeczywiście może oznaczać państwo skuteczniejsze.

Wywiad Moïse’a Mitterranda jest ważny właśnie dlatego, że przesuwa granicę dyskusji. Nie rozstrzyga, czy jego obliczenia są możliwe do zrealizowania, ani czy wyborcy zaakceptują społeczne koszty takiej reformy. Pokazuje jednak, że przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku spór może dotyczyć już nie tylko tego, kto będzie zarządzał francuskim państwem, lecz także tego, jak wiele z obecnego państwa powinno pozostać.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 sierpnia 2026