Mózg Państwa Karola Nawrockiego [komentuje Michał Kłosowski]

Podczas wystąpienia przed Zgromadzeniem Narodowym Karol Nawrocki nie mówił o sobie jako o wizjonerze. Nie użył też słowa „rewolucja”. Nie mówił o planach, mówił o pamięci. A jednak prezydent-elekt, wygłaszając pierwsze prezydenckie przemówienie, nie zostawił wątpliwości: będzie myślał za państwo. I będzie chciał, by państwo zaczęło myśleć tak jak on. Czy to pogrzeb III RP?
Strategiczna narracja zamiast politycznej stagnacji
.Nie był to tylko czy ani akt objęcia urzędu, ani koncyliacyjna formuła dla społeczeństwa podzielonego wielorakimi pęknięciami i wszelkimi możliwymi ranami, starymi i nowymi, współczesnymi i historycznymi. To był pierwszy szkic konstytucji nowej zbiorowej wyobraźni, która w zamyślę ma zapewne zakończyć projekt III RP na dobre. Karol Nawrocki nie chce bowiem tylko rządzić Polską, on chce ją opowiedzieć od nowa. Trochę jak kapitan na orlim gnieździe statku, który dostrzega ląd wcześniej, niż ci co na pokładzie i krzyczy „cała naprzód”. Nie ściga się jednak z innymi statkami dookoła, płynącymi z wiatrem czy pod wiatr. Sam chce nadawać kierunek, niezależnie czy będzie musiał halsować czy zmagać się z wysokimi falami, albo niesprzyjającymi wiatrami a nawet morskimi potworami. I to właśnie czyni z niego figurę tym groźniejszą dla jego politycznych przeciwników, a może i dotychczasowych sojuszników, niż jakikolwiek technokrata czy populista wcześniej: nowy prezydent chce, by jego Kancelaria stała się mózgiem państwa, które ma się transformować. Usłyszeliśmy to od pierwszych zdań, które wypowiedział do Zgromadzenia Narodowego.
Kiedy sam, siedząc w Sejmie, słuchałem jego słów, widziałem że wiele osób wierciło się nerwowo: w przemówieniu Karola Nawrockiego nie było bowiem wiele konkretu legislacyjnego. Nie było też obietnic programowych, te przecież zostały już złożone w kampanii, nie było też zawiłych analiz ekonomicznych. Znalazło się w nim zaś coś znacznie bardziej znaczącego: architektura myśli państwowej. Ustrój w wystąpieniu Karola Nawrockiego jawi się bowiem jako konieczność, ale nie jako temat; Konstytucja zaś jako rama do przezwyciężenia, nie jako punkt odniesienia. Polska, według Karola Nawrockiego nie potrzebuje kompromisu, ale potrzebuje duszy. I to właśnie o nią zamierza zawalczyć nowy prezydent.
Pierwsze prezydenckie przemówienie
.To nie jest polityka, to metafizyka. Prezydent Karol Nawrocki nie mówił bowiem, co trzeba zrobić. On powiedział, kim mamy się stać jako Polacy, jaki sen mamy urzeczywistnić. To była ramowa koncepcja tego kim jesteśmy, kim byliśmy, a przede wszystkim kim mamy się stać. Nowa opowieść.
Mówiąc o Polsce jako „naszej wspólnej Ojczyźnie”, nowy prezydent zaczął bowiem na nowo wykuwać formułę patriotyzmu: nie liberalnego, nie republikańskiego, ale antropologicznego. Mówił o tożsamości tak, jakby była zakodowana w krwi, ziemi, wspomnieniach i mogiłach. Trudno spodziewać się czegoś innego po byłym prezesie najważniejszej polskiej instytucji, zajmującej się pielęgnacją historii i pamięci. Mówił jednak Karol Nawrocki o historii tak, jakby to ona sama była politycznym podmiotem. Człowiek w tej konstrukcji nie jest zaś tylko obywatelem, lecz nosicielem pamięci, który w zburzonym świecie ma ją przenieś dalej. Przekraczając siebie, dotychczasowe granice i własne wady. I to może największy tej wizji mankament.
Szkoła bowiem staje się tu poligonem narracyjnym, młodzież, materiałem do formowania, seniorzy, ostatnim pokoleniem strażników prawdy. Dialog międzynarodowy? Tak, ale nie na zasadzie kompromisu a raczej jako misja cywilizacyjna Europy Środkowej wobec dekadencji Zachodu. W tym sensie nawet Bukaresztańska Dziewiątka i zapowiedź jej rozszerzenia na Jedenastkę to nie sojusz polityczny a wspólnota sensów. Pamięć to broń, tożsamość to strategia, wiara to siła, Konstytucja zaś ma nadać temu nowemu sensowi format prawny.
Figura archetypiczna
.W tym kontekście Karol Nawrocki nie jest prezydentem przeszłości, lecz prezydentem przyszłości. Tej przyszłości zbudowanej z selektywnej pamięci. Państwo nie ma funkcjonować jak organizm, lecz jak umysł: spójny, jednolity, samoświadomy, ukierunkowany na jeden cel i do jego realizacji zmierzający. A on sam ma być tym, który koordynuje to myślenie dekretując, co ma być pamiętane, a co zapomniane, ba! co ma być wyobrażone i wymarzone. Nieprzypadkowo w jego wystąpieniu pojawiają się wątki sędziów i konstytucjonalistów nie jako strażników systemu, lecz jako potencjalne przeszkody. System prawny bowiem jawi się jako coś do przezwyciężenia, jeśli stanie na drodze „prawdziwej wspólnoty”. Polityka zaś staje się nie walką o interesy, lecz walką o znaczenia, procesem wykuwania sensu na podstawie narodowej tożsamości Polaków i ich marzeń o lepszym jutrze.
Tym samym Karol Nawrocki wciela w życie archetyp rzadki, a zarazem niepokojąco znajomy dla jego przeciwników, kimkolwiek oni nie są: lidera-narratora, który nie tylko reprezentuje państwo, ale je wyjaśnia, uzasadnia, formułuje jego sens a nawet doprowadza do stworzenia nowej jego opowieści, usnutej z marzeń. W świecie post-polityki, w którym decyzje podejmowane są przez algorytmy i sztaby marketingowe, Karol Nawrocki wraca do idei suwerena jako twórcy narracji; to też powrót obywatela zbudowanego z opowieści i aspiracji. Jego język nie jest językiem debaty, a językiem objawienia. Nie szuka wspólnego mianownika, lecz proponuje wspólne przeznaczenie, marsz w jednym kierunku i cel-nagrodę do zdobycia. I właśnie dlatego jego prezydentura może okazać się momentem przełomowym dla Polski. Nie przez reformy, lecz przez to, jakiej Polski zaczniemy sobie życzyć i jakiej zaczniemy się bać. Bo Polacy się wyprostowali i chcą decydować sami o sobie, swoich granicach i tym, co dzieje się nad Wisłą. Zwornikiem tego ma zaś stać się Pałac Prezydencki.
.Dlatego też Karol Nawrocki nie chce być tylko głową państwa. Chce być jego mózgiem, pamięcią i wyobraźnią, swoją Kancelarię kształtując jako swoisty ośrodek debaty nad ustrojem i przyszłością kraju. Co było, to było, historii się nie cofnie. Przyszłość to zaś każdy kolejny dzień, zdaje się mowić prezydent, zaplanujmy go więc razem. A to oznacza, że pytanie o przyszłość Polski przestaje być pytaniem o rządy a staje się pytaniem o kraju przeznaczenie i narrację a może nawet, rolę w zbawieniu Europy. Tylko, czy wszyscy jesteśmy gotowi myśleć tak, jak chce tego państwo?
Michał Kłosowski




