Nasz kontynent popadnie w polityczną nieistotność, i wszyscy przegramy [Andrew MICHTA]

Politolog i autor Wszystko co Najważniejsze opisuje, że jeśli w Unii Europejskiej nie dojdzie do gruntownego przemyślenia, kontynent stoczy się w geopolityczną nieistotność. “Wszyscy na tym stracimy” – przekonuje Andrew MICHTA.
„Polityka imigracyjna UE grozi rozsadzeniem historycznych narodów Europy od wewnątrz”
.W jego ocenie już czas, aby elity UE przestały mówić o Europie i Unii jako o pojęciach wymiennych. “Nie ma czegoś takiego jak Europa federalna, ponieważ nie ma narodu europejskiego” – zaznacza Andrew MICHTA. Uważa on, że można wprawdzie zbudować scentralizowane megapaństwo, ale byłoby to ustrojem demokratycznym tylko z nazwy. UE może być scentralizowana, zakładając, że nowy traktat unijny zniesie weto, przejdzie na głosowanie większościowe i jednocześnie przeforsuje ideę, że dyrektywy UE (czyli „prawo UE”) zastępują konstytucje krajowe, ale byłby to akt tyranii.
Co więcej, przynależność do organizacji opartej na traktatach handlowych i regulacyjnych, takiej jak UE, nie spełnia wymogów niezbędnych do zbudowania państwa federalnego.
“Europa to zbiór państw narodowych o odmiennej historii i wyraźnie odmiennych kulturach. To jej siła, a nie słabość”.
Andrew MICHTA jest zaniepokojony, że elity UE i jej biurokracja są oderwane od elektoratów swoich państw członkowskich. “ To dziwne, że kraje są zmuszane do podporządkowywania fundamentalnych decyzji dotyczących polityki gospodarczej lub imigracji ideologicznie motywowanemu projektowi centralizacji. Te elity forsują politykę, która sparaliżowała konkurencyjność UE” – podkreśla.
“Zielona transformacja zmusiła Europejczyków do płacenia 3-4 razy więcej za energię przemysłową niż USA czy Chiny a polityka imigracyjna UE grozi rozsadzeniem historycznych narodów Europy od wewnątrz. Pokażcie mi więc choć jeden demokratycznie rządzony kraj, który pozwoliłby swojemu rządowi o tak żałosnej historii dokonań pozostać u władzy”.
Europa potrzebuje planu awaryjnego
.W jednej z najciekawszych debat Conversations Tocqueville o konsekwencjach rosyjskiej agresji na Ukrainę i relacjach między Europą a Ameryką dyskutowali Bernard CAZENEUVE, Francis FUKUYAMA, Andrew MICHTA i Patrick POUYANNÉ. Dyskusję prowadziła Rebeccah HEINRICHS.
Andrew MICHTA: Stany Zjednoczone kończą 20-letni okres globalnej wojny z terroryzmem i zamorskich operacji interwencyjnych. Te dwie dekady przeformatowały nie tylko europejskie siły zbrojne i europejskie armie, ale także armię amerykańską. Nasza struktura nie pozwala na jednoczesne działania w dwóch wojennych teatrach na taką skalę, z jaką mamy do czynienia. A mierzymy się z dwoma niemal równorzędnymi przeciwnikami. Jeśli spojrzeć na dokumenty dotyczące bezpieczeństwa narodowego USA – zarówno na strategię bezpieczeństwa narodowego, jak i strategię obrony narodowej – Chiny są postrzegane jako nadchodzące zagrożenie, określane mianem „pacing threat”, a Rosja jest uznawana za zagrożenie bieżące, palące. Jednak – moim zdaniem – te dwa mocarstwa stoją po jednej stronie, niezależnie od tego, czy są w formalnym sojuszu, czy nie, o co nie będziemy się teraz spierać. Mają wspólny zestaw interesów. Rosja jest kwintesencją mocarstwa rewizjonistycznego. Putin chce zrewidować postzimnowojenną ugodę i niejako usiłuje rozegrać ponownie koniec zimnej wojny.
Można więc powiedzieć, że obecne wydarzenia są ostatnią lub drugą ostatnią bitwą zimnej wojny. Tymczasem Chiny stanowią egzystencjalne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Chiny nie chcą zrewidować systemu – chcą wprowadzić nowy system, zbudowany na ich wartościach, instytucjach, modelu gospodarczym i ideologii. Dlatego Stany Zjednoczone mierzą się jednocześnie z dwoma kryzysami i to w czasie, gdy Europa jest praktycznie rozbrojona. Wiem, że jest to surowy osąd, ale wypowiadam go z najwyższą powagą. W ciągu ostatnich trzech dekad obserwowaliśmy serię decyzji politycznych, dywidendy pokojowe i kurczenie się bazy przemysłu obronnego, również w Stanach Zjednoczonych. Liczba firm wykonujących dla nas prace z branży kosmicznej i obronnej zmalała z około 51 do 5. Powtarzano mantry: „koniec z gromadzeniem zapasów”, „w sam raz, w samą porę”, „wydajność” i tym podobne. Działaliśmy w systemie operacji zagranicznych i nasza logistyka funkcjonowała bez zakłóceń.
Dobrą wiadomością jest więc również to, że NATO wyszło z tej sytuacji zjednoczone politycznie. Wygląda na to, że Putinowi należą się za to podziękowania. Jednak kolejna zła wiadomość jest taka, że różne kraje europejskie są w różnym stopniu skłonne podejmować ryzyko. W Helsinkach, Warszawie, Rydze czy Bukareszcie bardzo wyraźnie czuje się zagrożenie ze strony Rosji. Gdy jestem w Berlinie, odczuwam je znacznie mniej. W Paryżu dochodzi jeszcze element południowej optyki – Francuzi patrzą w kierunku Morza Śródziemnego i Afryki. Sojusznicy nie mają jednakowego, wspólnego poczucia zagrożenia, które łączyło nas podczas zimnej wojny. Istotna jest też kwestia wydolności przemysłu obronnego. Zestawienie naszych wydatków na amunicję z tempem, w jakim używa się jej w tym konflikcie, pokazuje, jak żałośnie jesteśmy nieprzygotowani. Gdyby nie zapasy Stanów Zjednoczonych, Europejczycy raczej nie byliby w stanie wesprzeć Ukrainy w walce z rosyjską agresją.
Myślę, że nasze reakcje na obecny kryzys są zbyt ostrożne. Jestem ostatnią osobą, która lekceważyłaby ryzyko eskalacji nuklearnej; zawsze powinniśmy mieć tę możliwość na uwadze, ale powinniśmy rozpatrywać ją w kontekście aktualnej sytuacji. Zwróćmy też uwagę na tempo niesienia pomocy Ukrainie, na transakcyjność tej relacji – Ukraińcy proszą, my rozważamy, wahamy się, dostarczamy, po czym Ukraińcy proszą o dalsze wsparcie i proces zaczyna się od nowa. Całą tę sytuację należy rozpatrywać w kontekście naszych zdolności produkcyjnych w zakresie broni i amunicji. To nie tylko kwestia woli politycznej. Europa i Stany Zjednoczone muszą zwiększyć produkcję broni i amunicji na dużą skalę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/bernard-cazeneuve-francis-fukuyama-patrick-pouyanne-andrew-michta/
PAP/MB




