Negocjacje z Rosją będą trwały jeszcze co najmniej rok [J. D. VANCE]

Negocjacje z Rosją

Wiceprezydent USA J.D. Vance powiedział w wywiadzie dla portalu UnHerd, że Rosja chce przejąć kontrolę nad całym Donbasem. Amerykański polityk dodał, że ukraińscy politycy „prywatnie przyznają, że prawdopodobnie ostatecznie stracą” ten region. Według J.D. Vance’a negocjacje mogą potrwać jeszcze co najmniej rok.

Negocjacje z Rosją będą trwały jeszcze co najmniej rok

.Zastępca Donalda Trumpa przyznał, że rozbieżności dotyczące ustępstw terytorialnych są główną przyczyną zwłoki w rokowaniach na temat zakończenia wojny na Ukrainie. Podkreślił, że jest to najważniejsza kwestia dzieląca obie strony. Przyznał zarazem, że rozumie stanowisko Kijowa, który traktuje tę kwestię jako „poważny problem bezpieczeństwa”.

J.D. Vance podkreślił, że postępem ostatnich tygodni było precyzyjne ustalenie tego, „co jest nienegocjowalne, a co bardzo negocjowalne”. Do kwestii, w których łatwiej o porozumienie, wiceprezydent USA zaliczył: kontrolę nad Zaporoską Elektrownią Atomową (okupowaną od 2022 r. przez Rosję), przyszłość mniejszości ukraińskiej w Rosji i rosyjskiej na Ukrainie, czy też los Ukraińców mieszkających na terenach zajętych przez Rosję, którzy dalej chcieliby żyć na terytorium Ukrainy.

Amerykański polityk podkreślił, że różnica stanowisk dotyczy również odbudowy Ukrainy. „Ukraińcy bardzo się koncentrują (na tym zagadnieniu), a Rosjanie nieco mniej” – przyznał wiceprezydent. J.D. Vance wyraził przy tym opinię, że „wszyscy, przynajmniej w ciągu ostatnich kilku miesięcy, uczestniczyli w negocjacjach w dobrej wierze”. „Myślę, że poczyniliśmy postępy, ale tu i teraz nie jestem przekonany, że osiągniemy pokojowe rozwiązanie. Myślę, że jest duża szansa, że tak, ale myślę też, że jest duża szansa, że nie” – zaznaczył wiceprezydent USA.

Ustępstwa terytorialne w zamian za gwarancje bezpieczeństwa

.W grudniu na Florydzie odbyła się kolejna runda rozmów na temat wstrzymania walk w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie. Agencja AFP podkreśliła, że choć rokowania nie przyniosły znaczącego przełomu, Stany Zjednoczone i Ukraina określiły je mianem „produktywnych i konstruktywnych”.

Według prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego propozycja USA zakłada ustępstwa terytorialne Ukrainy na rzecz Rosji w zamian za gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa ze strony państw Zachodu. Alternatywna oferta państw Europy przewiduje m.in. rozmieszczenie wielonarodowych sił zbrojnych na Ukrainie oraz gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa podobne do zawartych w art. 5 traktatu NATO.

Rosyjskie wojska kontrolują obecnie niemal cały obwód ługański i większość obwodu donieckiego na wschodzie Ukrainy. Najważniejszymi miastami Donbasu, które są zarządzane przez władze ukraińskie, pozostają Kramatorsk, Słowiańsk, Konstantynówka i Drużkiwka.

Ewoluujące stanowisko Donalda Trumpa wobec Rosji i Ukrainy

.Gdy amerykański prezydent przyjął bardziej zdecydowane stanowisko wobec Rosji, zaostrzyło się również stanowisko jego elektoratu – pisze Melinda HARING.

Czy w tym szaleństwie jest metoda? Niektórzy zwolennicy Donalda Trumpa uparcie twierdzą, że jego polityka zagraniczna spod znaku „America First” to wzór klarowności: zmusić sojuszników do większych wydatków wojskowych, stawiać na transakcyjność i przede wszystkim dopilnować, by to prezydent USA zbierał laury za wszelkie porozumienia pokojowe. Tak przynajmniej brzmi teoria. Rzeczywistość, jak pokazuje zmienna postawa Donalda Trumpa wobec Ukrainy, wygląda zupełnie inaczej.

W kampanii 2024 roku Donald Trump przyprawił Polskę o ból głowy: wychwalał strategiczny geniusz Władimira Putina i obiecywał zakończyć wojnę w Ukrainie w 24 godziny po objęciu urzędu. Każdy, kto śledził sytuację Ukrainy jeszcze przed wojną – albo po prostu pochodzi z Europy Wschodniej – wiedział, że to bzdura i że Donald Trump wkrótce dostanie tę samą bolesną nauczkę co jego poprzednicy. Moskwy nie da się oczarować, przekonać ani uwieść osobistą dyplomacją. Moskwa rozumie tylko język siły.

Prezydent Donald Trump próbował zrealizować swoje szumne obietnice. Przez sześć miesięcy proponował rosyjskiemu przywódcy podjęcie negocjacji, lecz ten tylko szczerzył zęby. Pół roku uprzejmych, lecz jałowych telefonicznych pogadanek z Moskwą i równie bezowocnej dyplomacji wysłannika Steve’a Witkoffa nie przyniosło nic poza kilkoma wymijającymi odpowiedziami. Dopiero po wysłuchaniu godzinnego wykładu Putina w Anchorage o „należnym miejscu” Rosji w świecie prezydent Donald Trump zrozumiał, że został wykiwany.

Od tamtego feralnego sierpniowego spotkania przyjął wobec Moskwy mniej wyrozumiałą postawę. Spotkanie w Budapeszcie zostało odroczone. Biały Dom wreszcie wdrożył szerzej zakrojone sankcje. Trump oświadczył również, że Ukraina może odzyskać ziemie okupowane przez Moskwę od 2022 roku, choć później zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek to powiedział. Rozważał również pomysł przekazania Ukrainie pocisków Tomahawk w nadziei, że zmusi tym rosyjskiego prezydenta do rozmów.

Wysłanie Ukrainie odpowiedniej liczby rakiet dalekiego zasięgu zakończyłoby tę wojnę. Wszyscy ukraińscy dowódcy brygad i emerytowani generałowie amerykańscy, z którymi rozmawiałam, twierdzą, że kilkaset takich rakiet pogrzebałoby putinowską fantazję o podboju Ukrainy. Kijów zna położenie najważniejszych rosyjskich celów: centrów dowodzenia, składów amunicji i rafinerii. Jeden z ukraińskich dowódców, którego spotkałam w maju w Odessie, powiedział wprost, że dwieście rakiet dalekiego zasięgu zakończyłoby tę wojnę.

A potem Donald Trump nagle się wycofał i ogłosił, że wcale nie brał na serio pomysłu przekazania Tomahawków. Kilka dni temu znów zrobiło się o nim głośno – tym razem twierdził, że wcale nie sprzeciwia się przekazaniu Ukrainie tych pocisków.

.Na razie nie sposób powiedzieć, jaką decyzję ostatecznie podejmie, ale jedno widać wyraźnie: Donald Trump zrozumiał, że Putin nie jest wiarygodny. A dodatkowo pierwsza dama uważnie śledzi przebieg wojny i regularnie przypomina mężowi, jak wiele jest do stracenia.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 grudnia 2025