Niemcy odnieśli porażkę strategią głaskania Trumpa, muszą zagrać ostrzej [FAZ]

Komentując groźbę nałożenia ceł na kraje europejskie przez prezydenta USA Donalda Trumpa niemieckie media (w tym FAZ) wzywają rząd w Berlinie i UE do postawienia się Amerykanom. Za nieskuteczną uważają dotychczasową strategię europejskich ustępstw wobec Białego Domu.

„Aura nietykalności z pierwszej połowy roku wyraźnie się ulotniła”

.Sueddeutsche Zeitung pisze, że „kto daje się szantażować amerykańskiemu prezydentowi, ten musi oddawać coraz więcej”. Dlatego też potrzeba ze strony UE „zdecydowanej odpowiedzi”.

Zapowiedź nałożenia ceł przez Donalda Trumpa „SZ” nazywa „bezwstydną próbą szantażu”.

Dziennik twierdzi, że „wszystkie dotychczasowe uniżone gesty (wobec Donalda Trumpa) nie przyniosły żądnego efektu”, a teraz należy „zmierzyć się z konfrontacją”.

Równocześnie Niemcy i UE nie powinny całkowicie zrażać do siebie prezydenta USA, bo „Europejczycy nie są w stanie bez pomocy Amerykanów bronić Ukrainy przed Rosją – taka jest niestety rzeczywistość”.

„SZ” przekonuje, że „ci, którzy stają wobec szantażysty Donalda Trumpa z podniesioną głową i bez strachu, zazwyczaj wychodzą na tym całkiem dobrze”.

„Poza tym moment na uniezależnienie się od woli Donalda Trumpa nie mógłby być lepszy. Sondaże wskazują, że prezydent USA traci coraz bardziej w oczach wyborców. Aura nietykalności z pierwszej połowy roku wyraźnie się ulotniła. Szczególnie źle odbierane są dwie kwestie – fakt, że ceny żywności nie spadają tak, jak obiecywano, oraz sięganie po Grenlandię. Połączenie tych dwóch spraw daje Europejczykom stosunkowo korzystną pozycję negocjacyjną” – czytamy dalej w „SZ”.

Dlatego „właśnie teraz, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebny jest wyraźny sprzeciw” i powiedzenie Donalda Trumpowi: „nie, nie gramy już dłużej w twoją grę”.

Również „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wzywa Niemcy i Europę do zajęcia konfrontacyjnego stanowiska. „Amerykański prezydent nie szuka tego, co wspólne, lecz tego, co dzieli. W takim miejscu dyplomacja napotyka swoje granice. Niemiecki rząd pilnie potrzebuje nowej strategii” – przekonuje „FAZ”.

„FAZ” przyznaje, że „warunki do politycznego zwrotu są bez wątpienia trudne”

.Dziennik ten zauważa, że w ostatnich miesiącach rząd w Berlinie stawiał na dyplomację zamiast presji w relacjach z USA. „Jednak berlińska strategia polegająca na ciągłym podkreślaniu wspólnych interesów z USA i robieniu wszystkiego, by nie rozgniewać Donalda Trumpa, poniosła – trzeba to powiedzieć wprost – porażkę” – ocenia.

„FAZ” przyznaje, że „warunki do politycznego zwrotu są bez wątpienia trudne”. „Co czwarte miejsce pracy w Niemczech zależy od eksportu. W przemyśle miesiąc po miesiącu znika ponad 10 tysięcy etatów. Słabość gospodarcza pcha wyborców w stronę AfD” – zauważa. Do tego eskalacja konfliktu handlowego z USA uderzyłaby w Niemcy „mocniej niż w inne kraje europejskie”.

Zarazem – jak przekonuje „FAZ” – „Europejczycy nie powinni umniejszać własnej siły”, bo Amerykanie również potrzebują europejskiego rynku.

„Nie należy też koncentrować całej uwagi wyłącznie na USA. Potrzeba więcej umów o wolnym handlu z innymi dużymi regionami gospodarczymi świata, mniej barier handlowych wewnątrz UE – to również ma dziś kluczowe znaczenie. Gospodarczo nie jesteśmy wcale bezbronni” – uważa dziennik z Frankfurtu nad Menem.

Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego

.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER

Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?

Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.

– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?

– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.

– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.

– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.

W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.

Jeśli chodzi o pierwszą sprzeczność, to też jej nie dostrzegam. Przecież demokracje zawsze muszą posiadać możliwości obrony. Proszę sobie przypomnieć konfrontację ze Związkiem Radzieckim lub Niemcami hitlerowskimi – demokracje we Francji, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych musiały się przed nimi bronić. Dziś również państwa demokratyczne muszą się bronić przed ekspansjonistycznymi państwami, takimi jak Rosja, Chiny czy Iran. Niemcy przekonali się o tym jako ostatni, najdłużej uważali, że cały czas można polegać na tzw. dywidendzie pokojowej. Ale teraz Berlin uczy się tego, czego przez dziesięciolecia nie chciał robić.

– Podkreśla Pan, że nie można współczesnych Niemiec porównywać z tymi z czasów nazizmu, że obecnie niemiecka polityka funkcjonuje w oparciu o twarde zasady – dlatego też rozbudowa Bundeswehry nie jest kłopotem. A jak to będzie wyglądało, jeśli do władzy dojdzie AfD?

– Rozumiem, skąd się bierze Pana pytanie, i zapewniam, że niemiecka klasa polityczna – zwłaszcza chrześcijańscy demokraci – odczuwają ogromną odpowiedzialność za sytuację polityczną w kraju, która jest głęboko zakorzeniona w historii. Dotyczy to zwłaszcza polityki wobec krajów bałtyckich i Polski. Mówię to jako chrześcijański demokrata. Naszym głębokim historycznym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby to, co wydarzyło się w 1939 roku, nigdy więcej się nie powtórzyło. Naszym głębokim historycznym i politycznym obowiązkiem jest również ochrona Polski i krajów bałtyckich przed zagrożeniem ze strony Rosji. I nie chodzi mi tylko o CDU/CSU, ale też o liberałów czy Zielonych.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andreas-rodder-obserwujemy-wyrazny-powrot-do-panstwa-narodowego/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 stycznia 2026