Niemcy planują poprowadzić ofensywę na Grenlandii z użyciem myśliwców i fregat

Kierowana przez Danię europejska misja rozpoznawcza na Grenlandii ma ustalić, czy możliwe jest rozmieszczenie na wyspie myśliwców Eurofighter oraz czy nadzór morski może być tam prowadzony przez fregaty – poinformował rzecznik ministerstwa obrony Niemiec.
Niemiecka ofensywa na Grenlandii?
.Chodzi o sprawdzenie, czy Arktyka jest bezpieczna i w jakim zakresie możemy przyczynić się do jej bezpieczeństwa wspólnie z naszymi partnerami z NATO – przekazał rzecznik resortu Niemiec. Jak wyjaśnił, sondowane jest wysłanie na Grenlandię myśliwców Eurofighter, fregat lub morskich samolotów patrolowych Boeing P-8 Poseidon.
W czwartek Niemcy w koordynacji z Danią wysłały na Grenlandię 13 żołnierzy Bundeswehry. Ich misja ma charakter rozpoznawczy. Prócz Niemiec niewielkie oddziały na Grenlandię wysłały także Szwecja, Norwegia, Holandia, Francja oraz Finlandia. Siły te biorą udział w ćwiczeniach Operation Arctic Endurance, które potrwają do soboty.
Zgodnie z komunikatem ministerstwa obrony w Berlinie „chodzi o rozpoznanie możliwości zapewnienia bezpieczeństwa w obliczu rosyjskich i chińskich zagrożeń w Arktyce”. Decyzja o wysłaniu żołnierzy interpretowana jest w Niemczech jako sygnał dla USA o gotowości Europy, w tym Niemiec, do zapewnienia Grenlandii bezpieczeństwa.
Do operacji dochodzi przy powtarzających się groźbach prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczących możliwego zbrojnego przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone. W niedawnym wywiadzie dla „New York Timesa” powiedział, że USA mogą być zmuszone do „wyboru” między Grenlandią a NATO. Berlin stoi na stanowisku, że o przyszłości wyspy powinni decydować jej mieszkańcy oraz Dania, której Grenlandia jest autonomicznym terytorium zależnym.
Niemcy, chory człowiek czy hegemon?
.Idea Großdeutschland i niemieckiej Europy jest żywa, od lewej strony do prawej. Jest takie niemieckie słowo „Besserwisser” – ktoś, kto wszystko wie lepiej. Można mieć opinie o wszystkim. Ale jeżeli mówią to Niemcy o Polsce, do tego z wyraźną sugestią, że nie chcą zadowolić się obserwacją, ale chcą zmiany wymusić, to mamy problem – pisze Jan ŚLIWA.
Mniej więcej od cudu gospodarczego lat 50/60-tych Niemcy stały się szanowanym państwem w Europie. Z Izraelem zostało zawarte porozumienie: dobra opinia („biała kamizelka”, weiße Weste) w zamian za pomoc gospodarczą i wojskową. Byli oficerowie ubrali garnitury i założyli szkoły managementu, Niemcy tańczyli rock and rolla i jeździli na wakacje do Włoch. Boom gospodarczy potrzebował rąk do pracy, Niemcy stały się atrakcyjnym pracodawcą dla mieszkańców z ubogiego południa, a potem wschodu Europy. Czy się lubiło, czy nie, opłacało się przyjechać.
Przez wiele lat Niemcy były lokomotywą gospodarczą Europy. Niemieckie znaczyło solidne. Miasteczka bawarskie zachwycały schludnością. Czystość, porządek, punktualność, pracowitość. Dziś jest inaczej. To z Polski Niemcy wysyłają filmiki o tym, jak jest czysto, smacznie, porządnie i bezpiecznie. Co się zmieniło? Niemieckie pociągi są tak niepunktualne, że szwajcarskie na granicy nie czekają na nie, bo by im się zawalił rozkład jazdy. Codziennie słyszy się o atakach nożowników, gwałtach i wojnach gangów. Cały model gospodarczy i społeczny zaczyna się sypać. Upadek Niemiec stał się modnym tematem książek.
Wolfgang Münchau w dostępnej po polsku książce „Kaput” przedstawia przyczyny załamania Niemiec, koncentrując się na sprawach gospodarczych. Spory fragment poświęcony jest bankom – muszę go zostawić specjalistom. Dalej autor pisze, jak uśpione dawnym cudem gospodarczym Niemcy zaniedbały nowe technologie. Nawet kompletne pokrycie kraju szybką siecią komórkową nie wydawało się dość ważne, mimo że ma ono podstawowe znaczenie dla nowoczesnej gospodarki, jest jednym z warunków dla przyciągnięcia inwestycji. Dla dyrektorów Siemensa prywatne telefoniki wydawały się niepoważną zabawką. Jeszcze w 2013 Angela Merkel określiła technologię cyfrową jako Neuland – nowe, nieznane ziemie. Ma ona doktorat, ale z chemii kwantowej. Autor twierdzi, że w Niemczech oddźwięk znajduje technofobia. Wymienia tu książkę Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja: W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci”. Nie jestem pewien, czy autor ma rację. Przed negatywnymi skutkami używanie smartfonów wśród młodzieży ostrzega Jonathan Haidt w „The Anxious Generation”.
Technofobia spowodowała też bezsensowne i dogmatyczne odejście od energii atomowej. Hamulcem rozwoju jest ciągle stawianie na sprawdzone warianty i niechęć do ryzyka. Startupy mają trudności ze zdobyciem kapitału, dlatego w nowoczesnych technologiach Niemcy wyraźnie odstają. Hamulcem jest też według autora obawa przed budżetowym deficytem. Według mnie patrzenie na wydatki jest jednak cnotą. To zależy zresztą, o jakie wydatki chodzi. Nawet duże inwestycje z jasnym celem i planem, z przejrzystą kontrolą mają sens. Ale jeżeli tylko otworzy się tamę i da do dyspozycji setki miliardów nie wiadomo na co według zasady „hulaj dusza, piekła nie ma”, to co innego. Podobne mam wrażenie przy polskim KPO. Co jakiś czas „spływają” jakieś pieniądze i zostają na coś tam wydawane. Chętnie bym widział, czy za tymi wydatkami jest jakaś koncepcja, zwłaszcza że są one do oddania. Przejmowanie przez Polskę nadmiarowej niemieckiej produkcji nie powinno być celem.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niemcy-chory-czlowiek-czy-hegemon-niemcy-o-polsce/
PAP/ LW





