Niemcy zbudują platformę rejestracji dla wykwalifikowanych migrantów

Niemcy stały się zbyt ociężałe, zbyt powolne i zbyt biurokratyczne – ocenił w dniu 17 listopada kanclerz RFN Friedrich Merz. Zapowiedział przy tym uproszczenie polityki imigracyjnej przez utworzenie platformy cyfrowej do rejestracji wykwalifikowanych migrantów.
Niemcy zbudują platformę rejestracji dla wykwalifikowanych migrantów
.Friedrich Merz w dniu 17 listopada po raz pierwszy w roli kanclerza wziął udział w 19. szczycie gospodarczym organizowanym przez dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. – Staliśmy się zbyt ociężali, zbyt powolni i zbyt biurokratyczni – ocenił na nim szef niemieckiego rządu. Jak podkreślił, jego gabinet zamierza to zmienić.
Jednym ze środków do tego ma być cyfryzacja polityki imigracyjnej. Zgodnie z zapowiedzią Friedricha Merza w przyszłości wykwalifikowani zagraniczni pracownicy będą mogli rejestrować się na platformie cyfrowej. Dzięki niej pozwolenia na pobyt w Niemczech mają być wydawane sprawniej. Kanclerz nazwał ten projekt „potężnym eksperymentem”. Inicjatywa przed objęciem całego kraju pilotażowo ma być wprowadzona najpierw w dwóch krajach związkowych.
Większość Niemców negatywnie ocenia rządy Friedricha Merza
.Obejmując w maju urząd kanclerza, Friedrich Merz obiecywał poprawę sytuacji gospodarczej, wyciągnięcie Niemiec z kryzysu gospodarczego. Po ponad pół roku rządów większość głosujących wystawia mu negatywną ocenę. Z sondażu dla telewizji RTL wynika, że jedynie 16 proc. Niemców chce, by ponownie ubiegał się o funkcję szefa rządu.
Koalicję pod wodzą chadeka regularnie wstrząsają kryzysy. W poniedziałek kanclerz odrzucił jednak scenariusz rządu mniejszościowego, uznając że odbiłoby się to negatywnie na jakości pracy legislacyjnej. W ostatnich dniach krytyka względem Friedricha Merza pojawia się także wewnątrz samej CDU. Przeciwna rządowym planom reformy emerytalnej jest chadecka młodzieżówka, część deputowanych CDU w Bundestagu zapowiada głosowanie przeciwko projektowi w parlamencie.
Aby poprawić sytuację gospodarczą, niemiecka koalicja planuje m.in. odciążyć przemysł w zakresie kosztów energii poprzez wprowadzenie państwowej dotacji na lata 2026–2028. Prócz tego zamierza do 2031 roku wybudować nowe elektrownie gazowe o łącznej mocy ośmiu gigawatów. W planach jest także m.in. obniżenie podatku od biletów lotniczych, obniżka podatków od osób prawnych od 2028 roku i reforma składek na ubezpieczenie społeczne.
Kto kogo zdelegalizuje?
.Stary świat się nie poddaje. Znów widziałem w Bernie dwie książki o „zagrożeniach dla demokracji”. W temacie Polski radość z powodu sukcesu liberałów w 2023 i smutek po zwycięstwie populisty w 2025 roku. Ktoś to czyta, liberalizm, choć poturbowany, jeszcze kąsa. Ale jego wpływ na umysły maleje – pisze Jan ŚLIWA w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Kto kogo zdelegalizuje?”.
Bezpośrednią motywacją do napisania tego tekstu stały się ciężkie działa, jakie niemiecki prezydent Frank-Walter Steinmeier wytoczył wobec AfD, największej (i de facto jedynej) partii opozycyjnej w Niemczech. Zasugerował, że jej delegalizacja może być niezbędna. Niemiecka demokracja dla wielu (nie dla mnie) uchodzi za wzorcową, warto się więc jej przyjrzeć. Rozwój wydarzeń w Niemczech może też mieć wpływ na sytuację w Polsce, stąd nasze zainteresowanie.
Wygląda na to, że w świecie Zachodu zbliża się decydujące starcie liberalizmu z demokracją. Jak to? – można zapytać, przecież liberalizm jest szczytową formą demokracji. Otóż nie jest.
Etymologicznie „liberalizm” pochodzi od łacińskiego słowa libertas, wolność. Związek między tymi pojęciami jest jednak pozorny. W komunistycznej NRD używano pojęcia „real existierender Sozialismus”, realnie istniejący socjalizm. Miało to pojęcie pozwolić zrozumieć, że socjalizm widziany wokół nas nie przypomina tego z książki, często jest jego zaprzeczeniem. Podobnie jest z liberalizmem. Powinien zapewniać wolność słowa, pozwalać na swobodną dyskusję, w której decydują argumenty, i tworzyć taki system polityczny, w którym wolni ludzie samodzielnie decydują o swoim losie. Czy tak jest?
.Panuje terror politycznej poprawności, internetowi dyskutanci boją się występować pod własnym nazwiskiem, ponieważ mogą zostać wyrzuceni z pracy lub zaszczuci przez środowisko. W wielu krajach istnieje „policja myśli” oraz zorganizowane donosicielstwo. W Wielkiej Brytanii, której swobody były niegdyś przedmiotem zazdrości absolutystycznego kontynentu, cicha modlitwa przed kliniką aborcyjną jest przestępstwem.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-kto-kogo-zdelegalizuje/
PAP/Mateusz Obremski/MJ





