Nowa fizyka siły. Dlaczego małe państwa mogą dziś rzucać wyzwanie mocarstwom [New York Times]

nowa fizyka wojny

Wojna z Iranem, konflikt rosyjsko-ukraiński, starcia Izraela z Hezbollahem i Hamasem oraz działania Huti pokazują fundamentalną zmianę w sposobie prowadzenia współczesnych wojen. Przewaga nie wynika już wyłącznie z liczby żołnierzy, czołgów, samolotów i lotniskowców, a coraz większe znaczenie mają informacja, precyzja, rozproszenie oraz tanie technologie. Thomas L. Friedman na łamach „The New York Times” nazywa tę zmianę „nową fizyką siły”. Jej konsekwencje mogą okazać się znacznie poważniejsze niż wyniki którejkolwiek z obecnie trwających wojen.

.Przez większą część historii nowoczesnych konfliktów zbrojnych potęga militarna była stosunkowo łatwa do zmierzenia. Liczyły się liczebność armii, wielkość floty, liczba samolotów, zdolności przemysłowe, dostęp do surowców i możliwości logistyczne. Państwo dysponujące większą ilością ludzi, energii i sprzętu mogło przerzucić na pole walki większą masę i zazwyczaj uzyskiwało przewagę. Thomas L. Friedman przekonuje, że ten model coraz gorzej opisuje rzeczywistość XXI wieku. W opublikowanym 18 sierpnia 2026 r. na łamach „The New York Times” tekście „The New Physics of Power” amerykański publicysta stawia tezę, że wojny ostatnich lat ujawniły zmianę znacznie głębszą niż pojawienie się kolejnej generacji uzbrojenia bo zdaniem publicysty zmienia się sama relacja między wielkością państwa a jego zdolnością do zadawania przeciwnikowi strat.

Mali mogą zachowywać się jak wielcy

.Friedman ujmuje tę zmianę w prostej formule: „mali” mogą dziś działać jak „wielcy” tj. precyzyjnie, na dużą odległość i stosunkowo niewielkim kosztem. Dotyczy to zarówno państw takich jak Iran czy Ukraina, jak również organizacji niepaństwowych: Huti, Hezbollahu czy Hamasu. Jednocześnie wielkie mocarstwa także potrafią działać „na małą skalę”: dokonywać niezwykle precyzyjnych uderzeń, prowadzić operacje cybernetyczne, eliminować pojedynczych dowódców czy niszczyć konkretny element infrastruktury przeciwnika. Problem polega jednak na tym, że system pozwalający im osiągnąć taką precyzję jest zazwyczaj niezwykle kosztowny. Mocarstwa wciąż bowiem utrzymują lotniskowce, wielkie bazy, samoloty za dziesiątki lub setki milionów dolarów, ciężkie dywizje, rozbudowane systemy dowodzenia i gigantyczne zaplecze logistyczne. Tymczasem przeciwnik może próbować zniszczyć element takiego systemu za pomocą rakiety lub drona kosztującego zaledwie ułamek ceny celu. W ten sposób powstaje nowa asymetria kosztów.

Nie chodzi już wyłącznie o to, kto posiada lepszą broń ale również, a może przede wszystkim o to, ile kosztuje zniszczenie broni przeciwnika i ile kosztuje obrona przed jego atakiem.

Lekcja wojny z Iranem

.Dla Friedmana najnowszym laboratorium tej zmiany stała się amerykańsko-izraelska wojna z Iranem. Publicysta przypomina wypowiedź Donalda Trumpa z 11 marca 2026 r. Prezydent Stanów Zjednoczonych, niespełna dwa tygodnie po rozpoczęciu szeroko zakrojonej kampanii bombardowań Iranu, ogłosił w praktyce zwycięstwo. Problem polegał na tym, że jak zauważa Friedman, Iran również miał wpływ na określenie momentu zakończenia wojny dysponując planem działania na okres następujący po pierwszych amerykańskich i izraelskich uderzeniach. Bowiem pomimo ogromnej przewagi konwencjonalnej USA i Izraela oraz ciężkich strat zadanych irańskim siłom zbrojnym Teheran zachował możliwość oddziaływania na przeciwnika za pomocą rakiet, dronów i zagrożenia dla żeglugi w Cieśninie Ormuz. To właśnie jest, zdaniem Friedmana, istotą nowego układu sił. Słabszy nie musi pokonać silniejszego. Wystarczy, że uniemożliwi silniejszemu osiągnięcie politycznego celu wojny przy akceptowalnych kosztach.

Pięta achillesowa wielkiej armii

.Jednym z przykładów podawanych przez Friedmana jest amerykańska infrastruktura logistyczna w Zatoce Perskiej. Irańskie rakiety i drony miały na początku wojny zniszczyć znaczną część amerykańskiego zaplecza zaopatrzeniowego w Bahrajnie. Konsekwencje odczuł m.in. lotniskowiec USS „Abraham Lincoln”, którego licząca niemal 5700 osób załoga wymaga gigantycznego, nieprzerwanego systemu zaopatrzenia.

Amerykanie musieli w większym stopniu oprzeć logistykę na brytyjskiej bazie Diego Garcia, oddalonej o około 2700 mil od Bahrajnu. Przykład ten pokazuje paradoks współczesnej potęgi militarnej. Lotniskowiec jest jednym z najbardziej imponujących instrumentów projekcji siły, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek. Ale jego funkcjonowanie zależy od całej sieci paliwa, części zamiennych, amunicji, żywności, samolotów transportowych, portów i baz. Im bardziej więc skomplikowany system, tym więcej potencjalnych punktów, w które może uderzyć przeciwnik. Bo przecież nie trzeba zatopić lotniskowca, aby ograniczyć jego możliwości bojowe, wystarczy zaatakować jego zaplecze.

Rakieta staje się bronią XXI wieku

.Jeszcze ciekawszy jest opis ataku na system THAAD w Jordanii. Friedman, powołując się m.in. na rozmowę z wysokim rangą jordańskim urzędnikiem, opisuje irański pocisk, który miał zniszczyć radar wart około 500 mln dolarów, będący kluczowym elementem amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej w bazie Muwaffaq Salti.

Szczególne znaczenie ma sposób przeprowadzenia ataku. Pocisk miał manewrować podczas lotu tak, aby zaatakować radar z nieoczekiwanego kierunku i utrudnić jego wykrycie oraz przechwycenie. John Arquilla, emerytowany profesor analizy obronnej w U.S. Naval Postgraduate School, zwraca uwagę, że współczesna broń rakietowa przestaje przypominać pociski znane z XX wieku. Dawniej bowiem po wystrzeleniu rakieta podążała stosunkowo przewidywalną trajektorią. Dzisiaj rozwijane są pociski zdolne do manewrowania w trakcie lotu, korzystające z coraz dokładniejszych informacji dostarczanych niemal w czasie rzeczywistym, osiągające prędkości hipersoniczne i mogące atakować z kierunków, których obrona nie przewidziała. Podobne zdolności rozwijają Rosja i Chiny. Pekin od kilku lat wykorzystuje podczas ćwiczeń w pobliżu Tajwanu manewrujące pociski hipersoniczne DF-17.

Zdaniem Arquilli może to uczynić rakietę najważniejszą bronią XXI wieku, a zarazem podważyć dotychczasowe mechanizmy odstraszania.

Wojny wygrywała masa. Teraz coraz częściej wygrywa informacja

.To prawdopodobnie najważniejsza teza całego tekstu Friedmana. Arquilla przypomina, że przez pokolenia wojny wygrywano za pomocą „masy i energii”. Im dalej znajdował się przeciwnik, tym trudniej było trafić go precyzyjnie. Problem rozwiązywano więc poprzez zwiększenie skali uderzenia. Jeśli pojedyncza bomba nie gwarantowała zniszczenia celu, wysyłano dziesiątki bombowców. Jeśli artyleria była niedokładna, prowadzono zmasowany ostrzał.

Rozwój cyfrowych systemów rozpoznania, łączności satelitarnej, GPS, dronów, sensorów i algorytmów radykalnie zmienił tę zależność, odległość bowiem przestaje już oznaczać nieprecyzyjność. W efekcie – jak ujmuje to Arquilla – wojny coraz częściej wygrywa nie ten, kto dysponuje największą masą, lecz ten, kto posiada najlepszą informację. I to właśnie informacja, która przez dziesięciolecia była jednym z najdroższych zasobów wojskowych, ulega demokratyzacji. Zdjęcia satelitarne, drony, komercyjna elektronika, systemy komunikacji satelitarnej, oprogramowanie i coraz bardziej dostępne modele sztucznej inteligencji powodują, że możliwości jeszcze niedawno zarezerwowane dla największych mocarstw trafiają w ręce znacznie mniejszych aktorów.

Mocarstwo morskie bez wielkiej marynarki

.Spektakularnym przykładem jest Ukraina. Nie posiadając floty zdolnej konwencjonalnie rywalizować z rosyjską Flotą Czarnomorską, Ukraińcy wykorzystali bezzałogowe jednostki nawodne, drony oraz niewielkie, szybkie platformy do atakowania rosyjskich okrętów i infrastruktury.

W efekcie Rosja została zmuszona do odsunięcia znacznej części swoich sił morskich od ukraińskiego wybrzeża. Arquilla ujmuje rezultat paradoksalnie: Ukraina stała się istotną siłą morską bez posiadania tradycyjnej marynarki wojennej. To przykład szerszego zjawiska. Dawniej chcąc zwalczać flotę przeciwnika, należało zbudować własną flotę. Chcąc niszczyć jego lotnictwo, trzeba było dysponować własnym lotnictwem. Chcąc przeprowadzać dalekie uderzenia, należało posiadać kosztowne rakiety lub bombowce. Dzisiaj coraz częściej można osiągnąć podobny efekt za pomocą zupełnie innych i znacznie tańszych narzędzi.

„Wielu i mali” przeciwko wielkim

.Arquilla określa nową logikę wojny jako przewagę „the many and the small” – „wielu i małych”. Rozproszone oddziały wyposażone w drony i precyzyjne pociski mogą być trudniejsze do zniszczenia niż wielkie formacje wojskowe. Friedman przeciwstawia w tym kontekście dwie strategie zastosowane w wojnie z Iranem. Trump i sekretarz obrony Pete Hegseth mieli koncentrować się na zwiększaniu skali wojny tj. większej liczbie uderzeń, szybszym tempie operacji i większej ilości używanego uzbrojenia.

Iran odpowiadał natomiast rozpraszaniem wojny. Zamiast koncentrować siły, rozpraszał niewielkie jednostki i systemy rakietowe, których zadaniem było przetrwać wystarczająco długo, aby przeprowadzić atak i natychmiast zmienić pozycję.

W takim środowisku znaczenie kilku wielkich formacji czołgów Abrams może być mniejsze niż setek niewielkich zespołów wykorzystujących tanie uzbrojenie, które można szybko produkować, przebudowywać i dostosowywać do warunków pola walki.

Słabszy nie musi zwyciężyć

.Nowa technologia wzmacnia jeszcze jeden fundamentalny problem wojen asymetrycznych. Silniejszy musi wygrać. Słabszemu często wystarczy nie przegrać. Stany Zjednoczone prowadzące wojnę tysiące kilometrów od własnego terytorium muszą ostatecznie osiągnąć cel polityczny, zakończyć operację i sprowadzić żołnierzy do domu. Iran, Huti czy Hezbollah mogą natomiast po prostu przetrwać.

Ta różnica była widoczna już podczas wcześniejszych konfliktów asymetrycznych od Wietnamu po Afganistan. Nowe technologie dodatkowo ją wzmacniają, ponieważ pozwalają słabszemu przeciwnikowi zadawać znacznie większe straty za znacznie mniejsze pieniądze. Powstaje w ten sposób strategiczna pułapka. Mocarstwo może wygrać niemal każde pojedyncze starcie, a mimo to nie wygrać całej wojny.

Ale wielcy także potrafią być mali

.Friedman przestrzega jednak przed wyciąganiem wniosku, że technologiczna rewolucja automatycznie oznacza koniec przewagi wielkich mocarstw. Druga część jego równania brzmi bowiem: wielcy również nauczyli się działać jak mali.

Przykładem mają być izraelskie uderzenia pierwszego dnia wojny z Iranem. Dzięki niezwykle precyzyjnym informacjom wywiadowczym izraelskie lotnictwo, wspierane przez amerykański wywiad, miało zabić ponad 40 wysokich rangą przedstawicieli irańskiego aparatu bezpieczeństwa zgromadzonych w jednym miejscu w Teheranie.

Jeszcze bardziej spektakularną demonstracją tej logiki była izraelska operacja przeciwko Hezbollahowi we wrześniu 2024 r., kiedy eksplodowały używane przez członków organizacji pagery i inne urządzenia elektroniczne. W ciągu dwóch dni zginęły dziesiątki osób, a około 3000 zostało rannych. Według przywoływanych przez Friedmana danych około 1500 bojowników Hezbollahu zostało wyłączonych z walki. Nie była to demonstracja potęgi opartej na wielkich bombowcach czy dywizjach pancernych ale demonstracja potęgi informacji.

Stuxnet jako zapowiedź przyszłości

.Podobną logikę można odnaleźć w operacji Stuxnet przeciwko irańskiemu programowi nuklearnemu. Zamiast bombardować zakład wzbogacania uranu w Natanz, do jego systemów komputerowych wprowadzono złośliwe oprogramowanie, które doprowadziło do zakłócenia pracy części irańskich wirówek. Stany Zjednoczone i Izrael nigdy oficjalnie nie przyznały się do odpowiedzialności za Stuxnet.

Z punktu widzenia historii technologii wojskowej operacja pozostaje jednak niezwykle ważna. Pokazała bowiem, że kod komputerowy może wywołać fizyczne skutki w strategicznej infrastrukturze przeciwnika, a granica między wojną cyfrową a wojną fizyczną zaczęła zanikać.

Sztuczna inteligencja może przyspieszyć rewolucję

.To właśnie w tym miejscu analiza Friedmana wykracza poza obecne konflikty. Jeżeli drony, komercyjne satelity, systemy komunikacji i tanie pociski już zmieniły relację między wielkimi i małymi, sztuczna inteligencja może ten proces radykalnie przyspieszyć.

AI może pomagać analizować zdjęcia satelitarne, rozpoznawać cele, wyszukiwać podatności systemów informatycznych, koordynować roje dronów, planować trasy ataku, przetwarzać ogromne ilości danych wywiadowczych i automatyzować działania, które jeszcze niedawno wymagały całych zespołów wysoko wykwalifikowanych specjalistów. A możliwości te nie muszą pozostawać domeną państw.

Friedman posługuje się celowo niepokojącym przykładem: nastolatek dysponujący laptopem, łączem Starlink i otwartym modelem AI może potencjalnie odnaleźć stare podatności w oprogramowaniu sterującym miejską siecią wodociągową lub energetyczną i próbować zakłócić jej działanie. W tym sensie określenie „mały” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Nie musi już oznaczać małego państwa. Może oznaczać niewielką organizację, grupę kilku osób, a w skrajnych przypadkach – pojedynczego człowieka.

Koniec monopolu państwa na potęgę?

.Najgłębszą konsekwencją „nowej fizyki siły” może więc być nie zmiana układu sił między Stanami Zjednoczonymi, Chinami, Rosją czy Iranem, lecz stopniowa erozja monopolu państwa na stosowanie zaawansowanej przemocy. Przez stulecia bowiem jednym z fundamentów nowoczesnego państwa była koncentracja środków przemocy. Tylko państwa mogły pozwolić sobie na artylerię, lotnictwo, okręty wojenne, satelity czy międzykontynentalne systemy komunikacji. Technologia cyfrowa stopniowo obniża próg wejścia.

Nie oznacza to oczywiście, że dron za kilka tysięcy dolarów zastąpi lotniskowiec. Oznacza jednak, że może zmusić system kosztujący miliardy dolarów do reakcji, ujawnić jego pozycję, zakłócić działanie bazy, zniszczyć radar albo spowodować konieczność użycia niezwykle drogiego pocisku przechwytującego. A wtedy rachunek ekonomiczny wojny zaczyna się zmieniać.

Najważniejsza staje się zdolność adaptacji

.Analiza Friedmana prowadzi również do wniosku istotnego dla wszystkich zachodnich armii. W przyszłości przewaga może należeć nie tyle do państwa posiadającego najwięcej uzbrojenia, ile do tego, które najszybciej potrafi się uczyć. W tradycyjnym modelu system uzbrojenia projektowano przez kilkanaście lat, następnie produkowano przez kolejne dekady i użytkowano niekiedy przez pół wieku.

Wojna dronowa rozwija się w zupełnie innym tempie. Przeciwnik zmienia sposób zakłócania dronów. Po kilku tygodniach pojawia się nowa częstotliwość. Zmienia się oprogramowanie. Powstaje nowy sposób naprowadzania. Konstrukcja jest poprawiana. Produkcja zostaje uruchomiona ponownie. Cykl innowacji skraca się z lat do miesięcy, tygodni, a czasami dni. W tym środowisku ogromna organizacja może okazać się mniej sprawna od niewielkiego zespołu inżynierów współpracującego bezpośrednio z żołnierzami.

Nowa fizyka potęgi

.Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały armię zdolną do projekcji potęgi praktycznie w każdym miejscu świata. Jedenaście grup lotniskowcowych pozostaje symbolem możliwości, których nie posiada żadne inne państwo. Nie oznacza to jednak, że amerykańska przewaga może być używana równie swobodnie jak trzydzieści lat temu.

Coraz więcej przeciwników dysponuje bowiem narzędziami pozwalającymi podnieść cenę amerykańskiej interwencji. I właśnie dlatego doświadczenie wojny z Iranem jest dla Friedmana tak istotne. Nie dowodzi ono, że Iran stał się militarnie silniejszy od Stanów Zjednoczonych. Nic podobnego. Pokazuje coś bardziej niepokojącego: ogromna przewaga militarna nie gwarantuje już proporcjonalnej przewagi politycznej.

Można posiadać największą armię świata, najlepsze lotnictwo, najnowocześniejsze systemy obrony i największy budżet wojskowy, a mimo to mieć trudności ze zmuszeniem znacznie słabszego przeciwnika do kapitulacji. Jeżeli Friedman i Arquilla mają rację, wiek XXI będzie epoką, w której o potędze coraz rzadziej decydować będzie sama masa. Decydować będą informacja, precyzja, szybkość adaptacji, zdolność rozproszenia oraz koszt jednostkowego uderzenia. A sztuczna inteligencja może tylko przyspieszyć tę zmianę. Największym strategicznym wyzwaniem dla mocarstw nie będzie więc pytanie, jak stać się jeszcze większymi. Będzie nim pytanie, jak nauczyć się walczyć z przeciwnikami, którzy nie muszą już być wielcy, aby być niebezpieczni.

Jarosław Kowalski

Tekst powstał na podstawie analizy Thomasa L. Friedmana „The New Physics of Power”, opublikowanej 18 sierpnia 2026 r. na łamach „The New York Times”.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 sierpnia 2026