Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego. Donald Trump traktuje swoje postulaty poważnie [Eldbridge Colby]

Elbridge Colby, podsekretarz do spraw polityki obronnej Stanów Zjednoczonych, przedstawił na platformie X swoje poglądy na temat nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA. W jego ocenie ta koncepcja oznacza realistyczne podejście do promowania interesów Waszyngtonu. “Jest to przede wszystkim zapewnienie, że zawsze działamy z pozycji siły” – podkreślał Elbridge Colby.
„Polityka USA będzie realistyczna i pragmatyczna”
.Republikanin i absolwent prestiżowych uczelni, Elbridge Colby jest jedną z najbardziej wpływowych osób w sektorze bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Podsekretarz stanu opisuje w swoim wpisie, że gdy mowa o bezpieczeństwie całego narodu, “skupienie się na wszystkim oznacza skupienie się na niczym, a celem powinny być podstawowe interesy bezpieczeństwa narodowego Ameryki”.
Popiera on tym samym Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, zaznaczając, że prezydent Donald Trump jest skupiony na interesie narodowym USA, i na tym, w jaki sposób polityka jego rządu przyniesie korzyści Amerykanom.
“Siła jest najlepszym środkiem odstraszającym. Państwa lub wrogie organizacje, które zostaną skutecznie odstraszone, nie zaatakują strefy wpływów USA. Dlatego Stany Zjednoczone muszą utrzymać najsilniejszą gospodarkę, rozwijać najnowocześniejsze technologie, wspierać zdrowie kulturowe społeczeństwa i dalej rozwijać najpotężniejszą armię na świecie”.
Elbridge Colby podkreśla także uniwersalność strategicznej koncepcji Donalda Trumpa. Podkreśla, że “polityka USA będzie realistyczna w odniesieniu do tego, co jest możliwe i pożądane do osiągnięcia w stosunkach z innymi narodami”. Co więcej, w jego ocenie nie ma nic złego w działaniu zgodnie z tak “zimnymi”, realistycznymi kryteriami. Podsekretarz stanu nie wyklucza również współpracy z państwami o innej kulturze politycznej, o ile ich przywódcy dostosują się do amerykańskich idei.
Podsumowując nową koncepcję bezpieczeństwa, Elbridge Colby kładł nacisk na konieczność samodzielnej polityki Stanów Zjednoczonych, w której jest wprawdzie miejsce na sojusze, ale te sojusze mają być realizowane na równych warunkach, a sprzymierzeńcy mają wypełniać wszystkie swoje obowiązki.
Oprac. Maciej Bzura
America First. Europa w uścisku rywalizacji Ameryki i Chin
.Jedynym rywalem w strategii Donalda Trumpa, mającej na celu osiągnięcie „America First”, są i będą Chiny – pisze Romano PRODI.
Wszyscy zgadzamy się już co do tego, że Donald Trump jest prezydentem, którego absolutnym i niezbywalnym celem jest „America First”. A to przekłada się na zapewnienie amerykańskiej dominacji na planecie w każdej dziedzinie, od technologii, przez gospodarkę, po supremację militarną. Cel, który Donald Trump zaczął już konkretnie realizować, wybierając zespół współpracowników, których darzy całkowitym zaufaniem i którzy są całkowicie oddani temu projektowi.
Drugą zaś powszechnie podzielaną opinią jest to, że strategia osiągnięcia celu, którą obrać może Donald Trump, jest całkowicie nieprzewidywalna. I choć od dnia objęcia władzy dzieli nas jeszcze kilka tygodni, już teraz możemy stwierdzić, że wszystkie podejmowane dotychczas przez prezydenta elekta decyzje potwierdzają obie prognozy.
Aby zrealizować plan „America First”, ludzie blisko związani z Donaldem Trumpem – nicią przyjaźni lub ludzie ze świata biznesu, ludzie lojalni wobec jego linii politycznej we wszystkich dziedzinach, od komunikacji po ekonomię, od handlu po wymiar sprawiedliwości – zostali wezwani do obsadzenia ról o najwyższej odpowiedzialności w Stanach Zjednoczonych. Ten osobisty i oczywisty wybór, który w niewielkim stopniu uwzględnia równowagę partyjną, nabiera szczególnego znaczenia w polityce zagranicznej, gdzie zarówno nowy sekretarz stanu (tj. minister spraw zagranicznych) Marco Rubio, jak i wpływowy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz nie tylko cieszą się całkowitym zaufaniem prezydenta, ale stanowią część najbardziej skrajnego skrzydła składu, który postrzega Chiny jako swojego jedynego wielkiego przeciwnika. W strategii Donalda Trumpa, mającej na celu osiągnięcie „America First”, jedynym rywalem branym pod uwagę są w rzeczywistości Chiny.
Można zatem zaklasyfikować do sfery nieprzewidywalności wielokrotnie wyrażane przez Donalda Trumpa, choć być może nieoficjalnie złożone, zaproszenie chińskiego prezydenta Xi Jinpinga na ceremonię przekazania władzy w Waszyngtonie 20 stycznia 2025 roku. To nieprzewidziane i nieprzewidywalne zaproszenie, ponieważ nigdy w takiej ceremonii, zawsze zastrzeżonej dla świata amerykańskiego, nie uczestniczyła zagraniczna głowa państwa. Tym bardziej nieprzewidywalne, że jest skierowane do kraju, który chce rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym w walce o światową dominację.
Jednak jeśli dobrze się zastanowić, zaproszenie to nie należy do sfery nieprzewidywalności, lecz do dyplomacji. Donald Trump z pewnością wie, że Xi Jinping nigdy nie wziąłby udziału w ceremonii, podczas której musiałby być świadkiem koronacji swojego głównego przeciwnika politycznego. Nie do pomyślenia jest nawet to, że chiński prezydent zasiądzie pośród amerykańskiego establishmentu i dziesiątek ambasadorów, aby być świadkiem inauguracji prezydenta znanego z atakowania Chin.
Zaproszenie to było jednak gestem, w związku z którym amerykański prezydent nie ryzykował utraty niczego. Tym nieszablonowym i niemożliwym zaproszeniem Trump może jednak faktycznie pokazać, że wyciągnął rękę do swojego wielkiego przeciwnika, wskazując, że jego otwarcie spotkało się z odrzuceniem po stronie chińskiej. Jest to oczywiście skromne posunięcie taktyczne, które jednak potwierdza, że lata rządów Donalda Trumpa w Białym Domu będą latami G2, czasem bezpośredniej konfrontacji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, od której zależeć będzie cała reszta – w tym Europa.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romano-prodi-europa-w-uscisku-rywalizacji-ameryki-i-chin/
PAP/MB





