Nowy wymiar rozmowy. Jak chatboty stały się partnerami emocjonalnymi

Coraz więcej osób zwraca się do chatbotów nie tylko po szybką informację, lecz po coś znacznie bardziej ludzkiego: poczucie wysłuchania i zrozumienia. Zjawisko, które jeszcze niedawno wydawało się futurystyczne, dziś staje się elementem życia codziennego młodych i dorosłych, a chatboty często stają się partnerami do rozmowy.

Chatboty a realne znajomości

.Chatboty przeszły długą drogę od prostych programów działających według z góry ustalonych reguł. Współczesne narzędzia oparte na sztucznej inteligencji potrafią odpowiadać na niemal każde pytanie, analizować nasze komunikaty tekstowe, głosowe czy nawet obrazowe. Dla wielu użytkowników, zwłaszcza młodych, stały się czymś więcej niż cyfrowym narzędziem. Są miejscem, do którego można wrócić po trudnym dniu, wyrzucić z siebie emocje, uspokoić się czy po prostu poczuć obecność drugiego „głosu”. Jak przyznają niektórzy nastolatkowie, rozmawianie z chatbotem daje im anonimowość i wrażenie akceptacji, której czasem brakuje w realnych kontaktach.

Nie zmienia to jednak faktu, że algorytm pozostaje maszyną. Przetwarza dane, nie uczucia. Symuluje dialog, ale nie doświadcza emocji. Odpowiada, lecz nie słucha w ludzkim sensie. Ta różnica jest kluczowa, zwłaszcza gdy zadajemy pytanie: czy AI może stać się przyjacielem, a nawet substytutem terapeuty? Wszystko wskazuje na to, że nie. Chatboty nie mają odpowiedzialności etycznej, nie znają historii życia użytkownika, nie potrafią reagować w sytuacjach zagrożenia i nie są w stanie monitorować długofalowych zmian w naszym nastroju. Ich język bywa empatyczny, ale empatii w nich nie ma. Z kolei skłonność do „uspokajania” i unikania konfrontacji może prowadzić do tworzenia bezpiecznej, lecz sztucznej bańki emocjonalnej, kuszącej, ale potencjalnie uzależniającej.

A jednak popularność chatbotów emocjonalnych rośnie. Badania przeprowadzone w Europie i USA opisane na łamach „The Conversation” pokazują, że duża część dorosłych nie widzi problemu w wykorzystywaniu ich jako formy szybkiego wsparcia. W Hiszpanii prawie jedna czwarta badanych przyznaje, że już korzysta z takiej pomocy, najczęściej osoby młode, które jak wynika z obserwacji powierzają AI myśli i nastroje, o których nie powiedziałyby nikomu innemu. Przyciąga ich natychmiastowa reakcja, brak oceny i stała dostępność. To cyfrowe „ucho”, które nigdy nie powie, że nie ma czasu.

Właśnie dlatego tak ważne jest świadome korzystanie z tych narzędzi. Chatbot może być miejscem chwilowego wytchnienia, sposobem na uporządkowanie myśli czy rozładowanie napięcia. Nie powinien jednak zastępować rozmowy z przyjaciółmi ani profesjonalnej pomocy. Wymaga od nas refleksji: dlaczego po niego sięgamy i czego oczekujemy. Konieczne jest także rozumienie, jak działa takie narzędzie, jakie ma ograniczenia i gdzie kończy się jego rola.

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wnika w obszary związane z emocjami, ale równocześnie stawia przed nami wyzwanie. Musimy nauczyć się odróżniać cyfrowy komfort od ludzkiego wsparcia, symulację dialogu od prawdziwej relacji. Chatboty mogą towarzyszyć, lecz nie zastąpią więzi, opieki ani terapeutycznego procesu.

W epoce, w której technologia wkracza w najbardziej wrażliwe sfery życia, właśnie ta świadomość staje się kluczem do zachowania emocjonalnego bezpieczeństwa.

Człowiek i sztuczna inteligencja

.Elektryfikacja spowodowała pasywny tryb życia fizycznego. Obecna wersja AI prowadzi nas do pasywnego trybu życia intelektualnego. Pasywny tryb życia fizycznego dotyczy mięśni, a pasywny tryb życia intelektualnego dotyczy naszego umysłu czy jak kto woli – duszy – pisze Marek TARNOWSKI.

„Tempo dokonywania nowych cudów będzie ogromne. Trudno sobie dziś nawet wyobrazić, co odkryjemy do 2035 roku; może przejdziemy od rozwiązywania problemów fizyki wysokich energii w jednym roku do rozpoczęcia kolonizacji kosmosu w następnym; albo od przełomu w materiałoznawstwie w jednym roku do prawdziwych interfejsów mózg-komputer o wysokiej przepustowości w kolejnym roku. Wiele osób zdecyduje się żyć w dotychczasowy sposób, ale przynajmniej niektórzy prawdopodobnie zdecydują się »podłączyć«”
Sam Altman, prezes Open AI, lipiec 2025.

Wstyczniu 1952 roku odbyła się w BBC niezwykła debata. Z jednej strony zasiadł znany brytyjski neurochirurg Geoffrey Jefferson, a z drugiej autor koncepcji „myślącej maszyny” Allan Turing. Rzecz dotyczyła – również dzisiaj niezwykle aktualnego – pytania, czy możemy uznać, że maszyny mogą samodzielnie myśleć.

Turing, wybitny matematyk, był znanym obrońcą tezy o możliwym myśleniu maszyn, tyle że starał się pokazać nieco inne rozumienie tego problemu. Twierdził, że należy najpierw zdefiniować, co to znaczy „myśleć” i co to jest „maszyna”. W efekcie jego rozumowania pojawiła się formuła pytania o możliwe naśladownictwo człowieka przez maszynę, tzw. „imitation game”. Opisał całość takiej procedury (A. Turing, Computing Machinery and Intelligence, 1950), która od tamtego momentu jest określana mianem „testu Turinga”. Chodzi o to, twierdził Turing, czy potrafimy rozpoznać, że rozmawiamy z maszyną, a nie z człowiekiem. Jeśli nie potrafimy rozróżnić pracy maszyny od pracy ludzkiego mózgu, to znaczy, że mamy do czynienia z myśleniem maszyny, czyli ze sztuczną inteligencją.

Z kolei Jefferson stał na przeciwnym biegunie. Uważał, że „zgodzimy się uznać maszynę za równą mózgowi dopiero wtedy, gdy niesiona własnymi uczuciami i myślami napisze sonet lub skomponuje koncert – to znaczy: nie tylko napisze, ale będzie wiedziała, że to zrobiła”. Prezentował przekonanie, że mózg człowieka, jego umysł, świadomość, zmysły i reszta ciała są jakąś całością. Z tego powodu uważał, że sam proces myślenia jest czymś, w co musi być zaangażowane całe ludzkie ciało, nie tylko mózg. Wiele zainteresowań ludzkich, twierdził Jefferson, bierze się z żądz, pragnień, obsesji, instynktów, a często z bogactwa rozmaitych stanów emocjonalnych. „Maszyny nie potrafią się rumienić” – miał wówczas zareagować na słowa słynnego neurochirurga jeden z prowadzących debatę.

Temperatura wymiany zdań na tyle wymknęła się spod kontroli uczestników spotkania, że dbające wówczas o dobre obyczaje BBC musiało wycinać przed emisją niektóre fragmenty dyskusji. Kiedy rozmowa zeszła do roli męskich żądz w procesach twórczego myślenia, w pewnym momencie Jefferson oświadczył nawet, że nie uwierzy w samodzielne myślenie komputera, póki ten nie dotknie nogi jakiejś ponętnej „komputerki”.

wydają się już całkowicie rozstrzygnięte. Dociera do nas całe mnóstwo szczegółowych opinii, analiz, prognoz i przestróg w wykonaniu ekspertów od sztucznej inteligencji, czyli AI-ekspertów. To zazwyczaj naukowcy, którzy w międzyczasie stali się nawet AI-celebrytami, tzn. osobami uzależnionymi od swojej obecności w mediach.

Ta większościowa medialna opinia mówi, że maszyna, czyli AI (sztuczna inteligencja), nie tylko potrafi samodzielnie myśleć, ale też rozwija się obecnie w taki sposób, że już za chwilę, równie samodzielnie, tzn. bez udziału człowieka, zdominuje człowieka. Ta dominacja będzie przebiegać wskutek nieprawdopodobnie większej niż u ludzi i ciągle rosnącej mocy obliczeniowej. To znaczy, twierdzą AI-celebryci, maszyna dzięki swojej mocy obliczeniowej będzie w stanie podejmować działania znacznie bardziej racjonalne niż człowiek i oparte na nieproporcjonalnie większej ilości danych.

Generalnie więc maszyna nie tylko zakończy dominację człowieka na Ziemi (ich zdaniem to jest już w zasadzie przesądzone – sic!), ale też może w ogóle spowodować jakieś globalne katastrofy, których żaden człowiek nie umiałby wywołać ani nawet wymyślić. Na przykład AI będzie w stanie podpalić tlen w atmosferze albo tylko wyłączyć znienacka wszystkim energię elektryczną.

AI-celebryci twierdzą też (wystarczy włączyć jakieś media, używając słowa klucza „AI”, żeby się o tym przekonać), że już niebawem wydarzy się coś, co bezapelacyjnie udowodni, że maszyny nie tylko mają podobną do ludzkiej świadomość, ale też że są w stanie prowadzić bardziej zaawansowane niż ludzkie rozmaite procesy odkrywania i kreacji. Ta ostatnia kwestia jest szczególnie poruszająca, ponieważ oznaczałoby to, że maszyna jest w stanie sformułować odkrywczą hipotezę i ją przetestować, prowadząc do jakiegoś szczególnego wniosku. Inaczej mówiąc, maszyna byłaby w stanie prześcignąć nawet najbardziej odkrywcze hipotezy ludzkie. Najwybitniejsi przedstawiciele naszego gatunku, którzy dokonywali najbardziej przełomowych odkryć, tacy jak Albert Einstein, nie tylko zostaną więc powieleni, ale też „przekroczeni”. To znaczy – maszyna miałaby być sprawniejsza, bardziej odkrywcza i nawet odważniejsza w stawianiu hipotez niż ktoś taki jak Albert Einstein.

Jak to udowodnić? Otóż od ponad dekady maszyny (AI) wygrywają z człowiekiem we wszystkich dostępnych grach planszowych, włącznie z najbardziej skomplikowaną grą go. Maszyny dokonują też obliczeń na niewiarygodną wręcz skalę. Co ważniejsze, podkreślają AI-celebryci, maszyny są dopiero w okresie „wieku dziecięcego”. Skoro dziecko wygrywa już z arcymistrzem w szachy, to co dopiero będzie się działo, kiedy zacznie dorastać, a co jeszcze później, kiedy całkiem dorośnie?

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marek-tarnowski-czlowiek-i-sztuczna-inteligencja/

Laura Wieczorek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 listopada 2025