Od początku wojny Rosja zaatakowała 81 oddziałów położniczych

Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. doszło do ponad 2 tys. ataków na ukraińskie placówki medyczne, w tym zaatakowano 81 oddziałów położniczych i sal porodowych – podał „Guardian”. W 2024 r. w Ukrainie odnotowano najniższy na świecie wskaźnik urodzeń i najwyższy wskaźnik śmiertelności.

„Nie miałam wyboru i musiałam urodzić”

.W każdym ukraińskim szpitalu „kobiety i pracujący tam personel narażają się na straszliwe niebezpieczeństwo: krążące drony, artylerię, pociski balistyczne i celową degradację infrastruktury opieki zdrowotnej. Ryzykują życiem, by dać nowe życie krajowi, w którym na każde narodziny dziecka przypadają trzy zgony” – stwierdził brytyjski dziennik.

Według przytoczonych danych statystycznych amerykańskich służb wywiadowczych CIA, w 2024 r. Ukraina miała najniższy wskaźnik urodzeń i najwyższy wskaźnik śmiertelności na świecie.

Dziennikarze „Guardiana” odwiedzili Charków, w północnej Ukrainie, gdzie w tamtejszym szpitalu przed wojną przyjmowano ok. 1 tys. porodów rocznie, a w ubiegłym roku liczba ta spadła do niecałych 440. Jak poinformowano, dwie trzecie kobiet w wieku rozrodczym wyjechało z miasta. Szacuje się, że liczba ta była jeszcze niższa, ale do placówki zgłasza się więcej kobiet z okolicznych miejscowości, gdzie szpitale przestały pracować na skutek wojny.

W reportażu opisano atak rosyjskiego drona na budynek oddziału położniczego głównego charkowskiego szpitala, do którego doszło pod koniec lipca. „W wyniku wybicia okien i rozprysku szkła na łóżkach, kobiety, niektóre w ciąży, inne z noworodkami, a jedna w trakcie porodu, zostały przewiezione do innej placówki. Wszystkie kobiety były w szoku, a rodząca potrzebowała pilnego cesarskiego cięcia. Personel szybko przeprowadził operację, dzięki czemu matka i dziecko przeżyły” – czytamy w artykule.

W rozmowie z dziennikiem lekarze powiedzieli, że trwająca wojna pogłębia i tak już duży stres u kobiet w ciąży, co wpływa na wystąpienie powikłań medycznych oraz załamań nerwowych. Opowiedzieli oni dramatyczną historię młodej matki, która odmówiła zabrania dziecka do domu po tym, gdy dowiedziała się, że jej mąż zginął na froncie. Obecnie szpital zatrudnia psychologa.

– Martwiłam się, że szpital może zostać zaatakowany, ale nie miałam wyboru i musiałam urodzić – powiedziała 30-letnia Olha Szewela, kołysząc synka Zahara, który miał dopiero jeden dzień. Matka wraz z noworodkiem trafili do szpitalnego schronu zaledwie kilka godzin po porodzie, gdy w Charkowie w tym czasie doszło do prawie 20 eksplozji.

Obok oddziału położniczego w Słowiańsku, będącym ostatnim działającym w okupowanym przez Ukrainę Donbasie, reporterzy „Guardiana” dotarli też do Chersonia na południu Ukrainy. Dawniej w tym mieście przyjmowano od 1,5 tys. do 2 tys. porodów rocznie, obecnie jest ich ok. 120. Od początku 2025 r. zginęło tutaj ok. 100 osób, a 1,1 tys. zostało rannych.

„Nie ma placówki położniczej która uniknęła ostrzału”

.Gazeta podała, że od początku wojny w 2022 r. chersoński szpital położniczy nr 2 został pięciokrotnie uszkodzony w następstwie rosyjskich ataków i obecnie funkcjonuje pod ziemią, w zaadaptowanej piwnicy, gdzie znajdują się sale porodowe, operacyjne i pooperacyjne.

– W Chersoniu nie ma placówki medycznej, która zostałaby trafiona mniej niż cztery lub pięć razy – poinformował ordynator oddziału położniczego Petro Marenkowski. – Jesteśmy w 100 proc. pewni, że Rosja celowo nas atakuje – dodał.

Ordynator stwierdził, że ciągły stres związany z nieustającymi działaniami wojennymi oznacza u kobiet wyższe ryzyko poronień, częstsze krwotoki i zwiększoną liczbę interwencji chirurgicznych. „Sytuacja pogorszyła się w ciągu prawie dziewięciu miesięcy okupacji miasta w 2022 roku, kiedy ludzie ukrywali się w domach, a kobiety nie miały dostępu do opieki medycznej; wtedy nastąpił gwałtowny wzrost liczby martwych urodzeń” – zauważyła brytyjska gazeta.

– Nie da się wymazać okropności, przez które przeszliśmy w czasie tej wojny – powiedziała 35-letnia Kateryna Osecymska, która w czasie okupacji miasta przez Rosjan była w ciąży ze swoim najmłodszym dzieckiem. Jak wspomniała, nie miała wówczas dostępu ani do lekarzy ani do opieki medycznej. – Ale moją wielką nadzieją jest to, że moje dziecko przeżyje i będzie miało szansę cieszyć się dzieciństwem – dodała.

Czytanie na ruinach. Dlaczego rosyjscy okupanci niszczą ukraińskie książki

.Regiony przyfrontowe poniosły największe straty — pod względem zasobów ludzkich, gospodarczych i kulturowych — pisze Olha KARI.

«Rosjanie urządzili w bibliotece swoją kwaterę główną, wyrzucili na podłogę wszystkie autorskie tkane ręczniki, używali ich jako szmat, rzucali pod nogi, zakrywali dziury w oknach i uszkodzili wiele eksponatów». Tak wspomina swoją pierwszą wizytę po wyzwoleniu obwodu kijowskiego do lokalnej biblioteki we wsi Obuchowyczi iwankiwśkoji hromady Liusiena Szum, dyrektor wykonawczy z fundacji charytatywnej «Biblioteczny kraj». Biblioteka w Obuchowyczach dzieliła jeden pokój z miejscowym muzeum tkactwa.

Liusiena przyznaje, że najbardziej zszokowały ją rozstrzelane książki. «Znałam te konkretne książki, bo to my przekazywaliśmy je do biblioteki. Książki o ukraińskiej historii, geografii – wszystkie zostały przestrzelone. W ten sposób okupanci pokazują swoją wyższość, niszczą naszą kulturę i historię. To jest niszczenie osiągnięć cywilizacyjnych. Rosjanie zachowują się jak barbarzyńcy, miażdżą wszystko na swojej drodze, wszystko, co stworzyli nasi intelektualiści. I w zasadzie zachowują się tak, jak zachowywali się w trakcie całej swojej historii».

TTak jak Rosjanie celowo atakują obszary mieszkalne, szpitale, szkoły i przedszkola za pomocą ciężkiej broni i pocisków rakietowych, tak celowo niszczą ukraińską kulturę i wszystko, co z nią związane, od ręczników w wiejskiej bibliotece po książki. Jednocześnie, niszcząc ukraińskie dziedzictwo artystyczne i kulturowe, Rosjanie własnymi rękami dekonstruują odziedziczony radziecki mit rzekomo kulturalnego narodu, który czyta najwięcej na świecie. Bezwzględna eksploatacja tego mitu miała na celu stworzenie iluzji pewnego rodzaju wysoko wykształconego «dobrego Rosjanina», który rano ogląda balet «Dziadek do orzechów», po południu słucha koncertów Rachmaninowa, a wieczorem doczytuje coś z «tołstojewskich» pod «dźwięk chrupiącej francuskiej bułki»* (*ironiczne wyrażenie o tęsknocie za przedrewolucyjną Rosją).

Ten mit zaczął się rozpadać i zapadać w zasadzie już podczas pierwszych kampanii czeczeńskich. Duszący pył zniszczenia dotarł na ziemie ukraińskie w 2014 roku, a ostatecznie rozpadł się na kawałki i zmieszał się z pokruszonymi cegłami 11 marca 2022 roku, kiedy rosyjskie lotnictwo uderzyło w stary dom Wasyla Tarnawśkoho w Czernihowie. Słynny ukraiński filantrop w 1902 r. otworzył muzeum starożytności w swoim wspaniałym budynku, w którym obecnie mieści się biblioteka dla młodzieży. Z luksusowego pałacyku z wysokimi lancetowymi oknami, który przypominał bajkowy zamek i przetrwał dwie wojny światowe, po przedstawicielach «najbardziej oczytanego narodu świata» pozostały tylko ruiny. Serce boli na widok zdjęć czernihowskich ratowników, którzy ostrożnie, niczym małych dzieci, wyciągali spod gruzów skąpe książkowe skarby, które udało im się ocalić po nalocie.

Liusiena Szum na zaproszenie brytyjskiego stowarzyszenia bibliotek Libraries Connected wygłosiła w Londynie i na Uniwersytecie Oksfordzkim prezentację o tym, jak okupanci zdewastowali ukraińskie biblioteki. Wspomina, że najbardziej zszokowało publiczność to, jak zaciekle Rosjanie niszczą ukraińskie książki.

«Opowiadałam o tym, jak rosyjskie wojsko strzelało do książek, wyrzucało je na ulice. Mówiłam o książkach, które zostały zalane, zniszczone, spalone – to ich zszokowało. Dla nich nie jest jasne, po co niszczyć książki, ponieważ w rzeczywistości świat nie do końca rozumie, dlaczego toczy się ta wojna, że chodzi również o konfrontację kulturową. Kiedy mówisz, że niszczą nasze książki, ponieważ Rosjanie chcą zniszczyć nas jako naród, dla wielu ludzi brzmi to jak objawienie! – tłumaczy Liusiena Shum. – To wojna o naszą tożsamość, o zachowanie naszego narodu, kultury i historii. A biblioteki, w szczególności, są ośrodkami tej kultury. I niezależnie od tego, jak trudna była sytuacja naszych bibliotek, przez 30 lat zbiory były odnawiane, pojawiały się tam nowe książki. Wśród nich były tomy o Rewolucji godności, historii wojny rosyjsko-ukraińskiej, ukraińskiej historii, a nasza fundacja aktywnie przekazywała takie książki do bibliotek i oczywiście, kiedy okupanci weszli na nasze terytorium, pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było zniszczenie właśnie takich książek».

Kateryna Łytwyn, ukraińska badaczka, która przeżyła 40 dni okupacji w wiosce pod Czernihowem, po wyzwoleniu ukraińskiej północy podjęła badania. Wraz z innymi specjalistami zaczęła podróżować do deokupowanych wiosek i miasteczek obwodu czernihowskiego i zbierać świadectwa i historie ludzi, którzy ocaleli z okupacji.

«Okupanci często zatrzymywali się w bibliotekach i urządzali tam swoje posterunki. W Żukotkach miejscowa bibliotekarka powiedziała mi, że zostawili na jej biurku starą, rozłożoną mapę Czernihowa i trzy puste kieliszki. Najwyraźniej mieli jakieś posiedzenie i próbowali poznać Czernihów według tych XIX-wiecznych map. Wiele książek z biblioteki zostało wykorzystanych na rozpałkę. W Kociubynśkomu powyciągali stare radzieckie publikacje na temat chirurgii i zostawili jedną z książek otwartą na stronie z ranami nóg. Pozostawili po sobie stosy związanych książek, które najwyraźniej planowali zabrać, jednak nie zdążyli, bo szybko zostali wypędzeni. Ale ze wszystkich bibliotek ukradli nożyce. We wiosce Lhiw także byli w bibliotece. Akurat przed inwazją na pełną skalę 24 lutego, w bibliotece prezentowano wystawę tematyczną do rocznicy Majdanu. Więc bibliotekarka szybko przybiegła, zebrała do torby wszystko, co było na wystawie i schowała w domu, aby okupanci nie zobaczyli ani jednego zdjęcia żołnierzy ATO».

Regiony przyfrontowe poniosły największe straty – pod względem zasobów ludzkich, gospodarczych i kulturowych. Liusiena Szum wspomina, że przed wojną osiedle typu miejskiego Wełyka Pysariwka w obwodzie sumskim miało bardzo ładną bibliotekę, wyremontowaną, nowoczesną. Dziś biblioteka jest zniszczona, a wełykopysariwśka społeczność jest ewakuowana – życie tam stało się niemożliwe z powodu codziennych ostrzałów przez KABy* (*bomby lotnicze o korygowanym locie).

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/olha-kari-czytanie-na-ruinach-dlaczego-rosyjscy-okupanci-niszcza-ukrainskie-ksiazki/

PAP/MB


Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 sierpnia 2025