Ogólnopolski Dzień Transplantacji

26 stycznia obchodzimy w Polsce Ogólnopolski Dzień Transplantacji. O możliwości transplantacji warto rozmawiać z bliskimi – tak naturalnie, jak o innych sprawach dnia codziennego. Gdy dochodzi do nagłego zdarzenia, rodzinie zmarłego łatwiej podjąć decyzję o przekazaniu organów – podkreśliła prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska ze szpitala SPWSZ w Szczecinie.

Pierwszy udany przeszczep w Polsce

.Dnia 26 stycznia mija 60 lat od pierwszego udanego przeszczepienia (nerki) w Polsce. Tego dnia obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Transplantacji, którego celem jest m.in. popularyzowanie wiedzy o przeszczepach i promowanie świadomego dawstwa. Liczba transplantacji wzrasta z roku na rok. Według danych Poltransplantu, który jest centrum koordynacyjno-organizacyjnym transplantacji w Polsce, w 2025 r. przeszczepiono 2298 narządów wewnętrznych, które otrzymało 2254 pacjentów. Rok wcześniej transplantacji było 2197, a np. w 2022 r. 1402.

Liczba przeszczepów rośnie m.in. dzięki powołaniu wojewódzkich koordynatorów transplantologii i współpracy z koordynatorami w szpitalach. W ubiegłym roku zgłosili oni Poltransplantowi 1021 zmarłych dawców. Zakwalifikowano 781. Wykonano 671 przeszczepów wątroby oraz 37 przeszczepów fragmentów tego organu od dawców żywych. Przeprowadzono 1296 transplantacji nerek, 169 serca, 133 płuc, 10 trzustki. Przeprowadzono 44 transplantacje wielonarządowe, m.in. 25 pacjentów otrzymało nerkę i trzustkę, 12 nerkę i wątrobę.

Jednym z największych ośrodków transplantacyjnych w Polsce jest Samodzielny Publiczny Wojewódzki Szpital Zespolony w Szczecinie. W 2025 r. w SPWSZ „Arkońska” przeszczepiono wątroby 75 pacjentom, a nerki – 50 osobom (w tym 7 od żywych dawców). W szpitalu SPWSZ „Zdunowo” wykonano cztery przeszczepienia płuc. Od początku programu transplantacyjnego specjaliści SPWSZ wykonali w sumie już 2819 przeszczepień (wątroby – 1221, nerki – 1499, płuca – 99).

Prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska, która kieruje oddziałem chorób zakaźnych, hepatologii i transplantacji wątroby w SPWSZ, w rozmowie podkreśliła, że podstawą rozwoju transplantologii jest edukowanie społeczeństwa, przełamywanie kulturowego tabu dot. przekazywania narządów.

– O możliwości transplantacji warto rozmawiać z bliskimi – tak samo naturalnie, jak o innych sprawach dnia codziennego. Gdy dochodzi do nagłego zdarzenia, na przykład wypadku, a lekarz musi porozmawiać z rodziną zmarłej osoby o pobraniu narządów, jest to dla niej bardzo trudny moment. Bliscy są w szoku i często nie potrafią zaakceptować myśli, że ich ojciec czy brat mógłby zostać dawcą. My to rozumiemy. Zawsze szanujemy zdanie rodziny. Jednak gdyby taka rozmowa odbyła się wcześniej, bliscy łatwiej podjęliby decyzję o przekazaniu tego bezcennego daru komuś, kto czeka na ratunek – powiedziała prof. Wawrzynowicz-Syczewska.

Oceniła, że zagadnienia transplantacji powinny znaleźć się w programie edukacji zdrowotnej.

Prof. Wawrzynowicz-Syczewska przypomniała, że prawo dot. transplantacji organów w Polsce opiera się o tzw. rejestr sprzeciwów. Wpisują się tam osoby, które nie zgadzają się na pobranie organów po śmierci. I koordynator transplantacyjny zawsze sprawdza, czy dana osoba w rejestrze figuruje. – Jeżeli nie, to mamy prawo domniemywać, że Kowalski byłby za taką donacją. Ale oczywiście, jeśli rodzina się sprzeciwia, szanujemy to – podkreśliła.

Pytana o największe wyzwania współczesnej transplantologii, prof. Wawrzynowicz-Syczewska powiedziała, że specjaliści od przeszczepień koncentrują się na tym, by wykorzystać jak najlepiej jak najwięcej narządów. – Przekracza się pewne granice wieku dawcy, jakości narządu dawcy. Robi się specjalistyczne maszyny do perfuzji, które pozwalają przedłużyć czas przeżycia tego narządu poza organizmem i pomóc w jego regeneracji – wyjaśniła.

Przypomniała, że w dziedzinie przeszczepów wątroby od 1 stycznia 2025 r. obowiązuje w Polsce tzw. alokacja europejska, w której decydująca jest punktacja MELD, czyli model schyłkowej choroby wątroby (Model for End-Stage Liver Disease). Im pacjent jest bardziej chory, im ma gorszą punktację, tym jest wyżej na liście biorców.

– Dążymy do tego, żeby ten proces był jak najbardziej transparentny i jak najbardziej sprawiedliwy. Żeby coś obiektywnego decydowało o tym, że narząd idzie do Kowalskiego, a nie do Nowaka – wyjaśniła prof. Wawrzynowicz-Syczewska.

Podkreśliła, że transplantacje u pacjentów wycieńczonych chorobą są trudniejsze, wzrasta ryzyko powikłań itd. – To zapewne w perspektywie kilku lat wpłynie na wyniki transplantacji, ale taka jest cena tej pracy. Staramy się pomagać najbardziej potrzebującym – powiedziała.

Niedobór narządów do przeszczepienia

.Zwróciła uwagę na „niedobór narządów do przeszczepienia”, co jest związane z rozwojem medycyny, coraz wyższą skutecznością leczenia, rosnącą średnią długością życia. W tej sytuacji i dawcami, i biorcami są osoby coraz starsze. Wątroby pobiera się od zmarłych 70-latków, nerki nawet od 80-latków. Kiedyś nie były praktykowane pobrania nawet od 60-latków. – Wiek dawcy nie ma tak wielkiego znaczenia, jak mniemaliśmy do niedawna. Są badania, statystyki, które to udowadniają. Coraz bardziej przekraczamy te różne granice – stwierdziła.

Profesor opowiedziała, jak pobierane narządy poddawane są swego rodzaju „liftingowi”, np. stłuszczoną wątrobę można ratować, regenerować. – Wątroba jest perfundowana przez jakiś czas krwią, kondycjonowana, żeby ją natlenić, lepiej przygotować do przeszczepienia – wyjaśniła.

Dodała, że coraz powszechniejsze są przeszczepy u pacjentów po 70. roku życia, którzy z „nową” wątrobą potrafią przeżyć jeszcze 20 lat w dobrej formie. – Gdy lata temu zaczynałam pracę w transplantologii, to było nie do pomyślenia. Teraz patrzymy na to szerzej, bardziej liberalnie – przyznała profesor.

Podkreśliła też, że transplantolodzy starają się wykonywać pobrania wielonarządowe. Jeden zmarły może być dawcą serca, wątroby, płuc, nerek, tkanek. – To jest wielka robota koordynatorów transplantacyjnych, żeby zgrać wszystkie zespoły w jednym czasie, w jednym miejscu. Jako lekarze musimy współpracować, zaufać, dostosować się – podsumowała prof. Wawrzynowicz-Syczewska.

Z sercem dla Polski

.Był jednym z najuczciwszych, najbardziej charakternych ludzi, z jakimi przyszło mi pracować. Praca z kisielem, budyniem, galaretowatą masą, którą można dowolnie kształtować – to nigdy nie jest frajda. Praca z Profesorem była frajdą. Od pierwszych słów

Chyba sprawiły to operacje chirurgiczne, w których wszystko musiało być na swoich miejscach, przygotowane, za co odpowiadali konkretni ludzie. Tak samo tutaj. Miał zaufanie, cedował zadanie, i oddawał się do dyspozycji. Zająłem się strategią jego kampanii prezydenckiej – od pierwszych do ostatnich chwil.

Zaczęliśmy od rozmów o tym, jak działa ludzki mózg (lekarzowi – tłumaczyć sposób działania mózgu z punktu widzenia osiągnięć psychologii poznawczej, struktur narracyjnych, prac moich mistrzów marketingu), o wymogach współczesnych mediów i o tym, jak ludzie odbierają polityków.  Co działa w czasie kampanii, a co nie. Także o tym, dlaczego proponuję „Z sercem dla Polski” i dlaczego nie ma sensu robić własnych badań ilościowych, na tym etapie. Dlaczego jako jedyny powinien ruszyć w kraj, do ludzi, specjalnie przygotowanym autobusem. Co warto, aby zrobił. I jak, w jaki sposób. Ale też z czasem wiedziałem już bardzo dobrze, gdzie jest granica, której nigdy nie przekroczy.

Tylko raz powiedziałem – tak sobie, głośno myśląc, nawet nie do Niego, tylko w powietrze, w burzy mózgów z przyjacielem – co byłoby, gdyby wszyscy, których kiedykolwiek wyleczył, których uratował, przyszli w sobotę pod siedzibę sztabu, jeszcze na Placu Dąbrowskiego. To duży plac. Dopiero później zrozumiałem, że dał na nowo tyle serc przez te lata, że ludzie przez niego uratowani nie pomieściliby się na placu. Ale to w ogóle nie wchodziło w grę. Woli te pieprzone wybory przegrać, niż „użyć” pacjentów do wygranej.

Gdy zaczynaliśmy kampanię był najbardziej szanownym człowiekiem w Polsce. Człowiekiem – ale nie politykiem. W kategorii „polityk” uzyskiwał 6 procent. Autorytet, szacunek – tak, ale nie jako polityk. Po kilku miesiącach kampanii w tej kategorii miał już blisko 30 proc. wskazań. I co chyba ważniejsze, a o czym już nikt nie chce pamiętać: do czasu zalania całej Polski billboardami z Donaldem Tuskiem prowadził w wyścigu prezydenckim. Dzień, gdy dostaliśmy jeszcze SMSem wynik sondażu na dużej grupie -następnego poranka sondaż gonitwy do prezydentury podała na swej czołówce „Rzeczpospolita”. Profesor był pierwszy. Ale niedługo potem weszły billboardy.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-bogowie-czekajac-na-film-o-profesorze-zbigniewie-relidze/

PAP/ Tomasz Maciejewski/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 stycznia 2026