Oligarchia nie zaczęła się w Dolinie Krzemowej. Starożytni Grecy znali ten problem doskonale [Project Syndicate]

Oligarchia nie jest wynalazkiem epoki miliarderów, platform technologicznych i polityki wielkich pieniędzy. W klasycznej Grecji była jednym z najważniejszych przeciwników demokracji, systemem rządów niewielkiej, bogatej i przekonanej o własnej wyższości mniejszości. Matt Simonton z Princeton University przekonuje na łamach „Project Syndicate”, że doświadczenie greckich polis pozostaje aktualnym ostrzeżeniem: oligarchia nie zawsze potrzebuje zamachu stanu, ponieważ niekiedy wystarczą instytucje pozwalające mniejszości skutecznie blokować większość.

Demokracja i oligarchia – wielki konflikt greckiego świata

.Jesienią 403 r. p.n.e. demokracja powróciła do Aten po klęsce w wojnie peloponeskiej i krótkich, brutalnych rządach Trzydziestu Tyranów, którzy, choć odwoływali się do cnoty, sprawiedliwości i porządku, doprowadzili do śmierci ponad 1500 osób. Przeciwko reżimowi wystąpił ruch oporu skupiający nie tylko obywateli, lecz także cudzoziemców i niewolników; po niemal roku walk demokraci odzyskali polis, a zwycięstwo uczcili ofiarą złożoną Atenie na Akropolu.

Simonton przywołuje jednak inną, znacznie mroczniejszą scenę. Zwolennicy oligarchów mieli wystawić nagrobek Kritiasowi, przywódcy Trzydziestu, filozofowi, poecie i radykalnemu przeciwnikowi demokracji. Relief przedstawiał kobietę z pochodnią podpalającą drugą kobietę: pierwsza symbolizowała Oligarchię, druga Demokrację, zaś inskrypcja wychwalała „dobrych ludzi”, którzy przez krótki czas powstrzymywali pychę ateńskiego ludu. Nie wiadomo, czy monument naprawdę istniał, ale dla Simontona pozostaje on doskonałą metaforą jednego z najważniejszych konfliktów politycznych starożytności. Grecki świat nie był bowiem areną prostego starcia demokracji z tyranią. Znacznie częściej ścierały się demokracja i oligarchia, czyli – jak zauważał Arystoteles – nie tylko rządy wielu i niewielu, lecz w praktyce rządy biedniejszych i bogatych.

Historyk John Ma okres między ok. 460 a 360 r. p.n.e. nazywa wręcz „stuletnią wojną” demokracji z oligarchią.

Kim był oligarcha?

.Grecki oligarcha nie był po prostu człowiekiem posiadającym wielki majątek. Należał do warstwy przekonanej, że pochodzenie, bogactwo, wykształcenie i obyczaje dają jej szczególne kompetencje polityczne, podczas gdy demos – większość obywateli – kieruje się emocjami, krótkoterminowym interesem i brakiem rozeznania. Oligarchia była więc nie tylko koncentracją własności i władzy, lecz także ideologią nieufności wobec większości: przekonaniem, że polityczna równość jest błędem, ponieważ ludzie nie są równie przygotowani do rządzenia.

Problem oligarchów polegał jednak na tym, że z definicji stanowili mniejszość. Demokracja mogła odwoływać się do poparcia większości obywateli, oligarchia musiała natomiast stworzyć mechanizmy, dzięki którym niewielka grupa przejmowała władzę, a następnie potrafiła ją utrzymać.

I właśnie tutaj – przekonuje Simonton – starożytne doświadczenie staje się szczególnie interesujące dla współczesności.

Jak mniejszość utrzymywała władzę

.Najprostszym instrumentem był cenzus majątkowy, ograniczający dostęp do urzędów do kilkunastu procent najbogatszych obywateli, lecz sama selekcja ekonomiczna nie wystarczała. Greckie oligarchie kooptowały wpływowych przeciwników, nagradzały informatorów, utrudniając tworzenie opozycyjnych sieci, kontrolowały miejsca publiczne, w których zgromadzenie mogło przerodzić się w bunt, a gdy sytuacja stawała się niebezpieczna, korzystały ze wsparcia zewnętrznych sojuszników – szczególnie Sparty.

Jednocześnie musiały kontrolować własne elity, ponieważ wspólnota interesu bogatych nie oznacza automatycznie politycznej solidarności. Ludzie dysponujący ogromnymi zasobami bywają równie ambitni i skonfliktowani jak pozostali, dlatego oligarchia potrzebuje instytucji nie tylko do podporządkowania większości, lecz również do organizowania współpracy między samymi oligarchami.

Simonton posługuje się współczesną analogią: Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, Tim Cook, Sergey Brin czy Elon Musk mogą korzystać z tego samego politycznego porządku, nie oznacza to jednak, że byliby w stanie długo wspólnie nim zarządzać. Oligarchia musi dopiero przekształcić interesy poszczególnych możnych w trwały interes politycznej klasy.

Demokracja była trwalsza, niż mówi popularna opowieść

.Simonton kwestionuje również utrwalony obraz greckiej demokracji jako systemu efektownego, ale niestabilnego, który niemal nieuchronnie miał prowadzić do demagogii, chaosu i upadku. Taką interpretację starożytności chętnie wykorzystywano później, także podczas tworzenia amerykańskiego ustroju.

Tymczasem współczesne badania literackie, epigraficzne i archeologiczne pokazują, że demokracja nie była krótkim ateńskim eksperymentem. Między III a II wiekiem p.n.e. mogła być wręcz najczęściej spotykaną formą rządów w świecie greckim, przedstawianą w sztuce, na monetach i w oficjalnym języku jako system wolności i równości wolnych obywateli – oczywiście z wszystkimi ograniczeniami starożytności, przede wszystkim wykluczeniem kobiet i istnieniem niewolnictwa.

Oligarchia, mimo licznych przykładów jej rzeczywistego funkcjonowania, nigdy nie uzyskała podobnej legitymizacji społecznej.

Ameryka i powrót słowa „oligarchia”

.W Stanach Zjednoczonych pojęcie oligarchii wróciło do debaty politycznej po kryzysie finansowym, protestach Occupy Wall Street i kampanii Berniego Sandersa z 2016 r.; w styczniu 2025 r. Joe Biden w pożegnalnym przemówieniu ostrzegał przed powstaniem oligarchii „ekstremalnego bogactwa, władzy i wpływu”.

Zmieniło się także skojarzenie kulturowe. Oligarcha coraz rzadziej oznacza wyłącznie rosyjskiego miliardera, który przejął majątek państwowy w latach 90., coraz częściej zaś właściciela technologicznego imperium posiadającego kapitał, media, dane i bezpośredni dostęp do najwyższych szczebli polityki.

Simonton proponuje jednak, aby nie zatrzymywać się na personaliach. Najważniejszy problem oligarchii nie dotyczy bowiem liczby miliarderów stojących obok prezydenta, lecz konstrukcji instytucji, które mogą pozwalać niewielkiej części społeczeństwa skutecznie narzucać swoją wolę większości.

Ojcowie założyciele bali się większości

.Amerykański system konstytucyjny jest, zdaniem Simontona, słabo przygotowany do rozpoznawania takiego zagrożenia, ponieważ debata założycielska przesunęła punkt ciężkości z konfliktu demokracji i oligarchii na napięcie między rządami prawa a tyranią większości.

Federalistów niepokoiło, że nadmierna demokracja może prowadzić do niestabilności; stąd również popularne dziś twierdzenie, że Stany Zjednoczone są „republiką, a nie demokracją”. Simonton przypomina jednak, że dla Jamesa Madisona republika oznaczała przede wszystkim system przedstawicielski zamiast demokracji bezpośredniej, nie zaś odrzucenie zasady większościowej.

W „Federalist No. 10” Madison pisał, że jeżeli frakcja stanowi mniej niż większość, „zasada republikańska” umożliwia większości pokonanie jej szkodliwych zamiarów w zwyczajnym głosowaniu. Jeszcze mocniej wypowiadał się Alexander Hamilton, który w „Federalist No. 22” krytykował wymaganie większości kwalifikowanej, ponieważ przyznanie mniejszości prawa weta oznacza w praktyce podporządkowanie „zdania większej liczby” interesom niewielkiej grupy.

Filibuster – ochrona mniejszości czy władza mniejszości?

.Właśnie dlatego Simonton szczególną uwagę poświęca filibusterowi w amerykańskim Senacie.

W praktyce do zakończenia debaty nad wieloma projektami ustaw potrzeba 60 głosów, co oznacza, że 41 senatorów może zablokować decyzję popieraną przez większość. Ponieważ każdy stan posiada dwóch senatorów niezależnie od liczby mieszkańców, odpowiednio skonstruowana mniejszość może reprezentować bardzo niewielki odsetek amerykańskiej populacji, a mimo to zachowywać faktyczne prawo weta.

Tutaj znajduje się najważniejsza teza Simontona: oligarchia nie musi oznaczać formalnego przejęcia państwa przez kilku bogaczy; wystarczy system, w którym niewielka mniejszość uzyskuje trwałą możliwość blokowania decyzji większości. Nie oznacza to oczywiście, że każda instytucja ograniczająca większość jest oligarchiczna. Demokracja konstytucyjna wymaga ochrony praw jednostki i mniejszości przed większością, która nie może dowolnie pozbawiać przeciwników praw, podporządkowywać sądów czy znosić wolności obywatelskich.

Problem zaczyna się wówczas, gdy ochrona mniejszości przeobraża się we władzę mniejszości.

Instytucje wykonujące pracę oligarchów

.To najważniejsza lekcja, którą Simonton wydobywa ze starożytności.

Oligarchia nie zawsze musi mieć nazwę, manifest ani radę miliarderów; nie musi też rozpoczynać się od zerwania konstytucji. Może rozwijać się poprzez reguły proceduralne, sposoby reprezentacji, mechanizmy blokady i instytucjonalne przywileje, które stopniowo odbierają większości możliwość skutecznego działania. Dlatego pytanie o współczesną oligarchię nie powinno ograniczać się do tego, kto jest bogaty i kto zna prezydenta, lecz dotyczyć tego, kto rzeczywiście może podejmować decyzje, kto posiada prawo weta i czy wynik demokratycznej rywalizacji można jeszcze przełożyć na politykę państwa.

Stany Zjednoczone stoją przed decyzjami dotyczącymi sztucznej inteligencji, nierówności, klimatu, gospodarki i przyszłości swoich instytucji; jeśli system nie będzie zdolny przekształcać demokratycznych większości w polityczne rozstrzygnięcia, problemem stanie się nie tylko polaryzacja, lecz strukturalna niesprawność demokracji. Starożytni Grecy wiedzieli, że demokracja może zostać pokonana nie tylko przez tyrana, ale również przez dobrze zorganizowaną mniejszość. Dzisiaj zagrożenie może być mniej widowiskowe niż Oligarchia podpalająca Demokrację na domniemanym nagrobku Kritiasa: może kryć się w procedurze parlamentarnej, sposobie liczenia głosów albo regule, która przez dziesięciolecia wydawała się neutralna. Instytucje mogą bowiem chronić demokrację – albo wykonywać pracę oligarchów za nich.

Jarosław Kowalski

Tekst powstał na podstawie eseju Matta Simontona „Oligarchy’s Ancient Origins”, opublikowanego na łamach „Project Syndicate”.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 sierpnia 2026