Orędzie o stanie państwa wymaga od nas chłodnego realizmu [Michał KŁOSOWSKI]

Najrozsądniejsza postawa wobec zbliżającego się z każdą godziną State of the Union to chłodny realizm: obserwować nie słowa, lecz skutki, konkretne decyzje. W świecie nadmiaru symboli realna władza coraz rzadziej bowiem objawia się w przemówieniach, a coraz częściej w cichych, technicznych aktach administracyjnych – pisze Michał KŁOSOWSKI
.Orędzie o stanie państwa to bardziej rytuał niż realny instrument władzy. Ot, widowisko bardziej niż narzędzie sprawczości w świecie social mediów i wszędobylskiego PRu. W teorii jednak to konstytucyjny obowiązek informowania Kongresu o kondycji państwa. W praktyce zaś medialny event, którego znaczenie polityczne jest systematycznie przeceniane, a realny wpływ na nastroje społeczne i poparcie prezydenta – ograniczony. Niezmiennie jednak, oglądany z wypiekami na twarzy.
Nie inaczej jest z tegorocznym State of the Union i zapowiedzią długiego, „ważnego” przemówienia Donalda Trumpax które wpisuje się w dobrze znany schemat amerykańskiej polityki: wielkie oczekiwania, ogromna narracyjna oprawa, natychmiastowa polaryzacja reakcji i konsumpcja przez jedną i drugą stronę. Jedni bowiem będą interpretować każde zdanie jako dowód geniuszu lub katastrofy, tych „szachów 5D”, drudzy jako potwierdzenie wcześniejszych uprzedzeń. Punditokracja zbuduje wokół wystąpienia wielopiętrową symbolikę, a opozycja emocjonalną kontrnarrację, punktując każdy błąd i każdy mankament. Problem tylko polega na tym, że to wszystko ma coraz mniejsze znaczenie dla realnej dynamiki politycznej, która żyć zdaje się już własnym życiem.
Historia przemówień o stanie państwa pokazuje wyraźnie bowiem, że ich funkcja ewoluowała: od formalnego raportu dla elit politycznych do masowego komunikatu medialnego skierowanego do wyborcy. Język stał się prostszy, forma bardziej widowiskowa, przekaz bardziej emocjonalny, tematyka bardziej narracyjna niż analityczna nawet. Jednocześnie jednak, paradoksalnie, realny zasięg społeczny tych wystąpień maleje. Oglądalność spada, fragmentaryzacja mediów rośnie, a polityczna percepcja świata odbywa się głównie przez klipy, skróty, shorty, komentarze i algorytmy, nie przez pełne przemówienia.
Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi „co powie Donald Trump?”, lecz „kto rzeczywiście tego posłucha i co z tego wyniknie?”. Najważniejszą grupą odbiorców tegoż nie są bowiem ani twardzi zwolennicy, ani twardzi przeciwnicy, ich postawy są już utrwalone. Potencjalnie istotni są wyborcy „chłodniejący”: ci, którzy głosowali na Donalda Trumpa, ale zaczynają dystansować się wobec konkretnych decyzji administracji, polityk wewnętrznych i problemów, które pokazują kolejne badania. Przykład lokalnych społeczności, które poparły Donalda Teumpa, a jednocześnie buntują się wobec polityki migracyjnej realizowanej w ich bezpośrednim otoczeniu, pokazuje, że lojalność wyborcza nie jest abstrakcyjna ale warunkowa, lokalna i przede wszystkim pragmatyczna.
To ważny sygnał systemowy: współczesna polityka nie rozgrywa się już wyłącznie na poziomie ideologii, lecz na styku polityki państwowej i doświadczenia codziennego; coś jakby wielki startup, który realizować ma konkretne interesy w marketingowo/komunikacyjnej otoczce. Władza przegrywa nie wtedy, gdy traci narrację w mediach, ale wtedy, gdy jej decyzje zaczynają kolidować z poczuciem bezpieczeństwa, stabilności i interesu lokalnych wspólnot, co tylko potem jest amolifikowane.
Sam format State of the Union też nie sprzyja takiej refleksji. Jest zbyt syntetyczny, zbyt narracyjny, zbyt skoncentrowany na symbolice a zbyt mało na realnych i przyziemnych problemach, tym samym nie zjadliwy dla wyborców. Tradycyjnie największe historyczne znaczenie miały te przemówienia, które dotykały geopolityki i redefinicji roli USA w świecie (doktryny, wizje ładu międzynarodowego, nowe osie konfliktu), ale nie można mówić że wygrywały wybory. To tylko pokazuje, że realna waga tych wystąpień nie wynikała z ich formy, lecz z kontekstu: z momentu dziejowego, w którym się pojawiały. I tu pytanie zasadnicze: czy świąt znalazł się w tym punkcie?
Dziś Donald Trump rzeczywiście bowiem funkcjonuje w gęstym polu napięć: Iran, Ukraina, Chiny, Rosja, Meksyk, gospodarka, handel, suwerenność energetyczna, presja migracyjna, wojny taryfowe. Problem w tym, że jedno przemówienie nie zmienia architektury świata. Może ją co najwyżej nazwać. A i to w sposób narracyjny, nie decyzyjny. Ale na to zdaje się chyba czekać świat, zamarły nijako w oczekiwaniu na to, co powie amerykański prezydent.
Dlatego realistyczna diagnoza jest taka: orędzie o stanie państwa jest testem komunikacyjnym, nie politycznym. Sprawdza sprawność narracyjną administracji, zdolność do ramowania problemów i mobilizowania własnego zaplecza, przekazywania głównych też i analizowania potencjalnego pól konfliktu, ale nie jest jednak samo w sobie już momentem przełomowym. Nie zmienia trendów poparcia, nie odwraca procesów społecznych, nie resetuje polaryzacji. Może tylko na moment ją co najwyżej wzmocnić, czego też trzeba się spodziewać.
Prawdziwa polityka rozgrywa się dziś bowiem poza podium Kongresu: w decyzjach administracyjnych, w lokalnych konfliktach, w ekonomii, w sądach, w relacjach międzynarodowych, w strukturach instytucjonalnych, umowach handlowych czy nawet transferze technology. Przemówienie jest tylko powierzchnią tego procesu, jego medialną reprezentacją, nie istotą.
.Dlatego najrozsądniejsza postawa wobec zbliżającego się z każdą godziną State of the Union to chłodny realizm: obserwować nie słowa, lecz skutki, konkretne decyzje. W świecie nadmiaru symboli realna władza coraz rzadziej bowiem objawia się w przemówieniach, a coraz częściej w cichych, technicznych aktach administracyjnych, które nie mają oprawy, kamer i oklasków ale mają realny wpływ na życie ludzi i kierunek państwa. Reflektory w tym świecie stają się tylko przykrywką. Co nie zmienia faktu, że i tak w środę rano obudzimy się w świecie, który rozgoracKowany komentować będzie każde słowo amerykańskiego prezydenta; każdy jego gest. Bo takie są zasady tej gry nawet jeśli jej skutki, dzieją się już teraz.
Michał Kłosowski





