Orion 2026. Pierwsze od zimnej wojny tak duże ćwiczenia we Francji

We Francji rozpoczęły się ćwiczenia Orion 2026, w których uczestniczyć będzie 12,5 tys. żołnierzy sił zbrojnych tego kraju, 25 okrętów, 140 samolotów i śmigłowców oraz 1200 dronów. Do sił francuskich dołączą wojskowi z 24 państw, głównie europejskich.

„Operacja zintegrowana z łańcuchem dowodzenia NATO”

.Radio RTL nazwało ćwiczenia Orion najważniejszymi od czasów zimnej wojny.

Podczas aktywnej części manewrów, rozpoczętej w niedzielę, wojska francuskie ćwiczą na wybrzeżu atlantyckim rozmieszczenie sił koalicji, wspierającej umowne państwo Arland w konfrontacji z ekspansjonistycznym państwem Mercure, leżącym na wschodzie. W tej fazie ćwiczeń przewidziano operacje desantowe i powietrzne. Potrwa ona do 1 marca.

W pierwszym tygodniu ćwiczeń zaangażowane będą głównie francuskie siły powietrzne z siedmiu baz lotniczych (w Monte-de-Marsam i Cazaux w południowo-zachodniej Francji, Orleanie z centralnej części kraju, a także: Avord, Istres, Cognac i Tours). Wspierać je będzie Centrum Planowania i Dowodzenia Operacjami Lotniczymi i Obroną Powietrzną (CAPCODA). Znajduje się ono w bazie lotniczej Lyon-Mont Verdun, koło Lyonu.

Następnie, od 7 do 30 kwietnia, ćwiczenia kontynuowane będą w Szampanii, w północno-wschodniej Francji. Będzie to „operacja zintegrowana z łańcuchem dowodzenia NATO”, mająca pokazać zdolność armii krajów europejskich do pełnego włączenia się w struktury Sojuszu Północnoatlantyckiego – zapowiadał wiceadmirał Xavier de Vericourt. Wojskowy ten odpowiada w sztabie generalnym sił zbrojnych Francji za organizację ćwiczeń.

W tej części manewrów, w kwietniu, uczestniczyć będą wojskowi z 14 krajów europejskich.

Ćwiczenia Orion 2026 zakłada mobilizację 12 ministerstw rządu Francji w celu przetrenowania reakcji i koordynacji pomiędzy instytucjami cywilnymi i wojskowymi

.Wiceadmirał de Vericourt wyjaśniał, że choć zamysł ćwiczeń jest umowny, to organizatorzy przedsięwzięcia czerpią inspirację ze scenariusza opracowanego przez NATO. Oficer podkreślił, że plan manewrów „obejmuje ostatnie przemiany pola walki i nowe metody” konfrontacji.

Manewry zainicjowano jeszcze w 2021 r., a po raz pierwszy odbyły się w 2023 r. Są one – jak zaznacza francuski resort obrony – znaczącym wydarzeniem w ramach intensywnego przygotowania operacyjnego sił zbrojnych wobec wzrostu liczby zagrożeń. W porównaniu z manewrami sprzed dwóch lat, tegoroczne wyróżniają się „szczególnie wysokim stopniem realizmu, który pozwoli na odtworzenie wszystkich faz nowoczesnego konfliktu” – mówił wiceadmirał de Vericourt.

Scenariusz ćwiczeń zakłada mobilizację 12 ministerstw rządu Francji w celu przetrenowania reakcji i koordynacji pomiędzy instytucjami cywilnymi i wojskowymi w odpowiedzi na działania hybrydowe przeciwnika. Siły zbrojne zamierzają przetestować innowacje w dziedzinie dronów, zagłuszania satelitarnego i wojny elektronicznej.

Metoda Stoltenberga

.Jeszcze jesienią 2024 roku Jens Stoltenberg był sekretarzem generalnym NATO – stał na czele NATO, kierował pracami zespołów w siedzibie głównej w Brukseli oraz w innych podległych jednostkach i przewodniczył Radzie Północnoatlantyckiej, częstym spotkaniom z ambasadorami państw członkowskich oraz corocznej sesji ministerialnej. Mniej niż rok później ogłosił po norwesku swoje wspomnienia z okresu sprawowania natowskiej funkcji, a niespełna osiemnaście miesięcy później otrzymaliśmy polskie tłumaczenie ponad 500-stronicowej książki zatytułowanej Na mojej warcie. Przewodzenie NATO w czasie wojny – pisze prof. Aleksander SURDEJ.

Jest oczywiste, że książkę tę Stoltenberg zaczął przygotowywać dużo wcześniej, ale każdy czytelnik potwierdzi, że 4/5 jej treści dotyczy kierowania pracami NATO, że autor nic nie pisze o okresie, gdy przez ponad 9 lat był premierem Norwegii, a wcześniej (a także obecnie) ministrem finansów kraju nad fiordami. Świeżość relacji może sprawiać, że zostanie przyjęta z nieufnością, bo przecież jest nacechowana selektywnością płynącą z autokreacji („łże-wspomnień”, „łże-dziennika” w terminologii Tadeusza Konwickiego) i pewnej dozy narcyzmu cechującego czynnego wciąż polityka, bo z pewnością nieuchronnie przeszła ona sito natowskiej cenzury w celu uniknięcia oskarżeń o ujawnienie tajemnic organizacji (być może książkę tę czytają „magowie z Kremla”).

Świadomość tych ograniczeń nie czyni jednak lektury bezużyteczną. Nie jest to oczywiście książka dla poszukiwaczy personalnych sensacji (ci biegną wertować e-maile Epsteina), chociaż rekonstrukcje (zapisy?) rozmów z 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych mogą bawić, a sam Stoltenberg komentuje je słowami: „Czasami Trump przypominał mi chłopca z baśni Nowe szaty cesarza, który mówi wprost to, czego nikt inny nie ośmiela się powiedzieć, co mogło być wyzwalającym doświadczeniem” (s. 286).

Jest to istotnie książka o NATO w działaniu, o mechanizmach, które czynią tę organizację szczególnie niezbędną, gdy w regionie jej działania (NATO, o czym Stoltenberg przypomina – „to organizacja o charakterze regionalnym, ale musieliśmy zaimplementować globalne podejście w pracach nad istotnymi kwestiami polityki bezpieczeństwa” (s. 380)) pojawia się wojenna inwazja oraz gdy zauważalna jest kruchość, gdyż wiodący kraj przechodzi przywódcze zwątpienie. Do czego zatem próbuje przekonać Jens Stoltenberg? Jakie lekcje daje? Co można wynieść z lektury jego pracy? Oto kilka subiektywnych wniosków.

ens Stoltenberg silnie argumentuje przeciwko iluzji europejskiej autonomii strategicznej. Pisze: „W Unii Europejskiej obowiązuje klauzula solidarności, zgodnie z którą państwa członkowskie udzielają sobie wzajemnej pomocy, jeśli któryś kraj padnie ofiarą ataku terrorystycznego, zbrojnej napaści lub poważnej klęski żywiołowej.

Nie jest klauzula ta sformułowana tak, jak artykuł piąty traktatu NATO, jednak w przypadku ataku na kraj będący członkiem obu organizacji można by się zastanawiać, która procedura z tych dwóch powinna zostać uruchomiona. Już sam fakt istnienia choćby cienia wątpliwości w tej sprawie wskazuje na to, że dwie klauzule solidarności mogłyby stanowić problem. Kiedy jakiś kraj pada ofiarą ataku, to naprawdę nie jest to odpowiedni czas, żeby Waszyngton, Londyn, Paryż i Berlin zaczęły dyskutować, kto powinien udzielić pomocy” (s. 185).

Nie chodzi mu przy tym o rozproszenie odpowiedzialności i konfuzję organizacyjną, lecz o to, że „militarna siła sprawcza” NATO w 80 proc. zależy od USA. Przewodnicząc NATO, Stoltenberg dbał zatem o to, aby ze Stanów Zjednoczonych nie płynęły silne sygnały podważające podstawową zasadę solidarności. „Spotkania Rady Północnoatlantyckiej gromadzą wszystkie państwa członkowskie NATO. Każdy kraj dysponuje jednym głosem. Stany Zjednoczone mają jednak wyjątkową pozycję ze względu na swoje znaczenie polityczne, gospodarcze i wojskowe. Żaden inny kraj nie ma większego wpływu na to, czym jest NATO, co NATO może zrobić i czym NATO może się stać. Dlatego tak istotne jest to, jakie siły dominują w amerykańskiej polityce i kto zasiada w Białym Domu” (s. 129). I dodaje: „Sojusz opiera się na gwarancjach bezpieczeństwa. Jeśli amerykański prezydent oświadcza, że nie będzie bronił innych sojuszników (…), to traktat NATO i gwarancje bezpieczeństwa przestają być cokolwiek warte. Na świecie jest pełno bezwartościowych umów i traktat NATO mógł szybko stać się jedną z nich” (s. 220).

Każdy Sekretarz Generalny NATO powinien uwzględniać ten fakt i znaleźć ścieżkę porozumienia z każdym kolejnym prezydentem USA. Chociaż Stoltenberg, jak sam przyznaje, był nominatem Baracka Obamy, to stworzył podstawy pod harmonijną współpracę z Białym Domem ery Donalda Trumpa 1.0, m.in. wzmacniając prezydencki przekaz o tym, że państwa członkowskie NATO powinny zwiększać wydatki na obronność.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-aleksander-surdej-metoda-stoltenberga/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 lutego 2026