Otwarcie muzeum Igora MITORAJA w Pietrasanta coraz bliżej

Pierwsza praca Igora Mitoraja została wystawiona w jego muzeum powstającym w miasteczku Pietrasanta w Toskanii, gdzie mieszkał i tworzył. Wielki panel z jego rysunkiem zatytułowanym „Fresk” ustawiono przy wejściu do nowoczesnego muzeum artysty, które ma zostać otwarte na wiosnę.
Otwarcie muzeum Igora MITORAJA
.Prezentacja pracy Igora Mitoraja jest sugestywną zapowiedzią zbliżającego się otwarcia pierwszego na świecie muzeum polskiego artysty, utworzonego przez fundację jego imienia w zmodernizowanej i całkowicie odremontowanej hali targowej w centrum włoskiej miejscowości, nazywanej „małymi Atenami” ze względu na obecność wielu artystów, zwłaszcza rzeźbiarzy.
W rejonie tym wydobywany jest słynny marmur karraryjski. Dzieło cenionego i znanego we Włoszech artysty zostało tak wystawione, by można było je oglądać z zewnątrz, zwłaszcza wieczorem. – Decyzja o wystawieniu tej pracy to konkretny gest wobec mieszkańców i zaproszenie, by podejść do muzeum zanim oficjalnie zostanie otwarte- powiedział dyrektor tej placówki Frank Boehm, cytowany przez lokalne media z Toskanii.
Zapewnił: – Pracujemy z wielkim zaangażowaniem, by móc zainaugurować wiosną wielką wystawę poświęconą Igorowi Mitorajowi i uczynić w następnych latach z muzeum punkt odniesienia dla współczesnej rzeźby- podkreślił.
Kim był Igor Mitoraj?
.Otwarcie muzeum opóźnia się o kilka lat z powodu wielkich prac budowlanych, które należało wykonać w miejscu dawnego krytego targu z lat 60. minionego wieku. Roboty te wymagały dodatkowych funduszy. Sfinansowało je między innymi Ministerstwo Kultury Włoch w ramach planu Wielkie Projekty Dóbr Kultury.
W nowoczesnej, przeszklonej siedzibie muzeum zachowana została oryginalna struktura architektoniczna hali przy via Oberdan. Igor Mitoraj urodził się 26 marca 1944 roku w Oederan w Niemczech. Był synem deportowanej na teren Trzeciej Rzeszy polskiej robotnicy przymusowej i francuskiego jeńca wojennego.
Dzieciństwo i młodość spędził w miejscowości Grojec w Małopolsce. W 1966 roku zaczął studiować malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem Tadeusza Kantora. Pod koniec lat 60. wyjechał do Francji. Następnie mieszkał i pracował w Paryżu oraz w Pietrasanta, gdzie od lat 80. miał swoją pracownię i dom.
Stworzył wiele monumentalnych rzeźb, które były prezentowane na licznych wystawach na świecie. Pierwszą indywidualną ekspozycję miał w 1976 roku w Paryżu. W 2001 roku Mitoraj otrzymał honorowe obywatelstwo Pietrasanty. Zmarł 6 października 2014 roku w Paryżu. Pochowany został na cmentarzu w Pietrasanta.
Człowiek, którego nikt tu nie rozumiał
.Mija właśnie dziesiąta rocznica Jego odejścia. Mieliśmy swój stolik w Bristolu. Za każdym razem przynosił mi w prezencie albumy o swoich dziełach. Igor Mitoraj po francusku, angielsku, włosku, hiszpańsku, japońsku. Nic po polsku – pisze Eryk MISTEWICZ w tekście „Człowiek, którego nikt tu nie rozumiał„.
Nie jestem historykiem sztuki. Nie jestem nawet jej szczególnie wielkim znawcą. Fascynowali mnie i fascynują ludzie. W różnorodności ich doświadczeń, dokonywanych wyborów życiowych, podejmowanych decyzji, stosunku do świata – i świata do nich. Lubię wymiany poglądów i to, jak zmienia to dwie strony rozmowy, co wnoszą.
Nie było jeszcze wtedy tak rozbudowanych jak dziś systemów wspomagania psychologicznego w szkołach, systemów sprawiających, że jedna trzecia dzieci warszawskich podstawówek przedstawia orzeczenia o takiej czy innej społecznej odmienności. Ale nie mam najmniejszej wątpliwości, że najciekawsze, najbardziej inspirujące osoby, które poznałem w moim życiu, w szkole podstawowej miałyby dziś takie właśnie orzeczenie. Trudno, aby było inaczej!
To, że był inny, widać było już z oddali. Człowiek nie z tego świata. Siedząc wyprostowany, godny, wewnętrznie dostojny, z nienaganną aparycją.
Najlepiej chyba rozmawiało nam się o mitach. O tym, co w sposób trwały, choć często nieuświadomiony zbudowało wspólnotę Europejczyków. O archetypach, o wielkich konstruujących nasz sposób myślenia narracjach. Już wówczas kiełkował we mnie koncept marketingu narracyjnego, nasze rozmowy pozwoliły na uporządkowanie myśli. Tak, to było to, co wciąż działa w Europie, a czego nie oddaje amerykańskie podejście do storytellingu. A On mówił o swoich pracach, o przekuwaniu mitów w marmur, o dziełach, które koniecznie powinienem, wręcz muszę zobaczyć w jego włoskiej pracowni w Pietrasancie.
I obdarowywał mnie przy każdym spotkaniu kolejnymi albumami. Pięknie, monumentalnie wręcz wydanymi. W różnych językach, fascynujących – tak jak ludzi posługujących się tymi językami fascynowały Jego dzieła. Żaden nie był opatrzony tekstem w języku polskim. Smutne, ale w całości naszych rozmów – zrozumiałe.
.Często wracam do ksiąg z jego pracami. Do oddechu, powietrza emanujących właściwie z każdej ze stronnic. Przypominają trochę francuski dwumiesięcznik „Égoïste”, może dziś już kwartalnik czy półrocznik. Kilka wydań przywiezionych w wielkiej walizie leży na honorowym miejscu w warszawskiej redakcji „Wszystko co Najważniejsze”. Wielkie płachty wydrukowane na 120-, a może 140-gramowym papierze, młodzi redaktorzy patrzą na nie z niedowierzaniem. Epoka, która przemija, epoka, w której wydawcy mieli najbardziej szalone pomysły i kontynuowali je, nie patrząc na monetyzację, ROI, SEO, grupy targetowe, interesy udziałowców, zwrot z inwestycji… Epoka, w której tworzyło się głównie… dla siebie.
PAP/Sylwia Wysocka/MJ







