Ożywienie katolicyzmu to na razie głównie fenomen francuski, ale zaczyna być on także dostrzegalny w innych częściach Europy [Guillaume CUCHET]

proces dechrystianizacji Francji

„Dla historyka cechą przebudzeń religijnych jest fakt, że nie wynikają one jedynie z inicjatyw duszpasterskich Kościoła, ale z fali kulturowej lub kontrkulturowej (jedno nie wyklucza drugiego), którą Kościół niejako przechwytuje i włącza w swój obręb” – stwierdza Guillaume Cuchet w „Le Figaro”.

.Guillaume Cuchet jest francuskim historykiem, profesorem na uniwersytecie Paris 1 Panthéon-Sorbonne, autorem książek, m.in. „Le catholicisme a-t-il encore de l’avenir en France ?”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje proces dechrystianizacji Francji i pojawiające się w ostatnich latach elementy, mogące świadczyć o odwróceniu tej tendencji.

„Dechrystianizacja francuskiego społeczeństwa to długa historia, która rozpoczęła się przed Rewolucją francuską, w latach 60. XVIII wieku, jak się przyjmuje. Historyk nie twierdzi, że przenika do sumień i serc: zadowala się on liczeniem wierzących i mierzeniem odsetka praktykujących, nie próbując określać na tej podstawie prawdziwego chrześcijaństwa zawieranego w wierzeniach i zachowaniach. Powstały na ten temat całe biblioteki publikacji, zwłaszcza we Francji, gdzie od czasu Essai sur l’indifférence en matière de religion Hugues-Félicité-Robert de Lamennais z 1870 r. regularnie wydawane są książki, zwiastujące kres katolicyzmu w bliższej lub dalszej perspektywie. (…) Trzeba jednak przyznać, że coś jeszcze pozostaje. Dwaj niedawno zmarli historycy, Gérard Cholvy i Yves-Marie Hilaire w latach 80. XX wieku podkreślali fakt, że ten proces zaniku katolicyzmu nie jest ani linearny, ani jednolity w wymiarze geograficznym i społecznym, lecz przebiega poprzez naprzemienne fazy nasilenia i osłabienia. Określenia te się utrwaliły i oddają niewątpliwą prawdę. Należy jednak dodać, że fazy ożywienia nigdy do tej pory nie odwróciły długofalowej tendencji spadkowej, lecz co najwyżej przejściowo ją ustabilizowały” – tłumaczy Guillaume Cuchet w „Le Figaro”.

Jak zauważa, rosnąca w ostatnich latach liczba osób dorosłych przyjmujących we Francji chrzest czy popularność wśród młodych Francuzów mszy z okazji Środy Popielcowej, mogą świadczyć o ożywieniu katolicyzmu we Francji. „Wydaje się, że pandemia Covid-19 odegrała rolę czynnika zapalającego. Proces powrotu do poziomu sprzed pandemii niespodziewanie doprowadził do czegoś innego, co zapewne przygotowywało się już wcześniej, głębiej i dyskretnie. Jest jeszcze za wcześnie, by orzec, czy jest to jedynie nieznaczne odchylenie krzywej, które wkrótce zostanie zniwelowane, czy początek zmian o większej skali. (…) Może na to wskazywać wzrost liczby katechumenów, ochrzczonych w Wielkanoc, rosnący wśród nich udział młodych, napływ osób powracających do wiary, a także oznaki możliwej stabilizacji liczby osób przystępujących do sakramentów (od lat 60. XX wieku systematycznie spadającej). Dla historyka cechą przebudzeń religijnych jest fakt, że nie wynikają one jedynie z inicjatyw duszpasterskich Kościoła, ale z fali kulturowej lub kontrkulturowej (jedno nie wyklucza drugiego), którą Kościół niejako przechwytuje i włącza w swój obręb” – stwierdza.

Jak zaznacza historyk, “należy jednak zachować ostrożność”. “Sceptycy bez trudu studzą nadmierny entuzjazm, co pokazuje proste zestawienie statystyczne. Dwadzieścia lat temu we Francji udzielano około 400 000 chrztów rocznie, podczas gdy dziś jest to 200 000. Kościół z jednej strony utracił zatem 200 000 chrztów (dzieci), a z drugiej strony zyskał 10 000 chrztów (młodzieży i dorosłych). Wskaźnik zastąpienia jednej grupy drugą wynosi zatem 5 procent. W takim wypadku nawet przypadkowe rozłożenie zainteresowań religijnych wśród utraconej grupy wystarczyłoby, by to wytłumaczyć. Czy należy jednak sprowadzać to zjawisko wyłącznie do odbicia po ogromnej fali wcześniejszego załamania? Nie sądzę. Ponieważ w takim wypadku, dlaczego ma to miejsce teraz i dlaczego w tej formie? Fala musiała natrafić na jakąś przeszkodę, skoro zawróciła. Na jaką? Możliwych wyjaśnień nie brakuje: rola pandemii Covid-19 jako czynnika zapalnego (trochę jak rola epidemia cholery w 1832 r. w romantycznym ożywieniu w roku 1835), stosunek do islamu (moim zdaniem kluczowy: lęk, a więc reakcja obronna, ale również, co nowsze, inspiracja do działania), wpływ chrześcijańskiej imigracji spoza Europy, rola nowych mediów i katolickich influencerów, naturalna reakcja trzeciego pokolenia  (bardziej otwartego na nowe poszukiwania) po odejściu od praktyk religijnych w rodzinach itd.” – tłumaczy Guillaume Cuchet.

„Jest to na razie głównie fenomen francuski, ale zaczyna być on także dostrzegalny w innych częściach Europy” – dodaje.

oprac.JD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 kwietnia 2026