Przedmioty wystawione w Niemczech na aukcji pochodzą z rabunku [Karol POLEJOWSKI]

Nathaniel GARSTECKA: Discussion autour de l’antisémitisme en Pologne

Pamięć o ofiarach nie może być przedmiotem handlu – podkreślił w dniu 16 listopada Instytut Pamięci Narodowej. Instytucja wyraziła „stanowczy sprzeciw wobec wystawiania na aukcjach dokumentów i przedmiotów związanych z ofiarami zbrodniarzy niemieckich III Rzeszy”.

Pamięć o ofiarach nie może być przedmiotem handlu

.Dom Aukcyjny Felzmann w Neuss miał w dniu 17 listopada rozpocząć sprzedaż prywatnej kolekcji, obejmującej dokumenty i przedmioty związane z ofiarami niemieckich zbrodni; przeciw aukcji zaprotestował m.in. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski.

„Tego rodzaju praktyki budzą powszechne oburzenie i stanowią moralnie naganne komercjalizowanie tragedii Holokaustu” – napisał IPN na platformie X. Zdaniem Instytutu tego typu dokumenty „stanowią bezcenne świadectwo historii oraz cierpienia milionów ludzi”, dlatego „nie mogą być traktowane jako towar czy element kolekcji”. „Ich miejsce jest w muzeach, archiwach oraz instytucjach pamięci, w których powinny służyć edukacji i upamiętnieniu ofiar, a nie w prywatnych gablotach kolekcjonerów” – podkreślił IPN. Zaapelował też do Domu Aukcyjnego Felzmann w Neuss o zaprzestanie organizowania podobnych aukcji oraz o odpowiedzialne postępowanie z artefaktami o tak głębokim znaczeniu. „Pamięć o ofiarach nie może być przedmiotem handlu” – zaznaczył.

Karol Polejowski o aukcji w Niemczech

Na terenie Niemiec znajduje się bardzo wiele rzeczy, które zostały z Polski zrabowane; rzeczy, które wystawiono na aukcję, przecież też pochodzą z rabunku – powiedział zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Karol Polejowski na antenie Polsat News, który zauważył, że na terenie Republiki Federalnej Niemiec znajduje się bardzo wiele rzeczy, które zostały z Polski „po prostu zrabowane”.

„Te rzeczy, które wystawiono tutaj na aukcję, przecież też pochodzą z rabunku” – powiedział. „To są w wielu przypadkach prywatne rzeczy związane z ofiarami niemieckich zbrodni. A więc z jednej strony mówimy tutaj o procederze kradzieży, z drugiej strony mówimy o czymś, co chyba nazywa się paserstwem, wystawianiem na sprzedaż rzeczy kradzionych” – dodał. 

Jak podkreślił Karol Polejowski, zdarzenie jest godne potępienia. „I to jest nie tylko kwestia szargania pamięci ofiar, ale także jeszcze czerpania z tego zysków finansowych, które co najmniej są podejrzane w tym wypadku” – wskazał. Jego zdaniem dobrze, że wstrzymano aukcję, ale to „nie załatwia całego kompleksu spraw z tym związanych”. „IPN jako instytucja powołana do dbania o polską pamięć narodową stanowczo domaga się, aby Republika Federalna Niemiec rozliczyła się w końcu z tej swojej przeszłości, bo przecież jest następcą Rzeszy Niemieckiej z czasów Adolfa Hitlera” – zaznaczył zastępca prezesa IPN.

Pytany, czy IPN ma narzędzia, by zażądać chociażby zwrotu tych przedmiotów albo chociażby je odkupić, prof. Polejowski wskazał, że tu pierwszoplanową rolę odgrywają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. „To są te instytucje państwa polskiego, których obowiązkiem jest w tej sprawie zadziałać tak, aby te artefakty już nigdy nie tylko nie wróciły na żadną aukcję, ale żeby wróciły do Polski. Żeby wróciły do spadkobierców” – powiedział. „My jako IPN oczywiście możemy wesprzeć te działania, ale narzędzi jako takich nie mamy” – wyjaśnił.

Karol Polejowski przyznał, że w prawie niemieckim handel takimi przedmiotami jest legalny. „Ale my mówimy tu o sytuacji, która jest wyjątkową sytuacją. Przecież mówimy o rzeczach zrabowanych, które nie powinny w ten sposób znajdować się w obrocie publicznym na terenie RFN. Tutaj zwykłe zasady uczciwości, zwykłe zasady dobrego sąsiedztwa polsko-niemieckiego jednak wymagają tego, aby tego typu sprawy były załatwiane natychmiast i bez żadnej dyskusji ze strony niemieckiej” – ocenił Karol Polejowski, dodając, że takich sytuacji w przeszłości było więcej.

„To jest problem, chyba który leży po stronie niemieckiej. My domagamy się jednak, aby Niemcy uregulowali swoją należność za okupację” – powiedział Karol Polejowski, dodając, że „sytuacja wymaga systemowego uregulowania”.

Pytany, czego by oczekiwał od polskich władz, zastępca prezesa IPN powiedział: „przede wszystkim stanowczego domagania się zwrotu nie tylko tych rzeczy, ale tego wszystkiego, co znajduje się jeszcze na terenie RFN”.

„Trzeba by było zadać pytanie stronie niemieckiej, w jaki sposób Niemcy dzisiaj mają zamiar uregulować te kwestie. Bo one co jakiś czas się pojawiają. Mówimy tutaj nie tylko przecież o tej jednej aukcji, ale w ogóle o całym systemie grabieży, który Niemcy stosowali na okupowanych ziemiach polskich. Przecież polskich dzieł sztuki w RFN w różnych, prywatnych często posiadłościach jest bardzo wiele” – tłumaczył. „A więc warto by było, aby polskie władze nacisnęły jednak – skoro mamy tak dobre stosunki z naszym zachodnim sąsiadem – aby ten sąsiad zechciał w końcu rozliczyć się ze swojej przeszłości” – podkreślił Karol Polejowski.

Apel prezydenta Karola Nawrockiego do rządu

.Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz oświadczył w dniu 16 listopada , że prezydent apeluje do polskiego rządu, by ten zażądał zwrotu pamiątek, a w ostateczności je wykupił. Działania domu aukcyjnego potępiła ministra kultury Marta Cienkowska, która zapowiedziała dążenia do zwrotu artefaktów, jeżeli będzie to uzasadnione. Szef MSZ, wicepremier Radosław Sikorski poinformował 16 listopadad, że wszystkie artefakty, które miały zostać sprzedane w Niemczech na aukcji przedmiotów z okresu terroru niemieckiego, zniknęły z jej strony internetowej.

Na liście obiektów przeznaczonych do sprzedaży w Domu Aukcyjnym Felzmann – jak podała gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – wyszczególniono 623 pozycje. Wśród dokumentów jest list więźnia z Auschwitz „o bardzo niskim numerze” do adresata w Krakowie. Cena wywoławcza miała wynieść 500 euro. Diagnozę lekarską z obozu koncentracyjnego Dachau, dotyczącą przymusowej sterylizacji więźnia, wyceniono na 400 euro. Karta z kartoteki Gestapo z informacją o egzekucji żydowskiego więźnia w getcie Mackheim w lipcu 1942 r. miała mieć cenę wywoławczą 350 euro. W katalogu znajduje się też antyżydowski plakat propagandowy oraz gwiazda żydowska z obozu Buchenwald.

Redakcja „FAZ” przypomniała, że pierwsza część prywatnej kolekcji została sprzedana sześć lat temu. Kupcy dokumentów znajdują się między innymi w Ameryce. W odpowiedzi na pytanie „FAZ”, Dom Aukcyjny oświadczył, że prywatni kolekcjonerzy prowadzą intensywne badania i przyczyniają się do pogłębiania wiedzy historycznej. Ich działalność służy zachowaniu pamięci, a nie handlowaniu cierpieniem.

Zbrodnia o której nikt nie chciał wiedzieć

.„To było 80 lat temu. W zimny styczniowy dzień 20 stycznia 1942 roku w podberlińskiej miejscowości Wannsee pod kierownictwem Reinharda Heydricha, szefa Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (SD) oraz szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy zebrała się grupa 15 przedstawicieli władz niemieckiej III Rzeszy i wysokich funkcjonariuszy SS. Zasadniczym tematem tego spotkania była koordynacja działań administracji niemieckiej na okupowanych terytoriach. Działania te miały doprowadzić do zagłady europejskich Żydów. Rozmowy nie zakończyły się żadnym rozkazem, żadnym obwieszczeniem, które byłoby ogłoszone całemu światu, ale ich rezultatem była zgoda co do zaostrzenia i kontynuacji polityki eksterminacji europejskich Żydów, która miała odtąd stać się bardziej systematyczna, masowa i skuteczna. Świat miał się jednak o tym nie dowiedzieć” – pisze we „Wszystko Co Najważniejsze” Marcin CZEPELAK, wykładowca prawa na UJ.

„We wrześniu 1942 powstał Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, który 4 grudnia został przekształcony w Radę Pomocy Żydom, finansowaną przez polski rząd emigracyjny w Londynie. Była to jedyna w Europie organizacja podziemna prowadzona wspólnie przez Żydów i nie-Żydów, działająca w ramach struktur kierowanych przez rząd emigracyjny. Polskie możliwości były ograniczone, mimo to starano się znaleźć schronienie dla żydowskich współobywateli, wyrabiać fałszywe dokumenty, dostarczać żywność, chociaż niemieccy okupanci bezlitośnie karali za to śmiercią”.

.Jak podkreśla Marcin CZEPELAK, „kiedy w 1942 roku rząd polski na emigracji apelował o podjęcie działań, aby zatrzymać zagładę, jego głos spotkał się z brakiem reakcji. Architekci zbrodni zaplanowanej w Wannsee wtedy jeszcze pozostawali ukryci za zasłoną milczenia. Rzeczywistość zmieniła się dopiero po II wojnie światowej”.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marcin-czepelak-holocaust-zbrodnia-o-ktorej-nikt-nie-chcial-wiedziec/

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 listopada 2025