Pamiętajmy o prawdziwym sensie Bożego Narodzenia [abp Adrian GALBAS]

abp Adrian Galbas

Tu jest też ważne zadanie dla nas chrześcijan, żeby wciąż przypominać o prawdziwym sensie Bożego Narodzenia. Żeby w kulturze masowej, która próbuje zmienić Boże Narodzenie w „święta grudniowe”, „święta zimowe” czy „święta magiczne”, z uporem wskazywać na ich głębszy, niekomercyjny wymiar. Nie ma sensu się na tę masową kulturę obrażać. Raczej należy wszędzie tam, gdzie to możliwe, próbować ją chrystianizować – powiedział metropolita warszawski abp Adrian Galbas.

Pamiętajmy o prawdziwym sensie Bożego Narodzenia – abp Adrian GALBAS

.Chrystusa rozpoznają ludzie pokorni, którzy mają w sobie zgodę na miłość; siłacze tego świata zawsze będą wybrzydzać, krytykować i zawsze będą się od Niego oddalać – podkreślił abp Adrian Galbas.

Iwona ŻUREK: W Święta Bożego Narodzenia Bóg przychodzi do nas jako małe dziecko. Dlaczego wybrał właśnie taki sposób na objawienie się ludziom?

Abp Adrian GALBAS: Może po to, żeby nas odblokować i nie przerazić swoją wielkością? Bo gdyby przyszedł jak potężny Pan, z całą swoją mocą, z całą siłą, to jedyną reakcją na to przyjście byłby lęk. A Bóg nie chce budować swojej relacji z nami na lęku, tylko na miłości. Kiedy spotykamy się z małym, bezbronnym niemowlęciem, to się go nie boimy. Raczej chcemy się nim zaopiekować, przyjąć je.

To także ważna wskazówka dla nas, że ktokolwiek, kto przychodzi w imię Boga, jeśli przychodzi jak panisko, siejąc strach, będzie fałszywym prorokiem. Jedynym sposobem mówienia o Bogu, przedstawiania Go, komunikowania w Jego imię jest pokora i miłość.

Za mało doceniamy szaleństwo tego Bożego gestu, jakim jest Wcielenie, jego absolutną niezwykłość. Najprościej przyjęli go najprostsi – pasterze z Betlejem. Ci skomplikowani, jak król Herod i uczeni w Piśmie, mieli problem, by spotkać się z Chrystusem, bo mieli problem, by się zniżyć. Tak było potem przez całe ziemskie życie Chrystusa i tak jest w całej historii chrześcijaństwa. Chrystusa rozpoznają ludzie pokorni, o czystym sercu. Tacy, którzy mają w sobie zgodę na miłość. A siłacze tego świata zawsze będą wybrzydzać, krytykować i zawsze będą się od Niego oddalać.

Niezwykłe były też okoliczności, w jakich Jezus się narodził: w stajni, z dala od domu, w podróży…

Abp Adrian GALBAS: Jezus nie tylko nie urodził się jak król, ale urodził się w gorszych warunkach niż rodzili się biedacy. Właściwie urodził się nie jak człowiek, ale jak zwierzę – w stajni. My w kolędach nadajemy temu ciepłą oprawę, ale przecież Ewangelia jest twarda. Nie było dla nich miejsca, położyła Go w żłobie. To jest brutalny realizm życia.

Jezus chce nam przez to powiedzieć, że już niżej nie można zejść. My w Kościele wierzymy, że Eucharystia jest żywą i prawdziwą obecnością Chrystusa. Śpiewamy o tym też w kolędach. A czym jest hostia? To mieszanina mąki i wody, w którą wstępuje Duch Święty. Prościej się już nie da. Jezus ze swej strony zrobił wszystko, co mógł, pokonał wszystkie możliwe granice. Teraz kolej na nas.

Dziś na hasło „święta” większość ludzi nie myśli o Jezusie. Słysząc to słowo, myślą raczej: zakupy i prezenty. Czy ludzie wierzący powinni próbować to zmienić?

Abp Adrian GALBAS: Nie ma nic złego w dawaniu prezentów. Wszyscy chyba lubimy je dawać i otrzymywać. Ofiarowanie komuś prezentu niesie ze sobą piękny przekaz: jesteś dla mnie ważny, kocham cię. I to samo w sobie jest dobre. Gorzej, jeśli to nie będzie prawda, a prezent będzie formą kupienia drugiego.

Jako chrześcijanie rozumiemy też, że prezenty pod choinką są symbolami innego prezentu, którym jest dla nas samo Boże Narodzenie. Najlepiej wyraził tę prawdę sam Jezus w Ewangelii według św. Jana: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Chrystus jest Bożym prezentem dla nas!

A jeżeli ktoś nie podziela chrześcijańskiej wiary, może ofiarować drugiemu prezent właśnie jako znak wszystkich dobrych i ciepłych uczuć, które w sobie nosi. To w zimnym i ciemnym grudniu ma wielki walor. Zawsze zachęcam moich niewierzących przyjaciół, żeby także skorzystali ze świątecznego czasu. Bo przecież dla nich także mają znaczenie takie wartości, jak rodzina, bliskość, bycie razem, pokój, spokój i miłość. Więc nawet bez odniesienia do tego, co dla chrześcijan jest fundamentem świąt, czyli do Wcielenia, można najbliższe dni pożytecznie przeżyć.

Tu jest też ważne zadanie dla nas chrześcijan, żeby wciąż przypominać o prawdziwym sensie Bożego Narodzenia. Żeby w kulturze masowej, która próbuje zmienić Boże Narodzenie w „święta grudniowe”, „święta zimowe” czy „święta magiczne”, z uporem wskazywać na ich głębszy, niekomercyjny wymiar. Nie ma sensu się na tę masową kulturę obrażać. Raczej należy wszędzie tam, gdzie to możliwe, próbować ją chrystianizować.

Rozmawiała Iwona Żurek/PAP

O porozumienie ponad Świętami

.Szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, Michał KŁOSOWSKI, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Jednak polityka, w Polsce i na świecie, zmaga się z kryzysem, który polega na tym, że zbyt często zapominamy o tym, co nas łączy, a zbyt długo koncentrujemy się na tym, co nas dzieli; idee solidarności i koegzystencji zostały wyrzucone poza nawias. Konflikty wewnętrzne, spory ideologiczne, wojny kulturowe, walka o wpływy – to wszystko tworzy atmosferę, w której porozumienie staje się niemal niemożliwe. A przecież każdy z nas – niezależnie od poglądów politycznych – ma wspólną odpowiedzialność za przyszłość kraju, w którym żyjemy my i nasze dzieci”.

„Z tego punktu widzenia warto więc spojrzeć na politykę jak na coś, co może i powinno być narzędziem do przezwyciężenia podziałów. Tak jak robią to dobre gospodynie przy wigilijnym stole, doskonale znając swoich gości i dbając, by każdy z nich czuł się dobrze. Zamiast podsycać antagonizmy, powinniśmy szukać wspólnych celów, które mogłyby połączyć Polaków. Takie porozumienie nie oznacza rezygnacji z własnych przekonań, ale wymaga umiejętności słuchania, szacunku dla innych i gotowości do kompromisów. I choć wydaje się trudne w kontekście obecnych podziałów, to właśnie w takich momentach, kiedy zderzamy się z naszymi różnicami, rodzi się prawdziwa siła, która może prowadzić do nowego początku”.

„Po co ten apel? – ktoś zapyta. Kierowany jest nie tylko do polityków, ale także do nas wszystkich – obywateli. Apel, byśmy w tym wyjątkowym czasie zatrzymali się na chwilę, spojrzeli na siebie nawzajem i zastanowili się, jak zbudować przyszłość, w której nie będziemy tylko skłóceni, ale przede wszystkim zjednoczeni. W tej jedności zaś nie chodzi o to, by rezygnować z własnych wartości, ale by kierować się dobrem wspólnym, które jest wyższe od partyjnych interesów. Polityka, która szuka zgody, która stawia na dialog, jest polityką, która ma przyszłość, a taka, która stawia na konflikt i podziały, nie ma przed sobą perspektyw, prowadząc do zatracenia. Nie ostoi się dom wewnętrznie skłócony”.

„Czas więc na nowy początek; na politykę, która nie jest areną walki, ale przestrzenią wspólnego działania na rzecz dobra wszystkich obywateli. Do tego też wzywał w Sejmie abp Adrian Galbas SAC. Czas na politykę, która wychodzi naprzeciw potrzebom, a nie podsyca nieufność. Polityka, która jest odpowiedzią na zło, a nie jego kontynuacją. Takiej polityki potrzebujemy – i to jest nasza wspólna odpowiedzialność. To wyzwanie, które stoi przed politykami i przed obywatelami. I choć wyzwań jest wiele, to jedno jest pewne: konflikt nie służy Polsce. Konflikt nie prowadzi nas ku lepszej przyszłości. Natomiast porozumienie, które znad wigilijnego stołu wychodzi dalej, jest drogą do przyszłości, której nie tylko pragniemy, ale którą możemy zbudować. Kluczem jest odpowiedzialność i powrót do idei dobra wspólnego” – pisze Michał KŁOSOWSKI w tekście „O porozumienie ponad Świętami” – cały artykuł [LINK]

Iwona Żurek/PAP/eg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 grudnia 2025