Panika paliwowa we Francji?

Minister gospodarki Francji Roland Lescure zapewnił, że w krótkoterminowej perspektywie nie ma w tym kraju ryzyka dla zaopatrzenia w gaz i benzynę w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. W jego ocenie panika paliwowa nie jest konieczna – Nie ma dziś żadnego powodu, by pędzić na stacje benzynowe – powiedział minister.
Czy francuska panika paliwowa zakończy się?
.Przyznał, że konflikt na Bliskim Wschodzie wywołuje niepewność, jeśli chodzi gospodarkę i finanse. Zapewnił, że obserwuje uważnie sytuację. W ministerstwie gospodarki raz dziennie zbiera się grupa kryzysowa, by śledzić zmiany na rynkach finansowych i rynku energii. Nawoływał jednak, by jeśli chodzi o paliwo, „nie tworzyć problemu, który nie istnieje”.
W Prowansji na południu Francji miała miejsce panika paliwowa. Właściciele aut tankowali na zapas w obawie przed niedoborem i wzrostem cen.
USA i Izrael prowadzą ataki na Iran; prezydent Donald Trump zapowiedział, że mogą one potrwać około miesiąca. Iran zamknął dla żeglugi cieśninę Ormuz, przez którą przepływa od jednej piątej do jednej trzeciej światowego transportu morskiego ropy naftowej i spora część transportu gazu ziemnego.
Niebezpieczne flirty z Chinami
.Niemcy i Francuzi pielgrzymują do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja? – pisze Jan ŚLIWA
Europa się rozczarowała Ameryką. Dokładnie mówiąc – stare jądro Unii Europejskiej. Głęboką przyczyną jest stara trauma – Niemcy zostały przez Amerykę dwukrotnie pokonane, co pokrzyżowało ich globalne plany. Francja została przez Amerykę dwukrotnie obroniona/wyzwolona, co dla „grande nation” było poniżające. Oba kraje mają za sobą wielkie ambicje, przy czym Francja je zrealizowała w postaci światowego imperium, a Niemcom się to nigdy nie udało, chyba żeby poczytać za sukces zniszczenie sporej części Europy w zaledwie 6 lat.
Kraje te mają też problem z asertywną Ameryką, która zachowuje się jak kowboj. Tak było za rządów George’a W. Busha i interwencji w Iraku, gdy jądro Unii dumnie powiedziało „nie”. Tak jest o wiele mocniej za prezydentury Donalda Trumpa, za pierwszej, która miała minąć jak zły sen, a zwłaszcza za drugiej, gdy ten koszmar jednak nastąpił.
Faktem jest, że Donald Trump ma specyficzną osobowość i styl, który wielu zraża. Ale oczekiwanie, że do władzy nad światowym hegemonem dojdą ludzie łagodni i pokornego serca, jest iluzoryczne. Owszem, tak bywa: Unia Europejska ma wielki talent w wysuwaniu na czoło osób zupełnie bezbarwnych, którzy latami wygłaszają szumne deklaracje i nic nie robią. Jak w operze – śpiewają „Uciekajmy!” i przez kwadrans stoją w miejscu. Ale czy to dobrze? Jak przechodzą do czynu (Mercosur, SAFE), zachowują się jak stado słoni w składzie porcelany. Podobnie iluzoryczne jest oczekiwanie, że stworzymy armię, która nas obroni przed brutalnym wrogiem, ale walczyć będą osoby żołnierskie 56+ płci, poszukujące strefy komfortu i przesycone ojkofobią. Ameryka i jej konserwatywni sojusznicy są tego przeciwieństwem, mają prawdziwą armię. Nie daje to gwarancji, ale jest o czym rozmawiać.
Jest niemiecką tradycją szukanie partnerów na wschodzie. Dawało to niegdyś wzmocnienie siły w konkurencji z mocarstwami zachodnimi: Anglią, Francją, a teraz Ameryką. Tak długo, jak w Moskwie rządzi Putin, otwarta współpraca z Rosją nie wchodzi w grę. Otwarta nie, dyskretna jak najbardziej. Rośnie również zmęczenie wojną na Ukrainie. Wielu uważa Zełenskiego za przeszkodę w zawarciu pokoju, tak jak Polska w XIX wieku zakłócała pokój w Europie. Karta rosyjska jest w rezerwie, może wejść do gry.
Ale na pewno w grze są Chiny. Dotyczy to nie tylko Niemiec, ale też Francji i może innych krajów. Przy tym to, czy Niemcy i Francja grają w zespole, czy przeciw sobie, jest otwartą sprawą. I zawsze trzeba pamiętać, że nikt nie wie, kto w tych krajach będzie rządził za dwa lata. Tak więc wielu pielgrzymuje do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja?
Czego oczekują te kraje? Nie sądzę, by były zainteresowane nawracaniem Chin na demokrację, a zwłaszcza LGBT. Niemiecki kanclerz Merz mówi o interesach narodowych i języku siły. Nawiasem mówiąc nikt tej nowej asertywności Niemiec nie zauważył, wszyscy są skupieni na Trumpie.
Z rzadka tylko, na przykład na portalach włoskich daje się słyszeć, że Niemcy z największą armią w Europie i może bronią atomową to nieciekawy pomysł. A już takie Niemcy pod rządami AfD to czerwony alarm. Tak więc celem nie jest Wandel durch Handel, zmiana poprzez handel, lecz biznes. Zachód oczekuje konkretnych zysków i w miarę cywilizowanych stosunków. Z tymi zyskami bywa różnie. Kontakty z chińskim przemysłem samochodowym kończą się tak, że z Chin przychodzą gotowe mercedesy z niemiecką nalepką, a volkswageny są wyposażane w chiński software, bo niemieckie firmy nie dają rady.
Tu skoncentrujemy się na problemie, jakim graczem są Chiny i na ile cywilizowane są stosunki z nimi. Z góry zastrzegam, że wiem, że w Polsce jest wielu ekspertów od Chin i wielu przewyższa mnie doświadczeniem. Oparłem się na nowej światowej literaturze na ten temat i mam nadzieję, że wniesie to nowe elementy do tej dyskusji.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niebezpieczne-flirty-z-chinami/
PAP/MB





