Son Goku zastąpi Gargantuę. Francja oddaje swoją opowieść Arabii Saudyjskiej

park Dragon Ball pod Paryżem

Na terenach dawnego Mirapolis niedaleko francuskiej stolicy może powstać park rozrywki poświęcony japońskiej mandze – park Dragon Ball pod Paryżem, finansowany przez Arabię Saudyjską. Pałac Elizejski od kilku miesięcy ma prowadzić rozmowy w tej sprawie, a wartość inwestycji może przekroczyć miliard euro. Projekt, który z gospodarczego punktu widzenia oznaczałby napływ kapitału, nowe miejsca pracy i wzmocnienie turystycznej atrakcyjności regionu, wywołuje jednak we Francji znacznie głębszy spór. Dotyczy on nie tylko przyszłości opuszczonych terenów Mirapolis, lecz także tego, kto będzie kształtował francuską wyobraźnię i jaką opowieść o sobie Francja chce przekazać kolejnym pokoleniom.

.W 1987 roku nad Mirapolis górowała monumentalna postać Gargantui, bohatera powieści François Rabelais’go, jednego z najważniejszych autorów francuskiego renesansu. Czterdzieści lat później jego miejsce może zająć Son Goku, bohater stworzonej przez Akirę Toriyamę japońskiej mangi. Nicolas de Villiers, prezes parku historycznego Puy du Fou, w opublikowanej na łamach „Le Figaro” odezwie uznał tę zmianę za symbol utraty przez Francję wiary we własną kulturę. Jego zdaniem saudyjskie petrodolary nie finansują jedynie kolejnych kolejek górskich i miejsc rozrywki, ale inwestują w opowieść, mitologię oraz zdolność wpływania na zbiorową wyobraźnię.

Park Dragon Ball może powstać pod Paryżem

Mirapolis zostało otwarte w 1987 roku w Courdimanche, na terenie aglomeracji Cergy-Pontoise, około 30 kilometrów na północny zachód od Paryża. Park miał być francuską odpowiedzią na Disneyland, choć poprzedzał otwarcie jego paryskiego odpowiednika o pięć lat. Atrakcje, widowiska i architektura Mirapolis czerpały z francuskich baśni, legend, literatury i historii. Najbardziej rozpoznawalnym symbolem przedsięwzięcia był mierzący około 35 metrów Gargantua, wewnątrz którego znajdowała się jedna z parkowych atrakcji.

Ambicje były ogromne, ale liczba odwiedzających okazała się znacznie mniejsza od zakładanej. Mirapolis, obciążone kosztami inwestycji i długami, działało zaledwie przez cztery sezony. Zostało ostatecznie zamknięte w 1991 roku, a kilka lat później zniszczono większość pozostawionych budynków. Teren dawnego parku od ponad trzech dekad pozostaje w dużej części niezagospodarowany, stając się symbolem jednego z najbardziej spektakularnych niepowodzeń francuskiej branży rozrywkowej.

To właśnie ten teren znalazł się w centrum rozmów między Pałacem Elizejskim a Arabią Saudyjską. Według informacji ujawnionych przez Politico i opisanych następnie przez „Le Figaro” saudyjska Qiddiya Investment Company miałaby przejąć tereny dawnego Mirapolis i zbudować tam europejski park poświęcony uniwersum Dragon Ball. Przedsięwzięcie pozostaje na etapie negocjacji, nie ogłoszono ostatecznej decyzji ani daty rozpoczęcia prac, a Pałac Elizejski nie skomentował publicznie informacji o prowadzonych rozmowach.

Pod koniec lipca miało się jednak odbyć spotkanie prowadzone przez Georges’a-François Leclerca, prefekta regionu Île-de-France i byłego dyrektora gabinetu Emmanuela Macrona. Uczestniczyli w nim przedstawiciele niemal dziesięciu gabinetów ministerialnych. Omawiano zarządzanie przyszłym projektem, infrastrukturę transportową, zapotrzebowanie na energię oraz kwestie własności gruntów. Skala zaangażowania administracji wskazuje, że nie chodzi wyłącznie o jeden z wielu wstępnych pomysłów inwestycyjnych, lecz o przedsięwzięcie traktowane przez francuskie władze poważnie.

Oficjalne ogłoszenie mogłoby nastąpić podczas spodziewanej w Paryżu wizyty saudyjskiego następcy tronu Mohammeda ibn Salmana. MBS ma 23 sierpnia uczestniczyć w ceremonii zamknięcia Esports World Cup, największych międzynarodowych zawodów esportowych, wspieranych przez Arabię Saudyjską. Byłby to dogodny moment do przedstawienia kolejnej wielkiej saudyjskiej inwestycji we Francji, a dla Emmanuela Macrona możliwość pokazania wymiernych rezultatów polityki przyciągania zagranicznego kapitału przed końcem jego drugiej kadencji prezydenckiej.

Arabia Saudyjska inwestuje w światową wyobraźnię

Qiddiya Investment Company nie jest zwykłym prywatnym inwestorem poszukującym rentownych nieruchomości. Spółka należy w całości do Public Investment Fund, państwowego funduszu inwestycyjnego Arabii Saudyjskiej, i realizuje strategiczne cele saudyjskiej monarchii. Największym z jej przedsięwzięć jest Qiddiya City, powstające około 40 kilometrów od Rijadu nowe miasto sportu, kultury, turystyki i rozrywki.

Qiddiya ma już park Six Flags oraz ogromny park wodny Aquarabia. Rozwijane są tam również obiekty sportowe, dzielnica poświęcona grom i esportowi oraz infrastruktura przeznaczona do organizacji międzynarodowych wydarzeń. Jednym z najważniejszych elementów całego przedsięwzięcia będzie pierwszy na świecie park tematyczny Dragon Ball, powstający na mocy długoterminowego porozumienia z japońskim studiem Toei Animation.

Saudyjski park ma zajmować ponad 500 tys. metrów kwadratowych i składać się z siedmiu stref odpowiadających siedmiu Smoczym Kulom. Zapowiedziano ponad 30 atrakcji, w tym kolejkę górską przebiegającą przez mierzącą 70 metrów figurę smoka Shenrona. Odtworzone zostaną miejsca znane z mangi i seriali animowanych, między innymi Kame House, siedziba Capsule Corporation oraz planeta Beerusa. Oficjalna prezentacja Qiddiya nie pozostawia wątpliwości, że projekt ma być czymś więcej niż kolejnym parkiem rozrywki. Ma uczynić powstające pod Rijadem miasto jednym ze światowych centrów kultury popularnej.

Projekt znajduje się w samym centrum strategii Vision 2030, za pomocą której Mohammed ibn Salman próbuje uniezależnić saudyjską gospodarkę od dochodów naftowych. Arabia Saudyjska inwestuje w futbol, sporty walki, Formułę 1, esport, gry komputerowe, kino, turystykę i wielkie widowiska. Wybiera dziedziny zdolne przyciągać młodą publiczność na wszystkich kontynentach i budować nowy wizerunek królestwa, przez dziesięciolecia kojarzonego głównie z eksportem ropy, religijnym konserwatyzmem i ograniczeniami praw człowieka.

Saudyjska strategia nie polega jedynie na promowaniu rodzimej kultury. Rijad przejmuje rolę organizatora, producenta i finansowego centrum globalnej rozrywki. Kupuje prawa, kluby i imprezy, przyciąga artystów oraz sportowców, a następnie włącza ich popularność do własnej opowieści o modernizującym się królestwie. Japońska manga może być w tym modelu równie użyteczna jak europejski futbol, amerykańskie gry komputerowe czy międzynarodowy esport. Najważniejsze jest nie pochodzenie konkretnego symbolu, lecz kontrola nad miejscami, instytucjami i wydarzeniami, za pośrednictwem których symbol ten dociera do milionów odbiorców.

Ewentualna inwestycja pod Paryżem oznaczałaby przeniesienie tego modelu do jednego z najważniejszych państw europejskich. Arabia Saudyjska nie eksportowałaby do Francji własnego dziedzictwa, ale wystąpiłaby w roli gospodarza i finansowego patrona światowej kultury popularnej. Właśnie dlatego park Dragon Ball należy analizować również jako instrument soft power. Kraj, który jeszcze niedawno pozostawał przede wszystkim odbiorcą zachodniej rozrywki, chce dziś decydować, gdzie i w jakiej formie będzie ona prezentowana.

Gargantua ustępuje miejsca Son Goku

Najbardziej sugestywnym wymiarem całej historii pozostaje miejsce planowanej inwestycji. Mirapolis nie było neutralnym terenem poprzemysłowym, ale nieudaną próbą zbudowania parku opartego na francuskiej kulturze. Gargantua, Rabelais, baśnie i narodowe legendy miały stworzyć rodzinny świat wyobraźni konkurencyjny wobec amerykańskich marek. Projekt przegrał ekonomicznie, lecz jego pierwotna idea zachowała znaczenie symboliczne.

Nicolas de Villiers w swojej odezwie opublikowanej w „Le Figaro” przedstawia możliwe zastąpienie Gargantui przez Son Goku jako znak francuskiej kapitulacji kulturowej. „Renesans kłania się przed dzieckiem z małpim ogonem” – pisze, przeciwstawiając francuską literaturę i historię importowanym markom globalnej kultury popularnej. Jego zdaniem przywódcy Francji przestali wierzyć, że rodzime dziedzictwo może przemawiać do masowej publiczności równie skutecznie jak japońska manga albo amerykańskie kino.

Nie jest to zbiorowy apel francuskich intelektualistów, lecz autorska trybuna prezesa Puy du Fou, człowieka bezpośrednio związanego z jednym z najważniejszych francuskich parków rozrywki. Ten kontekst ma znaczenie. Nicolas de Villiers przemawia jednocześnie jako uczestnik rynku, obrońca konkretnego modelu kulturowego i przedstawiciel przedsięwzięcia, które dowodzi, że historia narodowa może stać się podstawą komercyjnego sukcesu.

Puy du Fou nie opiera swojej popularności na globalnych franczyzach filmowych. Jego widowiska wykorzystują dzieje Wandei, średniowiecze, epokę wikingów, czasy muszkieterów, rewolucję francuską oraz pamięć o wojnach światowych. Park zbudował własny język spektaklu, łączący historię, legendę, muzykę, architekturę i nowoczesną technikę sceniczną. Przyciąga miliony gości i rozwinął swój model również w Hiszpanii, gdzie nie narzuca francuskiej historii, lecz odwołuje się do dziedzictwa Toledo oraz hiszpańskiej pamięci.

Argument Nicolasa de Villiers nie sprowadza się więc do przekonania, że francuska kultura jest z definicji wartościowsza od japońskiej. Sam autor wyraźnie zaznacza, że nie zamierza przeciwstawiać cywilizacji ani odrzucać wymiany kulturowej. Można czytać George Sand i jednocześnie interesować się mangą, kochać Rostanda oraz japońskie haiku. Problem rozpoczyna się wówczas, gdy otwartość na inne kultury staje się usprawiedliwieniem dla porzucenia własnej.

W tej interpretacji rzeczywistym zagrożeniem nie jest Son Goku ani popularność Dragon Ball. Nie jest nim również sam zagraniczny kapitał, bez którego wiele europejskich inwestycji nigdy nie zostałoby zrealizowanych. Zagrożeniem jest utrata przez państwo zdolności do rozpoznawania kultury jako przestrzeni strategicznej. Jeżeli Francja nie tworzy wielkich przedsięwzięć opartych na własnym dziedzictwie, wcześniej czy później przestrzeń tę wypełnią ci, którzy rozumieją polityczne i gospodarcze znaczenie zbiorowej wyobraźni.

Francja może zyskać park i stracić opowieść

Zwolennicy inwestycji mogą wskazać wiele racjonalnych argumentów. Teren Mirapolis od 35 lat pozostaje niezagospodarowany, a poprzednie pomysły stworzenia wielkiego kompleksu rozrywkowego w regionie zakończyły się niepowodzeniem. Najbardziej znanym przykładem było EuropaCity, planowane w Gonesse przez Auchan Holding i chińską Wanda Group. Projekt o wartości około 3 miliardów euro został porzucony w 2019 roku po sporach politycznych, społecznych i ekologicznych.

Park Dragon Ball mógłby przynieść Val-d’Oise tysiące miejsc pracy, rozwój transportu, nowe hotele i restauracje oraz zwiększenie wpływów podatkowych. Francja otrzymałaby atrakcję mogącą konkurować o międzynarodową publiczność z Disneylandem Paris i Parkiem Asteriksa. Popularność Dragon Ball obejmuje kilka pokoleń odbiorców, a sama marka pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów japońskiej kultury popularnej. Z czysto gospodarczego punktu widzenia odrzucenie inwestycji przekraczającej miliard euro wymagałoby bardzo mocnych powodów.

Spór nie powinien zatem zostać sprowadzony do prostego wyboru między francuską tradycją a zagranicznymi pieniędzmi. Państwo może przyciągać kapitał, korzystać z globalnych marek i pozostawać otwarte na inne kultury, a jednocześnie konsekwentnie inwestować we własne dziedzictwo. Problem polega na tym, że w przypadku Mirapolis Francja nie przedstawia równoległego projektu, który potwierdzałby taką równowagę. Na ruinach parku inspirowanego Rabelais’m ma powstać przedsięwzięcie finansowane przez saudyjski fundusz i oparte na japońskiej licencji, podczas gdy rola francuskiego państwa ogranicza się przede wszystkim do ułatwienia inwestycji.

Możliwy układ Emmanuela Macrona z Arabią Saudyjską staje się przez to czymś więcej niż negocjacją gospodarczą. Jeżeli zostanie zawarty, będzie decyzją o wykorzystaniu miejsca obciążonego szczególną pamięcią kulturową. Władze mogą uznać, że liczy się przede wszystkim ożywienie terenu, miejsca pracy i przyciągnięcie turystów. Krytycy odpowiedzą, że państwo, które widzi w kulturze jedynie gałąź gospodarki, nie dostrzega jej najważniejszej funkcji – tworzenia wspólnego języka, pamięci i poczucia przynależności.

Francja przez stulecia kształtowała wyobraźnię innych narodów. Jej literatura, sztuka, filozofia, architektura i model życia promieniowały daleko poza jej granice. Paryż nie musiał zabiegać o rolę centrum kulturalnego, ponieważ był nim niemal z definicji. W XXI wieku taka pozycja nie jest jednak dziedziczona automatycznie. Trzeba ją stale potwierdzać, finansując twórców, rozwijając instytucje i przekładając dziedzictwo na język zrozumiały dla nowych pokoleń.

Arabia Saudyjska doskonale rozumie tę zmianę. Wie, że wpływu nie buduje się dziś wyłącznie za pomocą ambasad, kontraktów zbrojeniowych i dostaw energii. Buduje się go również poprzez sport, gry, seriale, widowiska i miejsca, do których rodziny przyjeżdżają na wakacje. Każda taka inwestycja tworzy emocjonalne skojarzenia, oswaja wizerunek państwa i pozwala mu uczestniczyć w życiu odbiorców znacznie skuteczniej niż tradycyjna kampania promocyjna.

Dlatego spór o Dragon Ball pod Paryżem nie jest błahą dyskusją o wyborze bohatera parku rozrywki. Dotyczy tego, czy Francja nadal chce być producentem opowieści, czy zadowoli się rolą atrakcyjnego rynku dla opowieści finansowanych i organizowanych przez innych. Gargantua nie przegrał z Son Goku dlatego, że francuskiej kulturze brakuje bohaterów, historii albo symboli. Przegrał wtedy, gdy Francja przestała wierzyć, że warto przekładać je na język masowej wyobraźni.

Możliwe, że park Dragon Ball okaże się wielkim sukcesem gospodarczym i turystycznym. Może stworzyć miejsca pracy, ożywić zapomniany teren i przyciągnąć do regionu miliony ludzi. Nie unieważni to jednak pytania postawionego przez Nicolasa de Villiers. Dlaczego państwo posiadające jedno z najbogatszych dziedzictw kulturowych świata potrzebuje saudyjskiego funduszu i japońskiej mangi, aby przywrócić życie miejscu, które powstało kiedyś po to, by opowiadać historię Francji?

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 sierpnia 2026