Pentagon sprawdza związki amerykańskich uniwersytetów z Chinami. 30 uczelni ma przeprowadzić audyty

Pentagon nakazał 30 amerykańskim uniwersytetom przeprowadzenie szerokich audytów zagranicznych partnerstw badawczych. Szczególną uwagę mają zwrócić na współpracę z instytucjami z Chin, Rosji i Iranu oraz organizacjami powiązanymi z dawnymi Instytutami Konfucjusza. Uczelnie mają zaledwie dwa tygodnie na zbadanie relacji akademickich, finansowych i badawczych oraz wskazanie, czy mogło dojść do udostępnienia wrażliwych technologii. W tle znajduje się coraz ostrzejsza amerykańska polityka ochrony badań naukowych przed wykorzystaniem przez strategicznych rywali.
Pentagon żąda audytów na 30 amerykańskich uczelniach
.Departament Obrony Stanów Zjednoczonych nakazał 30 amerykańskim uniwersytetom przeprowadzenie szczegółowych kontroli ich zagranicznych partnerstw naukowych. Uczelnie mają przeanalizować relacje z podmiotami określanymi przez Pentagon jako zagraniczne „entities of concern”, czyli instytucje mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa amerykańskich badań.
Kontrole mają objąć nie tylko wspólne projekty naukowe, ale również powiązania finansowe, akademickie, wymianę danych oraz dostęp zagranicznych partnerów do badań objętych ograniczeniami eksportowymi. Pentagon oczekuje, że uczelnie przedstawią wyniki audytów wraz z propozycjami działań naprawczych do 31 sierpnia 2026 r.
Oznacza to, że na przeprowadzenie przeglądu otrzymały zaledwie dwa tygodnie. W skrajnych przypadkach środkiem zaradczym ma być zakończenie współpracy z zagraniczną instytucją. Stawka jest wysoka: uczelnie, które nie spełnią wymogów, mogą utracić możliwość ubiegania się o przyszłe finansowanie federalne związane z programami Departamentu Obrony.
Nie wiadomo, które uczelnie zostały objęte kontrolą
.Pentagon nie ujawnił nazw 30 uczelni. Nie podał również, ile z nich zostało objętych audytem ze względu na związki z Chinami, a ile z powodu kontaktów z instytucjami rosyjskimi lub irańskimi. Nie jest też jasne, czy Departament Obrony posiada już dowody wskazujące na niewłaściwy transfer technologii, czy też uczelnie zostały wytypowane wyłącznie dlatego, że utrzymywały relacje z instytucjami znajdującymi się na amerykańskich listach podwyższonego ryzyka. To istotna różnica. W pierwszym przypadku mielibyśmy do czynienia z reakcją na konkretne podejrzenia.
W drugim – z prewencyjnym rozszerzaniem systemu bezpieczeństwa badań naukowych na coraz większą część amerykańskiego szkolnictwa wyższego.
Chiny w centrum uwagi
.Choć Pentagon mówi o Chinach, Rosji i Iranie, to właśnie relacje z chińskimi instytucjami znajdują się w centrum najnowszego działania. Departament Obrony wskazał, że audyty mają obejmować współpracę z instytucjami znajdującymi się na liście tworzonej na podstawie Section 1286 National Defense Authorization Act z 2019 r.
Na liście znajdują się zagraniczne uniwersytety i organizacje badawcze, które amerykańskie władze uznają za potencjalnie powiązane z aparatem wojskowym lub bezpieczeństwa strategicznych rywali USA. W lipcu Pentagon rozszerzył zestawienie do 130 uniwersytetów i organizacji badawczych z Chin, Rosji i Iranu. Aż 88 z nich znajduje się w Chinach kontynentalnych.
Na liście znalazły się zarówno uczelnie posiadające bardziej bezpośrednie związki z chińskim sektorem obronnym, jak i bardzo znane uniwersytety cywilne.
Wśród wymienianych instytucji znajdują się m.in. Fudan University, Shanghai Jiao Tong University, Shandong University, Hangzhou Dianzi University, Shenyang Aerospace University, University of International Relations oraz Joint Logistics Support Force Engineering University chińskiej armii.
Cała uczelnia, nie pojedyncze laboratorium
.Istotnym elementem amerykańskiej polityki jest sposób, w jaki Pentagon definiuje ryzyko.Jak wcześniej Departament Obrony wyjaśniał „South China Morning Post”, umieszczenie instytucji na liście dotyczy całego uniwersytetu, a nie wyłącznie wybranego laboratorium, wydziału czy konkretnej grupy badawczej. To znacząco rozszerza skutki regulacji.
Amerykański badacz planujący współpracę z uniwersytetem znajdującym się na liście nie może więc zakładać, że ograniczenia dotyczą wyłącznie jednostki mającej bezpośrednie związki z chińską armią. Pentagon zaleca naukowcom „ścisłą ostrożność” przed rozpoczynaniem współpracy badawczej, przyjmowaniem finansowania czy zawieraniem umów o wymianie danych z wymienionymi podmiotami.
W przypadku projektów finansowanych przez Departament Obrony współpraca z instytucjami z listy jest zasadniczo niedopuszczalna przy badaniach podstawowych. Dotychczasowe relacje mogą natomiast zostać poddane ocenie ryzyka.
Od ostrzeżeń do obowiązkowych kontroli
.Właśnie w tym miejscu najnowsza decyzja Pentagonu oznacza istotną zmianę. Dotychczas Departament Obrony przede wszystkim ostrzegał amerykańskie środowisko naukowe przed współpracą z wybranymi zagranicznymi instytucjami.
Teraz zaczyna wymagać od konkretnych uniwersytetów aktywnego przejrzenia własnych relacji i – jeśli będzie to konieczne – ich zakończenia. To przejście od polityki ostrzegania do polityki egzekwowania.
Pentagon argumentuje, że chodzi o ochronę finansowanych przez amerykańskich podatników badań przed nieautoryzowanym transferem technologii, kradzieżą własności intelektualnej oraz wykorzystywaniem wyników przez zagranicznych przeciwników. – Instytucje otrzymujące finansowanie od amerykańskich podatników muszą przestrzegać najwyższych standardów bezpieczeństwa badań – podkreślił Emil Michael, odpowiedzialny w administracji za badania i inżynierię. Według Pentagonu uniwersytety są kluczowymi partnerami amerykańskich sił zbrojnych w bardzo szerokim zakresie programów badawczych.
Z tego powodu bezpieczeństwo współpracy akademickiej staje się jednocześnie elementem bezpieczeństwa narodowego.
Powrót sporu o Instytuty Konfucjusza
.W komunikacie Pentagonu pojawiło się również odniesienie do organizacji powiązanych z „przemianowanymi Instytutami Konfucjusza”. Programy te, finansowane przez chińskie instytucje publiczne, przez lata działały na uniwersytetach na całym świecie jako centra nauczania języka chińskiego oraz promocji kultury.
W Stanach Zjednoczonych coraz częściej stawały się jednak przedmiotem politycznych sporów. Krytycy zarzucali im możliwość wywierania wpływu na środowiska akademickie oraz ograniczania swobody debaty na tematy niewygodne dla władz w Pekinie. W efekcie wiele Instytutów Konfucjusza w USA zostało zamkniętych albo przekształconych.
Pentagon sugeruje jednak, że część ich działalności mogła być kontynuowana w nowych strukturach i pod innymi nazwami. Uwzględnienie tych podmiotów w obecnych audytach pokazuje, jak szeroko Waszyngton zaczyna definiować bezpieczeństwo współpracy akademickiej.
Pekin: Amerykanie upolityczniają naukę
.Chińska ambasada w Waszyngtonie zdecydowanie sprzeciwiła się działaniom Pentagonu. Jej rzecznik stwierdził, że Chiny są przeciwne „nadmiernemu rozszerzaniu pojęcia bezpieczeństwa narodowego” oraz polityzowaniu normalnych kontaktów naukowych, edukacyjnych i akademickich. Według strony chińskiej innowacje naukowe wymagają otwartej współpracy międzynarodowej, a ograniczanie legalnych kontaktów między badaczami może ostatecznie zaszkodzić także samym amerykańskim uniwersytetom.
Pekin wezwał Stany Zjednoczone do porzucenia – jak określił to przedstawiciel ambasady – „mentalności zimnowojennej” i stworzenia otwartego oraz niedyskryminacyjnego środowiska współpracy naukowej. To argument pojawiający się regularnie w chińskiej reakcji na kolejne amerykańskie ograniczenia technologiczne. Waszyngton przekonuje, że nie chodzi o blokowanie współpracy z Chinami jako takiej, lecz o ochronę badań mogących zostać wykorzystanych militarnie.
Pekin odpowiada, że granica pomiędzy bezpieczeństwem a protekcjonizmem technologicznym jest coraz mniej wyraźna.
Harvard pod lupą Kongresu
.Decyzja Pentagonu pojawiła się cztery dni po opublikowaniu raportu dwóch komisji Izby Reprezentantów dotyczącego współpracy Harvard University z chińskimi instytucjami. House Select Committee on the Chinese Communist Party oraz House Education and Workforce Committee oskarżyły Harvard o niewystarczającą kontrolę relacji z instytucjami powiązanymi z chińskim wojskiem i sektorem obronnym. Według republikańskich autorów raportu badacze związani z Harvardem współtworzyli publikacje z naukowcami m.in. z National University of Defence Technology, Beihang University oraz Nanjing University of Science and Technology.
Komisje zarzuciły również uczelni brak scentralizowanego systemu pozwalającego identyfikować i oceniać zagraniczne partnerstwa badawcze. Raport rekomendował Harvardowi centralizację operacji związanych z bezpieczeństwem badań, wzmocnienie procedur due diligence i rozszerzenie kontroli partnerstw międzynarodowych.
Nie wiadomo jednak, czy Harvard znajduje się w grupie 30 uczelni objętych nakazem Pentagonu. Sama publikacja raportu nie stanowi również dowodu, że Harvard naruszył przepisy dotyczące transferu technologii.
Nauka staje się częścią rywalizacji mocarstw
.Najważniejszy kontekst decyzji Pentagonu wykracza poza pojedyncze uniwersytety. Stany Zjednoczone coraz wyraźniej traktują badania naukowe jako element strategicznej rywalizacji z Chinami. Współczesne technologie wojskowe nie powstają przecież wyłącznie w zamkniętych laboratoriach obronnych.
Sztuczna inteligencja, materiały zaawansowane, technologie kwantowe, półprzewodniki, autonomiczne systemy, biotechnologia czy rozwiązania kosmiczne rozwijają się często na styku uniwersytetów, sektora prywatnego i instytucji państwowych. Ta sama publikacja naukowa może posiadać zastosowanie całkowicie cywilne, a jednocześnie stać się podstawą rozwoju technologii wojskowej.
To właśnie problem tzw. technologii podwójnego zastosowania. W takim świecie klasyczne rozróżnienie między „otwartą nauką” a „tajemnicą wojskową” staje się coraz trudniejsze.
Wielkie pytanie: gdzie kończy się bezpieczeństwo, a zaczyna izolacja?
.Krytycy coraz ostrzejszych regulacji amerykańskich zwracają uwagę na drugą stronę problemu. Zbyt szerokie ograniczenia mogą prowadzić do osłabienia legalnej współpracy międzynarodowej, odstraszania naukowców z zagranicy i utrudniania amerykańskim uniwersytetom dostępu do światowej wiedzy. Pojawia się również obawa przed stygmatyzowaniem badaczy chińskiego pochodzenia.
Historia nauki pokazuje bowiem, że jednym ze źródeł amerykańskiej przewagi technologicznej była właśnie zdolność do przyciągania najlepszych naukowców z całego świata.
Powstaje więc trudny dylemat. Zbyt mała kontrola może ułatwić strategicznym konkurentom dostęp do technologii rozwijanych za amerykańskie pieniądze. Zbyt szeroka kontrola może natomiast podważyć jedną z podstaw siły amerykańskiej nauki – jej otwartość.
Uniwersytet jako element bezpieczeństwa narodowego
Decyzja Pentagonu pokazuje ostatecznie, jak bardzo zmienia się pozycja uniwersytetu w systemie bezpieczeństwa państwa. Jeszcze niedawno międzynarodowe partnerstwo badawcze było postrzegane przede wszystkim jako narzędzie rozwoju nauki. Dzisiaj coraz częściej jest oceniane także pod kątem geopolitycznym.
Liczy się nie tylko to, czego dotyczą badania. Liczy się także, kto je finansuje, kto ma dostęp do danych, z jaką instytucją współpracuje naukowiec i jakie powiązania posiada jego partner.
Wraz z zaostrzaniem się amerykańsko-chińskiej rywalizacji technologicznej granica między polityką naukową i polityką bezpieczeństwa będzie więc coraz trudniejsza do wyznaczenia. Pentagon stawia sprawę jasno: uniwersytety korzystające z pieniędzy Departamentu Obrony mają udowodnić, że potrafią chronić finansowane przez USA badania. Przed amerykańskimi uczelniami stoi jednak jeszcze większe pytanie. Jak zachować otwartość, która przez dziesięciolecia była źródłem przewagi amerykańskiej nauki, jednocześnie nie pozwalając, by ta sama otwartość stała się kanałem transferu technologii do strategicznego konkurenta? Nakazane 30 uczelniom audyty są kolejnym sygnałem, że Waszyngton uznaje odpowiedź na to pytanie nie za problem akademicki, lecz za element bezpieczeństwa narodowego.
Jarosław Kowalski




