Piotr BECZAŁA, polski tenor w Metropolitan Opera w Nowym Jorku

- Piotr Beczała

Polski tenor Piotr Beczała występuje w operze „Andrea Chénier” Umberto Giordana w nowojorskiej Metropolitan Opera. Wyznał w rozmowie z mediami, że każda nowa rola na prestiżowej scenie to dla niego wyjątkowe emocje i że cieszy się na każde wyzwanie.

Kim jest Piotr BECZAŁA?

.Andrzej Dobrowolski: Po raz pierwszy zagra pan w operze „Andrea Chénier”, w roli tytułowej. Jakie emocje towarzyszą wejściu w postać poety, który ginie w imię ideałów?

Piotr Beczała: Każda nowa rola wiąże się z wyjątkowymi emocjami. Bardzo lubię takie charaktery jak Andrea Chénier, połączenie artysty oddziałującego przez swoją twórczość na wydarzenia historyczne i jednocześnie wplątanego w miłosny trójkąt. Jest to rola marzeń, uwielbiana przez wielu tenorów, i cieszę się, że będzie się przez następne sezony często pojawiała w moim kalendarzu.

Jak się układa pana współpraca z Sonją Jonczewą, Igorem Gołowatenką i dyrygentem Daniele Rustionim – co wnosi każdy z nich do tej produkcji i jak wpływa to na pana interpretację roli?

Piotr Beczała: Jestem artystą chętnie współpracującym, szanuję i lubię kolegów, którzy mają podobne podejście. Sonja, Igor i Daniele należą do tej grupy – znamy się od dawna, mamy podobne podejście do muzyki i wrażliwość, dlatego bardzo się cieszę, że kolejny raz mamy okazję występować razem. Jestem jedynym debiutantem w tej grupie, korzystam z doświadczenia Sonji i Igora w tej operze. Daniele to wspaniały dyrygent, bardzo dynamiczny, z wielkim, mimo młodego wieku, doświadczeniem. Wymieniamy się spostrzeżeniami i uwagami.

Chénier to bohater rozdarty między sztuką a polityką. Widzi pan w nim odbicie współczesnych dylematów artysty?

Piotr Beczała: Zawsze byłem zdania, że należy rozdzielić artyzm i politykę, artysta powinien być apolityczny, powinniśmy łączyć, a nie dzielić. Ale są czasy zawirowań politycznych, gdzie artysta może, a nawet powinien opowiedzieć się jasno po którejś stronie. Tak było w czasach rewolucji francuskiej, tak było w czasach, kiedy Paderewski jako artysta działał na arenie międzynarodowej zarówno jako pianista, jak i jako polityk. To jego aktywności zawdzięczamy niepodległość. Być może znów będzie taki moment, kiedy artyści poprzez sztukę będą mieli większy wpływ na dzieje świata.

Czy rola Chéniera zmieniła coś w pana osobistym spojrzeniu na wolność i odpowiedzialność artysty?

Piotr Beczała: Podczas przygotowań do opery „Andrea Chénier” byłem w Paryżu, odwiedzałem miejsca związane z wydarzeniami tam opisanymi, z rewolucją francuską. Wolność słowa i ogólnie wolność artystyczna była wtedy i w wielu momentach zwrotnych w historii zagrożona – co potwierdza stwierdzenie, że słowa, sztuka mogą być jak oręż, trzeba ich używać z uwagą, rozwagą i pełną świadomością konsekwencji.

Jak przygotowuje się pan wokalnie i psychologicznie do partii, która wymaga zarówno liryzmu, jak i heroizmu?

Piotr Beczała: Role tego typu nie są mi obce: Cavaradossi, Werther, Radames, Lohengrin, wszystkie zawierają elementy liryczne i jednocześnie dramatyczne. Liryzm Andrei Chéniera jest oczywiście inny niż w rolach typowo lirycznych, zawsze ma podstawę pełnego śpiewu. Nie ma miejsca na markowanie i z tego należy sobie zdawać sprawę. Trzeba znaleźć radość z używania głosu w specyficzny do tego typu muzyki sposób, opery werystyczne wymagają od śpiewaka, a tenora w szczególności, dobrego przygotowania i rozśpiewania przed spektaklem. Każda aria jest wymagająca i nie wybacza błędów.

W repertuarze Met pojawiają się coraz częściej dzieła mniej znane. Myśli pan, że „Andrea Chénier” może dziś przemówić do młodszej publiczności?

Piotr Beczała: Repertuar Met jest różnorodny, od baroku po opery współczesne pisane nierzadko dla tej sceny. „Andrea Chénier” jest jedną z bardziej znanych oper werystycznych, może nieczęsto wystawianych, ale raczej popularnych. Moim zdaniem akurat w inscenizacji Nicolasa Joëla ta opera jest adresowana do wszystkich, młodsza publiczność znajdzie tam tyle samo atrakcji co ktoś, kto chodzi do opery całe życie…

Występuje pan w Met od wielu lat. Powrót na tę scenę wciąż ma dla pana wyjątkowy wymiar czy stał się rutyną?

Piotr Beczała: Dla mnie każdy spektakl jest nowym spotkaniem z publicznością, ma inne emocje i oczekiwania. To mój 19. sezon w Met i cieszę się na każde wyzwanie.

Jak odbiera pan reakcje nowojorskiej publiczności? Różnią się od europejskiej?

Piotr Beczała: Przede wszystkim sam rozmiar Met, to, że na każdym spektaklu śpiewamy dla 4 tys. osób, ma znaczenie. Publiczność jest bardzo zróżnicowana, od turystów, którzy trafili przypadkiem, operowych podróżników, również wielu z Polski, stałych bywalców odwiedzających niemal każdy spektakl, aż po „śmietankę towarzystwa” traktującą wizytę w Met jako potwierdzenie statusu społecznego. Śpiewamy dla wszystkich i jestem wdzięczny za każdy przejaw sympatii i uznania. Różnica polega głównie na tym, że w niektórych teatrach Europy, jak Wiedeń czy Monachium, są grupy fanów opery, które przy aplauzie dają nam odczuć, jak doceniają artystę, i nie wypuszczają nas tak szybko ze sceny.

Jakie wyzwania artystyczne czekają pana w kolejnych miesiącach?

Piotr Beczała: Po ostatnim spektaklu w Met i koncercie w Santa Monica wracam do Europy – do wiedeńskiej Staatsoper („Rusałka”, „Carmen”), Monachium („Carmen”, „Trubadur”), Berlin Staatsoper („Tosca”), Madrytu („Trubadur”), Lohengrin w Baden-Baden. Będę się przygotowywał do koncertów oraz recitali. Wracam do Met na „Toskę” i „Parsifala” w sezonie 2026/27.

Rozmawiał: Andrzej Dobrowolski/PAP

Panteon teatrów i jego potrójny listopadowy jubileusz

.„Aktorowie Jego Królewskiej Mości komediów polskich – ogłaszały afisze jesienią 1765 roku – będą reprezentowali 19 listopada Natrętów, komedię w trzech aktach z dwoma baletami. Początek będzie o godzinie szóstej. Bilety od południa będą sprzedawane w Operalni”. Afisz pierwszego spektaklu nie zachował się do dziś, ale jesteśmy w posiadaniu identycznego z 26 listopada. Natręci Józefa Bielawskiego zostali dobrze przyjęci przez publiczność, choć nie miała wysokiej wartości artystycznej. Nawet August F. Moszyński, dobry znawca teatru, miał przyznać: „Pan Bielawski podjął trud wyuczenia aktorów, dając im grać szereg komedii według swoich wskazówek, i zapoczątkował w ten sposób polski teatr”.

Prawdziwym scenicznym odkryciem w inscenizacji Natrętów okazał się Karol Świerzawski. W skreślonym przez Bogusławskiego żywocie tego artysty amatora, który stał się pierwszym polskim aktorem etatowym, czytamy: „Z tej jednej roli wybornie oddanej, wróżono w nim wielkiego komika, czym był w istocie i czego coraz większe w początkowych [Franciszka] Bohomolca komediach: CzaryPan StaruszkiewiczJunak i innych dawał dowody”.

Pomimo braku przystosowania do warunków teatru publicznego Operalnia służyła do 1772 roku, kiedy to z powodu złego stanu (nie polepszyły go liczne naprawy), została rozebrana. Znajdowała się w narożniku Ogrodu Saskiego, przy ulicy Królewskiej, w miejscu, które dziś upamiętnia kamienny pomnik. Wnętrze składało się z przedsionka, klatek schodowych, sali głównej oraz sceny ze stałym horyzontem. Widownia, jak w teatrze dworskim w Dreźnie, miała kształt podkowy i posiadała cztery kondygnacje lóż, w tym dwie loże reprezentacyjne; na parterze ustawione były krzesła i siedem rzędów ławek. Wnętrze teatru wykonane było w stylu drezdeńskim i odznaczało się dobrym smakiem i elegancją. Wyjątkowość Operalni polegała na tym, że wzniesiono ją w czasach saskich jako teatr królewski, a z czasem stała się pierwszym w Warszawie teatrem publicznym.

.Na teatr publiczny z prawdziwego zdarzenia Warszawa musiała czekać do 1779 roku; wzniesiono go na placu Krasińskich. Gdy rok wcześniej wystawiano pierwszą polską operę, trzeba ją było inscenizować w pałacu Radziwiłłów (dzisiejszym Pałacu Prezydenckim) na Krakowskim Przedmieściu. Tą pierwszą operą była Nędza uszczęśliwiona z muzyką Macieja Kamieńskiego i tekstami Bohomolca, na podstawie których Wojciech Bogusławski napisał libretto. W Dziejach Teatru Narodowego autor tegoż libretta pisze: „Wystawił Kamieński pierwszą operę polską, cudo jak naówczas wszystkich zadziwiające. Spomiędzy innych, śpiew ubogiej matki Torbo kochana, taniec polski Kasi, a nade wszystko rondo Antka – Nigdy jak dzisiaj nie czułem rozkoszy – wszędzie śpiewane, wszędzie mile słuchane były”. Tak oto Nędza uszczęśliwiona otworzyła dostęp nowym ideom i pojęciom i dała hasło do unarodowienia pięknej muzyki operowej, dotąd zupełnie bezsilnej wobec przemożnych wpływów obcych.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jerzy-miziolek-panteon-teatrow-i-jego-potrojny-listopadowy-jubileusz/

PAP/Andrzej Dobrowolski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 grudnia 2025
Fot. Teatr Wielki Opera Narodowa.