Boualem SANSAL z pierwszym dużym wywiadem po wyborze do Akademii Francuskiej

Po niemal jednogłośnym wyborze do Akademii Francuskiej pisarz Boualem Sansal udzielił dużego wywiadu najpoważniejszemu francuskiemu dziennikowi, czyli „Le Figaro”. W rozmowie, którą przeprowadzili Mohammed Aïssaoui i Etienne de Montety, a którą publikuje „Le Figaro” w wydaniu sobotnim (31 stycznia 2026 r.), pisarz składa pasjonujący hołd językowi francuskiemu.
„Kontrola nad językiem jest także kontrolą nad narodem”
Komentując wybór do Akademii Francuskiej, Boualem Sansal stwierdził, że jest to dla niego dar. „Podarowano mi królewski prezent. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Wejście do Akademii Francuskiej nigdy nie było moją ambicją ani częścią moich planów. To było coś bardzo odległego. Żyłem w Algierii, a w Algierii nie ma Akademii Francuskiej, więc nie ma też żadnych impulsów z tej strony. Ego pozostaje spokojne, podobnie jak ambicja. A potem nagle pole możliwości się otworzyło. Nie tylko Akademia: Legia Honorowa, gesty przyjaźni, wyróżnienia… To niezwykłe. Może nawet zbyt niezwykłe” – mówi Boualem Sansal.
Oczywiście, wiedział czym jest Akademia Francuska, która składa się nie tyle z ludźmi, którzy chronią książek, literaturę, język, ale też kulturę. „Akademia Francuska odsyła do języka, do kultury, do coraz bardziej filozoficznych i politycznych kwestii. Bo kontrola nad językiem jest także kontrolą nad narodem. To sama organizacja narodu” – zauważa pisarz.
„Język stał się polem bitwy”
Pisarz Boualem Sansal od zawsze, jeszcze w Algerii, bronił utrzymania i rozwoju języka francuskiego, wspierał instytucję frankofonii. Jak dziś mówi, był on oddechem wobec świata, językiem pracy i otwarcia. „Wpadłem w język francuski jak Obeliks w magiczny napój! Pochodzę z rodziny frankofońskiej. Wokół mnie był arabski, berberyjski, hiszpański, grecki, maltański… Moja babcia mówiła wyłącznie po hiszpańsku. Algieria mojego dzieciństwa była polifonią. Mam w uchu wszystkie języki Morza Śródziemnego! W kwestii języka jest zbyt wiele ideologii. Ja jej nie ufam. Język jest narzędziem, szansą, otwarciem” – przekonuje pisarz.
Boualem Sansal powtarza, że język z natury jest językiem politycznym. „Bo kraj, zanim stanie się czymkolwiek innym, jest językiem. Po uzyskaniu niepodległości przez Algierię zasadnicze pytanie brzmiało: kim jesteśmy? Potrzebny był projekt społeczny, kulturowy, polityczny. Władza wszystko bardzo szybko rozstrzygnęła. Historia Algierii została napisana na rogu stołu, w dwa, trzy dni. Nazwano to Kartą Narodową. Ustalono „niezmienności narodowe”: wszyscy mieliśmy być Arabami, muzułmanami, socjalistami i mówić „kocham mojego przywódcę”. Domniemana jedność narodu zaczęła pękać. Berberowie powiedzieli: „Nie jesteśmy Arabami”. Inni stwierdzili: „Nie jesteśmy muzułmanami”. Jeszcze inni oznajmili, że nie są wierzący. A język stał się polem bitwy”.
„Jeśli Francja osłabnie politycznie, gospodarczo, kulturowo, jej język również osłabnie. Potrzeba silnej Francji dla silnego języka”
Dziś język francuski wszedł w świecie w erę cofania się, regresu. „Ten regres obserwuję od dwudziestu pięciu lat w różnych częściach świata, a szczególnie wśród młodych ludzi, niestety. Ale to nie jest tylko kwestia językowa: to kwestia potęgi. Kraj potężny czyni język potężnym. „Jeśli Francja osłabnie politycznie, gospodarczo, kulturowo, jej język również osłabnie. Potrzeba silnej Francji dla silnego języka” – przekonuje Boualem Sansal w „Le Figaro”.
Oprac. AJ






