Pisarze pomogą wojskowym w przewidywaniu zagrożeń

Kanadyjskie ministerstwo obrony jest ciekawe, w jaki sposób pisarze widzą zagrożenia wojenne. W konkursie na opowiadanie science fiction na temat zagrożeń w kanadyjskiej Arktyce i obronie suwerenności Kanady główna nagroda to 10 tys. dolarów kanadyjskich; nagrodzonych zostanie 10 prac.
„Szukamy wizjonerów, innowatorów i śmiałych umysłów”
.Autorzy opowiadań mają wyjść od scenariusza, w którym wywiad ostrzega, że obcy kraj chce zająć część kanadyjskiej Arktyki i wysłać tam wojsko. W reakcji na tę informację rząd działa w Arktyce, ale nieskutecznie i Kanada musi bronić swojego terytorium. Bazą do kanadyjskich działań są wyspy Ellesmere i Devon w Arktyce, a wojska obcego kraju zbliżają się to należącego do Kanady terytorium.
Instrukcje dla autorów na stronie ministerstwa obrony zachęcają, by myśleć „jak wróg”. „Odwołaj się do innowacyjnych pomysłów, by przeszkodzić wrogowi. Pisz tak, jakby zależała od tego przyszłość. Ten konkurs jest trampoliną dla pomysłów, które zmieniają rozdanie kart i ma dostarczyć wojskowym dowódcom śmiałych i atrakcyjnych pomysłów, których nie znajdą w żadnym raporcie. Pole bitwy przyszłości zaczyna się właśnie tu” – można przeczytać na stronie kanadyjskiego ministerstwa obrony.
Ministerstwu chodzi o futurystyczne technologie, które mogłyby powstać na bazie pojawiających się obecnie nowatorskich pomysłów, a które mogłyby się przydać szczególnie w Arktyce. Autorów zachęca się do wymyślenia scenariuszy, uwzględniających strategie wykorzystujące zaawansowane rozwiązania techniczne. Jednocześnie autorzy są proszeni o opisanie możliwych przygotowań do prowadzonych operacji.
„Szukamy wizjonerów, innowatorów i śmiałych umysłów zdolnych przekształcić wyobraźnię w konkretną perspektywę” – podkreślono w komunikacie ministerstwa obrony.
Nagroda główna to 10 tys. dolarów kanadyjskich, druga nagroda – 7,5 tys. dolarów, trzecia – 5 tys. dolarów, laureaci od 4 do 10 miejsca otrzymają po 2,5 tys. dolarów. Są też specjalne nagrody dla studentów, rdzennych mieszkańców Kanady, kobiet i osób o niestandardowej identyfikacji płci kulturowej. Konkurs jest dostępny dla wszystkich Kanadyjczyków, natomiast w przypadku pracowników federalnych nie ma nagrody pieniężnej, jest tylko zapowiedź publikacji pracy.
Prace można przesyłać do 16 stycznia 2026 r., chociaż ministerstwo zastrzega, że jeśli przed tą datą zostanie nadesłanych 300 prac, to kolejnych opowiadań nie będzie już przyjmować. Jednocześnie resort obrony podkreśla, że to pierwszy konkurs tego rodzaju.
Pisarze ze zleceniem od rządu?
.Kanadyjska Arktyka – to 40 proc. kanadyjskiego terytorium i ponad 70 proc. linii brzegowej. W grudniu ub.r. Kanada przedstawiła nowe zasady swojej polityki zagranicznej w Arktyce, w których za największe wyzwanie uznano Rosję i ryzyko siłowego naruszania granic.
Właśnie na znajdującej się na obszarze terytorium Nunavut wyspie Ellesmere, wspomnianej w scenariuszu, jest jedna z baz wojskowych kanadyjskiej armii. Jak zwrócono uwagę w dokumentach rządowych na temat strategii w Arktyce, z bazy na Ellesmere jest bliżej do rosyjskiej bazy wojskowej Nagurskoje niż – na przykład – z Toronto do Winnipeg.
Arktyką i jej bogactwami są zainteresowane Chiny, które Kanada uważa za kolejne zagrożenie. Uważnie się też śledzi działania USA wobec Grenlandii. Prezydent USA Donald Trump wypowiadał się wielokrotnie o Kanadzie jako „51 stanie”, co w Kanadzie odebrano jednoznacznie jako groźby aneksji.
Potrzeba wymusza innowacje
.Historia gospodarcza pokazuje, że kryzysy i niedobory nie tylko nie hamują postępu, a mogą wręcz przyspieszać innowacje. W obliczu ograniczeń witalnych – wojny, głodu, braku zasobów – społeczeństwa potrafiły przekształcić przeciwności losu w dźwignię transformacji technologicznej – piszą prof. Antonin BERGEAUD, Jean-Baptiste CHANIOT i Clément MALGOUYRES
Mimo rosyjskiej przewagi militarnej i trudności napotykanych na froncie Ukraina imponuje odpornością. Długo nie posiadając wystarczającej liczby myśliwców, opracowała niedrogie, skuteczne, adaptowalne drony, do których brakujące części można drukować na drukarkach 3D nawet w warunkach frontowych. Każde ograniczenie materiałowe, taktyczne czy logistyczne stało się w niecałe dwa lata dźwignią innowacji.
Ta nagła przemiana armii ukraińskiej w armię przyszłości może wydawać się zaskakująca, ale przypomina odwieczną prawdę: potrzeba wymusza tworzenie szybkich i radykalnych rozwiązań innowacyjnych, a gdy brak rozwiązania jest synonimem porażki, głodu czy wyginięcia, pomysłowość staje się witalna. Od dzisiejszej Ukrainy po XIX-wieczną Anglię, przez francuskie rolnictwo po I wojnie światowej i amerykańskie fabryki w czasie II wojny światowej, historia gospodarcza pełna jest przykładów pokazujących, w jaki sposób okresy niedoboru lub szoku stymulowały ogromne skoki technologiczne.
Słynna sentencja „potrzeba jest matką wynalazków” zdaje się znajdować odzwierciedlenie w historii, a różne nowe dane ilościowe każą inaczej patrzeć na kilka ważnych wydarzeń. W połowie XIX wieku brytyjski przemysł tekstylny doznał brutalnego wstrząsu podczas wojny secesyjnej: blokada bawełny przez Konfederatów pozbawiła Anglię głównego surowca. Brytyjscy producenci musieli sprowadzać go z Indii, gdzie bawełna występowała w dużych ilościach, ale miała zupełnie odmienne właściwości, a istniejące linie produkcyjne słabo się do niej nadawały. Wymuszona adaptacja zapoczątkowała falę szybkich innowacji, mających na celu modyfikację procesów przędzenia i tkania, aby dostosować je do nowego typu włókna. Ekonomista Walker Hanlon wykazał, że w szczytowym okresie „głodu bawełny” (1861–1865) w Wielkiej Brytanii gwałtownie wzrosła liczba wniosków patentowych na przetwarzanie nowo dostępnej bawełny indyjskiej. Potrzeba wymusiła zatem na wynalazcach poszukiwanie alternatywnych rozwiązań, co potwierdziło, że niedobór może stymulować innowacyjność.
Innym przykładem z XIX-wiecznej Anglii są nowatorskie rozwiązania technologiczne, wdrażane wskutek niedoborów siły roboczej. Podczas wojen napoleońskich, na skutek masowego poboru, wielu pracodawców nie miało innego wyjścia, jak inwestować w maszyny, aby utrzymać produkcję. Niedawne prace Hansa-Joachima Votha potwierdzają, że w regionach, które utraciły wielu poborowych, szybciej postępowała mechanizacja procesów produkcyjnych. Im intensywniej rekrutowano żołnierzy w danym miejscu, tym więcej instalowano tam maszyn. Innymi słowy, niedobory siły roboczej przyspieszały przejście na techniki przemysłowe, takie jak wdrożenie krosien mechanicznych, co przyczyniło się do rewolucji przemysłowej. Warto zauważyć, że te regiony, pionierskie w adaptacji do niedoborów siły roboczej, odnotowały później szybszy rozwój technologiczny. Również w tym przypadku ograniczenie (brak pracowników) wymusiło postęp.
Francja także doświadczyła podobnego epizodu, co pokazało nasze niedawne opracowanie poświęcone I wojnie światowej. Konflikt pozbawił nasz kraj 1,3 miliona mężczyzn, czyli ok. 15 proc. populacji w wieku produkcyjnym. Szok demograficzny był szczególnie dotkliwy w regionach wiejskich i rolniczych, gdzie i tak brakowało już siły roboczej. Jednak w obszarach, gdzie straty ludzkie były największe, w latach 20. XX wieku nastąpił gwałtowny wzrost innowacyjności skoncentrowanej zwłaszcza w technologiach rolniczych. Reakcja ta była jednak widoczna tylko tam, gdzie lokalny poziom wykształcenia był wystarczająco wysoki. Innymi słowy, niedobór stymulował innowacyjność, ale tylko tam, gdzie dostępne były odpowiednie kwalifikacje. To zjawisko, widoczne już w latach 20. XX wieku, pozwoliło Francji kontynuować produkcję i przyspieszyć transformację strukturalną z gospodarki rolniczej w przemysłową.
Ostatnio przyglądano się zwłaszcza, w jaki sposób wojny działają jako „przyspieszacze technologiczne”. Podczas II wojny światowej pojawił się pod presją konfliktu szereg przełomowych wynalazków: radar, przemysłowa produkcja penicyliny, silnik odrzutowy, prymitywny komputer opracowany do łamania kodów czy też początki energetyki jądrowej. Ograniczenia doprowadziły ponadto do zwiększenia wydajności systemu produkcyjnego. Na przykład ogromne zapotrzebowanie rządu amerykańskiego na myśliwce zmusiło fabryki samolotów do pilnego wprowadzenia innowacji: udoskonalenia metod produkcji, korzystania na większą skalę z podwykonawców, a nawet programów walki z nieobecnościami w pracy, które spowalniały tempo produkcji.
To „uczenie się z konieczności”, jak nazywa to ekonomista Ethan Ilzetzki, było tak spektakularne, że cele, które zgodnie z planem Roosevelta miały zostać osiągnięte w ciągu pięciu lat, zostały osiągnięte już pod koniec 1941 roku. Zjawisko to można postrzegać jako skrajną formę koncepcji learning by doing, sformułowanej przez Kennetha Arrowa, który już wówczas używał produkcji bombowców jako przykładu krzywej uczenia się powiązanej z zgromadzonym doświadczeniem. Późniejsze analizy empiryczne, takie jak analiza Kazuhiro Mishiny, precyzyjnie dowiodły, jak organizacja fabryki Boeinga i stopniowa optymalizacja procesów, a nie wzrost liczby godzin pracy, doprowadziły do drastycznego spadku kosztów jednostkowych, odzwierciedlając autentyczną naukę zakorzenioną w samym systemie produkcyjnym. Kiedy kurczą się zasoby i liczy się każda minuta, niezbędna staje się motywacja, którą można sprowadzić do hasła „lepiej, szybciej, oszczędniej”. Tak dochodzi do innowacji, które w normalnych warunkach potrzebowały dużo więcej czasu.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/antonin-bergeaud-jean-baptiste-chaniot-clement-malgouyres-potrzeba-wymusza-innowacje/
PAP/MB







