Pogrzeb żołnierzy NSZ z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego

Pogrzeb żołnierzy NSZ jest powrotem prawdy, patriotyzmu, dbałości o polską niepodległość, o wolną Rzeczpospolitą – mówił prezydent RP Karol Nawrocki podczas ceremonii pochówku 58 żołnierzy NSZ ze zgrupowania kpt. Henryka Flamego „Bartka” w Kamesznicy.

Zgrupowanie NSZ Henryka Flamego było największym oddziałem antykomunistycznym w Beskidach

.Żołnierze, walczący o niepodległość Polski w latach 1945-1946, spoczęli na cmentarzu wojennym, który został otwarty. Zostali zamordowani we wrześniu 1946 roku przez komunistyczną bezpiekę w akcji o kryptonimie „Lawina”. Ich szczątki zostały odnalezione przez IPN. 28 zidentyfikowano.

Prezydent Karol Nawrocki podczas uroczystości mówił, że mimo iż jest to pogrzeb, to „dziś się trochę radujemy, bo żołnierze wracają jako bohaterowie”. – Wracają do patriotów, którzy na tej ziemi na nich czekali. Wracają do swoich korzeni. Taki wymiar ma dzisiejszy pogrzeb. Oczywiście, jest to duchowa refleksja i modlitwa, jak zawsze podczas pożegnania i pogrzebu, ale z drugiej strony jest to powrót prawdy; powrót bohaterów pod swoją Baranią Górę, na swoją Żywiecczyznę, na swoje Podbeskidzie. Tych bohaterów, których komuniści nie tylko zabili, a chcieli także wykreślić, ewaporować, wymazać z narodowej pamięci. Robili to przez blisko 50 lat, a niestety także po roku 1989, gdy wielu zdrajców nazywali bohaterami, a bohaterów zdrajcami – mówił.

Karol Nawrocki podkreślił, że pogrzeb żołnierzy NSZ jest powrotem prawdy, patriotyzmu, dbałości o polską niepodległość, o wolną Rzeczpospolitą. – To symboliczny powrót sprawiedliwości – mówił.

Prezydent wspomniał postać dowódcy – kpt. Henryka Flamego, który zgromadził pod swoją komendą „najwierniejszych z wiernych, najbardziej oddanych żołnierzy Rzeczpospolitej”. Mówił, że zostali zdradzeni i zabici „w małej części przez zwykłych konformistów, którzy poddali się władzy komunistycznej i (…) przez tych, którzy przegrali w pewnym momencie ze swoim strachem. (…) To ludzkie, człowiecze. W zasadniczej części zostali zabici i zdradzeni przez tych, którzy nigdy Polski nie kochali; gotowi byli Polskę oddawać w obce ręce: zwykłych zdrajców, komunistów, służących od dekad obcemu systemowi i obcemu państwu – podkreślił.

Biskup polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz w homilii podczas polowej mszy świętej przywołał słowa Jezusa: „wytrwajcie w miłości mojej”. – W tych słowach zawiera się także miłość do naszej wspólnej Ojczyzny. (…) Ten apel płynie do nas nie tylko z kart Ewangelii, ale też z tego cmentarza wojennego, z każdej mogiły żołnierzy NSZ, którzy byli gotowi oddać życie z miłości do Polski. (…) Niezłomni żołnierze (…) woleli cierpieć, a nawet umrzeć, byleby dochować wierności danemu słowu, a przez to zachować w sercu miłość do Ojczyzny aż do końca – mówił.

Przed mszą świętą wiceprezesi IPN – prof. Krzysztof Szwagrzyk oraz Karol Polejowski, wręczyli notę bliskim kolejnego zidentyfikowanego żołnierza oddziału Flamego: Jana Zawady, ps. Grom.

Szczątki żołnierzy zostały odprowadzone na cmentarz w kondukcie, na czele którego szedł prezydent Karol Nawrocki z córką kpt. Henryka Flamego – Alicją Reinhard-Flame. Niewielkie trumny na miejsce spoczynku przenieśli żołnierze z 18. Bielskiego Batalionu Powietrznodesantowego.

Wśród uczestników uroczystości były członkinie rodziny jednego z żołnierzy „Bartka” – Franciszka Talik, ps. Miś. Jego siostra Maria Gawron powiedziała, że nie było jej dane poznać brata. Urodziła się dwa lata po jego śmierci, w 1948 roku. – Moja mama zawsze powtarzała, że nie wie, jak się modlić za niego, czy za żyjącego, czy za zmarłego? Modliła się i tak, i tak – mówiła w rozmowie z PAP.

Siostrzenica Krystyna Mikociak powiedziała, że rodzina, gdy Franciszek Talik został odnaleziony i zidentyfikowany, odetchnęła. – Jak to mówią: dopóki nie znajdziesz ciała, jest nadzieja. Jego rodzice do śmierci mieli nadzieję, że gdzieś się odnajdzie – wskazała.

Rzecznik IPN Rafał Kościański poinformował, że na cmentarzu spoczęła tylko część odnalezionych żołnierzy. Niektórzy zostali pochowani w grobach rodzinnych.

IPN przypomniał, że zgrupowanie NSZ Henryka Flamego było największym oddziałem antykomunistycznym w Beskidach. Operowało na terenie Żywiecczyzny i Śląska Cieszyńskiego od maja 1945 roku do września 1946 roku. Liczyło ponad 340 partyzantów. Największa aktywność przypadła na wiosnę 1946 roku, czego ukoronowaniem było zajęcie 3 maja Wisły i urządzenie defilady.

Urząd Bezpieczeństwa nie był w stanie zlikwidować oddziału. Partyzanci mogli liczyć na wsparcie lokalnej ludności. Komuniści zorganizowali prowokację – operację „Lawina” – z wykorzystaniem podstawionych agentów. Funkcjonariusze UB podający się za oficerów NSZ przedstawili „Bartkowi” plan ewakuowania oddziału na Zachód. Około 100 żołnierzy zostało we wrześniu 1946 roku przewiezionych na Opolszczyznę i tam zgładzonych.

Henryk Flame, podoficer lotnictwa, żołnierz AK i partyzant NSZ, został zastrzelony 1 grudnia 1947 roku przez milicjanta w Zabrzegu.

Budowa miejsca spoczynku podkomendnych „Bartka” na cmentarzu w Kamesznicy symbolicznie rozpoczęła się w październiku 2022 roku. Nekropolia przeznaczona jest na 100 indywidualnych grobów. Dominantę stanowi pięciometrowy pomnik w formie ściany, w której wycięty jest profil krzyża – dla żołnierzy, którzy dotychczas go nie mieli. W górnej części prawego skrzydła umieszczony został orzeł wojskowy z 1939 roku, krzyż NSZ oraz motyw ryngrafu należącego do Henryka Flamego. Przez prześwit w formie krzyża od strony drogi widać Baranią Górę i rejon, w którym pod szczytem znajdował się ostatni bunkier zgrupowania „Bartka”.

Historia kpt. Henryka Flamego, „Bartka” [PODCAST]

.W najnowszym podcaście historycznym Przystanku Historia na „Wszystko co Najważniejsze” naszym gościem jest Paweł ŻOŁĄDEK z Oddziałowego Biura Badań Historycznych Delegatury IPN w Kielcach, autorem książki „O obronę wiary katolickiej, o Polskę narodową…”. Rozmawiamy o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych, wspominając kpt. Henryka Flamego „Bartka” i operację „Lawina”.

Paweł ŻOŁĄDEK„O obronę wiary katolickiej, o Polskę narodową…”. Losy por. Jana Przewoźnika „Rysia” w osiemdziesiątą rocznicę jego śmierci.

Przytoczony w tytule artykułu cytat został zaczerpnięty z przemówienia dowódcy Zgrupowania Leśnego VII Śląskiego Okręgu NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Słowa wypowiedziane do swoich żołnierzy na krótko przed słynną defiladą w Wiśle 3 maja 1946 r. to także tytuł książki o dwóch braciach, oficerach i podkomendnych słynnego „Króla Podbeskidzia”. Planowany termin wydania biografii Tadeusza i Jana Przewoźników to wrzesień 2026 r. Data wymowna, bowiem dokładnie 80 lat wcześniej młodszy z braci Jan znany, jako por. „Ryś” został zamordowany przez funkcjonariusza komunistycznego aparatu bezpieczeństwa w operacji „Lawina”. Rok 2026 to data ważna dla historii całego Zgrupowania. 7 maja to dzień ceremonii pochówku szczątków podkomendnych kpt. „Bartka”. Uroczystościom pogrzebowym towarzyszyło uroczyste otwarcie Cmentarza Wojennego Żołnierzy NSZ w Kamesznicy.

Niniejszy artykuł ma na celu przedstawienie zarysu ostatnich miesięcy życia ppor./por. Jana Przewoźnika „Rysia” – zastępcy kpt. Henryka Flamego. Według autora jest to postać symboliczna dla wszystkich żołnierzy NSZ zamordowanych w operacji „Lawina”. Powodów takiego postrzegania zastępcy „Bartka” jest co najmniej kilka. Po pierwsze, por. „Ryś” został zamordowany strzałem w tył głowy metodą charakterystyczną dla komunistycznych oprawców. Po drugie, jego szczątków nie odnaleziono jak większości ofiar „Śląskiego Katynia”. Po trzecie, propaganda szerzona w czasach PRL uderzała w postać „Rysia” określając go mianem „bandyty” i „faszysty z NSZ”.

Tymczasem w świadomości znacznej części mieszkańców Podbeskidzia Jan Przewoźnik zapisał się w historii jako odważny dowódca mający na koncie szereg udanych akcji bojowych wymierzonych w działaczy komunistycznych, funkcjonariuszy milicji i urzędów bezpieczeństwa. Ponadto do sukcesów „Rysia” w walce z bezpieką należy zaliczyć likwidacje konfidentów oraz zmontowanie sprawnej siatki wywiadowczej.

Pokazem siły zgrupowania NSZ co warto podkreślić, bez rozlewu krwi była defilada zorganizowana 3 maja 1946 r. w Wiśle przeprowadzona z okazji święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Przywilej prowadzenia oddziałów maszerujących z Baraniej Góry do miasteczka przypadł ppor. „Rysiowi”. „Bartek” ze względu na odniesioną ranę nogi pozostał w obozie. Przemarsz wzorowo uzbrojonych i umundurowanych młodych mężczyzn zrobił niesamowite wrażenie na mieszkańcach Wisły podobnie jak wygląd oficera podążającego konno na czele kolumny. Warto odnotować, że tylne ubezpieczenie stanowił pluton ochrony sztabu dowodzony przez starszego brata „Rysia” st. sierż. Tadeusza Przewoźnika „Kubę”. Defilada trwała około dwóch godzin i według szacunków wzięło w niej udział około 160–180 partyzantów, a więc ponad połowa stanu liczebnego Zgrupowania. Długość kolumny wynosiła około półtora kilometra. Wśród maszerujących przeważali ludzie bardzo młodzi około dwudziestoletni śpiewający donośnym głosem pieśni. Szczególną uwagę obserwatorów zwracały ryngrafy z  wizerunkiem Matki Boskiej noszone na piersiach oraz naszywki na rękawach przedstawiające białego orła na czerwonym tle. W oczy rzucał się napis „Poland” noszony na rękawach kurtek. Niektórzy nosili kapelusze góralskie z piórem głuszca. 

Opanowanie Wisły oraz przeprowadzana ulicami miasteczka defilada pod dowództwem ppor. „Rysia” była wydarzeniem bez precedensu w historii oddziałów podziemia antykomunistycznego. Poza korzyściami propagandowymi Zgrupowanie Leśne NSZ zapatrzyło się w znaczną ilość zapasów żywności i pieniędzy.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/przystanek-historia-lawina-kpt-henryk-flame-bartek-podcast/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 maja 2026