Pracownicy fizyczni nie mają się z czego cieszyć, sztuczna inteligencja też ich zaatakuje

Pracownicy fizyczni

Firmy zajmujące się sztuczną inteligencją zbierają miliardy dolarów na stworzenie „mózgu”, dzięki któremu roboty mogłyby pracować na budowie czy platformie naftowej – przekazał 2 lutego 2026 r. amerykański portal Axios. Oznacza to, że AI może zagrozić również stanowiskom pracowników fizycznych.

Pracownicy fizyczni również zostaną zastąpieni przez AI

.„Mózgi” oprogramowania rozumiałyby fizykę i inne warunki świata rzeczywistego, co umożliwiłoby robotom dostosowanie się do zmiennych wymagań otoczenia. „Hydraulika, elektryka, spawanie, dekarstwo, naprawa samochodów, przygotowywanie posiłków — naprawdę nie ma zbyt wielu ograniczeń”, jakie mogłyby uszczuplić możliwości zastosowania robotów – podkreślił portal, zalecając, by czytelnicy przypomnieli sobie roboty z sagi „Gwiezdne wojny” (C-3PO i R2-D2) – tyle, że pozbawione charakterystycznych osobowości.

Aktualnie giganci technologiczni i start-upy gromadzą ogromne ilości danych ze świata rzeczywistego, by szkolić na nich swoje modele sztucznej inteligencji. Inni stosują tańsze modele, szkolone na podstawie symulowanych danych ze świata fizycznego. Opierają się one na zrozumieniu takich zjawisk jak grawitacja.

Portal podkreślił, że do start-upów zajmujących się sztuczną inteligencją napływają duże pieniądze. Kanadyjski Waabi pozyskał pod koniec stycznia 2026 r. miliard dolarów. Firma Skild AI z amerykańskiego Pittsburgha zgromadziła ostatnio 1,4 mld, a w styczniu FieldAI zebrała prawie 400 mln dolarów, które przeznaczy na oprogramowanie dla „brudnych, nudnych i niebezpiecznych” branż, takich jak energetyka i logistyka.

Ile miejsc pracy zostanie zlikwidowanych na skutek AI?

.Nie da się przewidzieć, ile miejsc pracy dla pracowników fizycznych może zostać utraconych, ani też jak szybko może do tego dojść, ponieważ sztuczna inteligencja rozszerza się z przestrzeni wirtualnej do świata fizycznego – podkreślił Axios. Co więcej, nawet jeżeli robot oparty na sztucznej inteligencji byłby lepszym pracownikiem niż człowiek, to dodatkowe koszty sprzętu i dostosowania miejsca pracy do potrzeb robotów mogłyby, przynajmniej początkowo, okazać się większe, niż dodatkowe zyski przedsiębiorców.

O ile pesymiści obawiają się masowej utraty miejsc pracy, przejmowanych przez algorytmy AI, to optymiści uważają, że nowe technologie stworzą nowe potrzeby w zakresie siły roboczej, dlatego nie dojdzie do trwałej utraty miejsc pracy netto ani wśród zawodów związanych z pracą fizyczną, ani umysłową. Krytycy AI podkreślają również, że sztuczna inteligencja spowoduje większą i bardziej ekstremalną zmianę, niż wcześniejsze przełomy technologiczne.

Sztuczna inteligencja, czyli nowy koszmar dla obrońców klimatu

.Według dominującej narracji przyczyną zmian klimatycznych są antropogeniczne emisje dwutlenku węgla, które powodują ocieplanie atmosfery. To z kolei wywołuje szereg dodatnich sprzężeń zwrotnych, wzmacniających efekt cieplarniany. Przykładem jest wzrost koncentracji pary wodnej w cieplejszej atmosferze, która również jest gazem cieplarnianym. Jednak dużo większym zmartwieniem dla klimatystów kierujących się maksymą „całe zło to CO₂” powinien być rozwój AI – pisze prof. Ziemowit Miłosz MALECHA.

Eric Schmidt, były CEO Google, wypowiedział się publicznie na temat energochłonności infrastruktury związanej z AI. Zrobił to w dość alarmistyczny sposób, przekonując, że już niedługo 99 proc. wytwarzanej energii może być konsumowane przez centra danych oraz centra obliczeniowe. Wezwał tym samym decydentów w USA do budowy nowych instalacji wytwórczych z wykorzystaniem wszystkich możliwych technologii.

Schmidt przewiduje, zgodnie z obserwowanymi trendami, że w samych Stanach Zjednoczonych na potrzeby technologii cyfrowej do 2030 roku potrzebne będzie dodatkowych 30 GW mocy, a do 2035 roku już 67 GW. Są to wielkości gigantyczne. Dla porównania: średnie zapotrzebowanie mocy elektrycznej w Polsce to ok. 19 GW. Należy podkreślić, że centra obliczeniowe i danych nie mogą polegać na wietrze i słońcu, gdyż jest to energia niestabilna i droga. AI wymaga energii najwyższej jakości – taniej, stabilnej i pozbawionej zakłóceń w dostawie. Z tego właśnie powodu korporacje Big Tech wyraziły swoje stanowisko ustami Billa Gatesa, który odstawił „ratowanie planety” na boczny tor, wskazując, że na świecie są pilniejsze potrzeby. Zielony PR odchodzi więc do lamusa, ważniejsze są modele językowe.

Z drugiej strony obserwujemy prawdziwy wyścig z czasem między największymi konkurentami, USA i Chinami. W tym wyścigu USA nie mogą odpuścić nawet na milimetr, zwłaszcza że oddech Chin czują już na swoich plecach. Nie mogą odpuścić, bo uzyskanie znaczących przewag technologicznych w AI przez ChRL oznaczałoby koniec prymatu USA, co byłoby niebezpieczne również dla nas. I nie chodzi tutaj tylko o samą AI, lecz o wszystko to, co za jej pomocą można osiągnąć w dziedzinie techniki, biologii, nauk podstawowych oraz technologii.

Dlaczego więc możemy mówić o AI jako o najsilniejszym dodatnim sprzężeniu zwrotnym w kontekście zmian klimatycznych? Ponieważ skoro w USA przewiduje się takie wzrosty zapotrzebowania na energię elektryczną, to analogiczne będzie, a nawet już jest w Chinach, Indiach, Rosji i wszędzie tam, gdzie poważnie myśli się o technologiach AI. Skalując powyższe liczby, można zauważyć, że w najbliższym czasie potrzebne będą setki, a może i tysiące gigawatów nowych źródeł stabilnej i taniej energii.

Zadajmy więc pytanie: jaka technologia odpowiada tym potrzebom? Odpowiedź jest jednoznaczna. Wyścig technologiczny nie czeka, trzeba budować szybko, tanio i stabilnie, więc będą to elektrownie oparte na paliwach kopalnych – przede wszystkim węglu i gazie. Także atom, jednak elektrownie jądrowe powstają dłużej i mają więcej wymagań, dlatego w tym dynamicznym wyścigu będą początkowo tylko dodatkiem.

To jeden z powodów, dla których wydobycie paliw kopalnych bije dziś rekordy. W Chinach wydobycie węgla osiąga historyczne poziomy, zbliżając się do 5 mld ton rocznie; w Indiach przekroczyło 1 mld ton i prognozuje się dalszy szybki wzrost, podobnie jak w Indonezji. W USA obecna administracja zapowiada zwiększenie wydobycia węgla, ale nie zapominajmy, że kraj ten jest potentatem w wydobyciu gazu ziemnego. Jest to ściśle skorelowane z budową i otwieraniem setek nowych elektrowni węglowych na całym świecie, a szczególnie w Azji.

A jak na tym tle wypada UE oraz Polska? Emisje CO₂ z energetyki (włączając ciepło) w UE stanowią niespełna 2 proc. światowej emisji, a emisje sektora energetycznego w Polsce są pomijalnie małe. Jednocześnie trwa wymuszona transformacja energetyczna w jedynym słusznym kierunku, czyli paneli i wiatraków, co zarówno ogranicza dostęp do taniej i stabilnej energii, jak i wymusza likwidację energetyki węglowej, w konsekwencji hamując rozwój technologii AI. Wracając do przewidywanych potrzeb globalnego wyścigu AI: 1000 GW nowych elektrowni węglowych oznaczałoby emisje ok. 23-krotnie większe niż te w Polsce i ok. trzykrotnie większe niż emisje całej UE.

.Tymczasem wzrost emisji światowych, wywołany gigantycznym zapotrzebowaniem energii dla AI, będzie bezprecedensowy i niekontrolowany. Przyszłość więc wygląda ponuro. Z jednej strony, jak przekonują nas apokaliptyczni klimatyści, wzrost CO₂ ma doprowadzić do zagłady ludzkości, z drugiej – dekarbonizacja staje się na naszych oczach fikcją. Ci sami ludzie stawiają często za wzór dekarbonizacji i walki ze zmianami klimatycznymi ChRL, która najmocniej się do tych zmian przyczynia. Jednocześnie nazywają oni wszystkich, którzy mają inne zdanie na temat technologii wiatrowych i słonecznych, agentami Putina… A nie trzeba być zbyt bystrym, aby zauważyć, że transformacja energetyczna UE oznacza coraz większe uzależnienie od dostawców gazu, niezbędnych pierwiastków oraz zielonych technologii – głównie z Chin, ale także Rosji.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 lutego 2026